niedziela, 12 października 2014

Część druga.`Chapter Thirty Six.`

Justin's POV.
- Justin? Co się dzieje? - usłyszałem jej ciche jęknięcie, gdy potarła niepewnie swoje ramiona, a następnie odbijając się z nogi, na której się opierała o ścianę, podeszła do mnie, kładąc swoją dłoń na moim barku.
I wtedy właśnie fala poczucia winy, zalała całe moje ciało od stóp do głów. Odskoczyłem od dziewczyny jak oparzony, posyłając jej zagubione spojrzenie.  Sam chciałbym wiedzieć, Rose. - Justin? - jej głos wydawał się być jeszcze bardziej niepewny, niż wcześniej, dlatego złapałem jej rękę, szczelnie zamykając ją w mojej.
- Musimy wracać. - odpowiedziałem na jej wcześniejsze pytanie, a ona uformowała usta w literę "o", zaraz po tym, pytając o powód. Tylko jak na to odpowiedzieć, jeśli sam nie znam odpowiedzi?
- Po prostu się spakuj, Rose. - warknąłem, czując rosnącą we mnie irytację. To nie tak miało wyglądać. Nie tak mieliśmy spędzić ten czas. Co tam się dzieje? Dlaczego Lucas ściąga nas z powrotem do miasta? Starałem się wziąć najgorszą z opcji, jednakże żadna nie przychodziła mi do głowy. I być może właśnie to, mnie tak przerażało.
***
(Jeśli ktoś lubi słuchać muzyki przy czytaniu: <klik> ;) )
Spoglądając na blondynkę z niezadowoleniem wymalowanym na twarzy i pakującą gwałtownie ciuchy, miałem pewność, że była zła. Nie, nie zła. Wściekła. Tak, zdecydowanie było gorzej, niż mogło mi się wydawać. Zaczerpnąłem nieco powietrza, wynosząc na zewnątrz swoją walizkę. Oparłem się o maskę samochodu, chowając twarz w swoich dłoniach. Czułem narastającą falę napięcia między nami, której nie potrafiłem pokonać. Moje serce nie wyrabiało z szybkim biciem, a gdzieś z tyłu głowy słyszałem głośne pulsowanie przepływającej krwi w moim ciele. Nie potrafiłem opisać uczucia, jakie pochłonęło mnie i zabrało gdzieś w niewyobrażalny świat rozczarowania i smutku. Gdy tylko usłyszałem jej ciche kroki, ruszyłem z miejsca, podchodząc do niej i próbując zabrać jej walizkę. Posłała mi ostre spojrzenie, cicho sycząc.
- Zostaw. Dam sobie radę.
- Daj mi to, Rose. - warknąłem zdesperowany, zaciskając zęby i starając się powstrzymać wybuch agresji.
- Poradzę sobie sama. - prychnęła, wywracając oczyma teatralnie i wymijając mnie, przy tym uderzając ramieniem w mój bark. To skumulowało całe moje sfrustrowanie, tworząc prawdziwą mieszankę wybuchową. Podszedłem do własnego wozu, uderzając pięścią ponad jej głową, prosto w ramę drzwi. Boże, potem będę tego żałował. Dziewczyna zawisła spojrzeniem w miejscu, gdzie aktualnie było wgniecenie.
- Przestań zachowywać się jak pierdolony dzieciak! - krzyknąłem, czując, jak mój wzrok staje się przerażający. Rose zatrzymała się, nabierając powietrza w usta i puszczając walizkę z rąk. Upadła ona na ziemię, prosto na moją stopę, jednakże nie wywołało to u mnie jakiegoś specjalnie przerażającego bólu, więc z kamienną twarzą wpatrywałem się w jej głowę, która momentalnie odwróciła się w moją stronę. - Ja?! Ja Justin?! Ja zachowuję się, jak dzieciak? - w jej oczach dosłownie tańczył ogień. Nie jestem pewny, czy kiedykolwiek byliśmy w takim stanie.
