Justin's POV.
Wysunąłem z tylnej kieszeni moich luźnych w kroku spodni klucze, które zachrzęściły w moich dłoniach charakterystycznie. Rose spojrzała na mnie niepewnym wzrokiem, natomiast ja posłałem jej delikatny uśmiech, dodający nieco otuchy. Bała się, najzwyczajniej tego, co ją czeka. Chodź właściwie, to ja powinienem się bać tej rozmowy.
Otworzyłem drzwi, grzecznie przepuszczając blondynkę w progu, a następnie wchodząc za nią i zamykając za sobą. Pomogłem ściągnąć z niej jej bluzę i zawiesiłem ją na wieszaku, wykonanego ze starego drewna. Widziałem w jej oczach szok.
Rose's POV.
Rozejrzałam się dookoła, nie wierząc własnym oczom. Jego mieszkanie było.. zadbane. Dość staroświeckie, chodź naprawdę urządzone kobiecą ręką. Zastanawiałam się, czy to jego mama urządzała te miejsce, czy jakaś inna kobieta, która być może kiedyś istniała w życiu Justina. Zagryzłam wargę, dając się prowadzić Justinowi do salonu, gdzie drewniane panele chrząkały pod naszym ciężarem, powodując u mnie nieprzyjemną gęsią skórkę. Tu było naprawdę ładnie.
- To stare mieszkanie. Przeżyło dzieciństwo mojej mamy. - mruknął chłopak, oblizując swoje pulchne wargi. Opadł swoim chudym tyłkiem na czerwoną kanapę, stojącą na czarnym, puchowym dywanie. Z lekko uchylonymi ustami, podeszłam do drewnianej szafy, kładąc na niej dłoń i wciągając jej zapach, przypominający bukowy las. Moje oczy przyglądały się każdemu szczegółowi w tym pomieszczeniu. Chodź salon wyglądał staroświecko, posiadał kilka elementów, które dodawały nowoczesności temu miejscu. Spojrzałam na szklany żyrandol, wiszący u góry, a następnie na telewizor plazmowy, stojący na przeciw krwistoczerwonej kanapy, na której siedział Justin.
- Pięknie. - skomentowałam, gdy ruchem ręki wskazał, abym usiadła obok. Poprawiłam swoje blond fale, aby opadły na ramiona i odgarnęłam do tyłu grzywę, spoglądając wyczekująco na chłopaka.
- Może chcesz się czegoś napić? - zapytał, drżącym głosem. Widziałam w jego oczach nerwy, stres być może nawet złość. Rozumiałam, że jest to nad wyraz ciężki temat dla niego, jednakże chciałam wiedzieć o nim wszystko, bez żadnych tajemnic - bez żadnych przeszkód. - Poproszę sok, jeśli możesz. - uśmiechnęłam się delikatnie do szatyna, starając się jakoś rozluźnić dość napiętą sytuację. Podniósł się, idąc, jak myślę - do kuchni - a po chwili wrócił ze szklanką soku pomarańczowego. - Dziękuję. - szepnęłam, odbierając od niego swoje "zamówienie".
Usiadł ponownie obok mnie i poklepał się po kolanach, rozglądając dookoła. Widziałam, że ciężko mu było zacząć, dlatego spróbowałam go jakoś do tego przekonać.
- Masz naprawdę świetnie urządzone mieszkanie. Sam je unowocześniłeś? - zapytałam, starając się brzmieć delikatnie, bez żadnego nacierania na jego strefę prywatności. Justin podniósł wzrok na mnie, wstając i podchodząc do barku. Wyciągnął z niej jakiś kieliszek i nalał sobie do niej, jak myślę, wódki. - Chcesz?
- Nie, dziękuję. - odparłam, domyślając się, iż to być może pomoże mu zdobyć się na odwagę i zacząć rozmawiać. Chwycił w palce szklane naczynie i tym razem usiadł na czerwonym fotelu na przeciwko mnie.
- Nie urządzałem tego mieszkania. Nie przeszkadzało mi, że jest dość.. stare. Ale, Katy stwierdziła, że posiada w sobie mnóstwo nieprzyjemnych wspomnień z mojego życia, dlatego też przystałem na tę propozycję. Miała rację. - zaczął, uśmiechając się sam do siebie.
Wiedziałam, że te "mnóstwo nieprzyjemnych wspomnień" to dzień, kiedy jego mama zmarła. Pamiętałam, jak opowiadał mi tę historię wtedy, w Australii.
***
- Pamiętam to, jakby to było wczoraj. Wracałem wtedy ze szkoły.
