Nie wiem już, jak mam dziękować, za tyle komentarzy. To tak piękne, dodać jednego dnia rozdział, a następnego przeczytać, tyle pięknych i wzruszających opinii. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę z tego, jak bardzo pomagacie, nawet jednym, głupim serduszkiem w komentarzu.
Przechodzę właśnie okres braku weny. Jest to bardzo trudny czas, dla każdego autora, a zwłaszcza dla mnie, bo jestem szybko poddającą się osobą. Mam wrażenie, jakby część mojej wyobraźni po prostu zniknęła na zawsze. Staram się z całych sił. Sama bym nie dała rady, ale z Waszą pomocą, wszystko jest możliwe.
Dziękuję Wam, skarby. Dziękuję.
Regular's POV.
Rudowłosa kobieta przyglądała się taśmie z dnia, kiedy zniknęła Rose i co jakiś czas wymieniała porozumiewawcze spojrzenia z Kieranem. Oboje wiedzieli, o co ma zapytać.
- Jak to jest możliwe, że niczego nie widzieliście? - warknęła, zwracając się do ochrony, która właśnie rozwiązywała jakieś denne krzyżówki. Wzruszyli ramionami, unosząc wzrok ponad gazetę i spoglądając na mundurowych.
- Może mieliśmy przerwę. - westchnął, znudzonym tonem, a ja zgięłam ręce w pięści, zgrzytając zębami.
- Ta, jasne. Oczywiście. - mruknęła, oglądając taśmę na nowo. Rose Gonzales, wyglądała tam, jak pijana. Monitoring nagrał, jak nastolatka wychodzi z baru, a następnie na chwilę gdzieś znika. Po chwili pojawia się i zmierza w kierunku damskiej toalety, gdzie osuwa się na ziemię. Na filmiku z drugiej kamery, wyraźnie widać, jak postać pod kapturem, podnosi dziewczynę i wynosi ją i zmierza w kierunku wyjścia.
- Świetnie. - warknęłam, uderzając głową w stół i tym samym zdobywając ostrzegające spojrzenia ochrony.
- Mamy coś, co prowadzi nas, dokładnie.. Donikąd.
- Będziemy musieli pożyczyć te kilka filmów, do materiałów policyjnych. - Kieran oznajmił, wyciągając taśmy i pakując do torby.
- Do widzenia. - ochrona pożegnała się, ewidentnie zadowolona, że już nikt więcej im nie będzie przeszkadzał.
***
Rose's POV.
Mijały dni, a moje relacje z Justinem zaczynały wyglądać lepiej. Powiedziałabym nawet, że gdyby nie mój plan, mogłabym się z nim naprawdę zaprzyjaźnić, ale nie w tej sytuacji. Mimo wszystko, czasem moje oczy widziały to, co tak naprawdę chciało widzieć serce i mimowolnie, zatracałam się myślami gdzieś daleko o Justinie, zastanawiając się, po co tak naprawdę te całe przedstawienie. Dlaczego mnie porwał, do czego mu jestem potrzebna i dlaczego jestem z tym wszystkim związana. Byłam pewna, że nie znałam go nigdy wcześniej, a zobaczyłam pierwszy raz, dopiero wtedy pod moim domem, a następnie w parku. Czułam się czasem nieswojo, gdy szatyn oplatał mnie wzrokiem, a nawet oblizywał wargi na mój widok, ale i również dziewczęco i pięknie, bo taki przystojny chłopak jak on, zainteresował się taką szarą myszką jak ja.
Tak, nie ukrywam tego, nie mam zbyt wysokiej samooceny, mimo tego, iż moi przyjaciele zawsze starali się ją jakoś podnieść. Czułam się po prostu okej w swoim ciele, ale nie wspaniale.
