Rose's POV.
Obudziłam się, słysząc krzyki i głośne rżenie konia.
- Bryza, uspokój się! - warknął Justin, nieco zdenerwowany, chodź może nawet przestraszony. Zdziwiona, nie wkładając nawet kapci, wybiegłam z pokoju, zakładając na siebie jakąś czarną bokserkę i zaczesując do tyłu włosy. Koń, po rżeniu, musiał być niemal przerażony. Nie zastanawiając się długo, wybiegłam na taras, a gdy moje nogi dotknęły ciepłego piasku, na mojej twarzy ujawnił się grymas. Spojrzałam na Justina, którego mina wyrażała wszystko. Jego oczy, były nad wyraz rozszerzone, a usta nieco uchylone z zaskoczenia. Z wyciągniętymi rękami w górze, próbował złapać wodze, jednak koń na tyle szarżował, że wciąż nie mógł ich dosięgnąć.
W pewnym momencie, Bryza stanęła na tylnych kopytach, a przodnimi zaczęła wierzgać w powietrzu, rżąc. To wszystko działo się praktycznie nad głową chłopaka.
- Justin! - z mojego gardła, wydobył się pisk, a gdy byłam już gotowa odepchnąć stamtąd szatyna, on spojrzał na mnie i zrobił kilka kroków w tył, pokazując mi coś ręką. Spojrzałam na ziemię, zasłaniając ręką usta.
- Nie ruszaj się w przód! Cofaj pomału do tyłu, ale nie gwałtownie. Załóż buty. To jest Tajpan Pustynny. Nie próbuj do niego podchodzić. - Justin starał się mówić spokojnie, jednak sam był podenerwowany koniem, który widocznie przestraszył się węża.
- Justin, ale.. - jęknęłam, spoglądając na tego Tajpana. Wyglądał cholernie groźnie, ale martwiłam się nie tym, a bardziej chłopakiem, który nie potrafił opanować klaczy.
Cofnęłam się kilka kroków ostrożnie na taras, stamtąd oglądając, co dalej nastąpi. Gdy Bryza wróciła do ponownego stanu, stojącego, Justin położył dłoń, na środku jej pyska i zaczął przemawiać jakieś uspokajające słowa, nie przerywając wpatrywania się w węża. Po chwili, udało mu się chwycić wodze i ruszył bardzo wolno, dookoła domu. Przypuszczam, że miał na celu uspokoić klacz, a zarazem ominąć niebezpieczeństwo.
W dole brzucha, coś podskoczyło. Było to niebezpieczne, a on bardzo dobrze wybrnął z sytuacji. Zaczęłam nabierać pewności, że chłopak naprawdę jest w porządku. Mimo tego wszystkiego..
- Po co wyszłaś? Nawet nie wiesz, na jakie niebezpieczeństwo się naraziłaś. - westchnął, przeczesując włosy, nad spoconym czołem, a ja ni stąd, ni zowąd, objęłam go w swoich małych ramionach, mocno przyciągając do siebie. Mówcie co chcecie, ale co ja bym zrobiła, gdyby zginął?! Jezu, zostałabym tu sama.
Nie kłam, po prostu się martwiłaś. Dlaczego Ty nie możesz się zamknąć?!
Poczułam, jak klatka piersiowa wibruje ze śmiechu chłopaka i mimowolnie na moje usta również wkradł się uśmieszek.
- Chyba nie myślałaś, że dam się jednemu wężykowi. - zachichotał, a ja wysunęłam język w jego stronę.
- Wracając do tematu, jeśli tylko go zobaczysz, ubieraj buty, rozumiesz? To najbardziej jadowity wąż na tej pustyni. Jeśli Cię ukąsi, to koniec, bo szczepionki posiadają tylko wyspecjalizowane hospitalizacje, które jak sama widzisz.. Tutaj nie ma. - mruknął, układając moje włosy, na bok, a ja zarumieniłam się delikatnie pod wpływem jego dotyku. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale z każdym dniem, moja chęć przebywania z nim, była coraz większa. Był inny, niż wszyscy, których znam i może to właśnie mi się podobało.