Jak zwykle szedł sam. Nie posiadał zbytnio dużo kolegów, bo nie przepadał za tłumem znajomych. Był typem samotnika i to sprawiało, że wielu ludzi traktowało go, jak powietrze. Czuł się z tym dobrze. Szedł własną ścieżką życia, chodź była ona jedną z najbardziej krętych.
Nacisnął klamkę, wchodząc do mieszkania. Nie zdziwiło go to, że drzwi były otwarte. Mama nigdy nie zamykała się na klucz. Nie odczuwała potrzeby.
- Tego dnia, pamiętam, że chciałem z nią porozmawiać o szkole. Chciałem się przenieść. Nie odpowiadało mi tam towarzystwo.
Pattie, jego mama, była tą z kobiet, które starały się okazywać swoje uczucia swoim dzieciom. Na dobranoc, zawsze dostawał całusa i nigdy nie dała mu zapomnieć o tym, że go kocha. Starała się zapewniać mu wszystko, ale wiadomo. Jak długo może pociągnąć kobieta, pracująca na zmywaku w starym pubie?
- Nie potrafiłem jej znaleźć. Nigdzie jej nie było. W mieszkaniu, panowała denerwująca cisza. - mój głos zadrżał na wspomnienie, tamtej pustki w domu.
W kuchni chłopak zastał palącą się zupę, a więc najostrożniej jak potrafił, wyłączył gaz, otwierając okno i wywietrzając pomieszczenie.
Już wtedy to go zdziwiło. Mama nigdy nie zapominała o wyłączeniu gazu.
- Nigdy nie widziałem w jej dłoniach narkotyków. Była naprawdę dobra w ukrywaniu tego. Nikt z naszego otoczenia, nawet by nie pomyślał, że jest uzależniona.
Ruszył do pokoju Pattie, wołając głośno jej imię. Cisza coraz bardziej go denerwowała, więc niemal z hukiem, otworzył drzwi.
- Tego widoku nigdy nie zapomnę do końca życia. Leżała tam nieprzytomna, a wokół rozsypane były jakieś białe drobinki, narkotyki. - moje oczy były puste. Nie potrafiłem uronić ani jednej łzy. Byłem już po prostu obojętny. W ciągu tego czasu, zdążyłem wylać z siebie wszystko to, co czułem. Teraz pozostawała tylko pustka. Niewypełniona pustka.
- Mamo. - chłopak, pochylił się nad kobietą, pewny, że po prostu przysnęła. Potrząsnął nią delikatnie, a gdy nie reagowała, zrobił to mocniej. Jego ruchy stały się gwałtowniejsze, gdy kobieta wciąż nie odpowiadała. - Lekarze stwierdzili zgon na miejscu. Nie było szans na uratowanie jej. Od tamtej pory, wychowywałem się sam w placówce.
***
Przymknęłam mocno powieki, niemal słysząc słowa jakie wtedy wypowiedział, teraz. Starałam się zachować emocje na wodzy, ponieważ w tej chwili, nie o to chodziło w tej sytuacji.
- Dbała o mnie. - zaczął. - Ilekroć upadałem, ona mnie podnosiła chodź powinno być na odwrót. Ona sama miała problemy, które tak dobrze skrywała za swoim pięknym uśmiechem, rzeźbiącym jej delikatną twarzyczkę.
Mówił to tak cicho, zarazem delikatnie i stanowczo, że poczułam pierwsze ukłucie zazdrości. Wiedziałam, że piszę się na to ze swojej woli, jednakże wolałabym, aby okazała się ona zimną suką. Niestety, nic na to nie wskazywało, bynajmniej na pewno nie rozmarzone oczy Justina i jego ściśnięte usta, pogrążone w smutku.
- Jaka była? - zadałam cicho pytanie, wpatrując się w swoje stopy. Nie wiem, co mnie do tego natchnęło, chyba po prostu chciałam wiedzieć.
- Była najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem. - uśmiechnął się delikatnie do siebie, prawdopodobnie odtwarzając sobie jej obraz w głowie. - Miała duże, zielone oczy, które posiadały w sobie coś magicznego i .. coś innego, różniącego ją od innych dziewczyn. - Mały nosek, delikatnie zadarty i małe, malinowe usta.
Wciąż się uśmiechał, bawiąc się wódką w szklanym naczyniu i przelewając go z boku na bok. Wzrok miał jednak nieskupiony.
- Średniej długości blond włosy, proste i świetną figurę. Trenowała akrobatykę. - dodał, a w jego głosie słyszałam dumę.
