- Nie sądzisz, że to trochę wygląda, jakbyśmy byli parą? - zapytał, kuśtykając na jednej nodze i opierając ramię na moim karku.
- Wiesz co, zastanawiam się, po co ja Ci w ogóle ratowałam tyłek. - wysyczałam, wywracając oczami. - Widzę, że się świetnie bawisz.
Justin zachichotał, a ja po prostu nie mogłam nie odwzajemnić uśmiechu. Co oczywiście nie oznacza, że mu go ujawniłam. Ten dureń zachowywał się tak, jakbyśmy wcale ostatnio nie rozmawiali. Jakbyśmy byli przyjaciółmi.
Przeszkadza Ci to?
Tak! Wkurwia mnie tym zachowaniem. Podczas gdy ja nie spałam całą noc, myśląc o tym dupku, on od tak sobie żartuje i szczerzy te swoje głupie zęby.
- O czym myślisz?
- O tym, jak Ci powiedzieć, że masz dalej radzić sobie sam.
Spojrzał na mnie poważnie,a jego uśmiech natychmiast zniknął. Rany na jego twarzy dodawały niezłej dramaturgii. Zagryzłam wargę, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- Żartowałam debilu..
Uśmiechnął się, kuśtykając dalej, a ja uniosłam brwi ku górze, szepcząc do siebie.
- A może nie.
***
Przekręciłam kluczyk do domu, rozglądając się na boki. Justin spojrzał na mnie krzywo, kładąc ręce na moje biodra i szepcząc.
- Boisz się czegoś?
Jego oddech, muskał swoim ciepłem mój kark, wywołując przyjemną falę dreszczy. Nim jednak pozwoliłam się w tym zagłębić, uderzyłam jego dłonie, ściągając je ze swojego ciała.
- Trzymaj łapska przy sobie. Wiesz co? Żałuję, że Cię uratowałam. - prychnęłam, a chłopak jedynie zaśmiał się głośno, przepuszczając mnie w progu. Zirytowana, zapaliłam światło czekając, aż szatyn wejdzie. Zamknęłam drzwi, przekręcając zamek.
- Do łazienki. Na górę, pierwsze drzwi po prawej, zaraz do Ciebie dojdę. - westchnęłam, przeczesując ręką włosy i rozpinając koszulę, a zostając jedynie w czarnej bokserce.
- Zaczynasz od konkretów.. - posłał mi łobuzerski uśmiech, poruszając brwiami w górę i w dół. Uderzyłam go z całej siły w ramię, wykrzywiając usta w grymasie. Zmrużył oczy, udając, że go to boli chodź nie ukrywam mogło go zaboleć ze względu na wcześniejsze poturbowanie.
- Ej.. Przypominam, że niedawno omal mnie nie zabito. To boli. - mruknął, spoglądając na mnie złowrogim wzrokiem.
- Denerwujesz mnie.
- Pociągam Cię. - przysunął się nieco bliżej mnie, tym samym zmuszając do spotkania plecami ze ścianą. Poczułam falę jego perfum, co niemal zwaliło mnie z nóg. I chodź wyglądał z tą swoją obitą twarzą, jak jedno wielkie nieszczęście, było w tym coś takiego.. męskiego. Miał rację, mimo tego, jak bardzo chciałam go nienawidzić on całym swoim stylem bycia zawładnął moim sercem.
Co ja pieprzę, nie ma takiej opcji nawet.
Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej, odpychając go w tył. - Jeszcze raz się tak zbliżysz to osobiście postaram się o to, aby tamci kolesie przetrzepali Ci ponownie dupsko.
Chłopak podniósł ręce w górę, wycofując się i udał się ze mną w nieco dalszej odległości. Wpatrując się w jego koszulkę pochłoniętą krwią, zastanawiałam się w co mam go ubrać, gdy jego górna część odzienia pójdzie do prania.
