_____________________________
Rose's POV.
Zwlokłam się z łóżka, upadając na ziemię z hukiem.
- Kurwa. - przeklęłam poirytowana, uważając na swoją nogę, w którą musiałam się uderzyć podczas wstawania.
Mechanicznymi ruchami, zmusiłam się do wyciągnięcia z szafy krótkich, poszarpanych spodenek, oraz białej bokserki, no i oczywiście bielizny. Przerzuciłam sobie rzeczy przez ramię, wpadając do łazienki. Po ówczesnym zakluczeniu drzwi, stanęłam przed lustrem, wpatrując się w swoje własne, okropne odbicie.
Jeśli kiedykolwiek widziałeś siną, z podkrążonymi oczami twarz, to wiesz, jak wyglądam teraz. Westchnęłam głośno, pochylając się, oraz napuszczając gorącej wody do wanny. Zsunęłam z siebie swoją koszulę nocną, wraz z czarnymi figami, odrzucając je w kąt. Przerzuciłam prawą nogę, delikatnie kładąc ją w wodzie i przyzwyczajając się do ciepłej temperatury. Następnie, to samo zrobiłam z drugą, aż wreszcie całe moje ciało, znalazło się pod wodą, a moje mięśnie odprężyły się.
- Aach. - wydałam z siebie jęk rozkoszy, czując, jakie jest to dla mnie ukojenie.
Byłam wykończona, ponieważ całą noc nie spałam. Czułam się, jak wypluta. Chodź ciągle starałam się odciągnąć od siebie myśli wczorajszej nocy, on cały czas powracały. Odruchowo, spojrzałam na swoje nadgarstki, przywołując wspomnienia.
Potrząsnęłam gwałtownie głową, starając się je odrzucić.
Nie. Koniec.
Lecz ilekroć tak sobie wmawiałam, tylekroć przed moimi oczyma stawała rozwścieczona twarz Justina. Nie potrafiłam zrozumieć, jak nagle, chłopak z miłego, zabawnego i kochanego przeradza się we wściekłego, agresywnego człowieka. Gdzie podział się słodki Justin? Gdzie szatyn, któremu ufałam, pomimo tego, co zrobił? Gdzie chłopak, do którego coś czułam?
Nie ma. Zniknął, wraz z wymówieniem imienia Katy.
Chciałam się tylko dowiedzieć, kim ona dla niego była i czy znaczyła dużo. Chciałam go tylko bliżej poznać, przecież to nic złego, prawda?
Dlaczego tak bardzo się zdenerwował, na wspomnienie tego imienia? Dlaczego?
Moim ciałem wstrząsnęły dreszcze, gdy namydloną gąbką przejechałam po swoim ramieniu, następnie robiąc to samo z resztą ciała.
Bałam się go, chodź sama przed sobą, nie chciałam tego przyznać. To niewiarygodne. Przecież.. Jeszcze przedwczoraj, ja i on..
Przełknęłam głośno ślinę, wypuszczając powietrze z ust. Koniec tego. Już zbyt dużo rozmyślałam o tym w nocy.
Wygramoliłam się z wanny, owijając swoje ciało białym, puchowym ręcznikiem. Spojrzałam w lustro, widząc, że cienie pod oczami zdążyły się nieco skorygować.
I tak nie miałam zamiaru ich ukrywać. Niech widzi, co zrobił.
Zachowywałam się jak dziecko, jednak mimo to, chciałam, aby zrozumiał, przeprosił i.. przytulił. To dziwne, ale potrzebowałam tego z jego strony, a nic nie wskazywało, aby miało to nastąpić.
Chciałam tylko, aby wrócił mój stary Justin. Chciałam poczuć się bezpiecznie. Czy to tak wiele?
Zsunęłam z siebie ręcznik, ubierając się we wcześniej przygotowane odzienie. Rozczesałam mokre włosy, pozostawiając je do wysuszenia samoistnie.
Wyszłam z łazienki, kładąc dłoń na klamce.
Jesteś gotowa na spotkanie z nim?
W końcu będę musiała, co za różnica, teraz czy później?
Nacisnęłam, otwierając drzwi i wykonując pierwsze kroki. Skarciłam się w myślach za to, iż szłam na palcach.
Mieszkasz w tym domu i będziesz musiała dalej. Tak czy siak Cię zobaczy.
Pewniej postawiłam stopę na schodach, słysząc charakterystyczne skrzypienie, pod moim ciężarem. Następne kroki, stawiałam już pewna siebie. Rozejrzałam się dookoła, nigdzie nie widząc szatyna. Wzruszając ramionami, ruszyłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki truskawkowy jogurt, zastanawiając się gdzie może podziewać się szatyn. Oparłam się o blat, otwierając moje jedzenie i łapiąc w rękę łyżeczkę.
Cisza jaka panowała w domu, była wręcz nienaturalna. Uniosłam brwi w zaciekawieniu, wchodząc do salonu, ale tam również zastając pustkę. Bardziej podenerwowana, zapukałam do jego sypialnii, nie słysząc jednak odzewu. Nacisnęłam klamkę, odstawiając jogurt na pierwszą lepszą półkę w jego pokoju.
- Justin?! - zawołałam głośno, licząc na to, iż może jest w łazience, jednak.. Tam również go nie było.