Słysząc jego opis, mogłabym przysiąc, że opisuje mnie, jednakże ja miałam długie, falowane blond włosy.
- Wiem o czym myślisz. Wyglądałybyście, jak siostry. - prychnął, upijając łyk. - Jesteście równie piękne.
Zarumieniłam się na te słowa, czując się "doceniona", jednakże te słowa nie wymazały z mojej pamięci faktu, iż Justin opisywał ją z takim podziwem.
- Pamiętam, jak pierwszy raz ją spotkałem. Byłem nieco.. naćpany. Ona wracała z imprezy z koleżankami. Rozdzieliły się, a Katy skręciła w moją ulicę. - westchnął, a ja oczyma wyobraźni widziałam tę scenę, którą opisuje.
- Widziałem, że się bała, ponieważ szła szybko. Grupka chłopaków, która szła na przeciwko zaczęła coś do niej mówić, a ona jeszcze bardziej się spięła. - mruknął, zmrużając oczy. - To jeszcze bardziej na nich podziałało. Stała się łatwym obiektem.
Nie wiele myśląc podszedłem do niej, łapiąc jej dłoń i nic nie mówiąc, pociągnąłem ją naprzód, jak najdalej od grupy. Gdy mnie zobaczyli, przestali się już tak nakręcać. Dziwiłem się, dlaczego mnie nie odepchnęła i nie powiedziała czegoś w stylu " Odwal się, koleś", albo po prostu dlaczego nie uciekła. Ona była zawsze tajemnicza.
Przejechałam ręką po ramieniu, wypuszczając głośno powietrze z ust. Zatrzymał się na chwilę, aby wsunąć dłoń w swoje włosy i lekko za nie pociągnąć. Widziałam, że walczy ze swoimi emocjami, gdy jego oczy rozbłysły łzami.
- Delikatna, nieśmiała, zabawna, jednocześnie szalona, humorzasta i niegrzeczna. - bąknął. - Była zaprzeczeniem siebie. - zaśmiał się cicho.
Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, jednakże w tym momencie rozbrzmiał dzwonek telefonu, a ja opadłam na oparcie, przyjmując do wiadomości fakt, iż Katy.. Była po prostu jego ideałem.
Szatyn wysunął z kieszeni telefon, spoglądając na wyświetlacz, a następnie z przerażoną miną wyszedł szybkim krokiem do kuchni, abym prawdopodobnie nie słyszała rozmowy.
- Co tam, Lu? - zdążyłam wychwycić jego słowa, a następnie usłyszałam zamykanie drzwi i ciszę.
Uderzyłam ręką w poduszki na kanapie. Ilekroć starałam się odkryć tego chłopaka i wydawało mi się, że jest już blisko, tylekroć zdarzało się coś niespodziewanego, co budowało po raz kolejny tajemniczość wokół Justina.
I zamiast myśleć, że jesteśmy blisko, czułam, że coraz bardziej się oddalamy.
____________
Witam Was kochani, przyznam szczerze ze strachem. Zapewne zauważyliście, iż.. Cóż. Rozdział nie pojawiał się przez szmat czasu. Wiem, że nie usprawiedliwię się również tym, iż odcięli mi internet bo przecież mogłam iść do koleżanki, ale uwierzcie mi, że to nie jest to samo, szczególnie, jeśli ktoś się krępuje pisać przy koleżankach. (Czyt. ja xd)
Przepraszam Was cholernie również, za opóźnienie go po podłączeniu internetu, ale wena.. Cóż. Zaczynam się bać, bo chyba znika..
Następny dodam jak najszybciej się da.
Kocham Was i wierzę, że wybaczycie.
Ps. Jutro mam urodziny i robię dla Was już dzisiaj niespodziankę w postaci rozdziału, hahaha. <3
~ Drew.
Z jakim strachem , co Ty gadasz! Tobie nie ma co wybaczać, za wspaniale piszesz i za wspaniałą osobą jesteś ;*
OdpowiedzUsuńRozdział cudowny i bardzo emocjonalny. Nie wiem, jak Tobie, ale mi najlepiej się pisze rozdziały tego typu. I czyta oczywiście też, zwłaszcza takue, napisane przez Ciebie. Kurcze, to, jak on opowiada o Katy. Pieknie to opisałaś, można było się wczuć w jego emocje i uczucia. Nadal nie wiem, co się stało z Katy, ale myślę, że niedługo coś nam o tym przybliżysz i będziemy mogli się dowiedzieć. Czekam z niecierpliwością na kolejny i zyczę weny.
