wtorek, 27 maja 2014

`Chapter Twenty One.`

15 000 WYŚWIETLEŃ I 17 KOMENTARZY! :oo Ja chyba śnię! <3
_____________________________

Rose's POV.

Zwlokłam się z łóżka, upadając na ziemię z hukiem.
- Kurwa. - przeklęłam poirytowana, uważając na swoją nogę, w którą musiałam się uderzyć podczas wstawania.
Mechanicznymi ruchami, zmusiłam się do wyciągnięcia z szafy krótkich, poszarpanych spodenek, oraz białej bokserki, no i oczywiście bielizny. Przerzuciłam sobie rzeczy przez ramię, wpadając do łazienki. Po ówczesnym zakluczeniu drzwi, stanęłam przed lustrem, wpatrując się w swoje własne, okropne odbicie.
Jeśli kiedykolwiek widziałeś siną, z podkrążonymi oczami twarz, to wiesz, jak wyglądam teraz. Westchnęłam głośno, pochylając się, oraz napuszczając gorącej wody do wanny. Zsunęłam z siebie swoją koszulę nocną, wraz z czarnymi figami, odrzucając je w kąt. Przerzuciłam prawą nogę, delikatnie kładąc ją w wodzie i przyzwyczajając się do ciepłej temperatury. Następnie, to samo zrobiłam z drugą, aż wreszcie całe moje ciało, znalazło się pod wodą, a moje mięśnie odprężyły się.
- Aach. - wydałam z siebie jęk rozkoszy, czując, jakie jest to dla mnie ukojenie.
Byłam wykończona, ponieważ całą noc nie spałam. Czułam się, jak wypluta. Chodź ciągle starałam się odciągnąć od siebie myśli wczorajszej nocy, on cały czas powracały. Odruchowo, spojrzałam na swoje nadgarstki, przywołując wspomnienia.
Potrząsnęłam gwałtownie głową, starając się je odrzucić.
Nie. Koniec.
Lecz ilekroć tak sobie wmawiałam, tylekroć przed moimi oczyma stawała rozwścieczona twarz Justina. Nie potrafiłam zrozumieć, jak nagle, chłopak z miłego, zabawnego i kochanego  przeradza się we wściekłego, agresywnego człowieka. Gdzie podział się słodki Justin? Gdzie szatyn, któremu ufałam, pomimo tego, co zrobił? Gdzie chłopak, do którego coś czułam?
Nie ma. Zniknął, wraz z wymówieniem imienia Katy.
Chciałam się tylko dowiedzieć, kim ona dla niego była i czy znaczyła dużo. Chciałam go tylko bliżej poznać, przecież to nic złego, prawda?
Dlaczego tak bardzo się zdenerwował, na wspomnienie tego imienia? Dlaczego?
Moim ciałem wstrząsnęły dreszcze, gdy namydloną gąbką przejechałam po swoim ramieniu, następnie robiąc to samo z resztą ciała.
Bałam się go, chodź  sama przed sobą, nie chciałam tego przyznać. To niewiarygodne. Przecież.. Jeszcze przedwczoraj, ja i on..
Przełknęłam głośno ślinę, wypuszczając powietrze z ust. Koniec tego. Już zbyt dużo rozmyślałam o tym w nocy.
Wygramoliłam się z wanny, owijając swoje ciało białym, puchowym ręcznikiem. Spojrzałam w lustro, widząc, że cienie pod oczami zdążyły się nieco skorygować.
I tak nie miałam zamiaru ich ukrywać. Niech widzi, co zrobił.
Zachowywałam się jak dziecko, jednak mimo to, chciałam, aby zrozumiał, przeprosił i.. przytulił.  To dziwne, ale potrzebowałam tego z jego strony, a nic nie wskazywało, aby miało to nastąpić.
Chciałam tylko, aby wrócił mój stary Justin. Chciałam poczuć się bezpiecznie. Czy to tak wiele?
Zsunęłam z siebie ręcznik, ubierając się we wcześniej przygotowane odzienie. Rozczesałam mokre włosy, pozostawiając je do wysuszenia samoistnie.
Wyszłam z łazienki, kładąc dłoń na klamce.
Jesteś gotowa na spotkanie z nim? 
W końcu będę musiała, co za różnica, teraz czy później?
Nacisnęłam, otwierając drzwi i wykonując pierwsze kroki. Skarciłam się w myślach za to, iż szłam na palcach.
Mieszkasz w tym domu i będziesz musiała dalej. Tak czy siak Cię zobaczy.
Pewniej postawiłam stopę na schodach, słysząc charakterystyczne skrzypienie, pod moim ciężarem. Następne kroki, stawiałam już pewna siebie. Rozejrzałam się dookoła, nigdzie nie widząc szatyna. Wzruszając ramionami, ruszyłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki truskawkowy jogurt, zastanawiając się gdzie może podziewać się szatyn. Oparłam się o blat, otwierając moje jedzenie i łapiąc w rękę łyżeczkę.
Cisza jaka panowała w domu, była wręcz nienaturalna. Uniosłam brwi w zaciekawieniu, wchodząc do salonu, ale tam również zastając pustkę. Bardziej podenerwowana, zapukałam do jego sypialnii, nie słysząc jednak odzewu. Nacisnęłam klamkę, odstawiając jogurt na pierwszą lepszą półkę w jego pokoju.
- Justin?! - zawołałam głośno, licząc na to, iż może jest w łazience, jednak.. Tam również go nie było.
Zostawił mnie? Tutaj?! Wyjechał?! 
Przed moimi oczami, mignęła postać za oknem. Podbiegłam do niego, uspokajając się. Chłopak właśnie wchodził wraz z wężem ogrodowym do szklarni.
To jest to.
Rozejrzałam się po jego pokoju, następnie rzucając ostateczne spojrzenie ku Justinowi.
- Przepraszam. - wybełkotałam, jak oparzona odskakując od parapetu i z impetem wpadając na szafeczkę przy łóżku. Wyrzuciłam z niej całą możliwą zawartość na ziemię, rękoma poszukując zagubionej rzeczy. Gdy jednak  jej nie odnalazłam, z powrotem powrzucałam je byle jak, biegnąc do przeciwległej półki. Uczyniłam to samo, ponownie nic nie znajdując.
A co jeśli ją zniszczył? W sumie to jednak z najbardziej prawdopodobnych opcji.
Nie spocznę, dopóki nie przeszukam całego pokoju.
Biorąc głęboki oddech, pochyliłam się na dół, sprawdzając pod łóżkiem. Zawiedziona, stanęłam ponownie rozglądając się dookoła.
Podeszłam do szafy z ubraniami, otwierając ją i przeszukując wzrokiem, oraz rękoma.
Nie ma. Gdzie Ty to mogłeś schować?!
Odwracając się gwałtownie, uderzyłam w obrazek wiszący na ścianie. Przygryzłam język, modląc się o to, aby Justin tego nie usłyszał. Roztargniona, podniosłam rzecz z podłogi, spoglądając na miejsce w którym wisiała.
Co to?Przed moim oczami znajdowała się dziura. Ani głęboka, ani też płytka, jednakże - dziura w ścianie. Dokładnie w tym samym miejscu, gdzie wisiał obrazek.
Sprytny.
Wsunęłam tam dłoń, przełykając głośno ślinę i przymykając powieki. Dotknęłam czegoś, a więc z determinacją wysunęłam te.. pudełko ze środka.
Otworzyłam je, trzęsącymi się dłońmi. Przecież on zaraz może tu wejść. Zestresowana wyciągnęłam z niego, to, czego tak usilnie poszukiwałam.
Mój oddech przyśpieszył, a serce  zabiło szybciej.
Ale dlaczego tego nie zniszczył?
- Włącz się, błagam, włącz. - szepnęłam, przyciskając usilnie przycisk na ekranie. Zacisnęłam dłoń w pięść, gdy to jednak nie nastąpiło.
- Co robisz?! - jego głos niósł się, jak echo w mojej głowie. Zszokowana, stojąc tyłem do niego, upuściłam telefon tak, iż rozbił się jego ekran. Poczułam jego oddech na swojej szyi i mimowolnie, moje ciało zaczęło się trząść.
Chwycił jeden z moich nadgarstków, wyszarpując mnie z pokoju, a następnie z mieszkania - na taras. W moich oczach rozbłysły łzy.
- Nie rozumiesz. - zaczął, spluwając obok siebie. - Jeśli coś jest schowane, to nie masz tego szukać!- pchnął mnie w tył tak, iż niemal się wywróciłam i tym samym spychając mnie z werandy. Gorący piasek, poparzył moje nagie nogi, a ja stłumiłam chwilowy szloch.
- Justin.. Justin proszę, przestań. - wyszeptałam, podnosząc wzrok i wpatrując się w jego twarz. Mimo, iż rysy chłopaka się rozluźniły, wciąż nie szczędził słów.
- Jesteś zbyt ciekawską suką. - mruknął, posuwając się krok w moją stronę, a ja tym samym robiąc krok w tył. Poczułam pod stopą coś o dziwnym kształcie, a następnie upadłam.
O jeden krok za dużo.