- Idę do szklarni, idziesz też? - Justin wszedł do pokoju i jakby "od niechcenia" spojrzał na mnie z błyskiem w oczach. Chociaż na mojej twarzy nie powstał uśmiech, dałam mu do zrozumienia gestem, że chcę, więc wstałam stojąc przed nim gotowa do wyjścia. Co miałam innego zrobić? Muszę ocieplić z nim relację, tak, aby się nie zorientował, a potem gdy już będę go mieć w swoich rękach, znajdę ten pieprzony telefon. I po prostu ucieknę. Co innego mi pozostało? Musiałam próbować jakoś sama się stąd wydostać, bo nikt inny się do tego specjalnie nie pchał. Ba, nawet nie wiem, czy o mnie nie zapomnieli.
Na samą tę myśl, moje serce niemiłosiernie skurczyło się, jakby przez chwilę, a na mojej twarzy wystąpił grymas. Chłopak niemal od razu to zauważył, bo zatrzymał się i chwycił mój podbródek, kierując go ku sobie.
- Hej, spójrz na mnie. Coś się stało? - zapytał, wpatrując się w moje oczy. Oczywiście, przecież odciągnąłeś mnie od mojej rodziny!
- Nie. W porządku. - próbowałam wyrwać się z jego rąk, ale usilnie mnie trzymał, a ja topiłam się w jego czekoladowej fabryce, zwanej oczami.
- Możesz mi powiedzieć. - nacisnął, a ja wypuściłam cicho powietrze z ust. Okej, chce wiedzieć, to niech wie.
- Tęsknię za rodzicami.. - westchnęłam przeczesując ręką swoje włosy, a jego wzrok zobojętniał.
- Nie myśl o nich, to Ci przejdzie. Zapomnij. - warknął. Szedł kilka kroków dalej, a ja poczułam, jakby po prostu dostała z otwartej ręki w policzek. Jak nagle, ze spokojnej osoby zamienił się w obojętnego dupka.
- Jak to, mam zapomnieć?! O rodzinie, która mnie wychowywała latami?! O tym, jak dorastałam wśród nich? Jak mogę o nich zapomnieć?! Są częścią mnie! - krzyknęłam, nie wytrzymując. Justin odwrócił się, a w jego wzroku było coś nieodgadnionego. Coś.. Coś tak dziwnego.
- Po prostu o nich zapomnij. Myślisz, że oni o Tobie pamiętają?! Nie przypominasz sobie już, jak większość czasu spędzałaś z przyjaciółmi?! Jak uciekałaś z domu, bo nikt się Tobą nie zajmował?! Nie pamiętasz tego? - krzyknął, sfrustrowanie ciągnąc za końcówki swoich włosów. W moich oczach pojawiły się łzy, gdy zrozumiałam, że miał rację.
- Oni Cię nie kochali, zrozum. Wychowałaś się sama, przy pomocy przyjaciół. Mogę się nawet założyć, że Cię nie szukają! - fuknął, a ja zakryłam ręką usta. Miał rację. To była prawda, tak naprawdę sama się wychowywałam i sama przechodziłam przez życie. Rodzice.. W moim dzieciństwie, nie było ich prawie w ogóle.
Przerażała mnie ta myśl.. To, jak Justin tak dobrze mnie znał. Powiedziałabym nawet, że lepiej niż Lisa, czy Jason, a przecież oni byli ze mną od początku.
Nie zapominaj, że Justin też był.
W tym momencie, przed moimi oczami przebiegły zdjęcia, które kiedyś rozsypałam w pokoju Justina. Zdjęcia, jak byłam mała, a następnie, jak dorastałam.
Masz rację..
Ale jeszcze gorsza była świadomość tego, że on miał pieprzoną rację. Nawet nie poczułam, w którym momencie słabną mi nogi. Po prostu upadłam, a Justin, wręcz jak na zawołanie podbiegł do mnie i wsunął ręce pode mnie, aby mnie podnieść. Gdy udało mu się to, zobaczyłam w jego oczach coś na rodzaj smutku, pomieszanego ze złością.