Ps. W odpowiedzi na Twój "Ps" powstał mój "Ps" haha. Dorwę Cię jeszcze jutro na asku, ale fajnie jest mieć tę świadomość, że będę pierwsza. Tak więc wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. I nir wiem, co dalej, bo wszystkie te teksty są takie oklepane. Dlatego ja Ci życzę przede wszystkim weny, pomysłów i wspaniałych czytelników. Kocham ;*
black-tears-jb.blogspot.com
świetny rodział xx weny życzę x
OdpowiedzUsuńwszystkiego najlepszego na jutro :)
BOŻEEEE. Jestem z Ciebie dumna (xD) Piszesz niesamowicie , każde słowo przelane tutaj w tym rozdziale jest niesamowite. Rozdział cudowny, nie wiem ilekroć ci to będę powtarzać, ale dla mnie jesteś najlepsza, jesteś ideałem. Kocham Cię.
OdpowiedzUsuńRozdział piękny, dużo emocji co wybudziło u mnie te takie dreszcze, zaciekawienie. BOSKI i no .. BOSKI.
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Życzę Ci wszystkiego co najlepsze, zdrowia, weny ,i przede wszystkim żebyś była szczęśliwa :) ☺
Czekam z niecierpliwością na następny!! xxx
nevv-love-story.blogspot.com
Boże chce następny ♡
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa tej historii o Kate. W ogóle całej historii Justina. Rozdział jak zwykle cudowny :))
OdpowiedzUsuńO Boże rozdział cudowny, Historia Justina jest taka tajemnicza, i zchęcią ją poznam. Czekam na kolejny. Kocham
OdpowiedzUsuńŚwietny <3 !
OdpowiedzUsuńgenialny. jestem tu od niedawna, a już pokochałam twoje opowiadanie
OdpowiedzUsuńJejku.. rzeczywiście Katy była jego ideałem.. Biedny Justin...:(
OdpowiedzUsuńniesamowity życze weny I spełnienia marzeń
OdpowiedzUsuńPo pierwsze - wszystkiego najlepszego, Kochana! Spełnienia marzeń, ogromnej weny i oczywiście wytrwałości z Nami, czytelnikami.
OdpowiedzUsuńPo drugie - rozdział cudowny. Dużo w nim emocji. Widać, że musiałaś dużo włożyć w to, by go napisać. Naprawdę strasznie mi się spodobał!
Czekam na następny, oby był szybko!
Pozdrawiam,
www.love-choice.blogspot.com
super ;)
OdpowiedzUsuńBoski chce zeby justin był z rose juz na zawsze♥
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam ten rozdział - spodobał mi się. Wróciłam do pierwszego i zaczęłam czytać od początku ( tak, trochę mi to zajęło ). Myślę sobie: - Wow, to jest genialne. I tak jest :) Z rozdziału na rozdział można zauważyć, że wzbogacasz swoje słownictwo, że pracujesz nad pisaniem :) To czyni Cię sumienną i bardzo dobrą pisarką :)
OdpowiedzUsuńJestem zadowolona z swojego pobytu tutaj :D To nie jest jakaś wycieczka, więc mam zamiar tu zostać na stałe :) Dlatego informuj mnie o rozdziałach, jeśli łaska xd
Łączę się w bólu z Rose, bo sama chciałabym już wiedzieć jak to było z tą Katy :D Nie da się również wymazać faktu, że Justin ma problemy... najwidoczniej więzienie niczego go nie nauczyło :P Największy problem tkwi w tym, że Rose może być w niebezpieczeństwie! A tego bym nie chciała... i Justin, jak mniemam, również. Chce stracić kolejną miłość? Co do słowa "stracić", to nie wiem, czy jest tutaj użyte odpowiednie, bo gwoli ścisłości wciąż nie wiemy co się stało z Katy :D
No i, muszę to powiedzieć, cieszę się, że Chachi gra Rose :) Piękny szablon, jestem onieśmielona nim :> Czekam na c.d ;)
Zajrzysz do mnie? Dopiero zaczynam :) To moje pierwsze opowiadanie i trochę się krępuję xd
tkwi-w-ciszy.blogspot.com
Cześć. Zapraszam Cię na mojego nowego bloga. Co prawda, blog związany jest z One Direction, ale jeśli ich lubisz, to myślę, że Ci się spodoba. Jeśli jednak nie lubisz 1D, zignoruj moją propozycję ;)
OdpowiedzUsuńhttp://znaleziona-1d.blogspot.com/
Cudowny ♡
OdpowiedzUsuńCzekam nn :)
@TheKlaudiaK