środa, 30 lipca 2014

Część druga. `Chapter Thirty One.`

Siedziałam na kanapie, już od przynajmniej trzydziestu minut, a Justin jak zniknął, tak się nie pojawiał. Wstałam delikatnie, słysząc jak moje kolano mocno strzela, jednak nie na tym się teraz skupiłam. Mój wzrok przyciągnęły zdjęcia, wiszące w salonie, na ścianie, poukładane od najmniejszego, do największego. Podeszłam - starając się nie robić hałasu przez swoje kroki - do ściany i zaczęłam je oglądać, wciągając wciąż przyjemny dla mnie zapach drewna. Pierwsze zdjęcie przedstawiało, małego Justina, jeszcze noworodka. Trzymała go jego mama, z ogromnym uśmiechem na twarzy. Zagryzłam wargę widząc, jaką ma przerażoną minę i zaciśnięte powieki. Na kolejnym zdjęciu, znajdował się szatyn w wieku około 5 lat, jak siedzi na nocniku z wielkim bananem na twarzy.
Zaśmiałam się głośno, widząc jego satysfakcję na twarzyczce. Chichocząc tak pod nosem, przeszłam do kolejnego zdjęcia, gdzie Justin jako dziesięciolatek siedzi na trzepaku z grymasem na buzi. Kolejne zdjęcie przedstawiało go, jako nastolatka w garniturze. Przypuszczam, że zdawał maturę, ponieważ stał dumnie z wysoko uniesionym podbródkiem. Ostatnia fotografia, musiała być zrobiona niedawno, ponieważ Justin wygląda w teraźniejszości tak samo. Stał wyprostowany, jedną ręką oplatając talię blondynki o zielonych oczach.
- Katy. - szepnęłam, dotykając delikatnie jej postaci, a następnie przyglądając się jej rysom twarzy. Miał rację, mówiąc, że jest bardzo do mnie podobna. Szczerze mówiąc na pierwszy rzut oka, powiedziałabym, że to ja.
- Szliśmy wtedy na pierwszą randkę. - usłyszałam szept Justina i gwałtownie podskoczyłam, odwracając się do niego twarzą. Miał zamyśloną minę i byłam pewna, że tak naprawdę był gdzieś indziej. Chciałabym tyle znaczyć dla Justina, co Katy.
- Byliśmy w kinie, nawet nie pamiętam na czym. Jakieś romansidło, ona kochała takie rzeczy, a ja nie potrafiłem się nie zgodzić. - westchnął, wsuwając palce w swoje włosy i ciągnąc za końcówki.
- Wszyscy moi kumple ją lubili. - prychnął, delikatnie uśmiechając się i spoglądając na zdjęcie. - Była po prostu urocza, taka niewinna i w całym tym świecie zagubiona.
- Była idealna. - podsumowałam, unosząc wzrok i dotykając jego dłoni, pogładziłam ją po wierzchu. On jednak nie zwrócił na to uwagi, wciąż wpatrując się w Katy.
- Oczywiście, że tak. - odpowiedział, a ja poczułam kolejne ukłucie bólu w sercu. Nigdy nie będziesz taka, jak ona. Po co się w ogóle starasz?
- Co się stało, że nie jesteście razem? - wychrypiałam oschłym tonem. Nie potrafiłam tego  kontrolować. Czułam zazdrość zżerającą mnie od środka, a zarazem ciekawość i chęć odkrycia tajemnicy jego przeszłości. Co się wydarzyło? Dlaczego od niego odeszła? Zostawił ją? Czy rozstając się, dalej się kochali? 
Pytania kłębiły się w mojej głowie, jak stado pieprzonych pszczół w ulu i tylko czekały, na ujrzenie światła dziennego.
Na to pytanie, chłopak skrzywił się znacząco, przymykając mocno powieki. - Przepraszam, Rose, nie jestem teraz w stanie na to odpowiedzieć, ale przysięgam, że kiedyś powiem.
Stałam tak sztywno, wpatrując się w chłopaka, który znaczył dla mnie coś więcej niż wszystko i nie potrafiłam odczytać tego, co sama czuję. Tyle tajemnic, nas od siebie oddala, a on tego nie zauważa. Nie stara się, a być może nawet nie chce, abym zrozumiała chodź trochę jego przeszłość. Poczułam piekące łzy, kujące moje oczy tak mocno, iż z ledwością powstrzymałam spłynięcie ich po policzku.
Jak mogę kochać osobę, o której prawie nic nie wiem? Wszędzie tajemnice, wszędzie coś.  Nie chcę się związać z takim człowiekiem. Chcę go znać, chcę wiedzieć co jest dla niego ważne, wiedzieć co robi gdy się ze mną nie widuję, chcę być lubiana przez jego przyjaciół, chcę być częścią jego życia. Chcę tylko tego, ale być może wymagam za dużo, a może i nawet nie pasuję do niego. Więc gdy próbuję po raz ostatni czegokolwiek się dowiedzieć, pytam.
- Z kim rozmawiałeś? Co się dzieje? - mój głos wydaje się delikatny, powiedziałabym, wręcz słaby. Zaczynam tracić siły na wszystko to, co chciałam osiągnąć.
- Kolega, nie ważne, to moje sprawy. - odpowiada stanowczo, wpatrując się w martwy punkt. Wychodzę na korytarz, sięgam po swoją bluzę i buty.
- Co Ty robisz? - pyta zaskoczony, wręcz przerażony.
- Gdy w końcu zdecydujesz się wpuścić mnie do swojego serca, odezwij się.  - odpowiadam, posyłając mu swoje smutne spojrzenie, a następnie znikam za drzwiami.