- Masz ochotę na śniadanie? - zapytał, poruszając brwiami w górę i w dół
- Jasne. - odparłam, a on złapał moją dłoń, splatając ją ze sobą i pociągnął mnie w stronę wejścia. Uśmiechnęłam się delikatnie, wtulając w jego bok.
Nie kłam, po prostu Ci się podoba to, że jest twardy, stanowczy, a zarazem czuły i opiekuńczy.
Nie. Chociaż.. No, może trochę.
***
Maddie's POV.
- Witam pana, zapraszam do gabinetu. - poprawiłam swój służbowy mundur, starając się wyglądać poważnie. Nie umknęło mojej uwadze to, że czterdziestoletni mężczyzna przestudiował moje nogi, osłonięte prostą policyjną spódniczką do kolan. Mimo, iż powinno mi to schlebiać, to jedynie uwłaczało. Nigdy nie szukałam długiej połówki i dalej nie miałam zamiaru.
- Proszę usiąść. Chce się pan czegoś napić? - zapytałam grzecznie, postępując zgodnie z procedurami. Czarnowłosy rozsiadł się wygodnie na krześle, a ja usiadłam po drugiej stronie biurka, obok Kierana.
- Dobrze, więc co pan wie? - zaczęłam, a Kieran wyciągnął notes, oraz długopis, aby wszystko zapisywać.
- No więc, widziałem tę małą.. Jak jej tam? Lusi?
- Rose - poprawiłam, marszcząc brwi. Nie wyglądało to dobrze.
- No, więc widziałem Rose, następnego dnia po zniknięciu, na dworcu kolejowym. - osobnik płci męskiej spojrzał na mnie poważnie, unosząc oczy ku górze i głaszcząc się po czarnych, jak węgiel wąsach.
- Na dworcu? - wytrzeszczyłam oczy, wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z Kieranem. Chłopak, od tego momentu, poruszał długopisem, jednak nie zapisywał więcej. Co oznaczało, że i moje podejrzenia się sprawdzają.
- Kiedy to dokładnie było? - dopytałam, zaciekawiona, jak dalej mężczyzna będzie brnął w swoje kłamstwo.
- Nie pamiętam, kiedy ona zaginęła? - niepewnie spojrzał na mnie, a ja zacieśniłam usta w prostą linię.
- 7 lipca. - odparłam szorstko, a czarnowłosy pokiwał energicznie głową.
- Tak, tak teraz pamiętam, to było 8. Sama była, na dworcu. Pewnie uciekła gdzie małolata. - westchnął, kiwając głową z zażenowaniem na boki.
- Dobrze.. - zaczęłam, prostując kończyny górne. - Dziękujemy, może pan wyjść.
Czterdziestolatek wstał niepewnie, posyłając mi zadziwione spojrzenie. Odpowiadałam tym samym, oczekując tego, że wyjdzie.
Gdy stanął w progu, ponownie się odezwał.
- Przepraszam, a jakaś przewidziana nagroda dla informatora? - mruknął cicho, spoglądając na nas, a ja wstałam gwałtownie, uderzając ręką w stół, na co nawet Kieran podskoczył.
- Nagroda to list sądowy, za składanie fałszywych zeznań. - warknęłam, a mężczyzna wyrzucił ręce ku górze, wywracając oczami.
- Dobra, dobra. Idę, już idę. - zrezygnowany, zniknął szybciej, niż jak się pojawił.
***
Rose'S POV.
- Justin przestań! - krzyknęłam, nieco zdenerwowana, gdy po raz kolejny, nożyczki znalazły się blisko moich włosów.
- Oj, no weź, przecież chcę tylko upiększyć Twoją fryzurę. - westchnął, wywalając dolną wargę w przód, co spowodowało, że cicho zagruchałam, śmiejąc się
- Justin, mi się taka podoba. - odparłam, zarzucając moją własnością na plecy i robiąc dumną minę. Chłopak zaśmiał się cicho, a ja korzystając z okazji, rzuciłam się przez jego kolana, aby dostać się do nożyczek i mu je zabrać. Niestety, chłopak odchylił dłoń w tył, sprawiając tym, że ja usiadłam na jego kolanach. Nasze czoła stykały się ze sobą, gdy zaskoczona, wpatrywałam się w jego czekoladowe oczy.
Jego usta, były niebezpiecznie blisko moich, gdy je oblizał.
____________________
No i jest pierwszy rozdział po moim wyjeździe. :D W skrócie mówiąc, czuję się świetnie, jestem wypoczęta i gotowa do pisania kolejnych rozdziałów na blogu. Miejmy nadzieję, że ten humor przez dłuższy czas mnie nie opuści. :D
Jak myślicie, co będzie w kolejnym rozdziale? Coś bliskiego? :D
Czekajcie na kolejny, kocham Was i dziękuję za 13 komentarzy! :*
~ Drew.
Ask: http://ask.fm/LoveMeKissMeeee
wow <3
OdpowiedzUsuńPocałują się, oni się pocałują ja to wiem XD cieszymy się ze wycieczka się podobala xoxo
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuńRozdział świetny jak zawsze :)) juz czekam na następny <3 ciesze się że wypoczelas ^^ /@Crazy_Wiki94
OdpowiedzUsuńsuper ;)
OdpowiedzUsuńdlaczego to się skonczylo w takim momencie ugh sdjfnghdkjskfvgf @Swag_on_Bieebs
OdpowiedzUsuńSwietny , czekam na nn <3 xx
OdpowiedzUsuńJezu , dodawaj kolejny , ale juz! Kocham twoj blog ;) Genialny jest i w ogole xk sixbsiswkdsw swietny !!
OdpowiedzUsuńDdyjkk pocałują się! Oby, oby! Wspaniały rozdział kochana! ;*
OdpowiedzUsuńGucufufug cudowne. Czekam nn <3
OdpowiedzUsuńnbhvvgg no jak można kończyć w takim momencie ?? świetny rozdział :)
OdpowiedzUsuńczekam na następny
ineedangelinmylife.blogspot.com
Tak Tak Tak ! Bedzie całuuus ! <3 kocham to! Jestej wspaniala
OdpowiedzUsuńOoo !!! Słodziaśna scena!!! Buziak! Buziak! Buziak!! Świetny rodział!!
OdpowiedzUsuńKochammm i czekammmm ♥
@TheKlaudiaK
o jezuśku. zawał na miejscu. tak b. sie balam ze komus cos sie stanie, ze ten glupi waz kogos ukasi czy cos. jezuskuu. umiesz straszyc ludzi kochana xx
OdpowiedzUsuńnie wiem bormalnie co sie ze mna dzieje. koncowkaaa to asdfjsagh.coesze morde. omi musza sie pocalowac. musza.. jest zajebisciee i wgl. moze ona w 100% sie juz przekona do niego. oh chcialabym zeby tak bylo.. a ten dupek w komisariacie. kurwa. ej zabilabym takiego na miejscu. marnuje tylko ich cenny czas i jeszcze wprowadza w blad.. dupek jeden. ooo. ale sie narkecilam hahha
no coz rozdzial jak zwykle wspanialy, fantastyczny i asdjk.
kocham cie wiesz?
i przepraszam ze tak pozno komentuje xx
true-big-love-jb.blogspot.com
red-sky-jb.blogspot.com
cudowny xx
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, kochanie, że dopiero teraz komentuje, ale miałam urwanie głowy, eh... :/
OdpowiedzUsuńO nieee, Bryza hahahaha, znowu się śmiałam jak głupia. I teraz na dodatek dodałaś jeszcze węża hahaha, Bryza i wężyk, normalnie wybuchowe połączebie hahaha ;D Ja po prostu reaguje tak na wszystkie zwierzęta w opowiadaniach. Oczywiscie to jest pozytywny śmiech ;))
Jejku, dlaczego przerwałaś w takim momencie? Teraz będę się cały czas zastanawiać, czy między nimi do czegoś dojdzie i czy się pocałyją. Aww, byłoby tak słodko ;) Jestem ciekawa, czy Justin jeszcze pokaże tę swoją złą stronę. Taki, jak teraz, jest vudowny. Zazdroszczę Rose ;) No może nie tego, że została porwana, ale tego, że ma przy sobie Justina ;)
Kovham to jak piszesz i kocham to opowiadanie. I cieszę się, że wycieczka Ci się udała ;*
black-tears-jb.blogspot.com
my-heaven-jb.blogspot.com