- Przepraszam, Kath. Naprawdę nie chciałem.. - mruknął cicho, jakby sam do siebie, a ja uroniłam łzę, która była początkiem, wodospadu.
***
Regular's POV.
- Ej, Lisa, patrz! - mała, dziesięcioletnia dziewczynka wskazała paluszkiem piaskownice, w której zawsze się bawiły. Obie zachichotały biegnąc w jej stronę. Dziewczynki weszły ostrożnie do piasku, a jedna z nich chwyciła w rękę coś nowego, dla niej.
- Co to jest? - zapytała Rose, spoglądając oczami dużymi, jak pięciozłotówki. Trzymała w swojej małej rączce telefon, cóż, najnowszej generacji, więc nie dziwcie się, że tak obydwie były zadziwione.
- To moje - odezwał się cichy głos z drugiej strony. Obie podskoczyły na dźwięk i spojrzały równo w tą samą stronę. Chłopak, na oko miał pewnie coś koło szesnastu lat. Uśmiechał się nieśmiało w stronę dziewczynek, ale szczególnie bardziej zwracał uwagę na blondynkę, niż na brunetkę. Wyszczerzył się w ich stronę, wysuwając dłoń, po swoją własność, a dziecinka chętnie oddała mu ją.
- Co to? - odezwała się Lisa, zaciekawiona. Uśmiechnął się, co sprawiło, że wyglądał naprawdę pociągająco, ale przecież dziesięcioletnie dziewczynki nie myślały o nim w TEN sposób. - Jak macie na imię? - zapytał.
- Lisa.
- Rose. - odparła blondyneczka, o kręconych włoskach.
- To telefon. - westchnął, obracając go w swoich dłoniach i momentami, robiąc nim zdjęcia. Nikt więcej się nie odezwał, a dzieciaczki wróciły do swoich zajęć. Chłopak jednak, oddalił się jedynie kilka metrów dalej i wciąż się im przyglądał.
- Rose.. - szepnął sam do siebie i mimowolnie spojrzał na krzak róż, wijący się po bokach placu zabaw.
***
Widziałam go. Widziałam go, jak byłam mniejsza. Jak mogłam tego nie pamiętać?!
Wstałam gwałtownie z łóżka, biegnąc do pokoju chłopaka. Zastałam go stojącego bez koszulki, co nieco mnie skrępowało, ale nie o to teraz chodziło. Oparłam się o drzwi, przyglądając się mu, a po chwili mimowolnie obraz dorosłego prawie mężczyzny, zaczął się zmieniać w chłopca, z mojego wspomnienia. Jego włosy opadły mu na czoło, tworząc grzywkę, jego nos zmniejszył się kilkakrotnie. Ogółem rzecz mówiąc, jego ciało zmalało w moich oczach, a ja sama poczułam się, jak dziesięcioletnia dziewczynka. Uśmiechnęłam się delikatnie do niego, a on zaczął poruszać ustami, jakby coś mówił. Nie słyszałam tego, bo byłam w zbyt dużym transie. Zrobiłam krok w przód, w jego stronę i podtrzymałam się ściany, aby nie upaść.
- Rose?! Rose, wszystko w porządku? - minimalny szept doszedł do moich uszu, a jego ramiona oplotły mnie w pasie, podtrzymując.
_________________
Jeśli chodzi o rozdział, nie sprawdzałam błędów. Nie miałam już na to chęci, więc wybaczycie, prawda? :)
Wszystko co chciałam powiedzieć, zostało powiedziane na samym początku.
Dziękuję, że jesteście.
Kocham. xoxo
Ask: http://ask.fm/lovemekissmeeee
Och kochanie jak ty zajebiście piszesz. Zazdro talentu!!!