***
Stawiam stopę za stopą i wciąż nie mogę uwierzyć, że to zrobiłam. Po prostu go zostawiłam tam, mówiąc, że ma nie wracać. Bo taka jest prawda, Justin nigdy przede mną się nie otworzy. Ile razy próbowaliśmy.. Czułam łzy w swoich oczach, jednakże dzielnie z uniesionym podbródkiem kroczyłam przed siebie, wpatrując się w jakiś martwy punkt. Przełknęłam głośno ślinę, gdy nagle usłyszałam głośny pisk, a zaraz po tym krzyk jakiegoś mężczyzny.
- Na ziemie! - jego głos niósł się długo po mojej głowie, gdy mimowolnie upadłam na chodnik, oddychając ciężko. W tle rozległy się strzały, które - dziwnym trafem - padły blisko mnie, niemalże kilka centymetrów od mojego ciała,  następnie słyszałam pisk opon i odjeżdżające czarne BMW. Zmarszczyłam brwi, wciąż leżąc i rozglądając się dookoła. Zszokowani przechodni, leżący obok mnie wpatrywali się w ślad auta, głośno pojękując. Czułam, jak moje serce bije ze zdwojoną prędkością. Chyba byłam jego celem..
Uniosłam się na łokciach. Poczułam rwący ból w ramieniu. Spojrzałam na to miejsce, widząc krew umiejscowioną przy samej końcówce mojego ramienia. Zacisnęłam powieki
- Jest ktoś ranny? - zapytałam niepewnie, wpatrując się w przerażone twarze obcych mi ludzi. Mężczyzna, który nas ostrzegł odpowiedział cicho.
- Tamta kobieta, chyba zemdlała.  - wskazał palcem, a ja ciężko uniosłam się, uważając jak najbardziej można na swoją ranę. Podeszłam spokojnie w kierunku pani, wyglądającą na nieco starszą. Zaraz za mną, to samo zrobili inny, podnieśli się jednakże od razu zaczęli iść we własnym kierunku, wciąż jeszcze otumanieni tą sytuacją. Siwowłosa kobieta leżała twarzą do chodnika, dlatego na początek szturchnęłam ją delikatnie w ramię.
- Proszę pani.
Nie odpowiedziała, dlaczego uniosłam ją lekko,jedną ręką rozglądając się za jakąś raną, jednakże nic nie dostrzegłam.
- Mógłbyś zadzwonić na pogotowie? - zapytałam, drżącym głosem, wpatrując się w jego twarz wyglądającą na średni wiek. Ból w moim ramieniu, zaczął się nasilać, gdy opadł szok a pojawił się strach.
Nic nie odpowiedział, jedynie wysunął ze swojej tylnej kieszeni telefon.
***
Justin's POV.
- Siema,  Lu. - mruknąłem cicho, opadając tyłkiem na jego zabrudzoną kanapę. Nie miałem zbytnio czasu na tę rozmowę, ponieważ chciałem jak najszybciej pojechać do Rose. Czułem, że ją tracę, a ja tego kurwa naprawdę nie chciałem. Ona była i jest dla mnie najważniejsza, nie chcę jej stracić tylko dlatego, że jestem tchórzem i nie potrafię wyjawić jej wszystkiego, co powinienem. Gdy wyszła, to prawie tak, jakby uderzyła mnie z otwartej ręki prosto w twarz. Nie mogłem tego znieść, muszę coś z tym zrobić, muszę ją odzyskać.
- Nie mamy zbyt ciekawych wiadomości, bro. - bąknął mój kumpel, wpatrując się w moją twarz. Niepewnie rozejrzałem się po pomieszczeniu, łapiąc po drodze zatroskane miny Lucasa, Dany'ego, oraz reszty jego współpracowników.
- Co jest?
- Słuchaj, Cody nie godzi się na żaden układ. Jest mega wściekły. - Lucas pociągnął za końcówki swoich włosów. - Wygląda na to, że szykuje się afera.
- Nie rozmawialiśmy z nim osobiście, a jedynie przez jego pracowników, co i tak nie przyniosło pozytywnych skutków. - warknął Dany, odwracając się do mnie bokiem, gdzie zauważyłem jego zakrwawione ramię.
- Prawda jest taka, bro, że musisz z tą swoją lady stąd znikać. Ukryć się, czy coś, bo wygląda na to, że Cody nie odpuści.
Analizowałem jego słowa w swojej głowie, marszcząc czoło. Faktycznie nie wyglądało to za dobrze. Pieprzony Cody, moje pierdolone długi.
- Tu naprawdę nie jest bezpiecznie. Z tego co nam wiadomo, znają już dokładnie adres Twojej dziewczyny i Twój. Musicie się schować.
Moje rozmyślania przerwał telefon, dzwoniący w mojej bluzie. Gwałtownie wstałem, podchodząc do komórki i wyciągając ją szybko. Na ekranie wyświetlił się, jakiś nieznany mi numer. Nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Słucham?
- Justin? Justin, jestem w szpitalu.. Oni..Oni chyba próbowali mnie zastrzelić. - jej głos co jakiś czas drgał, słyszałem, że płakała. Moje serce stanęło, słysząc ją w takim stanie. Cały świat zawirował, a ja jedynie czego chciałem, to tego, aby znaleźć się teraz przy niej i móc ją przytulić.
__________________
Witam Was z kolejnym rozdziałem. Szczerze mówiąc, ostatnio jestem załamana swoim spadkiem jakiejkolwiek chęci do pisania i spadkiem mojej weny..
Wybaczcie mi, za tak długie czekanie na tak krótkie i nudne "coś".
Przepraszam.

