Rzuciłem telefon do kieszeni mojej bluzy, rozglądając się po pomieszczeniu gwałtownie i tym samym zdobywając zdziwione spojrzenia moich kumpli.
- Rose jest w szpitalu. Mówi, że ktoś prawdopodobnie chciał ją zastrzelić. - mówię grobowym tonem, wpatrując się w ich twarze. Tym razem jednak nie są zdziwione, a jedynie zamyślone.
- Jeśli chcesz możesz wziąć mój domek letniskowy na obrzeżach miasta, jak na razie, a najwyżej potem coś wykombinujemy. - odparł Lucas. - Nie możesz tutaj dłużej zostać, musimy jakoś to rozwiązać, ale daj nam czas.
Przymknąłem powieki, delikatnie masując swoje skronie. Lucas podszedł do mnie, wrzucając kluczyki do jego domku do mojej kieszeni i posyłając mi pocieszający uśmiech. Poklepałem go po ramieniu, mrugając kilkukrotnie.
- Dziękuję, stary. Jestem Twoim dłużnikiem.
- Zapamiętam to sobie. - zaśmiał się, jednakże ja nie miałem już na to czasu. Unosząc rękę w górę, pożegnałem się z resztą, niemal wybiegając z magazynu. Pośpiesznie, otworzyłem drzwi swojego auta, nie czekając więcej. Odpaliłem samochód oraz wyruszyłem pozostawiając za sobą pisk i - prawdopodobnie -ślady moich opon na asfalcie. Nie kontrolowałem prędkości, chciałem znaleźć się jak najszybciej przy niej, chciałem upewnić się, iż wszystko jest w porządku. 30 na godzinę, 40, 50, 60, 100, 120..
Usłyszałem sygnał policyjny i cicho pod nosem puściłem wiązankę przekleństw. Serio?! Teraz?!
Przycisnąłem pedał gazu, jednakże widziałem wciąż w lusterku radiowóz, więc nie liczyłem na to, iż go zgubię. Musiałem, jako porządny obywatel (wyczujcie sarkazm), zatrzymać się i dostać lanie. Bo takie jest prawo. Gdzie oni byli, gdy była strzelanina?!
Zwolniłem i zjechałem na boczny pas ostrożnie, aby nie podpaść jeszcze bardziej policjantowi, a sam uderzyłem obiema rękami o kierownicę zniesmaczony całą tą sytuacją. Głośne kroki, a następnie pukanie w szybkę rozwiało moje wątpliwości - nie da mi spokoju. Kliknąłem przycisk przy moim radiu, powodując opuszczenie szyby w dół oraz posłałem mundurowemu swój przesłodzony uśmiech i uniosłem dłoń w górę, machając palcami.
- Witam. Kierowca widzi, z jaką prędkością jechał? - zapytał ostrym tonem, ściskając usta w cienką linię. Wywróciłem teatralnie oczyma, starając się jakoś zachować swoje ironiczne odpowiedzi na wodzy. - Niech pan władza wybaczy, śpieszę się do dziewczyny, ona rodzi. - Bóg musi mi wybaczyć te kłamstwo, tak jak wszystkie inne..
Policjant prychnął głośno, unosząc brwi w górę. - Gdybym tak każdemu darował mandacik, nie miałbym z czego wyżyć.
Zacisnąłem zęby, wpatrując się w jego nieco otępiałą twarz. - Dokumenty poproszę. - warknął, wysuwając w moją stronę dłoń.
- Kurwa. - przekląłem na tyle głośno, że usłyszał to i również mundurowy, posyłając mi chłodne spojrzenie.
- Słucham?
Uniosłem oczy nad jego ramię, wpatrując się w przestrzeń i przygryzając język.
- Kura.. Kura tam sobie chodzi. - odpowiedziałem, biorąc głęboko powietrze w usta i zaraz wypuszczając je głośno z płuc. Sięgnąłem pod fotel, aby powyciągać wszystkie potrzebne dokumenty.
***
Zaparkowałem swój samochód na parkingu pod szpitalem i niemal z niego wyskoczyłem, po drodze targając głupi mandat, który został mi wystawiony.
- Cholerni policjanci. - mruknąłem jeszcze pod nosem, wbiegając do izby przyjęć i od razu udając się do recepcji.
- Przepraszam, na jakiej sali znajduję się Rose Gonzales? - zapytałem, dość zgrabną jak na swój wiek kobietę, o czarnych włosach.
