sobota, 8 listopada 2014

Część druga.`Chapter Thirty Seven.'

-Lisa! - krzyczała, a w jej głosie słyszałem strach. Strach, który przerażał nawet mnie. Teraz już nie mogłem owijać w bawełnę. Musiałem jej powiedzieć prawdę i wiedziałem, że będzie ona bolesna teraz zarówno dla mnie, jak i dla niej. Jej kroki niosły się echem po mieszkaniu, gdy wbiegała na górę po schodach. Powlokłem za nią wzrokiem, po chwili słysząc, skrzypienie drzwi wejściowych. Gwałtownie się odwróciłem, nie wiedząc, czego mam się spodziewać. Gdy mój wzrok utknął na postaci Lucasa i chłopaków, chwilowo odetchnąłem z ulgą.
- Stary, jest źle, bardzo źle. - zaczął jeden z pracowników Lu, a ja powstrzymałem się, aby mu nie wpieprzyć.
- Dlaczego mi nic nie powiedzieliście? - wysyczałem przez zaciśnięte zęby, luzując i zaciskając rękę w pięść i głośno oddychając. Lucas wyciągnął papierosa z buzi, nieco wstrząśnięty moim zachowaniem.
- Bieber, to nie tak, chcieliśmy Ci powiedzieć, że oni się kręcą wokół jej domu, ale przypuszczaliśmy, że odjadą po tym, jak zrozumieją, że Was tu nie ma. - zaczął spokojnie, podchodząc do mnie i uspokajająco kładąc mi dłoń na ramię. Strzepnąłem je mocnym ruchem barku, a następnie chwyciłem go za kołnierz nieco pomiętej koszuli oraz przygwoździłem do ściany.
- Lucas, kurwa, gdzie ona jest? Gdzie jest Lisa? - zapytałem głosem przepełnionym bezradnością oraz bezsilnością. W mojej głowie przez chwilę przemknęła myśl, że może udałoby nam się ją odnaleźć i być może, jakoś to wyjaśnić Rose w nieco inny sposób..
- Cody ją zabrał, Justin. Przypuszczam, że na magazyny. - westchnął, uwalniając się z mojego uścisku. - Wiesz, że będziesz musiał wszystko jej powiedzieć?
- Nie kurwa, nie gadaj, nie domyśliłem się. - odwarknąłem gwałtownie, uderzając dłonią w ścianę. Lucas przeklął cicho pod nosem, biorąc głęboki wdech. - Słuchaj, wątpię, że ona  przeżyje. Cody pewnie ją wziął pod zakładnika, oddasz mu kasę, ale laski już nie dostaniesz. Przynajmniej takie są moje przypuszczenia. Cody to ostry zawodnik, z nim nie warto negocjować.
Chwyciłem palcami za końcówki swoich włosów i sfrustrowany pociągnąłem za nie, cicho mrucząc pod nosem niecenzuralne słowa.
- Muszę ją wydostać stamtąd! Nie ma innej opcji, Lucas. Po prostu nie ma.
- Nie mamy szans, Bieber, zrozum to.
Już unosiłem pięść, aby spoczęła ona na policzku Lu, gdy z tyłu usłyszałem głosik, który potrafiłby sprawić, że przeniósłbym dla niej góry.
- Justin..
Stanąłem jak wmurowany, nie odwracając się w jej stronę. Dobrze wiedziałem, co ujrzę. Lucas zamarł, wpatrując się we mnie. Nie miałem pojęcia co zrobić. Musiałem stawić czoła Rose. Powoli, bezszelestnie odwróciłem się, unosząc wzrok. Moje kolana ugięły się pod wpływem widoku MOJEJ dziewczyny. Stała tam rozczochrana, rozmazana, z wymiętymi ubraniami. Wpatrywała się we mnie, tymi swoimi wielkimi oczami, a ja bezradnie nie potrafiłem do niej podejść. Chciałem, to wyjaśnić inaczej. Nie w takich okolicznościach.
- Wszystko słyszałam. - po chwili milczenia, ponownie się odezwała, tym razem donośniejszym i bardziej oziębłym głosem. - Wszystko.
- Rose, proszę, pozwól mi wytłumaczyć. - szepnąłem, podchodząc do niej, jednakże ona odsunęła się gwałtownie, posyłając mi puste spojrzenie. Moje ciało zareagowało instynktownie, pokrywając się gęsią skórką.
- Jak mogłeś mi to zrobić? Znowu mnie okłamałeś, Justin. Czy Ty to rozumiesz? Znowu.- warknęła, popychając mnie delikatnie na ścianę. Przełknąłem głośno ślinę, próbując jakoś się do niej zbliżyć.
- Rose, ja..