Drew.

Gorąco polecam:
http://onelife-ff.blogspot.com/

NIESPRAWDZANE BŁĘDY. 

17 komentarzy:

  1. Świetny rozdział, jak zawsze. Czekam na następny i życzę weny :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku nawet tak nie mów no. Jak dla mnie ten roxdział jest tym czego właśnie to wszystjo potrzebowało, akcji. Uwielbiam Cię, piszesz takie dobre opowiadanie z resztą ja nie wiem czy Ty i Paula (przepraszam że po imieniu) jesteście siostrami, takie talenty! Booże, kocham was obie, jesteście niesamowite, ale wracając do wątku. Życzę Ci weny kochana!!
    I niecierpliwie czekam na nsstępny, jestem strasznie ciekawa!!
    Nevv-love-story.blogspot.com
    ;***

    OdpowiedzUsuń
  3. Co ty mówisz? Może rzeczywiście rozdział jest trochę krótki, ale na pewno nie nudny! Uwielbiam to jak piszesz i zdecydowanie ten rozdział bardzo mi się podobał (lubię dramy, zawirowania miłosne itp xd). Mam nadzieję, że pani wena wróci z wakacji tak jak twoje chęci. Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie mów że to jest nudne! lepiej żeby się działo powoli a długo niż wszystko razem w jednym i żeby nikt nie wiedział o co chodzi. rozdział świetny xx życzę weny i udanych wakacji :) @polish__fan

