wtorek, 17 czerwca 2014

Część Druga `Chapter Twenty Six.`

Jak się domyślacie, po jego wizycie nie potrafiłam zasnąć. Bałam się cholernie, że jego powrót ponownie zawróci mi w głowie tak samo, jak jego odejście. To co wczoraj powiedział wpłynęło dotkliwie na moją psychikę, a mózg mimowolnie co jakiś czas odtwarzał kawałek naszej rozmowy, szczególnie ten, kiedy wyznał mi co tak naprawdę czuje. Miałam szansę, być może jedyną na to, aby mu odpowiedzieć. Nie wykorzystałam jej i czułam, że cholernie tego żałuję.
Ale czy ja tego chcę? Czy chcę związać się z dwudziestoczteroletnim chłopakiem? Czy chcę, aby zacząć to wszystko od nowa?
Przewróciłam ciało na brzuch, wpatrując się w zegarek wskazujący godzinę szóstą rano. Wyjątkowa cisza panowała w pokoju, przypuszczam, że Lisa została na noc u Jamesa. Może to dobrze, nie mam zamiaru póki co jej to wszystko mówić. Muszę sama to wszystko poukładać. To mój problem.
Nie wiem. Nie wiem czego chcę i chodź zachowuję się, jak dzieciak taka jest prawda. Do cholery, to nie jest normalne. Fakt, zakochałam się w nim trzy lata temu, ale czy te uczucie przetrwało do dziś?
Czy byłabym w stanie wybaczyć mu jego błędy? Wybaczyć mu to wszystko?
Jeśli tak, czy opowiedziałby mi cokolwiek o Katy? Katy. Na samą myśl o tym imieniu, zawartość żołądka podchodzi mi do gardła. Tak dawno nie myślałam o tej dziwnej znajomej Justina. Można powiedzieć, że to wszystko zaczęło się właśnie od niej.
- Kim jest Katy? - zapytałam, przygryzając delikatnie wargę. Nie mogłam się powstrzymać.W nocy, Justin szeptał to imię, śpiąc. Nie mogłam przez to spać, a jednocześnie chciałam usłyszeć o niej coś więcej.
Jesteś zazdrosna?
To nieprawda! Po prostu chcę go bliżej poznać. To nic dziwnego.
Gdy przestałam rozmawiać sama ze sobą, zauważyłam, iż chłopak napiął maksymalnie mięśnie, odplątując nasze nogi i wykonując przeróżne nerwowe tiki. Przechyliłam głowę na bok, przyglądając się mu. Czy nie powinnam o to pytać? Czy posunęłam się za daleko?
- Przyjaciółką. - warknął ochryple, ale zarazem ozięble, co nie umknęło mojej uwadze. Gęsia skórka przeszyła moje ciało, gdy atmosfera stała się po prostu napięta. Położyłam dłoń na swojej drugiej ręce, pocierając ją nerwowo. Nie zadowalała mnie taka odpowiedź i sądzę, iż on dobrze o tym wie. Skoro już zaczęłam ten temat, nie chciałam go przerywać. Przecież.. to nic dziwnego, że chcę go poznać nieco głębiej.
- Justin.. Czy, czy ona była dla Ciebie kimś.. kimś wyjątkowym? - zapytałam, gryząc się w język. Cholera, czy Ty nigdy nie potrafisz się opanować? Twoja natura, w końcu Cię skrzywdzi.
Ale przyznasz, że dziwna była jego reakcja na tę imię.
- Chce mi się już spać. Wracajmy. - odparł, wypuszczając głośno powietrze z ust i podnosząc się. Uczyniłam to samo, krzyżując dłonie na swojej klatce piersiowej.
- Justin, dlaczego nie chcesz odpowiedzieć? - szepnęłam, kładąc dłoń na jego ramieniu. Odwrócił w połowie głowę, zarzucając klatką piersiową i tym samym strzepując moją rękę. Odwrócił się w moją stronę, a ja zauważyłam, iż jego oczy błyszczą ciemnością. Nastąpił niemal na mojego buta, tak się poruszając, że znajdowałam się teraz o krok od przepaści, stojąc tyłem. Otworzyłam usta ze zdziwienia, wydając z siebie jęk strachu.
- Jeżeli omijam jakiś temat. - zaczął, łapiąc moje nadgarstki i mocno zaciskając na nich swoje ręce. - To oznacza, że nie masz go kontynuować. - syknął, a ja poczułam delikatne łzy kujące mnie w oczy, ze względu na mocny zacisk moich nadgarstków.
- Justin, to boli..
- Zrozumiałaś?! - krzyknął,a jego źrenice zwiększyły swoją średnicę.
Nie zasłużyłam sobie wtedy na takie traktowanie. Nie zasłużyłam, nawet jeśli przekroczyłam granicę jego cierpliwości. Chciałam tylko dowiedzieć się tego, kim była ta dziewczyna oraz co się stało. Jego reakcja mówiła sama za siebie. Nie jest osobą godną jakiegokolwiek zaufania, ba! On nie jest godny uczuć.
Jednak mimo wszystko go kochasz i przez cały ten czas o nim nie zapomniałaś.
Bo jestem cholernie głupia i tyle. Nienawidzę siebie za tą cząstkę serca, która pokochała takiego potwora jak on. Porywacza, damskiego boksera..
Dobrze wiesz, że nie chciał nigdy Ci zrobić krzywdy.
Chciał. Gdyby było tak, jak mówisz nigdy by mnie nie porwał.
Nawet z nim o tym nie rozmawiałaś. Nie wiesz, dlaczego Cię stąd zabrał.
- Kurwa! - krzyknęłam wściekła, wstając i zrzucając kołdrę na ziemię. Wiatr zawiał, a ja dopiero wtedy zorientowałam się, iż zapomniałam zamknąć okno tej feralnej nocy.