- Sala 808, tu po lewej. - mruknęła, nie odrywając wzroku od monitora. Ruszyłem szybkim krokiem w kierunku, który wskazała mi kobieta i już po chwili ujrzałem upragniony numer pomieszczenia. Zajrzałem przez szybkę, widząc niemal pustą salę i przy oknie, stojącą do mnie tyłem blondynkę. Pchnąłem drzwi tym samym zdobywając spojrzenie dziewczyny. Odwróciła się twarzą do mnie, a ja dopiero wtedy mogłem zobaczyć to, co faktycznie się stało. Rose stała w czarnym staniku sportowym i chodź bardzo bym chciał, aby tylko to zwracało moją uwagę, niestety.. Jej prawe ramię owinięte było w bandaż, już lekko zakrwawiony. Miała oszołomioną twarz i zagubiony wzrok. Chodź na pozór rana nie wyglądała niebezpiecznie, to czułem jak targa mną wściekłość.. Cody chciał trafić moją dziewczynę. I mu się udało. Musiałem jednak zachować kamienną twarz, aby nic się nie wydało.
- Justin.. - wyszeptała cicho, a spod jej oka wypłynęła łza. Nie czekając długo podbiegłem do niej, obejmując ją w pasie, uważając przy tym na jej ramię. Wtuliłem jej małe ciałko mocno w siebie, kładąc jedną dłoń na jej talii a drugą, na jej główce. Złożyłem delikatny pocałunek na jej czole gładząc złociste fale, opadające na plecy.
- Jestem już tutaj.. Cśś. - szeptałem, starając się ją jakoś uspokoić.
Rose's POV.
Teraz, niczego innego nie pragnęłam, prócz zatrzymania czasu, aby móc jak najdłużej chować się w jego objęciach. Nie wiedziałam, co się wokół mnie dzieje, chciałam tylko aby tutaj przyszedł, aby mnie pocałował, uspokoił. Nie potrafię wytłumaczyć tego, dlaczego jednego dnia go zostawiam a następnie chcę, aby był przy mnie. Nie myślę racjonalnie, jestem po prostu zakochana i myślę, że czas wreszcie to przed sobą ostatecznie przyznać. Justin to osoba z którą wiąże mnie coś więcej niż tylko te pieprzone porwanie kilka lat temu. Justin jest kimś, kto już na zawsze będzie tkwił w mojej pamięci. Czuję, że jest moją drugą połową i chodź to brzmi banalnie, dla mnie jest to po prostu fakt. To popierdolone, ale tacy właśnie jesteśmy. Jesteśmy inni, a zarazem tacy sami.
***
"- Bóg tworzy kobietę i mężczyznę, o dwóch, niepełnych połowach serca. Każdego z nich, wyrzuca w inną stronę świata. Każde zaczyna swoje życie, nie wiedząc, iż istnieje jego "dopełniacz". Żyje z dnia na dzień, z czasem uświadamiając sobie, jego właściwy cel życiowy. I tylko od zgrania tych osób zależy, czy kiedykolwiek się spotkają. Tylko od nich zależy, czy ich połówki stworzą całość. Tylko oni we dwoje, potrafią się odnaleźć.
A gdy już coś takiego nastąpi.. Nikt i nic nie będzie w stanie ich rozdzielić. Tylko Ci ludzie będą naprawdę szczęśliwi."
***
Godzinę później.
- Jestem pewna, że strzelali do mnie. - łkałam w jego ramię, wpatrując się w okno. Justin co jakiś czas gładził moje włosy, a następnie składał pocałunki na mojej głowie. Czułam, że on mi nie wierzy, był po prostu nadzwyczaj spokojny.
- Skarbie, to musiał być przypadek. Wiesz, ile takich strzelanin dzieje się na co dzień w Miami? Byłaś w złym miejscu o złym czasie, proszę, nie myśl o tym.
- Justin, jak mam o tym nie myśleć?! Ta kula drasnęła mnie w ramię. - uniosłam głos, mimo wszystko brzmiąc i tak na słabą.
- Zapomnij, myszko. - szeptał, wtulając mnie w siebie. Było w tym coś podejrzanego. Nie mogę uwierzyć, iż Justin w ogóle się tym nie przejmował. Czułam się zbywana, czułam, że on ten temat po prostu odpycha. Już miałam coś powiedzieć, gdy przerwał mi gwałtownie.
- Mam pomysł. Kolega niedawno opuścił swój domek na obrzeżach, wiesz spokój, cisza, natura. Pomyślałem od razu o Tobie i o mnie, więc dostałem kluczyki. Czy nie chcesz spędzić tam ze mną chociażby tydzień? - zapytał pełny entuzjazmu. - Odpoczniesz trochę i pobędziemy sami. Obiecuję Ci to.
Przeczesałam ręką włosy. To była kolejna próba, zbliżenia nas do siebie oraz odsunięcia mnie od tematu i dobrze o tym wiedziałam, ale czy chciałam po raz kolejny próbować? Odpowiedź jest chyba oczywista.