Ból. Cholernie dziwny ból, chodź wcale nie uporczywy i nie mocny. Był po prostu inny.. i dlatego mnie drażnił.
- Tajpan.. Tajpan pustynny - szepnęłam, spoglądając na węża, oraz nie mogąc się poruszyć. Spojrzałam na nogę, w której pozostały dwa maleńkie, krzywe wkucia, po jego ząbkach. Strużka krwi, wraz z dziwną, brązowawą mazią, wypływała z rany. Zwierzę zasyczało, a ja dalej nie mogąc się poruszyć, zastygłam w miejscu skupiając się tylko i wyłącznie na nim. Nie długo to jednak trwało, bo nagle wokół mnie zrobiło się nadzwyczaj ciemno. Kto zgasił słońce?
***
- Cholera, Rose!
___________
Tak cholernie Wam dziękuję, za tyle wyświetleń i tyle miłych opinii. :( Jestem zszokowana, nie przypuszczałam, że aż tak spodoba Wam się historia Rose&Justina. <3
Jeszcze raz dziękuję!
A teraz wracam do pisania rozdziału na Angels. :)
Do następnego!
xxx
~ Drew.

piątek, 23 maja 2014

`Chapter Twenty.`

Rose's POV.
To dziwne, ale z łóżka wstaliśmy dopiero po południu.. Ale to wszystko była jego wina!
- Masz ochotę na.. obia.. śnia.. ko.. Dobra, jesteś głodna? - zapytał, plątając się w słowach. Zaśmiałam się głośno, kiwając twierdząco głową. Wsunął dłonie pod moje nogi, a następnie pod plecy i uniósł mnie na rękach, z niewiarygodną łatwością.
- Justin, możesz mi powiedzieć, co Ty robisz? - zapytałam, chichocząc pod nosem i chowając głowę w zagłębieniu jego szyi. W tamtym momencie poczułam jego oszałamiające, męskie perfumy. Zaciągnęłam się nimi, zarzucając mu ręce na kark i splatając je tam ze sobą.
- Niosę Cię do kuchni. - odparł, jakby to była jedna ze zwyczajnych odpowiedzi.
- A powiesz, dlaczego niesiesz? - zadałam kolejne pytanie. Spojrzał na mnie, a w jego oczach kryło się coś.. coś nie do opisania. Pierwszy raz widziałam człowieka tak szczęśliwego. Iskry radości, biły od niego na kilometr, stwarzając atmosferę niewiarygodnie lekką.
Jeszcze wczoraj ich tam nie było.
I co w związku z tym?
- Bo chcę, abyś czuła się, jak księżniczka. - szepnął, składając pocałunek, na moim czole. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, gdy wypowiedział to z taką czułością. Reaguję na te teksty zbyt uczuciowo.
Nie zaprzeczysz. Sprawiasz, że jest szczęśliwy, a on sprawia, że Ty jesteś.
Zamknij się.
Więcej nic nie mówiłam. Nie potrafiłam odpowiedzieć. No, bo co? Mówienie u mnie o uczuciach, nie jest zbyt.. Cóż.. Łatwe.
Gdy chłopak usadowił mnie na blacie, oparł się o niego, odgarniając kosmyk moich włosów, za ucho.
- Więc? Na co masz ochotę? - jego oczy wywiercały dziurę w moich obojczykach a ja westchnęłam, wypuszczając głośno powietrze z ust.
- Naleśniiiiiki. - klasnęłam w dłonie, uśmiechając się, jak dziesięcioletnia dziewczynka, a Justin wybuchnął gromkim śmiechem widząc moją minę.
- Okeej.. - westchnął, idąc prawdopodobnie - do spiżarni, gdzie trzymał zapasy. W tym samym czasie, wyciągnęłam patelnię, kładąc ją na piecyk. Gdy chłopak wrócił, położył po kolei wszystkie składniki na stół, oraz obwiązał sobie wokół pasa  fartuch. Zakryłam usta ręką, starając się nie wybuchnąć śmiechem. Widok 21 latka, ubranego w kuchenny fartuch z narysowanymi babeczkami na przodzie, z miną wyrażającą pełne skupienie.. Po prostu mnie rozbawił.
- No co? A jak się pobrudzę? - jęknął poirytowany, a ja już nie powstrzymując chichotu, wybuchnęłam, zginając się w pół.
- Dobra, śmiej się. - mruknął.
 Wstrząsy, jakie rzucały moim ciałem po kuchni, były nie do opisania. Ilekroć próbowałam się wreszcie uspokoić, tylekroć przed oczami stawał mi Justin z urażoną miną.
- Mogłabyś już przestać.
Chwyciłam się za brzuch, czując, jak zaczyna mnie boleć od nadmiaru radości.
- Nie no, teraz to dostaniesz. - warknął, wsadzając rękę do miski z mąką a następnie, wycierając ją w moją twarz, oraz włosy.
Zszokowana, zakasłałam kilka razy, a wokół zatańczyło miliony białych drobinek. Moje usta w kształcie litery o, szybko zmieniły swoje położenie w rozwścieczoną minę.
- Justin, nie żyjesz! - zaczęłam się miotać, powtarzając czyn chłopaka, oraz wskakując na jego plecy, co dawało mi idealny dostęp do jego zmierzwionych włosów. Niemal z pasją, wtarłam w nie mąkę, starając się robić to jak najdokładniej. Justin poruszył się niespokojnie i z mordem w oczach, ruszył biegiem do salonu, zatrzymując się tuż przed kanapą.
- Albo złazisz z moich pleców, albo się na Tobie kładę - zagroził, stając tyłem do siedzenia i pochylając się. Prychnęłam głośno, nie robiąc nic sobie z tej groźby mimo, iż już nieco ześlizgiwałam się z niego.
- Nie zrobisz tego.
- Czyżby? - zaśmiał się głośno, kładąc na plecach i przy okazji przygniatając mnie swoim ciałem do wersalki.
- Juuuuustin! Duszę się. - zakasłałam, jednak on nic sobie z tego nie robił, a nawet docisnął mnie mocniej. Łapczywie łapałam powietrze, przeklinając cicho pod nosem.
- Nie wierzyłaś mi. - westchnął, udając znudzonego, kiedy to ja byłam niemal już sina z braku oddechu.
- Justin, błagam.. Zrobię wszystko co zechcesz - wychrypiałam, a on sam podniósł się gwałtownie, podpierając na łokciu i spoglądając na mnie.
- Wszystko?
- Teraz nie, bo wstałeś. - warknęłam, ale nim zdążyłam się obejrzeć, on ponownie przycisnął mnie do kanapy.
- Dobra, dobra, wszystko!! - ostatkami sił krzyknęłam, a on zadowolony odsunął się, pocierając jedną dłonią, o drugą.
- No. Taki układ mnie zadowala. Klękaj. - mruknął, wyrzucając ręką w bok.
- Co przepraszam?! - zapiszczałam, a w mojej głowie od razu stanął obraz, jego "genialnego" pomysłu. Justin najpierw spojrzał na mnie zszokowany, a następnie wybuchnął gromkim śmiechem, chwytając się za brzuch.
- Jaka Ty jesteś zboczona. Miałem na myśli, serię pokłonów dla swojego pana.. Ale.. Ta druga opcja, też jest kusząca. - mruknął seksownie pod nosem, delikatnie zmniejszając między nami odległość. Posłałam mu pełne oburzenia  spojrzenie, ale Justin wciąż nie zmieniał swego wyrazu twarzy. Wreszcie sapnęłam sfrustrowana.
- A spierdzielaj, dziadzie, jeden. - odepchnęłam go lekko, wstając i strzepując z siebie resztki mąki. - Pedofil. - mruknęłam pod nosem, a on oburzony wyrzucił ręce w górę.
- Przepraszam bardzo! To Ty miałaś nieczyste myśli. - skrzyżował na swojej klatce piersiowej dłonie i zrobił obrażoną minę.