- Ilekroć bym walczyła z uczuciami, tylekroć zawsze wygrywasz Ty. - skierowałam swe jadowite oskarżenie w stronę własnego serca, czując się jak idiotka. - Zaczynam kłócić się ze sobą. - prychnęłam odrzucając włosy do tyłu i ze wściekłością wchodząc do łazienki.
***
- Cześć. Wow, wstałaś sama z łóżka. - usłyszałam melodyjny głos Lisy, dochodzący z kuchni. Zmarszczyłam brwi, wywracając oczami.. - No, już nie przesadzaj.
- Nie przesadzam, to chyba jakieś święto. - mruknęła, przewracając na patelni kolejnego z kilkunastu naleśników, znajdujących się na talerzu.
- A gdzie się wybierasz? - kolejny głos dobiegał z salonu, więc zajrzałam tam zaciekawiona, odgarniając kosmyk włosów za ucho.
Czarnoskóry chłopak uśmiechnął się do mnie perliście, przez co ukazał się kontrast między jego kolorem skóry, a białymi zębami.
- Do First&Dance*. - westchnęłam, rzucając torbę sportową prosto na James'a. - Ej! Uważaj, to nie ma 5 gram. - syknął, a ja zachichotałam.
- Jakoś dzisiaj masz lepszy humor. - Lisa zaczęła, mrużąc oczy, a ja zmieniłam ciężar ciała z prawej na lewą nogę.
- Po prostu.
- A po co tam idziesz? Myślałem, że już nie tańczysz. - brązowooki skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a ja podeszłam do blatu znajdującego się w kuchni i szybkim ruchem zgarnęłam z niego soczyste, czerwone jabłko. Następnie wróciłam do salonu, zbierając torbę z nóg chłopaka i odpowiadając.
- Zamierzam to zmienić.
***
Drzwi jak zwykle otworzyłam z lekką trudnością. Pomimo trzech lat, dalej nikt ich nie naoliwił, więc skrzypiały, jak w nawiedzonym domu. Poprawiłam blond włosy, opadające na moje oczy i odgarnęłam je do tyłu, aby falami opadły na moje łopatki. Podeszłam do recepcji, spotykając się wzrokiem z czarnowłosą kobietą.
- Cześć Daisy**. - uśmiechnęłam się delikatnie w jej stronę, a kobieta uniosła głowę znad papierów, odwzajemniając go dwa razy szerzej.
- Rose. Jak miło Cię znowu widzieć. Wyładniałaś. - odparła, pochylając się, aby podać mi kluczyk.
- Dzięki. Pani Stuart*** jest w swojej salce? - zapytałam, unosząc wysoko brwi. Kiwnęła twierdząco, jako odpowiedź a ja o nic więcej nie pytałam. Wzięłam kluczyk, wchodząc do swojej dawnej szatni i w mgnieniu oka wbijając się w luźne w kroku szare spodnie dresowe, z zameczkami znajdującymi się ponad kolanami. Zrzuciłam z siebie koszulę, zamiast tego wkładając na siebie zwykłą czarną bokserkę. Spojrzałam w lustro, decydując się na zostawienie blond włosów rozpuszczonych oraz na włożenie czarnych vansów. Schyliłam się, zaglądając do torby i zakładając złoty łańcuszek na szyję. Obwiązałam na prawej ręce, czarną bandankę wokół jej obwodu i zakończyłam malutkim węzłem. Wzięłam głęboki oddech, wyciągając pendrive z bocznej kieszonki i wychodząc z pomieszczenia. Pewnym krokiem ruszyłam na salę, słysząc z tyłu jeszcze krzyk Daisy.
- Powodzenia, malutka.
Uśmiechnęłam się do siebie, pchając wprzód ogromne, niebieskie drzwi. Dudniąca muzyka w jednej sekundzie została zatrzymana, a skomplikowany - jak podejrzewam - układ chłopaków zakończył się nerwowym przeklnięciem. Cała sala zgromadzonych tam oraz nieznanych mi tancerzy spojrzała na mnie złowrogo. Wypchnęłam dumnie głowę na przód, rzucając swoją torbę na bok oraz podchodząc do odtwarzacza. Słyszałam głośno swoje własne kroki i dziwiła mnie nieco ta cisza, spowodowana moim przyjściem. Byłam wręcz pewna, że zaraz ponownie zaczną plotkować, jednak nic takiego się nie stało. Kiwnęłam głową na dziewczynę, stojącą przy odtwarzaczu, a ta usunęła się dając mi pełny dostęp. Wsunęłam pendrive, widząc odliczanie do piosenki i szybkim krokiem ustawiłam się na środku parkietu, na wprost pani Stuart. Jej okulary, błyszczały w świetle lampy, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Już kiedyś przyzwyczaiłam się do takiej atmosfery.
Odruchowo, cała ludność rozeszła się na boki, siadając po turecku i wpatrując się w moją osobę. Ostatni raz wzięłam głęboki wdech i gdy pierwsze rytmy muzyki zabrzmiały w głośnikach, rozluźniłam ciało.
(Muzyka : https://www.youtube.com/watch?v=hiP14ED28CA od 0:44 do 1:27s)
Podskoczyłam kilkukrotnie ledwo co ponad parkiet słysząc słowa " Wiggle, Wiggle", następnie bezpiecznie lądując i skręcając przy tym lewą nogę, oraz rękę. Dołożyłam resztę ciała, wypychając w tył tyłek i do dźwięku fletu kołysząc biodrami. Następnie obiema dłońmi wykonałam obrót w powietrzu, w tym samym czasie unosząc nogę i kładąc ją krzywo na parkiecie dodatkowo dokładając do niej skrzywioną w dół rękę.
Przesunęłam rytmicznie ciało w bok wypychając klatkę piersiową w lewą stronę, a następnie w prawą. Ślizgającym się krokiem przeszłam z postawy zwartej do rozkrocznej  wykonałam chwilowy twerk do dźwięku fletu.

Kolejne rytmy muzyki, zmusiły mnie do ponownego kołysania biodrami, a gdy muzyka zaczęła się wyciszać, wykonałam obrót, kończąc pół szpagatem. Tymi krokami zakończyłam dość krótki układ, zasłaniając przy tym twarz, włosami. W ciągu pół sekundy, na sali rozeszły się oklaski, a ja sama z lekkim problemem uniosłam swój tyłek z parkietu. Nie zwracając uwagi na brawa oraz liczne wiwaty podeszłam pewnym krokiem w stronę swojej byłej choreografki. Jej twarz, była kamienna. Przenikliwym wzrokiem wpatrywała się w moje ciało, ściskając usta w cienką linię. 
- Co pani sądzi? - zadyszałam, biorąc głęboki wdech i wydech. Przełknęłam ślinę, na jej dość długie milczenie.
- To było dobre. - stwierdziła, a na sali zapanowała cisza. Zdawałam sobie sprawę, że ciężko było zaimponować pani Stuart, dlatego nie liczyłam na żadne " Wow!", "Mega!", " Miazga!" i tym podobne. 
Przeszła kilka kroków, wskazując palcem na resztę ludności, wpatrującej się w naszą dwójkę.
- Na co czekacie? Do roboty! - surowy głos, odbił się echem od ścian pomieszczenia, a tancerze bez marudzenia podnieśli się do pracy, zostawiając nas samych. 
- Zajęcia jutro o ósmej rano. Nie spóźnij się. 
Spojrzałam na nią, delikatnie uśmiechnięta. Nie odwzajemniła tego gestu, jednakże mrugnęła do mnie okiem co oznaczało, że zyskałam jej przychylność. Odwróciłam się z piskiem na butach, udając się w stronę wyjścia.
- A Ty dokąd? Zajęcia jeszcze trwają. 
***
Było około godziny 23, gdy wychodziłam z moich zajęć. Stuart dała nam wyjątkowo niezły wycisk, dlatego nawet nie zdążyłam poznać imion nowych znajomych, tancerzy.Wydawali się mili nie licząc tego, że wcześniej rozsiewali plotki na temat mojej osoby. Cóż, każda istota ludzka lubi plotkować, to też nie mam im tego za złe, chodź niektóre bzdury jakie wygadywali przyprawiały mnie o zawrót głowy. 
Wracałam jedną z gorszych ulic mojego miasta, gdyż miałam tędy szybciej do domu, a uwierzcie mi, że naprawdę byłam wymęczona. Chłodny wiatr zawiał wprost na moją twarz i dał znak o nadchodzącej końcówce jesieni. Poprawiłam swoją koszulę na sobie i naciągnęłam rękawy. Mijałam grupki łysych dresów, wpatrujących się we mnie, a raczej w moje ciało z ogromnym pożądaniem w oczach. Za każdym jednak razem chowałam głowę w telefon, starając się ich jakoś nie prowokować, a nawet nieumiejętnie oraz niezgrabnie chodzić. Mijałam jeden z ciemnych rogów, gdy moje uszy przykuły znajome mi nazwisko.
- No, teraz się nam nie wymkniesz, Bieber. - syknął niski głos, po którym mogłabym stwierdzić, iż jego właściciel posiada około trzydziestu lat. Następnie dźwięk kopnięcia, a zaraz po tym upadające ciało. 

