Justin's POV.
Czułem się, jakbym wyrzucił z siebie tonę cegieł. Lekko, dobrze i przede wszystkim - szczęśliwie. Rose teraz już wiedziała, co się wydarzyło i wiedziała, jak ważna dla mnie była Katy. Spoglądałem na leżącą obok mnie dziewczynę i podziwiałem jej widok, z niewinnym akcentem podczas snu. Jest najważniejszą osobą w moim życiu, zdecydowanie. Objąłem jej małe ciałko, swoim (bardzo umięśnionym, rzecz jasna) ramieniem. Usłyszałem ciche ziewnięcie, a następnie mała rączka wbijała we mnie swoje paznokcie.
- Bierz te łapsko. Udusisz mnie.
Wywróciłem oczyma na jej nieczułość wobec mnie w takim momencie i pozostawiłem tam ramię, spoglądając na jej dalszą reakcję. Ku mojemu zdziwieniu dłużej nie protestowała, a wręcz przysunęła się do mnie, kładąc twarzyczkę na mojej klatce piersiowej. Drugą dłoń, która jeszcze przed chwilą znajdowała się pod moją głową, ułożyłem na jej gładkich i falowanych włoskach, upiętych w niechlujny kok. Jej fryzura idealnie odzwierciedlała wczorajsze wydarzenie, budzące we mnie ciepłe uczucia gdzieś w oddali umysłu.
- Juuustin. - mruknęła, gdy gładząc jej włosy złożyłem pocałunek na jej czole. - Huh? - zapytałem, zjeżdżając swymi wargami, do jej ust i delikatnie je podgryzając. Zachichotała słodko, rumieniąc się co wywołało u mnie łobuzerski uśmieszek. - Przestań. - odparła, nieco odsuwając moją głowę, na co wysunąłem dolną wargę naprzód. - Rooooziiii. - mruknąłem.
- Jaka Rozii? Rose, gamoniu. Nie wymyślaj głupich ksywek.
- Okej, pączusiu. - zachichotałem, na co sapnęła głośno podnosząc się do pozycji siedzącej i siadając na moim brzuchu. - Coś ty powiedział? Zaraz Ci pokażę pączka. - mruknęła zadziornie, ściągając ze mnie kołdrę. Jako, że po wczorajszej nocy miałem wciąż gołą klatkę piersiową, Rose wlepiła w nią swoje oczy, szeroko otwierając usta. Zaśmiałem się z jej reakcji, która zawsze była taka sama.
- Podziwiasz swojego mężczyznę?
Wydała z siebie coś na rodzaj jęku zażenowania i zakryła twarz w dłoniach, cicho chichocząc. Mój brzuch zawibrował pod wpływem śmiechu. Była taka słodka, gdy się wstydziła. Nie mogłem jednakże powiedzieć, że nie była też seksowna. Siedziała na mnie, ubrana w moją koszulkę. Nawet nie wiem, kiedy ją wzięła, przypuszczam, że krępowała się spać nago, chodź przecież już ją tak widziałem.
- Jesteś piękna. - przerwałem, wpatrując się w jej rozczochrane włosy i twarz bez makijażu. Jej oczy były nieco podkrążone, jednakże wciąż widniały w nich iskierki szczęścia.
- Justin, przestań, bo jestem burakiem. - opadła na mnie, niechcący pocierając swoim miejscem intymnym o moje. Wydałem z siebie sapnięcie, gdy schowała głowę w zagięciu mojej szyi.
- Kotek, delikatniej, bo inaczej Cię po prostu wezmę tu i teraz.
Ponownie się zaśmiała, zarzucając dłonie na mój kark i składając pocałunek na moim policzku. Poruszyła się delikatnie swoją pupą, powodując u mnie.. Cóż, nagły przypływ energii. Rozumiałem, że tym sposobem dała mi do siebie dostęp, więc bez ceregieli, zmieniłem nasze pozycje tak, iż to ja znajdowałem się na górze, a Rose pode mną. Wpiłem się w jej usta z niezwykłą namiętnością, pieszcząc dłońmi jej boki. W samych bokserkach, zacząłem ocierać się o kobiece centrum mojej dziewczyny. Mruknąłem z zadowolenia, czując, że również jest na dole w samej bieliźnie.