W tym momencie, wybuchnęłam śmiechem, a zaraz po mnie Justin.
***
- Gdzie idziemy? - szepnęłam, gdy potknęłam się po raz kolejny na schodach. Wywróciłam oczami, widząc ich jeszcze kilkanaście.
- Zaraz zobaczysz. - mruknął, ewidentnie zdenerwowany moimi ciągłymi pytaniami. Jestem ciekawska, co ja poradzę?
Weszliśmy do małego pomieszczenia, gdzie Justin uchylił okno, a następnie stanął obok niego i spojrzał na mnie. Jestem pewna, że to było poddasze.
- Co? - zapytałam pełna zdziwienia.
- No, jak to? Wyłaź.
- Przez okno?!
Szatyn pokiwał głową twierdząco, uśmiechając się ciepło.
- Oszalałeś, czy może oszalałeś?
- Wychyl się i wystaw nogi, tam jest drabinka na dach. Poza tym, będę Cię asekurował.
- Jasne. Jeżeli Twoja asekuracja, będzie tak dobra, jak Twój fartuszek to dziękuję bardzo.- prychnęłam, chodź ufałam mu na tyle, aby  bez żadnych wątpliwości zrobić to, o co poprosił. Po jego minie, mogłam stwierdzić, iż dotknęłam jego granicy cierpliwości i zdecydowanie, lepiej jej nie przekraczać.
Ostrożnie, wychyliłam głowę poza okno, a następnie przełożyłam przez nie nogi tak, aby dotknęły po boku drabiny.
- Spokojnie. - w między czasie usłyszałam cichy szept szatyna. Sprawnym ruchem, położyłam  ręce na drabince i uniosłam swoje ciało, wspinając się w górę. Zajęło mi to chwilę czasu i kilka jęków niecierpliwości chłopaka, ale udało mi się wejść. Przeczekałam kilka sekund, pomagając Justinowi.
Stanęliśmy na dachu mieszkania. Dopiero teraz, zauważyłam, iż jest już noc. Nie zwróciłam na to uwagi, jednakże na dworze na tyle się ochłodziło i ściemniło, że światło pozostawiał jedynie księżyc w kształcie banana. Spojrzałam na chłopaka, który z zadowoleniem wpatrywał się w te źródło światła. Kąciki moich ust uniosły się mimowolnie, gdy jego ręka powędrowała do mojego boku i gdy przyciągnął mnie blisko siebie.
- Usiądźmy. - dodał, wskazując głową. Gdy wygodnie usadowiłam się na końcówce dachu, tak, aby moje i Justina nogi zwisały, poczułam mocny,zimny wiatr wiejący w nasze twarze. Kosmyki moich włosów, zatańczyły w rytm jego rozkazu.
Mimo to, nie było mi zimno, bo czułam się nieco skrępowana przy Justinie. Miałam wrażenie, jakbym na twarzy była cała czerwona. Nie wiedziałam, dlaczego akurat w tym momencie, musiałam tak reagować.
- Pięknie. - szepnęłam, a chłopak splótł nasze nogi, oraz położył rękę na mojej talii.
- Wiedziałem, że Ci się tu spodoba. - odparł, chwytając za mój podbródek i kierując go w swoją stronę.
Niemal spalona ze wstydu, spojrzałam w jego oczy, wyrażające w tym momencie niewiarygodną radość. Uśmiechnęłam się delikatnie, co natychmiast odwzajemnił, a zaraz po tym pochylił się nade mną i złączył nasze usta w krótkim, ale jakże intensywnym pocałunku. Moje serce zabiło szybciej, gdy poczułam ciepło, bijące od bliskości w jakiej nas zamknął. Nie potrafiłam się przyzwyczaić, do takiej reakcji mojego ciała, na szatyna. Gdy oderwał swoje usta od moich, poczułam, jakby nagle czegoś mi zabrakło. Jakby ktoś, oderwał część mnie. Ale czy to prawidłowe?
***
- Justin.. - bąknęłam, bawiąc się kosmykiem swoich włosów. Uniósł brwi w zaciekawieniu, skupiając na mnie swoją uwagę.
- Kim jest Katy? - zapytałam, przygryzając delikatnie wargę. Nie mogłam się powstrzymać.W nocy, Justin szeptał to imię, śpiąc. Nie mogłam przez to spać, a jednocześnie chciałam usłyszeć o niej coś więcej.
Jesteś zazdrosna?
To nieprawda! Po prostu chcę go bliżej poznać. To nic dziwnego.
Gdy przestałam rozmawiać sama ze sobą, zauważyłam, iż chłopak napiął maksymalnie mięśnie, odplątując nasze nogi i wykonując przeróżne nerwowe tiki. Przechyliłam głowę na bok, przyglądając się mu. Czy nie powinnam o to pytać? Czy posunęłam się za daleko?
- Przyjaciółką. - warknął ochryple, ale zarazem ozięble, co nie umknęło mojej uwadze. Gęsia skórka przeszyła moje ciało, gdy atmosfera stała się po prostu napięta. Położyłam dłoń na swojej drugiej ręce, pocierając ją nerwowo. Nie zadowalała mnie taka odpowiedź i sądzę, iż on dobrze o tym wie. Skoro już zaczęłam ten temat, nie chciałam go przerywać. Przecież.. to nic dziwnego, że chcę go poznać nieco głębiej.
- Justin.. Czy, czy ona była dla Ciebie kimś.. kimś wyjątkowym? - zapytałam, gryząc się w język. Cholera, czy Ty nigdy nie potrafisz się opanować? Twoja natura, w końcu Cię skrzywdzi.
Ale przyznasz, że dziwna była jego reakcja na tę imię.
- Chce mi się już spać. Wracajmy. - odparł, wypuszczając głośno powietrze z ust i podnosząc się. Uczyniłam to samo, krzyżując dłonie na swojej klatce piersiowej.
- Justin, dlaczego nie chcesz odpowiedzieć? - szepnęłam, kładąc dłoń na jego ramieniu. Odwrócił w połowie głowę, zarzucając klatką piersiową i tym samym strzepując moją rękę. Odwrócił się w moją stronę, a ja zauważyłam, iż jego oczy błyszczą ciemnością. Nastąpił niemal na mojego buta, tak się poruszając, że znajdowałam się teraz o krok od przepaści, stojąc tyłem. Otworzyłam usta ze zdziwienia, wydając z siebie jęk strachu.
- Jeżeli omijam jakiś temat. - zaczął, łapiąc moje nadgarstki i mocno zaciskając na nich swoje ręce. - To oznacza, że nie masz go kontynuować. - syknął, a ja poczułam delikatne łzy kujące mnie w oczy, ze względu na mocny zacisk moich nadgarstków.
- Justin, to boli..
- Zrozumiałaś?! - krzyknął,a jego źrenice zwiększyły swoją średnicę. Nozdrza szatyna, były nieco rozszerzone, gdy wypuścił moje dłonie ze swego uścisku. Echo jego głosu jeszcze chwilę niosło się w moim umyśle. Przerażona, wpatrywałam się w to, jak schodzi z drabinki, a następnie znika w oknie.
Gdy byłam pewna, iż już mnie nie słyszy, opadłam na kolana, spoglądając na swoje nadgarstki. Czerwone ślady odbite na skórze, dawały o sobie znak, nie tylko wyglądem zewnętrznym, ale i również bólem wewnętrznym.
Nic nie rozumiem. Ja tylko chciałam poznać.. Włosy przysłoniły moją twarz, tym sposobem zakrywając mi jakikolwiek widok.
A potem moje oczy, zostały zaszklone słoną wodą, która skroplona, spłynęła po moim policzku, tworząc dopiero początek burzy, jaka miała nastąpić.
______________
Chyba nie skomentuję tego rozdziału.. Zróbcie to sami. Mogę dodać jedynie tyle, że to jest początek końca tej części. :)
xxx

poniedziałek, 19 maja 2014

`Chapter Nineteen`.

Bardzo proszę o wzięcie udziału w ankiecie, obok. Dziękuję :)________________________
Rose's POV.

Ostre promienie słoneczne, wpadły do pokoju prosto na moją twarz. Przeciągnęłam się, mrugając kilkakrotnie, jednak moje ręce nie mogły do końca się wyprostować. Spojrzałam w prawo, napotykając się na śpiącą twarz Justina, a zaraz po tym, na jego ramię, owinięte wokół mojej nagiej talii.
Zrobiłaś to. Pierwszy raz przeżyłaś orgazm, chociaż nie współżyłaś. 
Uśmiechnęłam się szeroko. Nie wiedzieć czemu, ta myśl cholernie mi się podobała. Nie oceniajcie mnie, to naprawdę jest silniejsze od człowieka. Mój wzrok zjechał na odkryty biust, bez stanika i momentalnie, jak oparzona pociągnęłam kołdrę w górę, równocześnie odkrywając Justina.
- Przecież już Cię widziałem nago. Nie musisz się zakrywać. - mruknął, seksownie zachrypniętym głosem, a dreszcze mimowolnie wstrząsnęły moim ciałem.
- Po pierwsze, to nie nago całkowicie, a po drugie, od kiedy nie śpisz? - zapytałam poirytowana jego łobuzerskim uśmieszkiem i na wpół przymkniętymi powiekami.
- Od pół godziny. Słodko wyglądasz, jak śpisz. - westchnął, całkowicie uchylając powieki, a ja zarumieniłam się delikatnie, na te słowa. Zakryłam twarz włosami, wypuszczając cicho powietrze z ust.
Aaaw. 
O mój Boże, jak możesz reagować na te tanie teksty.
Zamknij się.
- Widzę te rumieńce, nie zakrywaj ich, słoneczko. - bąknął, kładąc dwa palce na mojej brodzie i unosząc ją wysoko. Zachichotałam mimo , iż nie chciałam tego zrobić.
Mój wzrok, jak na złość wylądował na jego nagiej klatce piersiowej, a ja przygryzłam lekko wargę.
Cholera, ale go podrapałam.
Justin bacznie obserwował moje poczynania i już miał otworzyć buzię, zgaduję, że z jakimś złośliwym komentarzem, ale zamilkł, gdy zobaczył co robię.
Położyłam ręce na jego brzuchu, zmuszając go do położenia głowy na poduszce, a ja sama podparłam się na łokciach, wierzchem dłoni przejeżdżając po czerwonych zadrapaniach.
Zamknął oczy, a ja czułam, jak każdy jego mięsień rozluźnia się pod wpływem mojego dotyku. Nie powiem, schlebiało mi to, że tak na niego działam, ale i również mogłam się nacieszyć widokiem, jego idealnie wyrzeźbionej klatki piersiowej. Dwie pieczenie na jednym ogniu. To jest coś.
I kto tu się podnieca, jego ciałem.
Daj spokój.
- Boli? - szepnęłam, delikatnie masując poranione miejsca, a Justin założył ręce za kark, odprężając się całkowicie.
- Nie bolało i nie boli, ale możesz mi tak dalej robić. - mruknął, a ja zaśmiałam się z jego zrelaksowanej miny.
On również się zaśmiał, a nasze przeplatane głosy niosły się po pokoju, jeszcze przez kilka minut.
Gdy przestaliśmy, nastała cisza, w czasie której położyłam delikatnie swoją głowę na jego brzuchu. Moje włosy opadły na jego klatkę, a on położył na nich dłoń, gładząc je z niewiarygodną ostrożnością.
Nie powiem. Poczułam niesamowite stado motyli w moim brzuchu, gdy ucho wychwyciło szybkie bicie serca chłopaka. Uśmiechnęłam się sama do siebie, kładąc w tym miejscu dłoń.
- Co robisz? - zapytał szeptem, podnosząc się na łokciach i ciężar mojego, oraz swojego ciała podtrzymując jedynie na swoich rękach.
- Słucham, jak bije Twoje serce.
- W tym momencie, bije tylko dla Ciebie. - westchnął, a ja przygryzłam mocno wargę, powstrzymując się od zawstydzonego śmiechu. Zamiast tego, dorzuciłam komentarz.
- Aww, Justin potrafi być uroczy. - zagruchałam, podnosząc się, oraz chwytając palcami jego policzki i rozciągając je w górę i w dół, sprawiając, że wyglądał jak wnuczek, którego męczy babcia.
- Ja Ci tu moje uczucia wyznaję, a Ty mnie zbywasz. - odparł, udając urażonego i położył rękę na sercu. Zaśmiałam się głośno, na co chłopak mi zawtórował i podniósł mnie tak, że siedziałam na nim okrakiem, spoglądając pochylona na jego twarz, oraz zasłaniając nas, moimi włosami.
Nie potrafisz okazywać uczuć.
Potrafię. Tylko muszę coś czuć.
A do niego. Nic nie czujesz?
Nie odpowiedziałam na to pytanie. Czułam się rozdarta. Z jednej strony, cały czas chciałam wrócić do domu, a z drugiej.. każdy dzień przybliżał mnie do szatyna. Jestem coraz słabsza. Zaczynam ulegać uczuciu, które tak naprawdę nigdy nie powinno się rozwinąć. Jakiekolwiek uczucia większe niż przyjaźń, pomiędzy piętnastolatką, a 21 letnim chłopakiem, pod żadnym pozorem nie powinny być pielęgnowane. Ilekroć widziałam takie związki, wszyscy spoglądali na osobnika płci męskiej, jak na pedofila. To trochę podobne, jak związek zakonnicy z mężczyzną.
             Tylko co mogą zrobić Ci ludzie, którzy po prostu są skazani na takie uczucia? Miłość nie wybiera. Co jeśli i Ty znajdziesz swojego ukochanego w dużo starszej osobie? Zrezygnujesz z niego, nie chcąc, aby ludzie wytykali Was palcami? Czy pozostaniesz z nim, do końca?
Co jeśli ja nie wiem? Nie mam pojęcia, co zrobić. Chcę wrócić do domu i chcę poznawać Justina.Chce być częścią jego życia w tym miejscu, ale i również częścią życia mojej rodziny. Pomimo tego, jaka jest. Dalej byłam jej członkiem.
- Wszystko w porządku? - zapytał, po kilku minutach ciszy. Wpatrywał się w moje oczy, doszukując się w nich prawdy. Odwzajemniłam jego spojrzenie, oblizując wargi i kładąc moje dłonie na jego policzkach. Przybliżyłam się do niego delikatnie, spoglądając na jego pełne, wręcz pulchne, różowe wargi.
- Pocałuj mnie, Justin. - szepnęłam. Kącik jego ust uniósł się wysoko. Położył dłonie na mojej talii, przyciągając mnie jeszcze bliżej do siebie i nie wiele zwlekając, połączył nasze wargi w tańcu namiętności.
Ten pocałunek był inny, niż wczorajszy. Był prawdziwy. Justin odkrył w nim swoje prawdziwe uczucia. Tęsknotę, smutek, determinację, czułość.
Czy jest możliwe, że odczuwał taką mieszankę wybuchową do mnie? Zdecydowanie tak.

Justin's POV.Zrobiła to. Zrobiła. Sprawiła, że poczułem smak ust tej, która zajmowała  miejsce Rose na długo przed nią.
Sprawiła, że zacząłem ponownie czuć to samo. Zaczęła poruszać moim sercem, aż wreszcie dokonała jedną z najbardziej niemożliwych rzeczy, jakie kiedykolwiek znałem. Otworzyła mnie dla siebie, zabierając to co najlepsze. Co dziwne, ten pocałunek uderzył we mnie ze zdwojoną siłą. Osłabił moją maskę i po prostu ukazał to, co już dawno powinno być przez nią zobaczone.
Czy wiedziała o tym co czuję?
A może się zgrywała?
Nie mam pojęcia, teraz liczyła się tylko ona i ja. To, co stworzyliśmy, chodź ona pewnie sobie jeszcze nie zdaje sprawy, jak cholernie silne jest nasze uczucie.
Mówię, jak pieprzony zakochany nastolatek, ale jeszcze nigdy nie czułem czegoś tak potężnego. Nawet z Katy.
Wydawało mi się, że właśnie poruszyliśmy niebo i ziemię, tym jednym gestem. Jakbyśmy stworzyli coś własnego. Własny świat. Własne zasady. Własne, wspólne życie.
Jeśli nigdy nie czułeś tego uczucia, nie zrozumiesz o co mi chodzi. Ten pocałunek, sprawił, że czułem się, jakbyśmy byli jednym ciałem. Jednością. Jednakowo oddychaliśmy. Byliśmy po prostu razem i może to sprawiało, że jesteśmy niezniszczalni. Tym razem, naprawdę niezniszczalni.
- Bóg tworzy kobietę i mężczyznę, o dwóch, niepełnych połowach serca. Każdego z nich, wyrzuca w inną stronę świata. Każde zaczyna swoje życie, nie wiedząc, iż istnieje jego "dopełniacz". Żyje z dnia na dzień, z czasem uświadamiając sobie, jego właściwy cel życiowy. I tylko od zgrania tych osób zależy, czy kiedykolwiek się spotkają. Tylko od nich zależy, czy ich połówki stworzą całość. Tylko oni we dwoje, potrafią się odnaleźć.
A gdy już coś takiego nastąpi.. Nikt i nic nie będzie w stanie ich rozdzielić.
 Tylko Ci ludzie będą naprawdę szczęśliwi.
Chodź wydaje się to bzdurą, mam wrażenie, że to spotkało mnie i Rose. Wtedy, gdy zobaczyłem ją w piaskownicy. Nie podobała mi się, jako dziecko, ale było w niej coś.. Coś. No właśnie. To było to.

Ona była oraz jest moją połową.
_____________
Słooodko. Zdecydowanie za słodko, ale nie bójcie się, jeszcze jeden rozdział i przerwę tę ich sielankę :)
Tak a pro po, zbliżamy się do końca pierwszej części, czyli "książkowej". Tuż nad stronami, znajdziecie ankietę, w której musicie dokonać wyboru, czy chcecie, abym kontynuowała bloga, czyli stworzyła własną drugą część. Póki co, wszyscy są na tak, ale poczekam jeszcze kilka dni, a następnie zdecyduję :D
Jak podoba się rozdział? :) Zachęcam do komentowania!
Dziękuję za 15 ostatnich!
Kocham!
xxx

wtorek, 13 maja 2014

`Chapter Eighteen.`

Rose's POV.
Wiem, że tego chcesz.

Nie, nie prawda, stul pysk. Nie kłam, przecież jestem Tobą. Może trochę.
Już wtedy w parku Ci się podobał.
Dlaczego zawsze masz rację?
- Justin.. - mruknęłam, kładąc ręce na jego klatce piersiowej i lekko go odpychając, jednak sam fakt, że siedziałam na jego kolanach, był nieco krępujący i nie potrafiłam się odsunąć. Jego ręce ściskały delikatnie moje biodra, a ja przysłoniłam twarz włosami. Nie na długo jednak, bo po chwili, uniósł mój podbródek, skierowując go ku oczom. Zatopiłam się w tym oceanie czekolady, nie wiedząc, jak bardzo pragnęłam spotkania się z jego wargami. Co dziwne, jego oczy były pełne obaw, zmęczenia i lekkiego stresu. Zmarszczyłam brwi, gdy na jego czole pojawiła się zmarszczka, dodająca mu kilka lat więcej.
- Powiedz mi, Kath.. Czy Ty dalej się mnie boisz? - zapytał cicho, a jego usta stanęły w prostej linii. Wzdrygnęłam się.
- Nie, już nie, Justin. - odpowiedziałam, posyłając mu pokrzepiający uśmiech.
-  A nienawidzisz mnie? - zadał kolejne, nie spuszczając oczu z moich tęczówek. Tutaj chwilę się zastanowiłam. Tak. Zrobił to. Porwał mnie i zabrał część mojego życia. Ale, czy żałuję tych momentów, które z nim przesiedziałam? Tego czasu?  Nie. Jestem tego pewna. Pokazał mi tą część życia, której nie znałam, mianowicie, bez zamartwiania się co będzie jutro. Bez zbędnych problemów, jakimi byli moi rodzice. Życie, jakiego zawsze chciałam doświadczyć.
- Nie nienawidzę Cię Justin.
- Więc, czy jeśli zrobię, to.. Czy przerwiesz? - padło kolejny pytanie, ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, jego dłoń, dotknęła mojego policzka, przysuwając moją głowę do niego. Nie wiele później, złączył nasze wargi w niesamowitym, pełnym emocji pocałunku. Gdy nasze usta, zetknęły się, poczułam, jakby nagle dwa światy znalazły  w sobie punkt wspólny. Mój brzuch nie wytrzymywał, ciągłego wybuchu motylów, dlatego też, mój oddech przyśpieszył, gdy przycisnął nasze ciała, nie pozostawiając między nami ani jednej szpary. Nasze klatki piersiowe pracowały w niesamowitym tempie, podczas gdy usta, wciąż pozostawały ze sobą "splecione". Justin nie czekał na moje pozwolenie i wręcz brutalnie jego język znalazł się przy moim, walcząc o dominację. Nie potrafiłam określić, dlaczego tego chciałam. Fakt, że mi się podobał, tu nie wystarczał, on po prostu był osobą, której zaczynałam ufać i chodź w środku mnie to przerażało, nie miałam zamiaru tego kończyć. Wręcz przeciwnie.
Położyłam dłonie, na jego szyi, oplatając go. Chłopak, wsunął ręce pod moje nogi, a ja owinęłam je wokół jego bioder, dociskając nasze miejsca intymne do siebie. Szatyn podniósł się, nie przerywając pocałunku i zaczął iść w kierunku sypialni.
Nie przeszkadzało mi to, chodź wiedziałam czym to grozi. Byłam po prostu w transie, jego usta działały, jak narkotyki. Nie chciałam tego przerywać, lecz być ciągle przy nim.
Pewnie uznasz to za dziwne, ale ja naprawdę mu ufałam. Nie wiem kiedy zdążył to zrobić, po prostu sprawił, że poczułam się dobrze w jego towarzystwie i może właśnie dlatego chciałam, aby ten pocałunek trwał wiecznie.
Chłopak najdelikatniej, jak mógł ułożył mnie na swoim łóżku w sypialni, nie przerywając muskania moich warg. Jego ręce chwyciły krańce mojej koszulki i zaczęły ją ściągać, a ja wychyliłam się lekko, aby mu w tym pomóc. Czy tego chciałam? Chyba tak.
- Taka drobna. Taka piękna. - westchnął cicho, oglądając mój nagi brzuch, oraz piersi w staniku, swoimi głodnymi oczami. Przejechał dłońmi po moich wcięciach w talii, a następnie pochylił się i zaczął składać mokre pocałunki od dołu mojego brzucha, do piersi,  a gdy do nich dotarł, wsunął ręce pod moje plecy i spojrzał niepewnie w moje oczy.
- Zrób to. - szepnęłam, zagryzając pożądliwie wargę. Justin przymknął powieki i odczepił mój stanik, zsuwając go ze mnie. Ponownie pochłonął moje ciało, ale szczególnie piersi, swoimi oczami, a następnie chwycił każdą z nich w ręce, delikatnie masując. Jęknęłam cicho, wpatrując się w ruchy szatyna. Złożył pocałunek na jednej z piersi, a następnie zjechał ustami do brodawki i delikatnie, zaczął ssać sutka.