- Kiedy wyjeżdżamy?
- Jeśli chcesz, możemy zaraz, oczywiście po wypisaniu. - uśmiechnął się promiennie w moją stronę, a moje serce zabiło dwa razy szybciej. Czułam stado motyli w brzuchu na myśl o tym, że faktycznie spędzimy cały tydzień sam na sam. Tak jak kiedyś, w Australii. Być może nawet lepiej?
***
Trzy dni później.
- Masz już wszystko? - warknąłem, nieco zirytowany ilością bagaży tej dziewczyny. - To jest wyjazd na tydzień, na obrzeża miasta, nie wyjazd do Honolulu na miesiąc! - krzyknąłem, śmiejąc się mimo wszystko pod nosem.
- Przezorny, zawsze ubezpieczony. - odpowiedziała, wybiegając z mieszkania z jeszcze jedną torbą, pełną tych wszystkich błyskotek dla dziewczyn. Wywróciłem oczyma, gdy zorientowałem się, że w bagażniku już prawie nie ma miejsca.
- Jesteś niemożliwa. - mruknąłem, a ona położyła mi swoją zdrową rękę na barku, przyciągając mnie i składając czuły pocałunek na policzku.
- Tylko jedźcie ostrożnie. - usłyszeliśmy zaniepokojony głos Lisy, stojącej wraz z jej chłopakiem i przyjacielem Rose - Jasonem. Czarnoskóry obejmował szatynkę, uśmiechając się do nas szeroko.
- Przecież mówię, do jasnej ciasnej, stąd tam jest góra godzina drogi! Nie przesadzajcie! - odpowiedziałem, a Jason zbył to głośnym śmiechem. Blondynka pomachała ostatni raz swoim przyjaciołom, gdy otworzyłem jej drzwi od strony pasażera. Wsiadła, zapinając pas i czekając na mnie.
- Tylko mi jej tam pilnuj. I nie wywoź nigdzie dalej.- zironizowała Lisa, wpatrując się w moją rozbawioną minę.
- Wrócimy za tydzień! - krzyknęła blondynka, przez otwartą szybę. Usiadłem za kierownicą sprawdzając po kieszeniach, czy wszystko mam, a następnie odpalają silnik.
- No to ruszamy.
Dociskając pedał gazu, ruszyliśmy z piskiem opon, pozostawiając za sobą nieco zakurzone otoczenie.
***
Rose widocznie była bardzo zmęczona, ponieważ niemal po piętnastu minutach drogi zasnęła. Wpatrywałem się co jakiś czas w jej anielską buźkę, która wyglądała na jeszcze bardziej niewinną, gdy spała. Zagryzłem wargę, słysząc sms'a i niechętnie odwróciłem wzrok od mojej dziewczyny. Jedną rękę pozostawiłem na kierownicy, a drugą wyciągnąłem telefon, starając się cały czas kontrolować drogę. Odczytałem jego treść.
"Często naszym najsłabszym punktem, są nasi najbliżsi. "
_____________________
Witam z kolejnym rozdziałem, akcja rozgrywa się powoli, ale tak miało być więc nie miejcie mi tego za złe! ;)
Dziękuję za 16 komentarzy pod ostatnim rozdziałem i nie ukrywam, chciałabym, aby trochę więcej osób komentowało to opowiadanie. Nie chcę stawiać Wam żadnych zasad typu " ileś tam komentarzy = następny rozdział", bo to bez sensu nie chcę tego wymuszać, chcę jedynie poznać Waszą opinię. Dajmy takie porównanie, rozdział 24 został skomentowany przez 37 osób [!]. Wierzę, że nie każdy ma ochotę pisać, jednakże proszę od czasu do czasu o jakąkolwiek opinię. Potrzebuję tego naprawdę, nawet jeśli mają być negatywne. Chcę pisać coraz lepiej, udoskonalać się w tym, abyście mieli samą przyjemność z czytania!
Jest w tym również motywacja, której teraz równie silnie potrzebuję! Dziękuję, że doczytaliście aż tutaj i do następnego!
ask: http://ask.fm/lovemekissmeeee
tt: @ThePastx3
Kurcze, akcja naprawdę zaczyna się rozkręcać. Ten sms na koniec mnie przestraszył. Ten cały Cody faktycznie poluje na Rode, żeby przez jej osobę zemścić się na Justinie. To chore i nienormalne, ale tacy są właśnie ludzie i nic nie można na to poradzić. Dodatkowo, nie dziwię się Rose, że jest taka spanikowana. Wierzę, że ona wyczuła fakt, iż ta strzelanina była z jej powodu. Cieszę się, że "pogodziła się" z Justinem i zrozumiała, ze naprawdę jest w nim zakochana. Ciekawa jestem, co wydarzy się podczas ich wyjazdu. Niee, oczywiście że nie mam tu na myśli seksu (tak, właśnie to mam na myśli, ale ciii xD). Kocham to, jak piszesz i jak idealnie potrafisz wszystko opisać. Czuję się doałownie jak Rose. Oby tak dalej!