- To Ty jednego dnia zachowujesz się, jak pierdolony ideał, a drugiego dnia wściekasz się i każesz nam stąd wyjeżdżać, nawet nie podając konkretnego powodu! Jesteś kretynem! Zachowujesz się jak baba z okresem! - uderzyła mnie palcem w klatkę piersiową, oskarżającym ruchem.  Zacisnąłem szczękę, starając się opanować swoje emocje, które nie mogły wyjść nie wierzch. Nie mogłem stracić panowania nad sobą w tym momencie, ponieważ pogorszyłoby to tylko sprawę, która i tak już jest zakopana głęboko..
- Wsiadaj do samochodu. - mój ton nie znosił sprzeciwu. Widziałem po jej minie, że to tylko przelało czarę goryczy.
- Nigdzie z Tobą nie pojadę. Wolę już wracać pieszo. - odgarnęła swoje włosy na plecy i odwróciła się na pięcie, schylając po torbę.
- Wsiadaj do samochodu i nawet nie próbuj się sprzeciwiać.
Gdy uniosła się do pozycji stojącej, chwyciłem jej nadgarstek i otwierając drzwi, niemal wepchnąłem ją na miejsce pasażera. Rose krzyknęła zaskoczona, moją agresywną postawą, jednakże nie miałem teraz żadnych oporów. Chciałem ją tylko odwieźć bezpiecznie do domu i móc wreszcie przestać słuchać, jej ciągłej paplaniny. Okrążyłem samochód dookoła, wsiadając na miejsce kierowcy i zamknąłem drzwi od wewnątrz i zewnątrz, gdy jej palce powędrowały do klamki.
- Nie próbuj. - skomentowałem jej zachowanie, natomiast ona, dosłownie, jak dziecko opadła na siedzenie, odwracając głowę w stronę szyby. Oblizałem nerwowo swoje wargi, językiem i zapiąłem pas. Spojrzałem na nią znacząco, czekając, aż zrobi to samo. Oczywiście królowa fochów, ani myślała o wykonaniu tejże czynności. Wściekle wciągnąłem ze świstem powietrze i gwałtownie rzuciłem się na nią, łapiąc za pas.
- Au! Co Ty robisz! - warknęła, jednakże zaraz przerwała, gdy zapiąłem jej pas. - Nie mam zamiaru Cię mieć na sumieniu. - odparłem chłodno, gdy jej zdziwione, chodź wciąż wściekłe oczy odnalazły moje i przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie z kamiennymi twarzami. Po sekundzie odsunąłem się od niej, wracając na swoje miejsce. Ze względu na ciepło panujące a zewnątrz, automatycznie uchyliłem nieco szybę obok siebie i chwyciłem kierownicę. Naciskając pedał gazu, wyjechałem, przez otwartą dużo wcześniej bramę. Nie kontrolowałem teraz prędkości, chciałem po prostu jak najszybciej dotrzeć na miejsce i mieć z głowy wszystkie problemy, które ciągną się za mną od jakiegoś czasu. Podtrzymując kierownicę kolanem i wpatrując się wciąż w jeszcze leśną dróżkę, sięgnąłem do schowka pod siedzeniem. Wyciągnąłem paczkę papierosów, czując, że tylko ona pomoże mi się odprężyć. Chodź nie popierałem palenia, teraz po prostu nie potrafiłem się odpędzić od tego pomysłu. Byłem spięty i potrzebowałem rozluźnienia. Odpaliłem papierosa, wsuwając go między swoje wargi i po chwili wypuszczając pierwszy kłęb dymu. Chodź starałem się dmuchnąć w okno, wiadomo, że jakaś część będzie musiała się rozprzestrzenić w aucie.
Blondynka zakasłała kilka razy teatralnie, powodując wzrost mojego ciśnienia. - Czy mógłbyś przestać palić te gówno? Nie wiem, czy wiesz, ale gorsze od palenia, jest tylko bierne palenie, w tym przypadku moje, które może spowodować.. - nie dałem jej dokończyć, ponieważ od razu uciąłem tę rozmowę, jednym, krótkim zdaniem.
- To nie oddychaj.
Wyraźnie zszokowana moją ignorancją, założyła nogę na nogę, więcej nie spoglądając w moją stronę. Zadowolony, zaciągnąłem się po raz kolejny nikotyną, czując przemiłe uczucie odprężenia. To będzie miła podróż.
***
- Cholera. - przekląłem pod nosem, widząc kilkukilometrowy korek przede mną, który mogłem ominąć, skręcając tylko w okrężną drogę. Oznaczała ona kolejne trzydzieści pięć minut podróży, z panną Nie Odzywaj Się Do Mnie. Mrucząc pod nosem niecenzuralne słowa, skręciłem w uliczkę, dociskając pedał gazu i uspokajająco licząc w myślach do 10. Czy wciąż byłem zły? Oczywiście, że nie, jednakże nie chciałem tego po sobie pokazać. Nie potrafię się długo gniewać, szczególnie, jeśli chodzi o moją księżniczkę. Ona jednakże, ma chyba inny "rozkład" swojej wściekłości, objawiający się mniej więcej tak: - Milczenie, - Krzyczenie po mnie, - Uszczypliwe uwagi, - kolejny, dłuższe milczenie.
Wzruszając w swoich myślach ramionami, po raz kolejny docisnąłem pedał gazu, wyprzedzając czarne BMW. Wygodnie oparłem głowę o zagłówek i cicho westchnąłem, gdy nagle poczułem czyjąś dłoń, jeżdżącą po moim udzie. Zaskoczony, spojrzałem na Rose, której wzrok był wciąż wlepiony w okno, jednakże jej dłoń znajdowała się gdzie indziej. Z trudnością powstrzymałem uśmieszek, próbujący dostać się na moją twarz i zachowałem powagę.
- Co Ty wyprawiasz, Rose? - zapytałem oschle, być może za bardzo, ponieważ jej dłoń zatrzymała się na moim kolanie. Uniosła wzrok na mnie, a ja co jakiś czas posyłałem jej spojrzenia, równocześnie kontrolując drogę. - Przepraszam, misiek. - mruknęła smutno, szybko trzepocząc rzęsami, podczas gdy jej dłoń ponownie ruszyła w górę. Gdy dojechała do paska moich spodni, syknąłem cicho pod nosem.
- Rose, nie teraz. Prowadzę. - oblizałem wargi, starając się zachować spokój, chodź w środku moje serce, właśnie biło z niewyobrażalną prędkością. - Chcę Ci to wynagrodzić. - ponownie mruknęła, zagłębiając swoją dłoń w głąb moich spodni. Spiąłem mięśnie, wiedząc, że nie wytrzymam. Czym prędzej, zjechałem na pobocze, czując, jak jej dłoń ściska mój członek poprzez bokserki. Gdy wreszcie wyłączyłem silnik, odwróciłem głowę całkowicie w jej stronę i ujrzałem jej przepiękną twarzyczkę, ozdobioną łobuzerskim uśmieszkiem. Przygryzła wargę i wsunęła dłoń w moje bokserki, tym razem się już nie cackając.
- Rose, jesteśmy w drodze do.. - zacząłem, jednakże ona szybkim, zgrabnym ruchem przeskoczyła siedzenie i okrakiem, ocierając się o TO miejsce, usiadła na moich kolanach, mrużąc swoje oczka.
- Cśśś. - szepnęła, kładąc palec na moje usta, a następnie złączyła nasze wargi namiętnym pocałunkiem. Chodź bym nie wiem, jak bardzo chciał się opanować, nie potrafiłem. Ta dziewczyna działała na mnie, niczym narkotyk. Pobudzała mnie do życia, zaś gdy jej nie było, czułem się, jak roślina bez wody. Chodź porównania te, są śmieszne, to tylko one były w stanie oddać to, co czuję.