Warknęłam cichutko pod nosem, poruszając w rytm biodrami i ocierając się swoją kobiecością o jego męskość. Justin mruknął coś niewyraźnego w mój biust, a ja korzystając z okazji, zsunęłam z niego koszulkę, zostawiając go tylko w luźnych w kroku dresach, które.. cóż. Już nie były tak luźne. Przewróciłam nas gwałtownie, siadając okrakiem na jego kroczu i powodując tym jeszcze większy zwód. Justin jęknął głośno, a ja pochyliłam się, drapiąc delikatnie go po klatce piersiowej, swoimi paznokciami. Musnęłam jego dolną wargę, a ręce Justina z powrotem powędrowały na moje piersi. Gładził je delikatnie, a ja nie przerywając namiętnego pocałunku, zaczęłam poruszać biodrami w przód i w tył, nadziewając się przez spodnie, na jego penisa. Justin stęknął cicho, dopasowując się w moje ruchy i podwajając naszą przyjemność. Z moich ust, zaczęły wydobywać się głośne jęki, a moje centrum, robiło się coraz bardziej mokre.
Pierwszy raz w życiu, czułam coś tak niesamowitego w sobie i to w dodatku z chłopakiem.
        Justin wplątał palce w moje włosy, delikatnie całując moją szyję i tłumiąc swoje warknięcia. Ja w przeciwieństwie do niego, stawałam się coraz głośniejsza, a trzeszczenie łóżka, z pewnością obudziło by każdego mieszkającego w tym domu. Nie wytrzymując, zaczęłam skakać po męskości chłopaka i nabijać się na niego, powodując tym większe doznania.
- Kurwa. - krzyknął Justin, a ja chwyciłam pościel po obu stronach, marszcząc ją w swoich dłoniach.
- Justin! - wydałam z siebie pisk i w tym samym czasie, oboje doszliśmy, opadając bezwładnie na swoje ciała.
Czułam niewyobrażalne uczucie błogości, gdy wszystko sięgnęło zenitu, a zaraz po tym, opadłam na Justina, wciąż przylegając miejscem intymnym do jego.
Nasze klatki piersiowe stykały się ze sobą podczas oddechu, a ja wsparłam się na łokciach, przysuwając głowę w jego stronę i dotykając czołem, jego czoła.
- Nie przerwę. - szepnęłam cicho, wplatając palce w jego włosy, a chłopak dopiero po dwóch sekundach zrozumiał, że odpowiedziałam na jego wcześniejsze pytanie. Uśmiechnął się delikatnie, trącając swoim nosem, mój i w ten sposób, powodując mój cichy chichot.
Minutę później zrozumiałam, że mój brzuch wypełnił się niewyobrażalnym stadem motyli.
***
Lisa's POV.
Miesiąc. Minął okrągły miesiąc, odkąd ona zniknęła. Każdy dzień dłużył się niemiłosiernie, a ja odczuwałam w sobie głęboką pustkę. Tego, nie potrafiłam zapełnić niczym. Nawet Jason, osoba, z którą jestem naprawdę blisko, nie pozwalał mi zapomnieć. Owszem, gdy był przy mnie czułam się o wiele lepiej, ale nie zapełniał tej pustki, jaką było miejsce po Rose. To do niej przychodziłam, gdy miałam problem. To z nią się cieszyłam. Z nią płakałam i to ona było tą osobą, której mogłam bezgranicznie ufać.
Utraciłam część siebie i czuję się nawet, jakby ona nie żyła. Nie ma jej. Może to naturalne, że gdy jakaś osoba znika z naszego życia, to nasz mózg podświadomie ją uśmierca? Może tak powinno być?
- Lis! - odezwał się głos, a zaraz po tym, do mojego pokoju wszedł czarnoskóry chłopak. Odwróciłam się w jego stronę, chowając grymas tęsknoty i wyciągając uśmiech radości. Podeszłam do niego, zarzucając mu ręce na szyję i przyciągając go do siebie. Zaciągnęłam się mocnym męskim zapachem, gdy czarnowłosy złożył pocałunek na moim policzku.
Przyznaję. Zachowywaliśmy się, jak para, mimo tego, że nią nie byliśmy.
- Masz ochotę na spacer? - zapytał cicho, a ja westchnęłam głośno.
- Nie.
- Lisa, musisz w końcu gdzieś wyjść. Całymi dniami siedzisz w domu. Nie ma gadania, idziemy, rozumiesz? - odparł stanowczo, łapiąc mnie za łokieć i ciągnąc w stronę drzwi wyjściowych z mojego pokoju. Nie protestowałam, bo wiedziałam, że on i tak zrobi po swojemu.  Po drodze zdążyłam wsunąć stopy w balerinki i nałożyć czarną, skórzaną kurtkę.
***
Spacerując po obrzeżach miasta, przyglądałam się słońcu, które pomału zaczęło znikać za widnokręgiem i rzucać pomarańczową poświatę na mieszkańców.
- O czym myślisz? - mruknął chłopak, łapiąc moją dłoń i splatając nasze palce ze sobą. Moja skóra zareagowała na ten gest, tworząc gęsią skórkę.
- Mam dziwne wrażenie.. - zaczęłam, zaciskając usta w cienką linię. - Że Rose żyje i ma się dobrze. - dokończyłam, wypuszczając cicho powietrze z ust. Czarnoskóry spojrzał na mnie z delikatnym uśmiechem.
- Już myślałem, że wariuję. Mam dokładnie to samo odczucie.
Spojrzeliśmy na siebie w tym samym momencie, unosząc kąciki ust ku górze. Jason zbliżył się do mnie niewiarygodnie blisko, a gdy dotknął mojej wargi, w umyśle stanęła mi uśmiechnięta szeroko Rose. Następnie wszystko działo się już naturalnie
_____________
No i kto się spodziewał takiego zbliżenia, hmm? Przyznawać się! :D Haha, nie wierzę, ze udało mi się napisać dzisiaj ten rozdział. Po prostu padam. ;/ Tylko nauki, a ja walczę o świadectwo z paskiem. :/
Przede mną jutro kartkówka z hormonów, z biologii a piątek czasowniki nieregularne z niemieckiego!
Łuhu! Życzcie mi powodzenia :(
Mam nadzieję, że rozdział się podoba, bo "coś się zaczęło" :)
Do następnego!