Zostawił mnie? Tutaj?! Wyjechał?!
Przed moimi oczami, mignęła postać za oknem. Podbiegłam do niego, uspokajając się. Chłopak właśnie wchodził wraz z wężem ogrodowym do szklarni.
To jest to.
Rozejrzałam się po jego pokoju, następnie rzucając ostateczne spojrzenie ku Justinowi.
- Przepraszam. - wybełkotałam, jak oparzona odskakując od parapetu i z impetem wpadając na szafeczkę przy łóżku. Wyrzuciłam z niej całą możliwą zawartość na ziemię, rękoma poszukując zagubionej rzeczy. Gdy jednak jej nie odnalazłam, z powrotem powrzucałam je byle jak, biegnąc do przeciwległej półki. Uczyniłam to samo, ponownie nic nie znajdując.
A co jeśli ją zniszczył? W sumie to jednak z najbardziej prawdopodobnych opcji.
Nie spocznę, dopóki nie przeszukam całego pokoju.
Biorąc głęboki oddech, pochyliłam się na dół, sprawdzając pod łóżkiem. Zawiedziona, stanęłam ponownie rozglądając się dookoła.
Podeszłam do szafy z ubraniami, otwierając ją i przeszukując wzrokiem, oraz rękoma.
Nie ma. Gdzie Ty to mogłeś schować?!
Odwracając się gwałtownie, uderzyłam w obrazek wiszący na ścianie. Przygryzłam język, modląc się o to, aby Justin tego nie usłyszał. Roztargniona, podniosłam rzecz z podłogi, spoglądając na miejsce w którym wisiała.
Co to?Przed moim oczami znajdowała się dziura. Ani głęboka, ani też płytka, jednakże - dziura w ścianie. Dokładnie w tym samym miejscu, gdzie wisiał obrazek.
Sprytny.
Wsunęłam tam dłoń, przełykając głośno ślinę i przymykając powieki. Dotknęłam czegoś, a więc z determinacją wysunęłam te.. pudełko ze środka.
Otworzyłam je, trzęsącymi się dłońmi. Przecież on zaraz może tu wejść. Zestresowana wyciągnęłam z niego, to, czego tak usilnie poszukiwałam.
Mój oddech przyśpieszył, a serce zabiło szybciej.
Ale dlaczego tego nie zniszczył?
- Włącz się, błagam, włącz. - szepnęłam, przyciskając usilnie przycisk na ekranie. Zacisnęłam dłoń w pięść, gdy to jednak nie nastąpiło.
- Co robisz?! - jego głos niósł się, jak echo w mojej głowie. Zszokowana, stojąc tyłem do niego, upuściłam telefon tak, iż rozbił się jego ekran. Poczułam jego oddech na swojej szyi i mimowolnie, moje ciało zaczęło się trząść.
Chwycił jeden z moich nadgarstków, wyszarpując mnie z pokoju, a następnie z mieszkania - na taras. W moich oczach rozbłysły łzy.
- Nie rozumiesz. - zaczął, spluwając obok siebie. - Jeśli coś jest schowane, to nie masz tego szukać!- pchnął mnie w tył tak, iż niemal się wywróciłam i tym samym spychając mnie z werandy. Gorący piasek, poparzył moje nagie nogi, a ja stłumiłam chwilowy szloch.
- Justin.. Justin proszę, przestań. - wyszeptałam, podnosząc wzrok i wpatrując się w jego twarz. Mimo, iż rysy chłopaka się rozluźniły, wciąż nie szczędził słów.
- Jesteś zbyt ciekawską suką. - mruknął, posuwając się krok w moją stronę, a ja tym samym robiąc krok w tył. Poczułam pod stopą coś o dziwnym kształcie, a następnie upadłam.
O jeden krok za dużo.
Ból. Cholernie dziwny ból, chodź wcale nie uporczywy i nie mocny. Był po prostu inny.. i dlatego mnie drażnił.
- Tajpan.. Tajpan pustynny - szepnęłam, spoglądając na węża, oraz nie mogąc się poruszyć. Spojrzałam na nogę, w której pozostały dwa maleńkie, krzywe wkucia, po jego ząbkach. Strużka krwi, wraz z dziwną, brązowawą mazią, wypływała z rany. Zwierzę zasyczało, a ja dalej nie mogąc się poruszyć, zastygłam w miejscu skupiając się tylko i wyłącznie na nim. Nie długo to jednak trwało, bo nagle wokół mnie zrobiło się nadzwyczaj ciemno. Kto zgasił słońce?
***
- Cholera, Rose!
___________
Tak cholernie Wam dziękuję, za tyle wyświetleń i tyle miłych opinii. :( Jestem zszokowana, nie przypuszczałam, że aż tak spodoba Wam się historia Rose&Justina. <3
Jeszcze raz dziękuję!
A teraz wracam do pisania rozdziału na Angels. :)
Do następnego!
xxx
~ Drew.
- Cholera, Rose!
___________
Tak cholernie Wam dziękuję, za tyle wyświetleń i tyle miłych opinii. :( Jestem zszokowana, nie przypuszczałam, że aż tak spodoba Wam się historia Rose&Justina. <3
Jeszcze raz dziękuję!
A teraz wracam do pisania rozdziału na Angels. :)
Do następnego!
xxx
~ Drew.