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam, czytam, czytam i... O BOŻE, POLECIŁAŚ MOJEGO BLOGA NIE WIERZE. Dziękuję Ci ślicznie, Kochanie! ;*
    A co do rozdziału.. tak się paliłam, że będzie jakieś Rostin, a tu nic. :( No ale mam nadzieję, że na następny raz już mnie nie zawiedziesz i walniesz jakąś romantyczną scenę, haha.
    Kocham to opowiadanie tak mocno jak kocham Ciebie.
    Pozdrawiam,
    Ann. ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny tylko szkoda że taki krótki :* czekam na następny ♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przepraszaj. Pisanie ma być dla ciebie czymś przyjemnym, a nie przykrym obowiązkiem. Nie możesz się zmuszać ;)
    Rozdział świetny. Już się nie mogę doczekać kolejnego xx
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziewczyno co ty muwisz że to jest nudne "coś".To jest mego zajebiste.

    OdpowiedzUsuń
  9. To nie jest nudne coś, to jest naprawdę świetny rozdział!! :) Justin jest chyba czasami trochę za szorstki dla Rose, no nie wiem tak jakoś myślę. ..
    Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału ♡
    PS. I jeżeli jeszcze raz kiedykolwiek powiesz, że jakikolwiek rozdział, który napiszesz jest nudny, to wpadnę do Cb i przemówienia Ci do rozsądku Shawty!!! Pozdrawiam cieplutko :*
    @TheKlaudiaK

    OdpowiedzUsuń
  10. To jest takie sabjdjcbskwjd <3 moim zdaniem najlepszy rozdzial jaki dalas na tego bloga <3 nie moge sie doczekac nastepnego;-) weny zyycze <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Uuuuu dzieje się !!! Jestem ciekawa o co chodzi z tą Katy xD

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeeju, to jest takie idealne! No każde słowo doskonale dobrane. Ugh, jak możesz tak dobrze pisać? I Ty mówisz, że nie masz weny? Haha, i tak Ci nie wierzę ;D No a tak naprawdę, to też tak miałam i wiem, jakie to uciążliowe. Mam nadzieję, że szybko powrócą Ci chęci do pisania.
    Co do rozdziału, ach, już myślałam, że Justin wyjawi prawdę o Katy, a tu wygląda na to, że jeszcze trochę potrwa, zanim się przełamie. Musi to być dla niego naprawdę trudne. Z drugiej strony, nie dziwię się Rpse, że chce go odkryć. Ma rację - pokochała człowieka, którego praktycznie nie zna. No i ten zamach na koniec. Cholera, a gdyby tak stało się Rose coś poważniejszego? Przecież Justin by sobie tego w życiu nie wubaczył!
    Jestem strasznie ciekawa, co będzie dalej. Pamiętaj, nie pisz na siłę, tylko wtedy, kiedy będziesz tego chciała <3
    black-tears-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny rozdzial xx

    OdpowiedzUsuń
  14. Przepraszam za moją nieobecność na wstępie..
    Rozdział strasznie ciekawy.
    Imponuje mi Twój talent.
    Ciekawi mnie dalsza reakcja Rose i Justina.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
    Również ciekawe jest to jak dalej potoczą się ich losy..
    Czekam z niecierpliwością i zapraszam do mnie..są nowe rozdział ( 67 najnowszy )
    http://one-die-one-love-one-life.blogspot.com/2014/07/rozdzia-67.html

    ~ Weronika Bieber..

    OdpowiedzUsuń
  15. Juuuustin, leć do niej :/ Cholerne gnojki -.- Ja im dam strzelania! Biedna Rose :c
    Fajny rodział :> Lekki, emocjonujący. Dobrze jest być Twoją czytelniczkom :) Teraz dopiero będzie się działo :D Cały czas pod górkę :p Jest kilka literówek i błędów interpunkcyjnych a niektóre zdania nie są spójne, ale to zawsze można dopracować ;) Przynajmniej wspomniałaś, że rozdział nie był sprawdzany :)

    tkwi-w-ciszy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń