Justin's POV
Dosłownie. Stanęła przed moimi oczyma, a ja przełknąłem głośno ślinę. Nie miałem teraz zbytnio czasu, na tłumaczenie się z tego wszystkiego, dlatego też musiałem jakoś z tego wybrnąć.
- Justin, co się dzieje? - zapytała tym swoim delikatnym głosikiem, a coś w mojej głowie kazało mi powiedzieć. Nie, idioto. Teraz nie masz czasu.
- Justin. - szepnęła niepewnie, gdy podszedłem do niej bliżej. Jej oczy wyrażały rozczarowanie oraz widziałem, iż kumulowały się w nich łzy. Nie potrafiłem spoglądać na ten widok ze spokojem. Nie na Rose. Nie na moją Rose.
- Zaufaj mi, proszę. - odparłem, kładąc na obu jej policzkach swoje dłonie. Nie odpowiedziała, zamiast tego pusto wpatrywała się w moje oczy doszukując się jakiejkolwiek informacji. - Muszę coś załatwić.
Złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek, a następnie ruszyłem przed siebie, szybkim krokiem, starając się jak najszybciej dotrzeć do swojego samochodu.
***
Włożyłem kluczyki do stacyjki, wygodnie usadawiając się na swoim miejscu. Strzeliłem głośno kośćmi w dłoni, a następnie ustawiłem sobie dobrze, boczne lusterko w pojeździe. Włożyłem okulary przeciwsłoneczne ze względu na panujące ostre słońce i automatycznie uchyliłem szybę. Po usłyszeniu, pięknego dla mnie dźwięku silinika, ruszyłem gwałtownie, pozostawiając za sobą ślady opon na asfalcie oraz głośny pisk gazu, odbijający się w głowach ludzi znajdujących się w pobliżu. Sam nie wiem, o czym teraz chciałem myśleć. O rozmowie, jaką miałem odbyć wkrótce z Lucasem. O Rose, która zapewne traci resztki jakiegokolwiek zaufania do mnie, czy o Codym, który cóż.. Stworzy mi nieco kłopotów. Wszystkie te myśli, mieszały się w mojej głowie, tworząc chaos, lub czarne scenariusze. Mimo tego, iż bardzo chciałbym wyjść w końcu na prostą, zacząć normalnie żyć z Rose zawsze coś musi by podrzucone pod moje nogi. Mam wrażenie, iż Bóg nie chce, abym mógł wreszcie być po prostu szczęśliwym. Chciałbym odrzucić swoją dość ponurą przeszłość, zabierając do grobu moje zatargi, Katy, czy Cody'iego.
Nim się jednak zorientowałem, dojechałem do ciemniejszej części Miami. Zaparkowałem samochód za magazynami oraz wyszedłem, ówcześnie zamykając okno i włączając zabezpieczenia. Zawiesiłem okulary na swojej czarnej bokserce w serek. Poprawiłem dresy luźne w kroku, a następnie przejechałem ręką po grzywce, ustawiając ją jeszcze sztywniej, ku górze.
Rozejrzałem się dookoła, wkładając obie ręce do kieszeni i oblizując wargi. Fakt, trzeba przyznać, iż trochę się tu zmieniło od mojego ostatniego pobytu w tym miejscu. Przymrużyłem oczy, przez cholernie denerwujące słońce. Wolnym krokiem ruszyłem w stronę jednego z bardziej ogarniętych budynków, rozglądając się dookoła i próbując wychwycić jakieś znajome twarze, jednakże im bardziej się wpatrywałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę.. Nie znałem tu już nikogo. Ben, Simon, Drake. Przypuszczam, że opuścili to miejsce w ślad za mną.
Westchnąłem głośno, pchając wielkie, drewniane oraz zakurzone drzwi. Pod tym względem nic się tu nie zmieniło, dalej cholernie brudno.
Wszedłem do magazynu. mało co nie potykając się o puszkę piwa, leżącą wprost pod moimi nogami.
- Kurwa. - przekląłem pod nosem, stąpając bezpiecznie następną stopą na ziemi. Usłyszałem, jak ktoś się podnosi, a następnie przede mną ujawniła się jakaś postać.
- Mówiłem Wam cipy, że to Bieber, wszędzie rozpoznam ten jego kurewski głos. - Lucas zakpił, podchodząc do mnie oraz przytulając po męsku. Odwzajemniłem uścisk, czując, jak kącik moich ust unosi się ku górze. Czułem od niego zielsko, ale teraz nie specjalnie mi to przeszkadzało. Przeskanowałem jego pomieszczenie wzrokiem, chichocząc pod nosem.
- Dalej syf, jak zawsze. - skomentowałem, a Lu zaśmiał się głośno, podchodząc do kanapy, na której siedziało kilkoro moich dawnych znajomych oraz dwoje nieznanych mi osób. Opadł tyłkiem na siedzenie, unosząc kieliszek gustownie do góry, a następnie spotykając go ze swoimi wargami.
- Bro, opowiadaj co tam w Miami. - westchnął, przeczesując swoje blond włosy, wystrzyżone po bokach.
- Jak możesz nie wiedzieć, przecież tu mieszkasz. - wywróciłem oczami, opadając na fotel, który cóż.. Też nie lśnił czystością.
- Tak się składa, że póki co musimy siedzieć w tej dziupli.
- Co znów narobiliście? - uniosłem brwi ku górze, krzyżując ramiona na swojej klatce piersiowej. - Stary, zachowujesz się, jak moja matka. Wiesz, planowaliśmy dość duży skok na bank, ale nie wypaliło za bardzo.
- Ten debil, nie rozpracował tego, że są kamery w BANKU. Czaisz?! W banku!! - głos zabrał Dany, któremu ewidentnie dopisywał humor, bo również się szeroko uśmiechał. Dany. Cholera, ten to się naprawdę zmienił. Nabrał formy, co zdecydowanie pasowało do jego twarzy, która nie wyglądała niewinnie.
Wybuchnąłem śmiechem, na co Lucas się nieco zachmurzył.
- Byłem pewien,że to atrapy - dodał na swoją obronę, a ja jeszcze głośniej parsknąłem śmiechem.Wzruszył ramionami, strzelając obrażoną minę oraz wsuwając jointa w usta.
- Okej, koniec babskich pogaduszek. Z czym do nas przychodzisz, Bieber? - rozłożył ręce na boki, uśmiechając się cwaniacko. Jęknąłem, pochylając się do przodu i kładąc ręce na swoje kolana.
- Znasz człowieka o imieniu Cody Walker? - zapytałem spokojnie, wpatrując się w jego twarz. Wysunął usta, tworząc dzióbek oraz wypuścił kłęb dymu.
- Jak mam nie znać, toż to jeden z najbardziej znanych handlarzy. - mruknął, wygodnie opierając się o poduszkę z tyłu. - Nie mów, że mu podpadłeś.
Wypuściłem głośno powietrze z ust, wpatrując się w martwy punkt, gdzieś w szarej ścianie. - Jak nic mu podpadł. - dodał Dany, a ja parsknąłem.
- Nie rozumiem. Zawsze radziłeś sobie z takim syfem sam, więc co Cię do nas sprowadza? - Lucas spoważniał, spoglądając w moje brązowe oczy. - Widzisz.. Wygląda na to, że kłopoty mogę mieć nie tylko ja, ale także moja dziewczyna, Rose.
Nastała chwilowa cisza, w czasie której chyba każdy myślał nad słowami, jakie wypowiedziałem.
- Stary, dziewczyna? Myślałem, że od czasów Katy, Ty.. - przerwał widząc moją wściekłą minę, na wspomnienie o dziewczynie, a następnie zamilkł ponownie się zamyślając. - Okej. Więc o co dokładnie chodzi?
- Musicie mi pomóc rozegrać to w mądry sposób. Wiecie, że nie potrafię działać bezproblemowo, dlatego proszę Was o pomoc. Gdyby chodziło tu tylko o mnie, to pewnie jebałbym tę sprawę, ale tu chodzi też o nią i naprawdę nie mam pojęcia co robić. - westchnąłem, wsuwając palce między swoje włosy i wypuszczając ze świstem powietrze.
- Okej. Jak mocno zalazłeś?