Odwzajemniłem pocałunek, odnajdując nasz wspólny taniec i wręcz brutalnie, zjechałem dłońmi na jej biodra. Ścisnąłem lekko jej boki, a następnie przejechałem językiem po jej wardze, czekając, aż wpuści mnie do środka. W tym samym czasie, jej krocze niewinnie przesuwało się po mojej męskości, powodując coraz milsze doznania. Warknąłem cicho, łapiąc ją lekko za włosy i ciągnąc nieco w dół, tak, że miałem teraz idealny widok na jej szyję. Przyssałem się do niej, delikatnie podgryzając jej czuły punkt. Wiła się pod moimi ustami, co jakiś czas pojękując moje imię pod nosem. Nie macie pojęcia, jakie to piękne dźwięki, dla męskich uszu. Nie wiedziałem, co w nią wstąpiło, gdy nagle przesunęła wajchę pod miejscem siedzącym, sprawiając, że opadliśmy na tylne siedzenia. Zaskoczony, złapałem ją w pasie, podtrzymując  przed upadkiem. Zaśmiała się uroczo, opierając nasze czoła o siebie. Jej włosy opadły na nasze twarze. Zjechała swoimi rękoma do paska moich spodni i tym razem, już bez żadnych komplikacji zsunęła niżej moje spodnie wraz z bokserkami.
- Co..Co Ty robisz? - wydyszałem w pewnym momencie, widząc, do czego to zmierza. To znaczy.. Ja nie miałem nic przeciwko temu, żeby zrobić to tu i teraz, ale seks w samochodzie, raczej nie należał do rzeczy, o których Rose wspominała.. Cóż, chyba wciąż ją poznaję.
Przygryzła seksownie wargę, puszczając mi oczko, co całkowicie pozbawiło mnie jakichkolwiek hamulców. Obróciłem nas tak, że tym razem to ja dominowałem nad nią i zsunąłem szybkim ruchem jej rurki, oraz czarne, koronkowe majtki. Ułożyłem dłonie nad jej głową, pochylając się, aby ozdobić jej czoło swym pocałunkiem. Tym samym ruchem, sprawiłem również, że otarłem się o jej kobiecość, co spowodowało wypchnięcie jej bioder do przodu. Warknęła głośno, sięgając jedną dłonią do moich włosów, nieco ciągnąć za ich końcówki.
- Weź mnie wreszcie, Justin. - mruknęła, tonem nie przyjmującym sprzeciwu. Oblizałem swoje wargi, posyłając jej łobuzerski uśmieszek.
- Co tylko sobie pani życzy. - odparłem, mocnym ruchem, wchodząc w nią i wysyłając nas w świat rozkoszy. Oboje jęknęliśmy głośno, przymykając oczy. Po chwili zatrzymania, dziewczyna poruszyła nerwowo biodrami, co dało mi znak, abym zaczął. Uniosłem się nieco, wchodząc w nią do końca, a następnie wyszedłem, postępując wciąż tak samo, głębokimi i mocnymi pchnięciami. Obserwowałem, jak jej usta układają moje imię, co nadawało mi jeszcze więcej siły oraz determinacji. Przyśpieszyłem tempa, podpierając się dłonią nad jej głową, a drugą dłoń, kładąc na jej pierś, zasłoniętą bluzką. - Szybciej. - jęknęła w spazmach rozkoszy. Zaczęła kolistymi ruchami, potęgować nasze doznania, co niemal doprowadziło mnie do nieba. Warknąłem, jeszcze przyśpieszając nasze ruchy. Czułem, że zaraz dojdziemy do finału, którego tak bardzo pragnęliśmy. Ostatnie jej westchnięcie i ostatni mój ruch.. Oboje doszliśmy w tym samym momencie, opadając na siedzenie i zastygając w miejscu.
***
Wiedziałem, że w końcu muszę jej to powiedzieć. Wiedziałem, że muszę ją poinformować o tym, co się dzieje, w końcu chodziło również o jej bezpieczeństwo. Jednakże.. Nie potrafiłem. Nawet teraz, stojąc przed  mieszkaniem jej i Lisy,czekając, aż otworzy kluczami drzwi, nie potrafiłem się odezwać. Czułem uścisk w sercu, chodź inaczej nazywa się to wyrzutami sumienia. Wiedziałem, że kiedyś wreszcie nadejdzie czas, żebym jej powiedział. Ale jeszcze nie teraz. Blondynka weszła do mieszkania, nagle zastygając w pół kroku. Uderzyłem nieco w jej plecy, dopiero wtedy "budząc" się z swoich myśli.
- Justin.. - usłyszałem jej cichy jęk, a następnie rozejrzałem się po mieszkaniu. Wokół panował chaos. Wszelkie możliwe papiery, walały się gdzieś po podłodze,  natomiast meble, niemal wszystkie, były poprzewracane, oraz zniszczone. Na ziemi, leżało potłuczone szkło.
- Li..Lisa? - jej głos zadrżał, gdy wypowiedziała to imię, a następnie pędem ruszyła w głąb mieszkania, szukając błagalnym wzrokiem, postaci jej przyjaciółki.
Jednak ten czas, nadszedł szybciej, niż myślałem.
______________________
Cześć. :) Jest mi nieco przykro, że dostałam kilka NIEMIŁYCH wiadomości na asku, dotyczących mojego dość rzadkiego dodawania rozdziałów. Kochani, pisałam przecież niedawno, że muszę zająć się swoją szkołą, co oznacza nieco zaniedbanie bloga. Zdecydowałam, że będę go prowadzić i prowadzę, jednakże rozdziały nie mogę pisać co tydzień, jak to wcześniej bywało a co 2, 3 tygodnie. Musicie mi to wybaczyć, to naprawdę nie jest moja wina. Muszę wziąć się za naukę, ale to przecież nie oznacza, że nie staram się też zaglądać tutaj. Witam Was z nieco dłuższym rozdziałem, może to poprawi Wam humor. Do następnego. ;)
Ask: LoveMeKissMeeee
Ile wyświetleń! :o

11 komentarzy:

  1. ZAJEBISTE @biebs_ilysmx

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz talent !!! :) czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju, jakie cudo ;o Uhuhu, ale się gorąco w Justina samochodzie zrobiło, a to wszystko za sprawą ich kłótni. Justin chyba kednak polubi kłócić się z nią haha, skoro takie mają być przeprosiny. Chociaż przyznam, że na początku nie wyglądało to zbyt dobrze. Byli mocno pokłóceni, ale tekst Justina "To nie oddychaj" ostatecznie mnie dobił hahaha, to nie oddychaj ;D
    Cały rozdział wspaniały, jak każdy, słońce! Ale ostatnie scena, rety, co się dzieje, co z Lisą i w ogóle jak Rose zareaguje na to, co ma jej powiedzieć Justin. Czekam na kolejny, życzę dużo weny i powodzenia w szkole ;*
    last-breath-jb.blogspot.com
    final-justice-jb.blogspot.com
    whatever-people-say-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  5. Super!!! Kocham to ff <3

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurwa o kurwa o kurwa
    Ja nie wierze w to co się dzieje hehsndjdjd.
    Kocham Twoje opowiadanie. Mam nadzieję, że z Lisą wszystko będzie Oki!
    Czekam na kolejny rozdział, love ya XX😻

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest świetne dziewczyno. Trafiłam dzisiaj na twojego bloga przypadkiem ale oczywiście tego nie żałuję. Zaczęłam go czytać rano, kończę teraz, ale przeczytałam go jednym duszkiem. Jest poprostu zarabisty. Właśnie zyskałas kolejnego niecierpliwego czytelnika kochana. xoxo
    ~czekająca na nn Wiktoria

    OdpowiedzUsuń