- Ale wiesz co jest  w tym najgorsze? Tym razem, to nie ja ucierpiałam, tylko Lisa! - wrzasnęła nagle, a pokój przecięła grobowa cisza. Widziałem, jak jej wargi drżą. Jak jej ramiona opadają w geście zmęczenia. Tak bardzo ją chciałem objąć.
- Przez Ciebie.. To przez Ciebie, ona teraz może nie żyć. - mruknęła, a jej głos niósł się jeszcze przez chwilę echem po mojej głowie. Miała cholerną, pieprzoną rację. A ja? Mogłem tylko stać naprzeciw niej i patrzeć na nią.
- Jak mogłeś, Justin? Myślałam, że ten wyjazd to jest coś, co miało nas do siebie zbliżyć. Ja.. Ja myślałam, że Ty naprawdę się przede mną otworzyłeś.Myślałam, że naprawdę Ci na mnie zależy.. - łzy ciurkiem wydostawały się z jej oczu. Nie potrafiłem na to patrzeć. Po prostu nie mogłem. Gwałtownie ruszyłem do niej, zarzucając ręce na jej talię i przyciągając do siebie. - Nie, puść mnie! - jej głos, łamał moje serce, chodź wiedziałem, że na to zasłużyłem. Wyrywała się ile mogła, ale nie puszczałem. Chciałem ją trzymać w ramionach nawet, teraz, gdy pałała do mnie tak niesamowitą wściekłością. Chciałem, aby wiedziała, że naprawdę ją kocham. - Zostaw mnie, nie rozumiesz?! Nienawidzę Cię! - wciąż krzyczała, miotając się swoim ciałem. Nie poluzowałem uścisku, a wręcz przeciwnie, wsunąłem twarz w jej włosy i cicho szepnąłem. - Kocham Cię, Rose. Zależy mi na Tobie.
Dziewczyna stanęła, jak wryta, a następnie poczułem, jak jej kolana się uginają i nagle traci równowagę. Przytrzymałem ją i wraz z jej ciałem zsunąłem się na ziemię, po ścianie, na podłogę. Cicho chlipała, ciągle powtarzając, że mnie nienawidzi, że mam odejść. Ja jednak nie miałem zamiaru.
Przecież ją kocham.
***
Po wyjściu chłopaków, Rose dalej nie potrafiła się uspokoić, a ja dalej trzymałem ją w swoich objęciach, bojąc się ją puścić. Była teraz tak krucha, tak zraniona, tak niewinna i bezbronna.
Tak osłabiona...
I to wszystko przeze mnie, przez to, że nie potrafiłem jej tego powiedzieć wcześniej. Gdybym jej to wszystko wytłumaczył.. Lisa, by tu była. Jestem tak pieprzonym idiotą..
- Puść mnie.. Chcę wziąć prysznic. - szepnęła cichutko. Rozluźniłem uścisk, aż wreszcie ona mogła wydostać się i nawet na mnie nie spoglądając, ruszyła na górę, co jakiś czas pociągając nosem.
Wstałem z ziemi, strzepując z siebie kurz i rozejrzałem się po mieszkaniu. Panował w nim chaos, odkąd do niego weszliśmy, dlatego postanowiłem coś chociaż uprzątnąć, do czasu umycia się dziewczyny.
Jedno było pewne - na tę noc nie miałem zamiaru jej zostawiać samej, nawet jeśli miałaby mnie wywalić za drzwi. Uniosłem jakąś potarganą część ubrań i zamarłem.
Musiałem działać szybko, musiałem ją odnaleźć. Pytanie tylko, czy będzie jeszcze żywa?
***
Skrzypienie drzwi poinformowało mnie, że dziewczyna wyszła z łazienki. Ciche kroki rozbrzmiewały, gdy Rose schodziła po schodach. Uniosłem się z kanapy, która już w miarę wyglądało czysto, tak jak i mieszkanie, które przynajmniej nie wyglądało, jak spustoszone przez tornado. Spojrzała na nie bursztynowymi oczami, przepełnionymi złością.
- Jeszcze tu jesteś? Wynoś się. - warknęła. Oblizałem spokojnie wargi, unosząc na nią wzrok. - Nie zostawię Cię samej, Rose. Grozi Ci niebezpieczeństwo.
Parsknęła głośno śmiechem, co naprawdę dotknęło mojego serca.
- Gdyby Ci zależało, już dawno byś mi o tym powiedział. - syknęła. - Rose, to naprawdę nie było takie proste.
- Jasne.
Postanowiłem się więcej nie odzywać. Zależało mi jedynie na odnalezieniu Lisy oraz zapewnienie bezpieczeństwa wciąż jeszcze mojej dziewczynie. Tylko tyle chciałem i to miałem zamiar spełnić.