- Dzisiaj jego ludzie stali pod domem Rose. Zresztą, wcześniej miałem z nimi bliskie spotkanie, co widać po mnie.
Lucas pokiwał głową, spoglądając niepewnie na chłopaków. Nabrał powietrza w usta, a następnie oblizał wargi i nerwowo poruszył nogą.
- Spoko, bro, nie zamierzam Ci odmówić.Spróbujemy to rozegrać pokojowo, jeśli nie pójdzie dobrze, zobaczymy co dalej. Na razie nic więcej nie mogę Ci obiecać. A no i wyślę chłopaków na obserwację jej domu. Mimo wszystko lepiej trzymać wszystko na wodzy.
Przeczesałem ręką włosy, uśmiechając się pewnie do Lucasa. Odwzajemnił uśmiech, puszczając oko, na co parsknąłem śmiechem.
- Bo uznam, że pedałem zostałeś. - zakpiłem, na co Lu wstał, rzucając się na mnie i okładając pięściami. Zaśmiałem się, zrzucając go z siebie, a następnie już wraz z chłopakiem wybuchając śmiechem. Chyba muszę sobie przypomnieć, dlaczego tak właściwie przestałem się z nimi zadawać.
***
Gdy znajdowałem się przed jej domem, wyciągnąłem telefon i wybrałem numer dziewczyny. Na ekranie pojawiło się jej zdjęcie, jak tańczy i mimowolnie na moich ustach zalśnił uśmiech. Po kilku sygnałach, usłyszałem jej zaspany głos, chodź nie było jeszcze 18.
- Jesteś w domu? - zapytałem, na co odparła twierdząco i wtedy pewniej ruszyłem ku jej drzwiom. Bez pukania wszedłem, ówcześnie wywracając oczyma na fakt, iż nie ma w zwyczaju zamykania drzwi na klucz. Zastałem ją na kanapie, jeszcze zagrzebaną w kocu, na co uśmiechnąłem się szeroko.
- Co się stało? - zapytała, wstając oraz ziewając, ale kulturalnie przysłaniając swoje czerwone usteczka, rączką. Była ubrana w cholernie krótkie i ciasne szorty, oraz jakąś prześwitującą koszulę, która ukazywała jej czarny, koronkowy stanik na sobie. Nie dziwcie się, iż mój kolega zareagował na Rose w takim.. stylu.
- Musiałem wrócić do mieszkania, żeby dostarczyć jeszcze kilka dokumentów na komisariat. Po zwolnieniu, wcale nie jest się tak do końca wolnym. - mruknąłem, starając się brzmieć naturalnie, jak i spokojnie. Zmrużyła oczy, przyglądając się mi z ciekawością. Nie wierzyła. Podszedłem do niej bliżej, kładąc ręce na biodrach i przysuwając ku sobie.
- Dlaczego nie mówiłeś wcześniej? - zapytała niespokojnie, ale również położyła dłonie na moich ramionach, co dodało mi otuchy.
- Śpieszyłem się. - odparłem, stykając się niemal z jej wargami. Długo nie musiałem czekać, ponieważ Rose sama na mnie naparła, wkładając w ten pocałunek całą siebie. Czułem cholernie głupie stado motyli w brzuchu, które napełniało mnie jakimś wszechobecnym pozytywizmem. Przesunąłem dłonie z jej bioder, na plecy, a następnie wsunąłem ręce pod jej koszulkę. Poprosiłem o dostęp do jej środka, na co go uzyskałem i już po chwili nasze języki tańczyły swój własny, oryginalny taniec szczęścia. Niekontrolowanie, odczepiłem jedną ręką jej stanik, a następnie zsunąłem ramiączka, pozostawiając ją jedynie w narzucie przeźroczystej. Nie protestowała, więc wsuwając dłonie pod jej tyłek, uniosłem ją, a ona automatycznie oplotła nogi wokół moich bioder, dając mi się ponieść. Zrzuciłem z niej koszulę, podchodząc do kuchennego blatu i układając ją tam. Mruknęła zadowolone, gdy moje ręce zaczęły pieścić gładką skórę jej piersi. Chciała tego od dawna, jak ja i nie zamierzałem już więcej niczego przerywać. Z lekką trudnością, zsunąłem z niej spodenki, pozostawiając ją jedynie w czarnych figach.
Rose's POV.
Nie mam pojęcia, co go napadło, ale robił to tak zmysłowo, iż dałam się ponieść jego ruchom. Był stanowczy, a zarazem delikatny i być może to mnie tak podniecało w jego ruchach. Przejęłam inicjatywę, łapczywie ściągając z niego bokserkę, oraz pocałunkami witając się z jego nagim, umięśnionym torsem. Nie pozostawał mi dłużny i gdy zsunął z siebie spodnie, zostając w samych bokserkach, zaczął delikatnie składać mokre pocałunki wzdłuż mej szyi, nie omijając mego czułego miejsca. Jęknęłam, wywijając się w przód, jak kotka.
- Justin, wejdź we mnie. - mruknęłam, przyciągając go do siebie łapczywie, za szyję. Zsunęłam z siebie swoje majtki, widząc, jak Justin wpatruje się w to miejsce z uwielbieniem. Nieco zarumieniona, spojrzałam, jak zsuwa z siebie bokserki, a następnie spogląda w moje oczy.
Pokiwałam głową, gdy zbliżył się do mnie, a następnie naparł najdelikatniej, jak mógł. Cicho jęknęłam, gdy poczułam jego męskość w sobie, ale zaraz zastąpiłam to krzykiem bólu, gdy tak naprawdę przypadkowo, przerwał moją błonę dziewiczą, nawet nie wiedząc, iż się tam znajduje. Justin z przerażeniem w oczach przerwał, łapiąc w dłonie moją twarz.
- O mój Boże, Ty byłaś dziewicą! - wrzasnął, przytulając mnie do siebie najmocniej jak mógł i tym samym wchodząc głębiej we mnie. Ból przeszedł, a zamiast niego pojawiła się niewyobrażalna rozkosz.
- Sądzę, iż każda kiedyś była. - zaśmiałam się głośno, poruszając biodrami w przód. Justin zrozumiał aluzję, wchodząc we mnie z coraz większą szybkością.
- Szybciej, kochanie. - sapnęłam, a teraz chłopak już nie mógł nad sobą zapanować. Zarzuciłam mu nogi na ramiona, przyciągając możliwe jak najbliżej siebie, a on sam poruszał się najszybciej, jak potrafił.
- Justin.. - jęknęłam, łącząc nasze usta w pocałunku. Czułam, że jestem blisko, gdy mroczki przed oczyma dały o sobie znać w kolorowej postaci. - Justin.. - mruknęłam. - Biorę tabletki.
Te słowa musiały go jeszcze bardziej zmotywować, ponieważ nie wiem jak to możliwe, ale.. przyśpieszył. Moje krzyki niosły się po całym domu, a przypuszczam, że i sąsiedzi mieli okazję je usłyszeć. Nastąpiła chwila kumulacji, gdy doszłam na równi z Justinem. Wygięłam się w tył, przechodząc do krainy rozkoszy, jaką dał mi orgazm.
- Właśnie przeżyłaś swój pierwszy raz, na blacie w kuchni, kochanie. - szepnął, całując mnie w pierś.
______
Ich pierwszy raz! AWW, sama się nie spodziewałam, że to napiszę, ale coś mnie napadło, zrozumcie. Hahaha. ;3
Jak myślicie, o co chodzi z Codym? Czy uda się go "przekonać"?
W następnym rozdziale, dodam zdjęcia nowych bohaterów. Dziękuję za ostatnie 19 komentarzy! Tyle miłości, tyle miłości hahahah. :D
~ Drew.
Ask: http://ask.fm/lovemekissmeeee
+ Dla osób informowanych:
Jeśli zmieniacie swoje nazwy, napiszcie mi je w komentarzu w zakładce "Informed". Przez zmianę, nie mogę Was poinformować. Jeśli tego nie uczynicie, zostaniecie usunięci z listy.