sobota, 10 maja 2014

`Chapter Seventeen.`

Rose's POV.
Obudziłam się, słysząc krzyki i głośne rżenie konia.
- Bryza, uspokój się! - warknął Justin, nieco zdenerwowany, chodź może nawet przestraszony. Zdziwiona, nie wkładając nawet kapci, wybiegłam z pokoju, zakładając na siebie jakąś czarną bokserkę i zaczesując do tyłu włosy. Koń, po rżeniu, musiał być niemal przerażony. Nie zastanawiając się długo, wybiegłam na taras, a gdy moje nogi dotknęły ciepłego piasku, na mojej twarzy ujawnił się grymas. Spojrzałam na Justina, którego mina wyrażała wszystko. Jego oczy, były nad wyraz rozszerzone, a usta nieco uchylone z zaskoczenia. Z wyciągniętymi rękami w górze, próbował złapać wodze, jednak koń na tyle szarżował, że wciąż nie mógł ich dosięgnąć.
W pewnym momencie, Bryza stanęła na tylnych kopytach, a przodnimi zaczęła wierzgać w powietrzu, rżąc. To wszystko działo się praktycznie nad głową chłopaka.
- Justin! - z mojego gardła, wydobył się pisk, a gdy byłam już gotowa odepchnąć stamtąd szatyna, on spojrzał na mnie i zrobił kilka kroków w tył, pokazując mi coś ręką. Spojrzałam na ziemię, zasłaniając ręką usta.
- Nie ruszaj się w przód! Cofaj pomału do tyłu, ale nie gwałtownie. Załóż buty. To jest Tajpan Pustynny. Nie próbuj do niego podchodzić. - Justin starał się mówić spokojnie, jednak sam był podenerwowany koniem, który widocznie przestraszył się węża.
- Justin, ale.. - jęknęłam, spoglądając na tego Tajpana. Wyglądał cholernie groźnie, ale martwiłam się nie tym, a bardziej chłopakiem, który nie potrafił opanować klaczy.
Cofnęłam się kilka kroków ostrożnie na taras, stamtąd oglądając, co dalej nastąpi. Gdy Bryza wróciła do ponownego stanu, stojącego, Justin położył dłoń, na środku jej pyska i zaczął przemawiać jakieś uspokajające słowa, nie przerywając wpatrywania się w węża. Po chwili, udało mu się chwycić wodze i ruszył bardzo wolno, dookoła domu. Przypuszczam, że miał na celu uspokoić klacz, a zarazem ominąć niebezpieczeństwo.
W dole brzucha, coś podskoczyło. Było to niebezpieczne, a on bardzo dobrze wybrnął z sytuacji. Zaczęłam nabierać pewności, że chłopak naprawdę jest w porządku. Mimo tego wszystkiego..
- Po co wyszłaś? Nawet nie wiesz, na jakie niebezpieczeństwo się naraziłaś. - westchnął, przeczesując włosy, nad spoconym czołem, a ja ni stąd, ni zowąd, objęłam go w swoich małych ramionach, mocno przyciągając do siebie. Mówcie co chcecie, ale co ja bym zrobiła, gdyby zginął?! Jezu, zostałabym tu sama.
Nie kłam, po prostu się martwiłaś. Dlaczego Ty nie możesz się zamknąć?!
Poczułam, jak klatka piersiowa wibruje ze śmiechu chłopaka i mimowolnie na moje usta również wkradł się uśmieszek.
- Chyba nie myślałaś, że dam się jednemu wężykowi. - zachichotał, a ja wysunęłam język w jego stronę.
- Wracając do tematu, jeśli tylko go zobaczysz, ubieraj buty, rozumiesz? To najbardziej jadowity wąż na tej pustyni. Jeśli Cię ukąsi, to koniec, bo szczepionki posiadają tylko wyspecjalizowane hospitalizacje, które jak sama widzisz.. Tutaj nie ma. - mruknął, układając moje włosy, na bok, a ja zarumieniłam się delikatnie pod wpływem jego dotyku. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale z każdym dniem, moja chęć przebywania z nim, była coraz większa. Był inny, niż wszyscy, których znam i może to właśnie mi się podobało.
- Masz ochotę na śniadanie? - zapytał, poruszając brwiami w  górę i w dół
- Jasne. - odparłam, a on złapał moją dłoń, splatając ją ze sobą i pociągnął mnie w stronę wejścia. Uśmiechnęłam się delikatnie, wtulając w jego bok.
Nie kłam, po prostu Ci się podoba to, że jest twardy, stanowczy, a zarazem czuły i opiekuńczy.
Nie. Chociaż.. No, może trochę.
***
Maddie's POV.
- Witam pana, zapraszam do gabinetu. - poprawiłam swój służbowy mundur, starając się wyglądać poważnie. Nie umknęło mojej uwadze to, że czterdziestoletni mężczyzna przestudiował moje nogi, osłonięte prostą policyjną spódniczką do kolan. Mimo, iż powinno mi to schlebiać, to jedynie uwłaczało. Nigdy nie szukałam długiej połówki i dalej nie miałam zamiaru.
- Proszę usiąść. Chce się pan czegoś napić? - zapytałam grzecznie, postępując zgodnie z procedurami. Czarnowłosy rozsiadł się wygodnie na krześle, a ja usiadłam po drugiej stronie biurka, obok Kierana.
- Dobrze, więc co pan wie? - zaczęłam, a Kieran wyciągnął notes, oraz długopis, aby wszystko zapisywać.
- No więc, widziałem tę małą.. Jak jej tam? Lusi?
- Rose - poprawiłam, marszcząc brwi. Nie wyglądało to dobrze.
- No, więc widziałem Rose, następnego dnia po zniknięciu, na dworcu kolejowym. - osobnik płci męskiej spojrzał na mnie poważnie, unosząc oczy ku górze i głaszcząc się po czarnych, jak węgiel wąsach.
- Na dworcu? - wytrzeszczyłam oczy, wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z Kieranem. Chłopak, od tego momentu, poruszał długopisem, jednak nie zapisywał więcej. Co oznaczało, że i moje podejrzenia się sprawdzają.
- Kiedy to dokładnie było? - dopytałam, zaciekawiona, jak dalej mężczyzna będzie brnął w swoje kłamstwo.
- Nie pamiętam, kiedy ona zaginęła? - niepewnie spojrzał na mnie, a ja zacieśniłam usta w prostą linię.
- 7 lipca. - odparłam szorstko, a czarnowłosy pokiwał energicznie głową.
- Tak, tak teraz pamiętam, to było 8. Sama była, na dworcu. Pewnie uciekła gdzie małolata. - westchnął, kiwając głową z zażenowaniem na boki.
- Dobrze.. - zaczęłam, prostując kończyny górne. - Dziękujemy, może pan wyjść.
Czterdziestolatek wstał niepewnie, posyłając mi zadziwione spojrzenie. Odpowiadałam tym samym, oczekując tego, że wyjdzie.
Gdy stanął w progu, ponownie się odezwał.
- Przepraszam, a jakaś przewidziana nagroda dla informatora? - mruknął cicho, spoglądając na nas, a ja wstałam gwałtownie, uderzając ręką w stół, na co nawet Kieran podskoczył.
- Nagroda to list sądowy, za składanie fałszywych zeznań. - warknęłam, a mężczyzna wyrzucił ręce ku górze, wywracając oczami.
- Dobra, dobra. Idę, już idę. - zrezygnowany, zniknął szybciej, niż jak się pojawił.
***
Rose'S POV.
- Justin przestań! - krzyknęłam, nieco zdenerwowana, gdy po raz kolejny, nożyczki znalazły się blisko moich włosów.
- Oj, no weź, przecież chcę tylko upiększyć Twoją fryzurę. - westchnął, wywalając dolną wargę w przód, co spowodowało, że cicho zagruchałam, śmiejąc się
- Justin, mi się taka podoba. - odparłam, zarzucając moją własnością na plecy i robiąc dumną minę. Chłopak zaśmiał się cicho, a ja korzystając z okazji, rzuciłam się przez jego kolana, aby dostać się do nożyczek i mu je zabrać. Niestety, chłopak odchylił dłoń w tył, sprawiając tym, że ja usiadłam na jego kolanach. Nasze czoła stykały się ze sobą, gdy zaskoczona, wpatrywałam się w jego czekoladowe oczy.
Jego usta, były niebezpiecznie blisko moich, gdy je oblizał.
____________________
No i jest pierwszy rozdział po moim wyjeździe. :D W skrócie mówiąc, czuję się świetnie, jestem wypoczęta i gotowa  do pisania kolejnych rozdziałów na blogu. Miejmy nadzieję, że ten humor przez dłuższy czas mnie nie opuści. :D
Jak myślicie, co będzie w kolejnym rozdziale? Coś bliskiego? :D
Czekajcie na kolejny, kocham Was i dziękuję za 13 komentarzy! :*
~ Drew.
Ask: http://ask.fm/LoveMeKissMeeee