Justin.. 

- Chłopaki spokojnie, ja to wszystko wyjaśnię. - wszędzie rozpoznam ten głos, chodź może mam jakieś pieprzone halucynacje? 
Jęk, oraz dźwięk łamanej się kości rozległ się w moich uszach, a ja wydałam z siebie cichy pisk, który niemal od razu stłumiłam dłonią. Podeszłam bliżej, nasłuchując.
- Co Ty sobie myślałeś? Wrócisz do Kanady, a Twoje długi same się spłacą? Zapłacisz za to szefowi. Jest kurwesko wkurwiony, a wiesz co to oznacza? - splunął, a ja zdecydowałam się wkroczyć do uliczki. Zauważyłam trzech mężczyzn stojących nad ciałem zmasakrowanego szatyna. W rękach trzymali kije bejsbolowe, a ich kurtki były nieco ubrudzone krwią. Nie potrafiłam stwierdzić, czy był to Justin, jednakże teraz już nie miałam wyjścia.  Biorąc głęboki oddech, zaczęłam piszczeć na całą ulicę, wymachując telefonem w górę i w dół oraz udając przerażoną. Nie, tego ostatniego zdecydowanie nie musiałam udawać.
- Policja! Pomocy! Proszę tutaj panowie! - piszczałam i modliłam się o to, aby oni trzej uwierzyli w to, iż tuż za rogiem znajduje się radiowóz. Ku mojemu zdumieniu, bandyci wymienili się przerażonymi spojrzeniami i gwałtownie pchnęli mnie na ścianę, rzucając się pędem do ucieczki w przeciwną stronę, do której udawałam, iż stoją tam mundurowi. 