Wow, chyba każda marzy o swoim pierwszym razie na blacie kuchennym xd Bardzo oryginalnie, Bieber :D Czy on choć raz może się w coś nie wpakować? Przydałaby mu się jakaś niańka czy coś ^^
OdpowiedzUsuńOj, Rose, mam nadzieję, że jesteś z siebie zadowolona i że nie będziesz żałować :) Heh, Lots of love :D
Cody...Cody? Słysząc to imię skojarzył mi się jeden z tych bliźniaków xD Nie ma to jak hotel czy jakoś tak ;p
Tylko nie mów, że porwie Rose lc Wybacz, ale ja już zakładam najgorsze xd
Celujący rozdział :D Bardzo mi się spodobał, a zwłaszcza końcówka xd Do nexta :*
Pozdrawiam;*
~Blondie
she-was-the-one.blogspot.com
Wow tego się nie spodziewałam :)
OdpowiedzUsuńAle rozdział taki sdjsgfsdfs
Wspaniały.
Przepraszam, nie jestem dobra w komentarzach haha
♥
Wow seks na blacie i to pierwszy raz, nieźle xd
OdpowiedzUsuńRozdział świetny :) Czekam nn <3
heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com
Czemu mi sie wydawało ze oni sie juz ruchali w Australii lol
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuńRozdział jak zawsze świetny. Czekam na next i życzę weny :**
OdpowiedzUsuńJak zwykle nie mogę doczekać się następnego rozdziału♡
OdpowiedzUsuńsuper ;)
OdpowiedzUsuńWow to było ostre. Podoba mi się.<3
OdpowiedzUsuń~M
Kocham :*
OdpowiedzUsuńKocham to ♡.♡
OdpowiedzUsuńŁoł tyle na to czekałam mmm następny ♡
OdpowiedzUsuńJustin zlituj się nade mną xd Czy on kiedyś skończy z byciem kryminalistą? :D No dobra, może użyłam zbyt mocnego określenia...
OdpowiedzUsuńCo zrobi Rose? No dobra... w końcówce napisałaś co zrobi xd
Nie będę zaprzeczać, że właśnie końcówka była najlepsza :D I że na ten moment czekałam ... xd No a kiedy Justin zacznie się jej spowiadać? Miał jej powiedzieć kto to Katy itd. :)
Świetny rozdział, choć trochę krótki ;/ Liczę, że następny będzie dłuższy :) No to do następnego :*
PS. Kocham to opowiadanie <3
shoot-baby.blogspot.com
among-the-people.blogspot.com
Hahahaha blat kuchenny ? Serio? Hahahaha, leze. ;) jesteś genialna.! @forevermindSWAG
OdpowiedzUsuńHahah, genialny rozdział! Tak samo jak całe opowiadanie, kocham twój sposób pisania, TALENT ! :))
OdpowiedzUsuńNie mogę doczekać się następnego :>
Zapraszam także do mnie na nn:*
http://onlyyoucanchangeme.blogspot.com/
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdzial!!! <3
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie :)
http://anew-love.blogspot.com/
Cholera, hahaha. Nie uwierzysz, co mi jako pierwsze przyszło na myśl po przeczytaniu tego rozdziału. Skoro Angel i Justin ten tego w lesie, a Rose i Justin ten tego na blacie w kuchni, to znaczy, że masz skłonność do... nietypowych miejsc. I moja pierwsza myśl, to gdzie ty to zrobiłaś lub zrobisz hahaha, bo może ff przeniesiesz do prawdziwego życia hahaha. Dobra, nic nie mówiłam ;p
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że tak późno komentuję, ale wróciłam dopiero i nie miałam jak wcześniej. Rozdział zajebisty i zastanawiam się, jakie są powiązania Justina z tymi, no cóż, podejrzanymi osobnikami, albo podejrzanymi elementami, jak to mówi moja babcia haha. Ciekawe, jak tam dalej będzie się układać między Justinem i Rose. Może on się do niej wprowadzi? ^^ ;p
Cudownie piszesz, czekam na kolejny :)
black-tears-jb.blogspot.com
Awwww....!!!!*.*
OdpowiedzUsuńjejku, to jest po prostu cudowne i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, naprawdę *_*_*_*
OdpowiedzUsuńlove-quintessence.blogspot.com