- Justin. - wysapała mi do ucha, wplatając swoje gładkie dłonie w moje włosy. - Cśś, skarbie. - szepnąłem, przysuwając się gwałtownie do jej szyi i atakując ją, mokrymi pocałunkami. Gryząc i ssąc jej czuły punkt, zacząłem szybciej poruszać swoimi biodrami, czując, że jesteśmy już blisko. - Justin! - wydała z siebie krzyk, który stłumiłem swymi wargami. Kilkanaście kolejnych pchnięć i opadłem delikatnie na jej ciało, składają pocałunek na jednej z jej piersi przez bluzkę. - Mówiłem Ci, że jesteś piękna?
- Kilka razy. - zaśmiała się, nieco zdyszana i lekko czerwona na twarzy. Przerzuciłem nas tak, abym to ja znajdował się pod nią, a Rose posadziłem na swoim brzuchu, przyciągając ją za podbródek i opierając nasze czoła o siebie. - Kocham Cię.
***
Rose's POV.
Każda kobieta oczekuje w swoim życiu tego jedynego mężczyzny, tego jedynego chłopaka. Oczekuje, że będzie codziennie budzić się u jego boku, słysząc ciche " cześć słoneczko". Marzy o tym, aby dbał o nią, był przy niej i sprawiał, że czuje się bezpieczna. Bez wątpliwości czułam, że właśnie dostałam to, o czym od zawsze marzyłam. Dostałam Justina, chodź nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo go pragnęłam.
- Chyba powinniśmy wstawać i zrobić coś na śniadanie. - mruknął, wysuwając się spod kołdry i ręką zaczesując włosy do tyłu, nieco w górę. - Nie chce mi się.. - burknęłam, przerywając swoje przemyślenia. Rzuciłam krótkie spojrzenie szatynowi, natomiast on pochylił się nade mną i wsunął dłonie pod moje nogi i plecy.
- Co Ty robisz?! Justin, zostaw mnie! - zdziwiona poruszyłam się nerwowo, gdy jego ramiona uniosły mnie w pozycji ślubnej. Chłopak wywrócił oczyma na moje zachowanie, komentując.
- Już Cię przecież niosłem. Nic się nie stanie, jak zrobię to jeszcze raz.
Dałam sobie spokój z wierceniem i delikatnie zarzuciłam chłopakowi ręce na szyję. Złożyłam pocałunek na jego szyi, na co posłał mi swój łobuzerski uśmiech.
- Jesteś szczęściarą, że masz takiego przystojnego chłopaka, prawda? - poruszył zabawnie brwiami, powodując u mnie chichot. - To raczej Ty jesteś szczęściarzem, że masz przy sobie taką piękną, inteligentną i zabawną dziewczynę. - zdobyłam się na najbardziej pewny siebie ton i zarzuciłam włosami, gdy postawił mnie na blacie, w kuchni.
- Zdecydowanie, masz rację. - szepnął, składając pocałunek za moim uchem. Zarumieniłam się delikatnie, chowając twarz za włosami. Żartowałam przecież. Chłopak, jakby czytając w moich myślach, mruknął.
- Ja nie żartowałem, księżniczko.
Poczułam stado motyli, rozpraszających się po całym moim brzuchu. Tak piękne słowa, chodź wypowiadane przez niego z lekkością, sprawiały, że byłam szczęśliwa. Czułam, że teraz może być już tylko lepiej. Że teraz, kiedy wszystko już zostało wyjaśnione oraz powiedziane, mogliśmy spokojnie odetchnąć, rozkoszując się swoją obecnością. Nie pozwoliłam chłopakowi się oddalić do lodówki, ponieważ przyciągnęłam go do siebie za szyję, mocno wtulając w jego tors. Pomimo tego, że siedziałam na blacie, on i tak był o głowę wyższy ode mnie. Justin nic nie mówiąc, położył dłonie na moich bokach oraz podbródek na moich włosach, rozkoszując się ich zapachem. To była nasza chwila, nasz moment w którym nie liczyło się nic innego poza biciem naszych serc. Byliśmy tylko my i nasze dusze, które wbrew przeciwnościom, połączyły się ze sobą, tworząc jedną, zgrabną całość.
***
Stojąc w białej poświacie, czułam wokół siebie wszechogarniający spokój, roznoszący się po każdym zakamarku tego miejsca. Swobodnie oddychałam, idąc lekko krok za krokiem. Wiedziałam, co chcę zobaczyć i czego pragnę. Moje proste blond włosy opadały kaskadami na ramiona, a ja sama czułam się dziwnie. Jak to będzie zobaczyć go po tylu latach z kimś innym? Jak zareaguję?
Wysiliłam swój umysł wysyłając się w świat realny, z którego zniknęłam przez swój nieszczęśliwy wypadek. Patrząc na to z dystansu nie czułam już bólu czy smutku. Byłam po prostu pusta.
I stało się. Wtedy moje oczy ujrzały go. Postawnej postury chłopak z kilkoma tatuażami na ramionach. Włosy wysoko postawione na żelu w górę i ciemne, jak węgiel tęczówki o odcieniu brązowym. Obejmował najdelikatniej jak mógł jej drobne ciało. Ciało drobnej blondynki o falujących blond włosach i brązowych tęczówkach. Moje serce załomotało boleśnie na ten widok, nakazując nie odrywanie wzroku od tych dwoje. W oczach zebrały się słone łzy, które po kilku chwilach wydostały się na zewnątrz, tworząc mały wodospad z ich składu. Wpatrywałam się w twarze, widząc na nich rozchodzące się błogie uczucie. Potrafiłam czytać z ich oczu, jak bardzo siebie kochają. Serce zabiło ze zdwojoną siłą i wtedy już wiedziałam, że nie pozbędę się tego widoku już nigdy.
Był w stanie zakochać się po raz drugi, być może silniej niż we mnie i może właśnie to sprawiało, że czułam ból. Chodź od mojego wypadku minęło kilka lat i powinien znaleźć sobie kogoś, moje serce wciąż kochało go tak samo, nie pozwalając na żadne z takich scenariuszy. Zamrugałam kilkukrotnie wpatrując się w jej oczy. Widziałam w nich to, co Justin widział w moich. Niewiarygodne oddanie, miłość i przywiązanie.
I chodź było mi ciężko to zrozumieć, uśmiechnęłam się kwaśno, następnie posyłając jemu swe spojrzenie.
Jedno było pewne. Oboje się kochali i na to zasługiwali.
A o mnie mógł wreszcie zapomnieć. Uwolnił się.
- Justin, co Ty robisz idioto?! - wydałam z siebie skrzek, gdy podrzucił mnie wysoko w górę, a następnie złapał.
- Rzucam swoją dziewczyną. - westchnął, po chwili wybuchając ze mną gromkim śmiechem. Fakt, nie zabrzmiało to.. cóż, dobrze.
- Okej. - odparłam niepewnie i zarzuciłam mu swoje ręce na jego szyję, aby móc się lepiej podtrzymać. - Więc co powiesz na pocałunek, jakiego nigdy w życiu nie przeżyłeś? - zamrugałam zalotnie rzęsami, przygryzając wargę. Widziałam, jak jego wzrok spogląda na moje usta i sam przy tym je oblizuje.
- Myślę, że ta propozycja jest dość kusząca. - odparł, próbując zachować spokój, ale widziałam w jego oczach pożądanie. Nie mógł tego ukryć.
- Więc.. - zaczęłam, jednakże nie dokończyłam, bo po salonie rozniósł się dźwięk dzwoniącego telefonu. Wywróciłam oczami i zsunęłam się z rąk chłopaka, dając mu odebrać komórkę. Sama, oparłam się o ścianę jedną nogą, czekając na to, co powie.
Justin's POV.
- Słucham? - warknąłem wściekle do słuchawki, czując jak bardzo jestem zażenowany tą sytuacją. Miałem spędzić tylko kilka dni sam na sam z Rose. Czy to tak dużo?!
- Stary... Nie jest dobrze. Musicie wracać. Ty musisz wrócić.
__________________
No i jest rozdział pierwszy w tym roku szkolnym. Tak, zdecydowałam się pisać dalej pomimo tego, iż sama nie wiem, jak ja to wszystko ogarnę. Spodziewajcie się rozdziałów co dwa, trzy tygodnie. Mam nadzieję, że nie będzie Wam to aż tak przeszkadzać.. Dziękuję Wam za tyle wyrozumiałości!
Wracam ze zdwojoną siłą. Mam nadzieję.
Kocham Was i dziękuję za tyle wyświetleń! ;*
NIESPRAWDZANE BŁĘDY.
Rozdział ajsbhsjsudbs *.*
OdpowiedzUsuńCzekam nn ❤ to się będzie działo xd
heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com
JEJU SUPEEEEER @biebs_ilysmx
OdpowiedzUsuńChyba po przeczytaniu tego rozdziały zrezygnuję z pieczenia ciasta, bo już od samych Twoich słów zrobiło mi się słodko, haha. Rozdział po prostu.. ksjhfkjshdkfjhsdf, naprawdę! Fakt, nigdy nie może być kolorowo i to, że skończyłaś w takim momencie jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Jestem ciekawa co takiego się stało.
OdpowiedzUsuńPowodzenia w nowym roku szkolnym! Czekam z niecierpliwością na następny rozdział i pozdrawiam cię gorąco! :*
www.love-choice.blogspot.com
Asjdbdxbeh swietny rozdzial
OdpowiedzUsuńEj, nie wiem, czy to normalne, ale cały czas mam rozchylone usta, nawet teraz, koedy skończyłam już czytać i komentuję ten rozdział. Boże, czy tam był moemnt z perspektywy Katy? Czy ja dobrze zrozumiałam? Przedstawiłaś jej emocje? Boże, to takie piękne, cały czas nie mogę wyjść z podziwu. Brawo, naprawdę. Cholera, zamurowało mnie to i aż za bardzo nie wiem, co mam napisać, a to się rzadko zdarza. Jeju...la tak poza tym, wspaniały rozdział. Dodajesz dużo takich slodkich scen miedzy Justinem, a Rose i, o dziwo, jak w innych rozdziałach nie przepadam za tym, Ty opisujesz to jakoś inaczej i mogłabym czytać same takie sceny, są piękne.
OdpowiedzUsuńDziękuję, że jednak piszesz. Życzę weny i powodzenia w szkole ♥
final-justice-jb.blogspot.com
whatever-people-say-jb.blogspot.com
Miało być w innych opowiadaniavh, a nie w innych rozdziałach, wybacz ;D
UsuńSuper :D
OdpowiedzUsuńCudowny
OdpowiedzUsuńByło słodko, ale jak to mówią, wszystko co dobre kiedyś się kończy, i tak jest w tym przypadku. To co napisałaś z perspektywy Katy było po prostu... idk jak mam to określić, piękne. Po prostu piękne. Nie przeszkadza mi to, bo sama wiem ile czasu zajmuje szkoła, zwłaszcza że jestem w drugiej klasie technikum. Jestem bardzo ciekawa dlaczego Justin musi wracać. Czekam na nn xx
OdpowiedzUsuńineedangelinmylife.blogspot.com
zmień kolor czcionki bo nic nie widać
OdpowiedzUsuńZnowu nam karzesz czekac na rozdzial? No super -,-
OdpowiedzUsuń