Weszliśmy do łazienki, a ja kazałam skinieniem głowy, aby usiadł na krześle. Pochyliłam się po apteczkę, aby wyciągnąć z niej potrzebne mi rzeczy. Nasączyłam wacik wodą utlenioną i przysunęłam się bliżej chłopaka, znienacka wycierając zaschniętą krew z twarzy oraz z ran.
Justin podskoczył tym samym sprawiając, iż wacik wypadł z mojej dłoni.
- Cholera Justin, przestań się tak wiercić! - zapiszczałam, podnosząc z ziemi potrzebną mi rzecz. - I przestań wpatrywać się w moje piersi. - warknęłam wyraźnie zdenerwowana, a Justin zaśmiał się głośno, robiąc następnie naburmuszoną minę. - Facet to facet.
Ignorując jego durne stwierdzenie, ponownie wzięłam się za robotę i tym razem już bez żadnych przeszkód. Skupiona na jego ranie, nawet nie zauważyłam, jak usilnie próbuje zwrócić na siebie uwagę poprzez wpatrywanie się w moje oczy.
- Coś nie tak? - zapytałam, wyrzucając brudny wacik i biorąc kolejny. - Nie, po prostu.. Wydoroślałaś cholernie. - westchnął, nerwowo drapiąc się po karku. - I nie mam tu na myśli Twoich kształtów, takich jak cycki, czy tyłek..
- Justin, psujesz tę słodką chwilę. - mruknęłam, zdobywając tym jego zdenerwowany chichot.
- Okej, ściągaj koszulkę.
Szatyn wyraźnie zadowolony, uniósł ramiona wysoko chwytając za ubranie i wyślizgnął się z niej, podając mi ją.
- Okej.. - sapnęłam nerwowo, starając się nie zwracać uwagi na jego mięśnie, które ewidentnie przez te trzy lata nieco dopracował, bo ich zarys teraz mogłam dokładnie wytyczyć palcami. Złapałam brudną koszulkę w ręce i wsadziłam ją do pralki, skupiając się na zakrwawionych ramionach chłopaka.
- Nieźle oberwałeś.. - bąknęłam, biorąc wilgotny ręcznik i przecierając wciąż zakrwawione miejsca. - Powiesz chociaż, dlaczego?
- To nie ważne. - odpowiedział, próbując jakoś odciągnąć mnie od tego tematu. Zmarszczyłam brwi, wiedząc, że kontynuacja tego wątku mogłaby się zakończyć tak jak ta sprawa z Katy. Zacisnęłam usta, czując, jak przez moje ciało przebiega dreszcz stresu. Odsunęłam się lekko, wkładając ręcznik do pralki. Zacisnęłam powieki, biorąc głęboki oddech. Zaraz po tym, poczułam, że jego ręce ponownie znajdują się na moich biodrach a on sam przyciąga mnie między swoje nogi.
- Boisz się mnie? - zapytał cicho, a ja nie odpowiedziałam. Stałam tak, wpatrując się w swoje własne stopy.
Wtedy momentalnie przed moimi oczami stanęło wspomnienie.
- Przestań się tak ruszać! - krzyknęłam już po raz setny, gdy robiłam chyba dziesiąte podejście z wacikiem nasączonym wodą utlenioną. - Wybacz, ale wyglądałaś naprawdę niebezpiecznie, jak wyciągałaś mi szkło, pęsetą. Gdyby nie fakt, że jestem starszy, to tak trochę, jak pedofil. - prychnął, wiercąc się na krzesełku. Gdy siedział, jego twarz była na wysokości mojej, ale oczywiście jego wzrok lądował, wiadomo w jakim miejscu co również mnie denerwowało, bo kurde najzwyczajniej w świecie pożerał mnie oczami.
- No, jasne, jestem pedofilem, a moim fetyszem jest wyciąganie i czyszczenie ran, takich chłopców, jak Ty.- mruknęłam, podchodząc jeszcze raz do chłopaka i spoglądając w jego ranę. Ze skupieniem, przyłożyłam wacik i zaczęłam nim lekko pocierać, aby oczyścić ją z jakichkolwiek drobinek. Chłopak podskoczył gwałtownie, piszcząc, a ja zaśmiałam się głośno.
- JEZU! Mogłaś ostrzegać! - krzyknął, robiąc naburmuszoną minę.
- Przestań skakać! - odpowiedziałam tym samym tonem, łapiąc jego twarz w swoje dłonie i przybliżając blisko siebie.
- Ooo, podoba mi się taki obrót sprawy. - jęknął, poruszając brwiami w górę i w dół, a ja uśmiechnęłam się nerwowo, starając się skupić na zadaniu, a nie na tym, że jego cholernie męskie perfumy, mnie oszałamiają. Gdy skończyłam, wyrzuciłam wacik do śmieci, pocierając rękami.
- No i co? Było aż tak źle? - przygryzłam wargę, wzdychając nieco poirytowana.
Justin nie odpowiedział, a zamiast tego, chwycił mnie za biodra, przyciągając blisko do siebie i stawiając , między swoimi kolanami. Zachłysnęłam się powietrzem, na jego stanowczość i siłę.
- Kath.. - złapał mój podbródek, kierunkując moją twarz na swoją. - Odpowiedz.
Wzięłam głęboki oddech, odgarniając niesforny kosmyk moich włosów za ucho, a następnie posłałam mu nieśmiały uśmiech. - Dawno tak do mnie nie mówiłeś.
- Kath..Katherine. - mruknął, również się uśmiechając.
- Nienawidziłam, gdy mówiła tak do mnie mama, ale o dziwo na Ciebie się nie wściekam. - nie mam kompletnego pojęcia, dlaczego to powiedziałam. Cholera, chyba będę musiała zakleić usta.
- Odpowiesz na moje pytanie? - starał się być delikatny i położył dłonie na moich bokach, jeżdżąc nimi uspokajająco w górę i w dół. Gula w moim gardle przez chwilę nie dawała mi nic powiedzieć, jednak zebrałam się na odwagę i otworzyłam usta.
- A Ty byś się nie bał? Justin ja nie zapomniałam o tym, co się działo na koniec mojego pobytu w Australii. - szepnęłam, czując, jak kilka małych łez napływa do moich oczu.
Cholera ja płaczę?!
- Rose, ja.. - zaczął, ale za chwilę przerwał widząc, jak słona ciecz spływa po moim policzku. Uniósł dłoń, a ja odruchowo zamknęłam mocno i gwałtownie powieki, marszcząc nos. Poczułam jednak delikatny dotyk jego kciuka na policzku i to, jak ściera moje łzy. Wolno otworzyłam oczy, napotykając czekoladowe, pełne smutku - tak jak wtedy w nocy - tęczówki. Moje serce krajało się na ten widok i najchętniej przytuliłabym go od razu, jednakże.. Teraz już nie było, tak jak w Australii.
- Nie ważne co bym powiedział, to i tak nie wytłumaczyłoby tego, co wtedy zrobiłem.. - szepnął, przenosząc dłoń na moje włosy i delikatnie je gładząc. Nie przerywając kontaktu wzrokowego, ułożyłam dłoń na jego klatce piersiowej, delikatnie jeżdżąc po zarysach jego mięśni i czując, jak odpręża się pod moim dotykiem.
- Ale tego, czego jestem pewien, to to, iż nie było dnia kiedy nie myślałbym o Tobie. Nie było nocy, kiedy nie słyszałbym w głowie Twojego płaczu.. Nie było godziny, w której nie obwiniałbym się za to wszystko, co Ci wyrządziłem.. Nie było minuty w której zapomniałbym, jak cholernie ważna dla mnie jesteś, Rose.
Zachłysnęłam się powietrzem, czując, jak jego słowa dogłębnie do mnie docierają. Czułam, jak wnikają do mojego umysłu, tym samym rozpraszając moje serce. Czułam, że wymiękam, chodź być może stało się to wtedy, gdy zobaczyłam go leżącego w tym zaułku.
- Justin..
- Wiem, że słowami tego nie naprawię, Kath... - szepnął, drgającym głosem. - Ale zrobiłbym wszystko, abyś w to uwierzyła..
Przygryzłam wargę, zarzucając mu najdelikatniej jak mogłam ręce na szyje i chowając głowę w zagłębieniu jego szyi. Wybuchnęłam płaczem, czując, jak jego kark zaraz będzie mokry.
Wreszcie mogłam płakać w jego ramionach W ramionach chłopaka, którego pokochałam.
A nie w objęciach samotności..
- Trzy lata.- szepnęłam, w perswazjach płaczu. - Trzy lata na Ciebie czekałam.
_____________________
NIESPRAWDZANY ROZDZIAŁ.
Pogodzili się fakt, ale to dopiero początek. :3 Mamy tutaj dużo nie rozwiniętych wątków, które mam zamiar poruszyć także spokojnie. :D
Cholernie dziękuję za 11 komentarzy i ponad 28 tysięcy wyświetleń!
A co słychać u Was? Jak oceny? Wszyscy zadowoleni? :D
Ja zadowolona, bo udało mi się dostać ten upragniony pasek! I nie, nie na tyłku hahha :)
Polecam:
http://person-who-changed-my-life.blogspot.com/
http://among-the-people.blogspot.com/
www.love-choice.blogspot.com
http://my-heaven-jb.blogspot.com/
http://the-last-love-jb.blogspot.com/
http://nevv-love-story.blogspot.com/
Ask: lovemekissmeeee
Kocham <3 <3 <3
OdpowiedzUsuńJsnshshxbdjsj kocham !
OdpowiedzUsuńNo wreszcie! Uwielbiam te ich emocjonujące sceny, naprawdę. Są wtedy tacy słodcy i w ogóle! No i oczywiście uwielbiam Twój styl pisania. Taki lekki, zrozumiały. Boże, idealnie to wszystko robisz!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko,
www.love-choice.blogspot.com
Kocham Cię <3 Ja Cie po prostu kurwa kocham xd Jesteś jedną z niewielu blogerko-pisarek, które potrafią doprowadzić mnie do płaczu ;') Zdajesz sobie z tego sprawę, jakie Twoje opowiadania są zmysłowe? Ja każdą linijkę przeżywam bardziej od bohaterów xd Serio, obgryzłam wszystkie paznokcie ;D
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału... To piękny ♥-♥ Rose i Justin... Ta miłość jest taka cudowna i smutna, że aż mi się serce kraja ;c Oni się tak kochają c; Ciekawe co Justin narobił, że go tak poobijali, ale to już na marginesie ;D
Biedna Rose ;/ Tak to wszystko mocno ją dotyka... ;/
Cholera, już nie mogę doczekać się następnego :)
PS. Mogła mu na chama wlać tą wodę utlenioną na rany xd
A końcówka taka poruszająca "Trzy lata na Ciebie czekałam" :')
Zapraszam;*
among-the-people.blogspot.com
Jeju w końcu się pogodzili. Tak czekałam na to od początku rozdziału. Tak cudownie się czytało. Jesteś świetna i kocham cię po prostu. Dziękuję ci kochanie za polecenie mojego bloga. Czekam na następny i oczywiście weny życzę ♥♥♥
OdpowiedzUsuńAwh jaki uroczy rozdział ♡♡♡
OdpowiedzUsuńZajebisty i ta końcówka *-* Czekam nn <3
OdpowiedzUsuń~heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com
Jejku następny ♡
OdpowiedzUsuńOMGFDH sory dwie literki za dużo xD
OdpowiedzUsuńJesteś świetna no nie *_*
boskie <3
OdpowiedzUsuńCiesze sie że Rose w końcu mu powiedziała że czekała na niego. Mam nadzieje że w następnym rozdziale będzie coś się dziać .