OdpowiedzUsuńPs. Będę, pierwsza, plis, będę pierwsza ;D
black-tears-jb.blogspot.com
Świetny:)
OdpowiedzUsuńCudo
OdpowiedzUsuńAh no wreszcie gdzieś wyjadą i będą mieli romantyczne dni we dwoje, TAK! *.* Boże, uwielbiam to opowiadanie i uwielbiam Ciebie, naprawdę. I teraz znowu muszę czekać nie wiadomo ile na nowy rozdział. :(
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Twoja Misia. :*
Cały czas męczy mnie pytanie czy Justin bardziej kocha Kate od Rose. xd Wiem, ze to głupie ale nie może mi to wyjść z głowy.
OdpowiedzUsuńAle dobrze że w końcu wyjadą pobędą trochę sami.
Rose będzie bezpieczna a ten wyjazd na pewno ich do siebie zbliży. Rozdział cudowny. Cieszę się, że udało mi się go przeczytać bo mam
ostatnio problemy z netem.
Czekam na następny Xx
Pozdrawiam i zapraszam do siebie ♥♥♥
person-who-changed-my-life.blogspot.com
Już chce następny rozdział oby był szybko <3
OdpowiedzUsuńŚwiatny rozdział! BRAWO!! Czekam na nn;*
OdpowiedzUsuńRozdział jakiś taki wyjątkowo krótki mi się wydał, ale może po prostu ciągle mi mało :P
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział, a jeszcze lepiej zapowiada się następny!
Nie jestem zbyt dobra w pisaniu długich komentarzy, więc ten będzie krótki. Rozdział jak zwykle genialny. Ta końcówka ... nawet nie wiem jak to określić. Trochę przeraża? Myślę, że to najlepsze określenie. Rose nie jest głupia i domyśla się, że strzelanina to nie przypadek. Jestem ciekawa, jak długo Justin będzie ukrywał przed nią prawdę. Jestem strasznie ciekawa, co wydarzy się podczas ich wyjazdu. Czekam na następny xx
OdpowiedzUsuńineedangelinmylife.blogspot.com
Ps. komentarz miał być krótki, ale wyszło trochę inaczej :)
Super
OdpowiedzUsuńSuper poprostu pbrak słów ♥
OdpowiedzUsuńLudzie no kometujcie ten rizdzial nawet nie wiecie jak ona sie stara DLA NAS a wy przeczytacie i wylanczacie nawet nie kometujecie :'( kocham kocham kocham <3
OdpowiedzUsuńŚwietny 🎀
OdpowiedzUsuńsuper ;)
OdpowiedzUsuńSuper! ! Ostatnio cała noc czytałam to opowiadanie od początku ... takie jest zajebistte. Kocham cie za to opowiadanie ♥♥♥
OdpowiedzUsuńJustin widzę podjął działania :D Dobrze jest mieć takich przyjaciół :) Tygodniowy wyjazd? Tylko ta dwójka i domek? ^^ Gdyby nie te dupki co to postrzeliły Rose to bym uznała to za mega romantyczne i podniecające xd Naćpałam się tym rozdziałem ;D Był przyjemny i bardzo uroczy... w pewnym sensie ;p Kurde,co mam jeszcze dodać? Rozdział był krótki a akcja nie rozwinęła się do stopnia oh ah i Boże :D Czekam na c.d i zapraszam Cię do mnie na nowy :**
OdpowiedzUsuńtkwi-w-ciszy.blogspot.com
OMG *-*
OdpowiedzUsuńBooski rozdział..Dobrze że Justin wziął sprawy w swoje ręce i zaopiekuje się Rose :3 Mam przeczucie że chyba coś złego się tam stanie ale obym się myliła ! Czekam na kolejny :> !
Suuper rozdział :** Jesteś niecsamowitą ppisarką Kocham cię i tego bloga !! <3
OdpowiedzUsuńWiecej seeeksu !
OdpowiedzUsuńMoglabys cos zrobic zeby napisy byly czarne.na mobilnym jestem i.nic nie moge rozczytac bo jrst biale nw bialym
OdpowiedzUsuńBylabym wdzieczna 😘😘😘
http://complicated-truth.blogspot.com/ zapraszam do czytania mojego bloga, dopiero zaczynam, życzę miłego czytania!:) Liczę na komentarz:(
OdpowiedzUsuń