OdpowiedzUsuńRozdział boski :) Czekam nn <3
http://heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com
Jak zawsze genialny rozdział :)
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa czemu on ją obserwował przez tyle lat
Czekam na kolejny
Życzę weny i trzymaj się kochana <3
@Agnes5542
Ps. dziękuję za dodanie mojego bloga do listy
nie wierzyłam, że ty tak na poważnie
nawet nie wiesz jak jestem ci wdzięczna <3
genialny rozdział <333 czekam na następny i życzę weny <3
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńdjskfdsf *_* nie no hkfnsdjkhvjdsfkfvh życzę weny!!♥ ♥ ♥ i zapraszam
OdpowiedzUsuńna mojego bloga
nevv-love-story.blogspot.com
:3
xoxo
O ja pierdole! Moment tego wspomnienia mnie po prostu dobił! Jezu, siedziałam cały czas z otwartymi ustami, jak to czytałam. Serio. No wstrząsnęłaś mną. I to bardzo. Nie sądziłam, że Justin już jakoszesnastolatekją obserwował. Kurwa no, pedofil Bieber, zaczepia dziesięcioletnie dziewczynki w piaskownicy hahaha xD Tak się zastanawiam, co on wtedy czuł, patrząc na małą Rose. Co, podobała mu się jej buźka? Oczy, usta, włosy? Czy faktycznie patrzył na nią tak, jak teraz. Nie, to chyba raczej nie, alecholernie mnie tym zaintrygowałaś i pewnie będę się zastanawiać przez cały czas. No bo o co może mu, kurwa, chodzić? Znaczy, ja się teoretycznie bardzo cieszę, że on ją porwał (xd) bo dzięki temu są ciągle razem i zbliżają się do siebie. Ale myślę ciągle, czy szesnastoletni Justin zakochał się w dziesięcioletniej Rose? Rety, to mi nie daje spokoju. Kobieto, co ty ze mną robisz!? Przez Ciebie (dzięki Tobie) myślę tylko o tym. Wspaniale piszesz. Jeśli tylko bym mogła, czytałabym to bez jakiejkolwiek przerwy ;**
OdpowiedzUsuńmy-heaven-jb.blogspot.com
black-tears-jb.blogspot.com
Świetny :)
OdpowiedzUsuńCzekam na nastepny rozdział :)
czekam na nn ;))
OdpowiedzUsuńjeezu. co za debil. przeciez to normalne ze teskni.. j3ku. aa to wspomnienie omfg . zabilo mnie to. jejku czy on ja juz o:tamtego czasu sledzil? too troche przerazajace. nie powiem.. kochanie ja tak koCam twoje blogi normalnie ze mnie rozwala. nie da sie od nich oderwac a potem jeszcze caly dzien sie o nim mysli...
OdpowiedzUsuńkocham kazdy wyraz w nim. kazda kropke. wszyystkooo .
kocham cie xx
true-big-love-jb.blogspot.com
red-sky-jb.blogspot.com
Świetny rozdział <3 Badzo mi się podoba ten blog.Jestem strasznie dlaczego ona zodtała porwana i dlaczego zaczął już obserwować od kąd miała 10 lat.HAhaha Justin pedofil coś nowego :D
OdpowiedzUsuńRozdział jak zawsze genialny ;-)
OdpowiedzUsuńjeju ona go pamięta ;))
OdpowiedzUsuńAle cudowny. Justin taki opiekuńczy. Rose sobie przypomniała. Czekam na nn :**
OdpowiedzUsuńKocham xoxo
OdpowiedzUsuńCudoowny jak zawsze z resztą *__*
OdpowiedzUsuńKC i te opowiadanie <333
czekam na nn :) xx
Rozdział naprawde świetny !:D woow oni sie widzieli wczesniej?! :oo
OdpowiedzUsuńsuper ;)
OdpowiedzUsuńCholera, uzależniasz haha :D
OdpowiedzUsuńŚwietny!
OdpowiedzUsuńzapraszam mydamndreams.blogspot.com
czekam na kolejny rozdział i zapraszam na swojego bloga :)
OdpowiedzUsuńhttp://life-is-just-one-pl.blogspot.com/