Rose
Gdy wreszcie położyłam się do łóżka, była godzina dwunasta. Wiedziałam, że nie zasnę, lecz chodź trochę chciałam nabrać sił. Będą mi potrzebne, do dalszego poszukiwania Lisy. Chodź nie wiedziałam, gdzie mogłaby się znajdować, a informacje jakie posiadałam, były znikome, wiedziałam, że nie mogę się poddać. Lisa jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu, a myśl, że.. że mogłabym ją stracić na zawsze, nawet nie mieściła mi się w głowie.
Czułam się rozdarta. Z jednej strony, chciałam wstać i pobiec do Justina, na dół oraz skryć się w jego umięśnionych ramionach i poczuć się bezpiecznie, a z drugiej strony.. Nie wiedziałam, czy mogłam mu ufać. Przez to, co usłyszałam, mój umysł wytworzył wokół niego aurę strachu, niepewności oraz.. odrzucenia. Pragnęłam go, lecz bałam się. Chciałam go pocałować, ale odrzucało mnie od niego. Wciąż czułam mętlik w głowie. Kłamstwo, które wyszło na jaw, sprawiło, że między nami straciło się wszystko, to, co budowaliśmy od dawna. Czułam się, jakbym w ogóle go nie znała.
Nim uroniłam kolejne łzy, niespodziewany sen, którego przecież nie oczekiwałam, nadszedł, prowadząc mój zagubiony mózg w krainę Morfeusza.