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy among-the-people.blogspot.com
OdpowiedzUsuń...
oraz na całkiem nowy blog na prolog
http://shoot-baby.blogspot.com/p/prolog.html
Genialne ;**
OdpowiedzUsuńAle słodko się zrobiło. Jejku, widać, jak on za nią tęsknił no i okazało się, że ona za nim też. No oczywiście żarty zawsze się Justina trzymają. On nie byłby sobą, gdyby nie palnął czegoś głupiego. A Rose.. Chociaż chowała swoje emocje i uczucia względem Justina, one nie zniknęły i przez cały czas siedziały głęboko w niej. Ostatnie zdanie o tym świadczy. "Trzy lata na ciebie czekałam." Rety, to takie kochane i słodkie. Mimo że jest tam wiele niejasności, mam nadzieję, że jakoś to się między nimi ułoży. Haha, a teraz sobie pomyślałam, że skoro Rose jest już dużą dziewczynką, a Justin nie jest już wyrośnietym chłopcem, tylko rasowym facetem, zostali sami w domu to moooże ten tego, wiesz, kwiatki pszczółki te sprawy hahaha (kolega tak zawsze mówi), dobra, nie ważne ;D
OdpowiedzUsuńNo nic, kocham to opowiadanie i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. + Nie mogę uwierzyć, że Angels się kończy :(
black-tears-jb.blogspot.com
supr :)
OdpowiedzUsuńAwww, kocham ich *.*
OdpowiedzUsuńŚwietny , ciekawe co w nn<3 ;)
OdpowiedzUsuńCzekam na następny! <3
OdpowiedzUsuńAwww!! Oni są.świetni!!
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział, czekamm ;-)
@TheKlaudiaK
kiedy kolejny ????????? nie mogę się doczekać :)
OdpowiedzUsuńTwój blog jest wspaniały; zarówno wygląd, jak i rozdziały. Ja Cię kocham~! Świetnie piszesz i faktycznie masz talent, którego Ci zazdroszczę...Czekam na next. Zapraszam do mnie ;)
OdpowiedzUsuńhttp://swag-on-you-baybe.blogspot.com/
Omg jakie kochane czekam z niecierpliwością na następny. Uwielbiam Twojego bloga jest wdpaniały tak jak ty :) aa i 11 lipca w Gliwicach odbędzie się zlot Beliebers o 12:30 pod forum. Chętnych zapraszam :)
OdpowiedzUsuńAle się cieszę, że zajrzałam *-* Ten szablon, te opisy, te postacie, te dialogi, oh! <3 Nie mogę uwierzyć, że w obsadzie umieściłaś Chachi! ♥ Najukochańsza tancereczka :>>
OdpowiedzUsuńWróćmy do rozdziału...
Wielki powrót Pana Porywacza, tak? I znów wywraca w głowie Rose. Ma tupet! :D Ale to się nazywa miłość ^^ Nawet jeśli jest ona pełna bólu, płaczu, zakazów, błędów itp. "Trzy lata... Trzy lata na Ciebie czekałam" ♥-♥ No ludzie! Widzieliście równie dramatyzujący tekst?
Jesteś moim mistrzem! <3 Kurde, co dalej? ;/ Będą razem? Czy znowu ktoś pobije Justina? Bo z tym to nigdy nic nie wiadomo...
Da się zauważyć, że Justin lubi o sobie przypominać :D
Wszystkie uczucia i emocja z rozdziału cholernie odbiły się na mnie ;/
Muszę skoczyć po chusteczki, eh ;c
PS. Spoko, przeleciałam ( czy ja naprawdę używam tego słowa? ) wszystkie Twoje rozdziały, więc wiem o co chodzi w opowiadaniu :d
Zajrzysz do mnie? :) Dopiero zaczęłam ;*
she-was-the-one.blogspot.com