Jęknęłam, masując swoją obolałą głowę po zderzeniu z brudną ścianą, ale zaraz się ocknęłam, podbiegając do leżącego ciała i przyklękając przy nim. Twarz chłopaka była odwrócona w przeciwną stronę, dlatego delikatnie dłonią, przesunęłam ją w swoją i ujrzałam chłopaka.
- Mój boże.. - szepnęłam do siebie, zakrywając twarz ręką i starając się nie odsunąć. Jego twarz była cała we krwi. Pod oczami znajdowały się we wszystkich kolorach tęczy sińce, a jego warga była rozcięta przez połowę długości. Ponad to na czole miał siniaka wielkości swojego oka.
- Nie zdążyłem nałożyć pełnego makijażu. - wysapał, trzymając się za żebro i zdobywając się na delikatny uśmiech, który sprawił, jeszcze gorsze pęknięcie jego wargi. 
- Widzę, że żarty się Ciebie trzymają. - prychnęłam, biorąc głęboki oddech. - Dasz radę wstać?
_____________
*First&Dance - nazwa klubu tanecznego naszej Rose.
** sekretarka Daisy - nie umieściłam jej w bohaterach, ponieważ nie gra żadnej kluczowej roli w tym opowiadaniu. :)
*** Pani Stuart - choreografka, również nie znajduje się w bohaterach.

Polecam:
among-the-people.blogspot.com ,
http://person-who-changed-my-life.blogspot.com/‎

Ask: http://ask.fm/LoveMeKissMeeee

11 komentarzy:

  1. Łohohohoho! Widzę, że się porobiło i naprawdę nieźle! Ale cieszę się, że znowu spotkała Justina, naprawdę! Uwielbiam Twoje opowiadanie, jest świetne!
    Czekam na następny!

    www.love-choice.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. AAAAAAAAAAAAA Po prostu idealny! Jest tak świetny, że nie mogę tego określić słowami!!! Końcówka jest niesamowita. Przyprawisz mnie kiedyś o zawał ;) Już nie mogę się doczekać kolejnego xx
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny rozdzialik *-* Wreszcie ta pieprzo... eghm... głupia pani z First&Dance pozwoliła jej znów uczestniczyć na zajęciach ^^ Rose znów wróciła do tego co kocha :>
    Jezus Maria, przy wątku z pobiciem Justina serce waliło mi jak młot ;o Jeszcze trochę i bym zawału dostała... o, ironio losu, że akurat tamtędy przechodziła Rose :D Jak mogłaś zakończyć w takim momencie? xd Teraz mnie ściska w żołądku, bo nie wiem co dalej! Brawa dla Justina xd Ten to zawsze coś narobi :D
    PS. Miło z Twojej strony, ze poleciłaś moje opowiadanie :) Cieszę się, że Ci się podoba :D ;*
    among-the-people.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. JWFAAGHOJFSNANHO. Zajebisty rozdział. Kocham to opowiadanie <3.
    Czekam na nn i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Najpierw to sie będę chwalić! Wiesz, że jestem Twoim 26 000 wyświetleniem? Haha, nagrodę chcę za to ;P
    Po drugie, patrz, od razu komentuję i od razu lepiej się czuję :)
    A co do samego rozdziału, cieszę się, że Rose wróciła do swojej pasji. Widać, że to sprawia jej wiele radości i przyjemności. No i w ogóle sie zastanawiam, czy nadal kocha Justina, ale coś czuję, że tak.
    No i przede wszystkim, a to nakważniejsze, w co wpakował się ten głupek, zwany potocznie Justinem Bieberem? Jakie długi, jaki szef, w ogóle co jest grane? No boje sie o niego. Tym razem Katy go obroniła, chociaż to on powinien bronić jej. W końcu, taka dzielnica, ona ładna i młoda, nie wiadomo, co mogłoby sie stać i skrzywdziliby ją na jego oczach, a tego by sobie nie wybaczył. No cóż, Bieber musi sie ogarnąć.
    Wspaniale piszesz, no ale to przecież doskonale wiesz ;D kocham i czekam na kolejny ;*
    black-tears-jb.blogspot.com
    my-heaven-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie, że Rose znowu zaczęła tańczyć. To jej może trochę pomoże wrócić do normalności. Justin nawet przy takiej sytuacji ma poczucie humoru. Jest niesamowity. Kupcie mi takiego :* Czekam na nn i weny życzę ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny rozdział!! ♥
    @TheKlaudiaK

    OdpowiedzUsuń