JustinTej nocy, nie potrafiłem zasnąć. Niespokojnie przemierzałem pomieszczenia, czując, że już wkrótce nadejdzie coś ... nieoczekiwanego. Czułem nieodparte wrażenie, czegoś co miało nadejść, niestety nie wyczuwałem kiedy i to mnie niepokoiło. Wreszcie, bo dość długim namyślaniu się, postanowiłem wejść na górę i sprawdzić co u Rose. Leżenie na kanapie w salonie, nic by mi nie dawało, a upewnienie się, że u niej w porządku teraz stawiałem ponad wszystko. Cicho wszedłem na górę i najdelikatniej, jak mogłem otworzyłem drzwi, tak aby na wszelki wypadek, jej nie zbudzić. Przymknąłem je, a następnie na palcach podszedłem do łóżka, skąd wydobywał się spokojny oddech blondynki. Oznaczało to, że spała. Najciszej, jak mogłem, przysunąłem fotel koło jej łóżka i usiadłem, wpatrując się w jej niewinną, senną twarz, która w tej chwili wyglądała na odprężoną oraz niesamowicie spokojną. Światło księżyca, wpadające przez okno dało mi wystarczający widok, na dostrzeżenie każdego szczegółu na jej twarzyczce. Pogładziłem ją nieco po włosach, a następnie złożyłem delikatny pocałunek na jej policzku. Nie miałem zamiaru stąd wychodzić. Wiedziałem, że rano zezłości to ją, ale przecież nie robię nic złego. Nie leżę z nią w łóżku, siedzę na fotelu i nie naruszam jej prywatności, bez jej zgody. Chcę tylko, żeby była bezpieczna. Bezpieczna przy mnie.
***
RoseObudziłam się właściwie wyspana, więc tym razem bez żadnego problemu uniosłam powieki w górę, czując, jak zaraz po tym przytłacza mnie ciężar rzeczywistości, spowodowany pierwszym widokiem z rana - a mianowicie spowodowany Justinem, siedzącym na fotelu, nieco skrzywionym, lecz wciąż śpiącym. Moje serce zakuło, widząc, jak bardzo chciał znajdować się właśnie teraz blisko mnie. Miałam ochotę wstać i pomóc mu przenieść go do łóżka, lecz jedynie co zrobiłam, to uroniłam łzę, która swobodnie spłynęła po moim policzku.
- Spójrz.. Do czego doprowadziłeś, Justin. - pół szept wydostał się z moich ust, a potem zaszlochałam w poduszkę i pociągnęłam nosem, nie wytrzymując napiętej sytuacji między nami. Powinnam się na niego wściekać, a zamiast tego, płaczę, jak idiotka i jest mi żal tego dupka.
Nie pozwalając sobie, na dalsze okazywanie swojej słabości, wstałam i podeszłam cicho do szafy, wyjmując ubrania, stosownie pasujące go pogody - zimna, deszczu oraz szarości. Gdy ruszyłam do łazienki, usłyszałam, że Justin niespokojnie poruszył się na fotelu. Spojrzałam na niego, w tym samym momencie, gdy to on uniósł powieki, a jego pierwsze słowa, gdy mnie zobaczył, uderzyły prosto w moje serce.
- Dzień dobry, księżniczko. Przepraszam. - westchnął, przecierając twarz, dłonią. Nie wiedziałam właściwie, za co przeprasza. Za to, że całą noc przespał obok mnie w pokoju, za to, że mnie okłamał, czy za to, że przez niego, nie wiemy gdzie jest Lisa. Wiedziałam jedno - że przeprosił, a jego słowa, po zetknięciu się naszych oczu, zabrzmiały tak szczerze, że nie potrafiłam tego wytrzymać, po prostu wyszłam z pokoju i pozostawiłam go samego.


Wieczorem, ciche oraz niepewne pukanie rozległo się w domu. Zeszłam z pokoju do drzwi, jednakże szybciej przy nich znalazł się chłopak, który jak oparzony, zerwał się z kanapy i ruszył pewnie do przodu. Chwycił dłonią klamkę i pociągnął, a chwila, zanim drzwi się otworzyły, na złość była dla nas tak długa, że oboje wychyliliśmy głowę na zewnątrz.
Z początku nic nie zauważyłam, lecz gdy spojrzałam, gdzie wpatruje się Justin, zakryłam usta, dłonią. Kałuża krwi na ziemii, sprawiła, że zakręciło się w mojej głowie, a kilka metrów bliżej, dokładnie na wycieraczce, znajdowała się Lisa. Z lekko otwartymi ustami, wpatrywała się w nas, przerażonymi oczami. Jej ubrania, podarte, przesiąknięte krwią, którą czułam nawet w progu, sprawiła ugięcie się moich nóg. Poruszyła niezgrabnie oraz niemo ustami, a z jej gestu doskonale mogliśmy wyczytać.
Pomocy.____________
Boże, ile ja się z tak krótkim rozdziałem męczyłam, to nawet nie zdajecie sobie sprawy. Tu już nawet o czas nie chodzi, ale ta moja wena to raz jest, a raz jej nie ma. Dokładnie tak jak z moimi pieniędzmi hahahah. xdd
Przepraszam, za tak długie opóźnienie i mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
Jak sądzicie, co będzie dalej?
ask:ask.fm/LoveMeKissMeeee
~ Drew.
Tt: @ThePastx3

16 komentarzy:

  1. Boze świetny. Cały czas coś się dzieje. Nie mogę się już doczekać dalszego rozwoju akcji. Justin pomimo tego co zrobił jest taki kochany. Spał na tym fotelu matko aww.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny rozdział :D czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Super czekam. Na next <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Fenomenalny! czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. no więc, znalazłam to opowiadanie wczoraj i już zdążyłam przeczytać do końca, damn to jest serio dobre. strasznie fajna fabuła taka oryginalna, ale czasami jak dla mnie jest za słodko i za bajkowo, ale co kto lubi, czasami tez gubię się w czytaniu i czuję jakbym opuściła jakiś rozdział, ale pomijając te dwie rzeczy opowiadanie naprawdę dobre i warte czytania xx
    zapraszam do siebie http://royal-fanfiction.blogspot.com/ @basedonjustin

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekam na następny!

    http://i-am-not-giving-up-on-you.blogspot.com/
    http://i-am-not-giving-up-on-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. cudnie ci wyszedł :) bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  8. ŚWIETNY, CUDNY, ZARĄBISTY, IDEALNY, NAJLEPSZY. KOCHAM TO OPOWIADANIE I JESTEM OD NIEGO UZALEŻNIONA. FABUŁA JEST INNA NIŻ WSZYSTKIE. JESZCZE NIGDY NIE WIDZIAŁAM TAK ORYGINALNEGO FF I CIESZĘ SIĘ, ZE NA NIE TRAFIŁAM :)) MOŻESZ BYĆ Z SIEBIE NAPRAWDĘ DUMNA BO ZYSKALAS KOLEJNEGO ZADIWOLONEGO, WYCZEKUJECEGO, ZNIECIERPLIWIONEGO CZYTELNIKA <3 KOCHAM TO I CHCE JUŻ KOLEJNY ROZDZIAŁ !!! WEEEENY ŻYCZĘ,

    OdpowiedzUsuń
  9. YAAAY SUPEER �� CZEKAM NA NEXT �� CALUJE

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny rozdział! Ciekawe co będzie dalej ze związkiem Rose i Justina. Z niecierpliwością czekam na następny. :) x /@bizzlessmile

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawe co będzie dalej.. ;c Aż nawet nie chce myśleć co wymyślisz!
    Czekam na następny;)
    Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam... czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  13. http://newtorislife.blogspot.com/ Zapraszam również do siebie (: Fanfik też z Justinem

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejuniu! Justin, ale narozrabiales. Teraz musi wypic piwo, ktore sobie nawarzyl:) super rozdzial, zycze weny i czekam na next.

    revenge-justin-bieber.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. To porównanie do pieniędzy na samym dole - ahahahahaha, skąd ja to znam xd
    A rozdział wspaniały! Strasznie Cię przepraszam, że dopiero teraz komentuję, ale tak to jest, jak sie wszystko odkłada na później. Kurcze, z jednej strpny nie dziwię się Rpse że jest na niego wściekła. W końcu, Lisa to jej przyjaciółka. Ale z drugiej, doskonale wie i widzi, jak Justinowi na niej zależy. Teraz to ona zamknęła sie w sobie, a powinna wpuścić go do siebie, ponownie.
    Matko, współczuję Rose wifoku Lisy, takiej bezbronnej, całej we krwi. Jestem ciekawa, jak zareaguje. Jak oboje zareagują. Oby tylko nie zrobiła niczego głupiego, co naraziłoby ją na niebezpieczeństwo. No i zeby pogpdziła się z Justinem oczywiście.
    Życzę weny i z niecierpliwością czekam na kolejny ;*
    final-justice-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. uwielbiam to ff tu zawsze coś się dzieje :* nie mogę doczekać się nn a co do tej weny to hmmm skąd ja to znam xd
    http://justin-fanfiction-anastasia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń