Gdy promienie słoneczne, dotarły przez okna, do mojego pokoju, otworzyłam oczy, przecierając je lekko. Ziewnęłam, zasłaniając buzię, ręką i posłałam zdziwione spojrzenie Justinowi, który siedział na przeciwko mojego łóżka, przypatrując mi się.
- Przyniosłem Ci śniadanie. - westchnął, podając mi tacę, a ja natychmiast ją odłożyłam, na półkę, wstając i idąc do łazienki.
- Chcę trochę prywatności. - warknęłam, a on zaśmiał się cicho pod nosem, na co również się uśmiechnęłam, ponieważ tego nie widział.
Rany, Kath, weź się ogarnij, bo zaczynasz zaprzyjaźniać się z własnym porywaczem.
Pochyliłam się nad umywalka, odkręcając ciepłą wodę i lekko się nią pryskając, aby ogarnąć swoje myśli.
Po chwili, zsunęłam z siebie piżamę, składającą się z koszuli i krótkich spodenek i weszłam pod prysznic.
***
Ubrana w krótkie szorty, w moim rozmiarze, oraz w czarną bokserkę, weszłam z powrotem do pokoju, którego mimo moich modlitw, Justin nie opuścił. Wywróciłam oczami, gdy mimowolnie chłopak ogarnął moje nogi w spodenkach.
- Możesz przestać się tak gapić? Bo uznam, że też jesteś pedofilem i starym zboczeńcem. - prychnęłam, śmiejąc się w duchu z samej siebie.
Szatyn wybuchnął gromkim śmiechem, a ja ledwo co powstrzymywałam się, aby nie zrobić tego samego.
- Serio, Rose, serio? Czy ja Ci wyglądam na czterdziestolatka? Mam 21 lat! Poza tym, jak mam co mierzyć spojrzeniem, to mierzę. - odparł, wzruszając ramionami, a ja fuknęłam pod nosem.
- No, pewnie. Bo to przecież nic dziwnego, gdy patrzysz na PIĘTNASTOLATKĘ, TAKIM wzrokiem.
Chłopak wstał, robiąc urażoną minę i łapiąc się za serce.
Gdybyśmy nie byli w takiej sytuacji, już pewnie bym go polubiła. Jest naprawdę zabawny.
Boże, ogarnij się. To, że wczoraj odbył z Tobą poważną rozmowę i, że przekonał Cię, że nie zrobi Ci krzywdy, nie oznacza, że teraz masz zacząć się z nim zaprzyjaźniać. To z pewnością nie jest dobry człowiek. Sam fakt, że jesteś tutaj. No właśnie..
- Boże, powinnam przestać mówić sama do siebie. - jęknęłam, uderzając głową o ścianę, a Justin pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Też tak myślę. - odparł, wymijając mnie i wychodząc z pomieszczenia.
Co się właśnie wydarzyło?
Wykrzywiłam twarz, gdy na ścianie zauważyłam stare zadrapania przez mój pierścionek.
Muszę zacząć myśleć, nad jakimś planem, ratowania siebie. Skoro nikt nie pręży się do szukania mnie, muszę pomóc sama, sobie.
Potarłam rękami, o ramiona, mimo, iż pogoda była upalna i gorąca. Poczułam się nieswojo, na myśl o tym, co teraz mogą robić moi rodzice, lub przyjaciele. Czy szukają mnie? A może, już o mnie zapomnieli?
Ile czasu minęło, odkąd zniknęłam i dlaczego nikt mnie jeszcze nie znalazł?
Zostanę tu już na zawsze? I dlaczego, Justin zrobił to "dla mojego dobra"? Nagromadziłam tyle pytań, na które nie znałam odpowiedzi, że po prostu z frustracji fuknęłam cicho pod nosem, starając się być silną.
Nie rozumiałam zachowania Justina, który najpierw jest dla mnie oschły, traktuje mnie chłodno, a następnie mnie ratuje, staje się opiekuńczy, a nawet zabawny. Wiedziałam też, że nie odpuszczę sobie ucieczki z tego miejsca.
Nie chodzi tutaj o to, że dzieje mi się tu krzywda fizyczna.. Bo nie dzieje. Ale.. Pomyślcie. Kto normalny, chciałby zostać sam na sam na wieki, z własnym porywaczem na odludziu. Albo inaczej.. Wyobrażacie sobie, że nagle zostajecie porwani i ktoś odbiera Wam, wszystko co znacie? Rodzinę, przyjaciół.. Wasz dom, Waszą okolicę..Przymknij powieki, a następnie je otwórz i spróbuj na to spojrzeć moimi oczami. Czy byłabyś szczęśliwa? Sądzę, że nie. Ja również nie jestem.
Nagle, ni stąd ni zowąd, w mojej głowie pojawił się obraz telefonu, a ja zagryzłam wargę.
Dobrze kombinujesz, skarbie.
Racja! Przecież, on gdzieś musiał schować moje rzeczy! Wystarczy tylko, że je znajdę, a szczególnie telefon i.. zadzwonie i.. Jest szansa.. Jest szansa!
Moje źrenice rozszerzyły się, gdy kąciki ust uniosły się ku górze. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
Jesteś genialna.
Ale nie teraz. Nie mogę zacząć teraz szukać. Muszę się nieco do niego zbliżyć, a gdy on nie będzie już widział we mnie zagrożenia, mojej ucieczki, to wtedy zacznę szukać.
Tak, to dobry pomysł. Na bank musi się udać, no,bo.. Co może pójść źle?
Klasnęłam w dłonie, chichocząc cicho pod nosem. Tak. Zdecydowanie musi się udać.
***
Tymczasem w domu Rose.
Kobieta siedziała na kanapie, jak na szpilkach. Jej włosy były porozrzucane w różne strony świata i już dawno z jej twarzy zniknął makijaż. Była ubrana w lateksowe spodnie, oraz bluzkę szarą, z plamą u boku. Co jakiś czas, dolewała sobie kieliszka wódki, którego przełykała z niewiarygodną prędkością. Wokół walały się szklane butelki po alkoholu, a w pokoju unosił się zapach tego trunku. Do pomieszczenia wszedł mężczyzna, posyłając jej pełne pogardy spojrzenie, a następnie ustawił się przed lustrem, wiszącym naprzeciwko. Chwycił za swój krawat i namolnie, zaczął go poprawiać.
- Jak Ty wyglądasz - mruknął, do niej, ale bardziej to zabrzmiało, jakby sam do siebie.
Kobieta zaśmiała się bez humoru.
- A jak mam wyglądać? Rose nie ma, zaginęła! Nie przejmujesz się tym w ogóle - była jeszcze opanowana, lecz mąż, nie do końca , potrafił ją zrozumieć, gdyż alkohol działał swoje.
- Pewnie pałęta się z innymi małolatami po dworcach. Ile się o takich bachorach słyszy. Jak zabraknie jej kasy, to wróci. A wtedy ja, przetrzepię jej dupę. - mężczyzna, odpowiedział tonem pełnym dumy i wściekłości. Działało mu na nerwy, to, że córka zniknęła. Przez to, jego żona obijała i opijała się w domu, a on sam musiał pracować, a nie oszukujmy się - w jego pracy, potrzebna była kobieta, która ogarnie całą papierkową robotę. I od tego właśnie była Lara. . Była. Bo teraz wolała grać zmartwioną mamusię, podczas gdy ta smarkula - jak on sam uważał - zabawiała się gdzieś ze znajomymi.
- Jak Ty możesz, tak w ogóle mówić?! Nie rozumiesz, że ona naprawdę zaginęła?! - kobieta podniosła głos, wstając, na chwiejnych nogach. Nie miała siły, na kolejną kłótnię z mężem na ten temat, ale tego nie potrafiła przeboleć.. Nie potrafiła, bo w oczach męża nie widziała ani krzty lęku o jego własną córkę.
- Kiedyś byłeś inny! Opiekowałeś się nami, martwiłeś się o nas, kochałeś nas! A teraz?! Zachowujesz się, jak idiota! - krzyknęła, wciąż niewyraźnie, a w oczach ojca Rose, rozbłysł dosłownie ogień. Zrzucił z siebie krawat, podchodząc do kobiety i nie wahając się, wymierzył cios w jej policzek. Czterdziestolatka, odwróciła się zgodnie z siłą uderzenia, a po jej policzku spłynęły łzy. Te jedno uderzenie, zadziałało, jak sen i po prostu wszystkie procenty, jakie działały dotąd w jej ciele, zniknęły. Wyparowały, wraz z jakimikolwiek skrupułami.
Kobieta pchnęła mężczyznę, spoglądając w jego oczy i doszukując się w nim, jakichkolwiek uczuć skruchy. Oprócz bezkresnej pustki, nie znalazła nic, więc opadła bezsilnie na kanapę, wybuchając płaczem.
Georg zmierzył swoją żonę, Larę wściekłym wzrokiem, a następnie podniósł swój krawat z podłogi i ruszył ku drzwiom. Nim jednak zniknął, mruknął jeszcze cicho pod nosem.
- Głupia suka.
***
Rose's POV.
- Cześć maleńka.. - mruknęłam, zbliżając się powoli, do klaczy. Koń prychnął nieswojo, nie rozpoznając we mnie swojego właściciela, dlatego też, odsunęła się w głąb swojego boksu.
Mimo tego, iż nigdy nie czułam się jakoś specjalnie związana ze zwierzętami, Bryza urzekła moje serce. Była piękną, białą klaczą o długiej, blond grzywie i słodkiej szarej pół gwiazdce między oczami. Domyślałam się, że nie była rasowa, ale naprawdę, była tak piękna, że nikt nie zwróciłby nawet na to uwagi. Zresztą, zawsze uważałam, że rasowce są zbyt dumne. Podeszłam powoli do barierki, spoglądając zwierzęciu w oczy. Uśmiechnęłam się delikatnie, gdy zarżała, bo oznaczało to, iż się ze mną wita.
- No witaj. - zachichotałam, powolutku wysuwając dłoń w jej stronę. Bryza, dokładnie tak samo, jak ja powoli przysunęła swój nos do mojej dłoni i zaczęła ją obwąchiwać. Gdy liznęła moje palce, zaśmiałam się głośno.
- Nie mam nic dla Ciebie. - westchnęłam, kładąc rękę na jej grzywie i delikatnie ją muskając. Koń przybliżył się do mnie i delikatnie szturchnął mnie w ramię, powodując tym, iskry w moich oczach.
- Lubisz ją, prawda? - męski, zachrypnięty głos odezwał się zza mnie, a ja poczułam jego ciepły oddech na szyi i odruchowo, po moim ciele przebiegł dreszcz. Nie odwróciłam się, więc wciąż stojąc tyłem, delikatnie pogładziłam jej nos, odpowiadając chłopakowi.
- Jest słodka. Taka delikatna.
Justin uniósł swoją dłoń, łapiąc tym samym moją. Gdy już chciałam ją wyrwać, zatrzymałam się, ponieważ on wrzucił między moje palce kostki cukru.
- Masz. Spróbuj jej dać. - szepnął, a ja wręcz czułam, jak jego usta unoszą się w szczerym uśmiechu.
Zagryzłam wargę, unosząc dłoń ze smakołykami na wysokość pyszczku konia. Bryza powąchała moją rękę, a następnie ochoczo liznęła kostki, chwytając je i przegryzając. Uśmiechnęłam się szeroko, głaszcząc ją po raz kolejny.
- Grzeczna dziewczynka. - odparł Justin, stojąc koło mnie i wpatrując się w zwierzę. W jego oczach tańczyło szczęście, a ja poczułam dziwne uczucie ciepła w dole brzucha.
__________________
Aww, od razu uprzedzam, Paula przez Ciebie nie potrafiłam opanować śmiechu w scenie z koniem. Nienawidzę Cię za to, hahaha
Boże, jesteśmy głupie, ja wiemm hahahahha <3
18 KOMENTARZY. O MÓJ BOŻE. Gdybyście mnie widzieli, gdy to zauważyłam. Po prostu nie do opisania. A potem ten niesamowity odpał i.. przypływ nagłej weny. Tak, to na końcu zdecydowanie pobija wszystkie inne. Jesteście tacy kochani! Dziękuję każdemu, za te komentarze i za każde wyświetlenie, nawet nie wiecie ile to znaczy, dla mnie!
Jesteście moimi aniołami! <3
Dziękuję!
Do następnego.
słodko <3
OdpowiedzUsuńBoże. Piękny piękny piękny. No i jest Bryza :D Czekam na nn :**
OdpowiedzUsuńhttp://person-who-changed-my-life.blogspot.com/
Genialny :)
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa czy plan Rose się powiedzie
A poza tym Justin jest taki słodki
Czekam na kolejny:)
Zapraszam cię do mnie liczę na opinie i przyznam jest ona dla mnie bardzo ważna :)
ineedangelinmylife.blogspot.com
@Agnes5542
Genialny jak zawsze czekam na nn <3.
OdpowiedzUsuńO Jezu kochany, wystarczy, że przeczytałam słowo "klacz" i od razu leję ze śmiechu hahahahahaha !!! No po prostu nie mogę. Ten konik tak cholernie mnie rozśmiesza, że aż miałam łzy w oczach. Kurwa, dlaczego!? XD
OdpowiedzUsuńA rozdział jest fantastyczny, czyli taki, jak zawsze. Bardzo podoba mi się plan Rose, żeby zbliżyć się do Justina. Tak, tak, jestem za! Jestwm ciekawa, czy ona cały czas będzie to robić tylko ze względu na to, że chce uciec, czy z czasem coś do niego poczuje i już nie będzie taka chętna do ucieczki. A Justin, mimo tego, że czasem zachowuje sie jak psychopata (mówię o porwaniu), to wydaje sie być całkiem w porządku, a Rose to zauważa. A co do jej ojca, dupek. Jego córka została porwana, rodzice przecież nie wiedzą, że właściwie nic jej nie grozi. Przecież mogła być bita, gwałcona, wykorzystywana, a jej ojciec nic sobie z tego nie robi. Jej matka jak widać nie wytrzymała i sięgnęła po alkohol, no ale widać że w pewien sposób sie o nią martwi. Szkoda, że tak późno.
Rozdział jak zwykle jest przecudowny i idealnie napisany. Kocham ;*
my-heaven-jb.blogspot.com
black-tears-jb.blogspot.com
Kocham to <33 C.U.D.O *___*
OdpowiedzUsuńCzekam na nn :) bo to uzależnienie :/ <33 !
Awww Bryza haha xD Słodko, już nie mogę się doczekać aż w końcu będzie scena z telefonem. Rozdział genialny :) Czekam nn <3
OdpowiedzUsuńheartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com
jejku.. nie mogę. słodziutka końcówka. az mi sie cieplutko na serduszku zrobilo. aww.
OdpowiedzUsuńslodziaki... Widac ze Justin nie chce robic jej nic zlego. i dalej nie wyjasnilas czym jest to jej dobro.. dlaczego on to zrobil. o boze te pytania rozwalają mnie od środka.
jezu.. jej ociec too.. ja pierdole. pieprzony kretyn i tyle. bylo tak ze to matka byla dla niej oschla, a to ona sie przejela a nie on ! ;//
wkurwil mnie.. i jescze ja wyzywa i bije. nie noo....
idiota.
wgl ten plan Rose jest idealny. chciaz w sumie ja tam bym sie cieszyla z tego ze zostanie. hhehe
wgl wiesz jak bardzo cie kocham ? najmocniej na swiecie bejbe xx
juz chce nn bo normalnie nie wytrzymam. to jest idealne, ciekawe i zajebistee.
true-big-love-jb.blogpot.com
red-sky-jb.blogspot.com
Coraz lepiej:*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :DD Justiin kochanyyy !! Aaaa uwielbiam to . Do nastepnego i wenyy !!
OdpowiedzUsuńŚwietny. Czekam na kolejny :) no i zapraszam do mnie http://my-boyfriend-jb.blogspot.com/?m=1 mam nadzieję ze się spodoba, dopiero zaczynam więc są tylko bohaterzy ale już kończe rozdział 1 :)
OdpowiedzUsuńBoskii czekam na kolejnyy :**
OdpowiedzUsuńNajlepsza <3
OdpowiedzUsuńŚliczny ale najlepsza jest Bryza :D hahaha kocham zwierzęta :* i tego bloga <3 :*
OdpowiedzUsuńsuper ;)
OdpowiedzUsuńNie no mówiłam to setki raz no ale nie mogę się powstrzymać! JESTEŚ NIESAMOWITA mówię ci to nie raz pierwszy i nie ostatni♥♥♥
OdpowiedzUsuńWspaniale FF <3
OdpowiedzUsuńniech się zbliżą do siebie ;DD
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie jest super :*
OdpowiedzUsuńGenialne *.*
OdpowiedzUsuńO Jejku!! Czuję, że między Rose a Justinem rodzi się uczucie!! I to nie byle jakie :))
OdpowiedzUsuńŚwietny rodział jak i to całe ff :D
Po prostu nie mogę się oderwać!!
Ta historia jest taka tajemnicza, wciągająca i boska!! <3
Czekam nn i zycze weny ♥ =)
@TheKlaudiaK
Czekam na kolejny, @sofuckinglovejb
OdpowiedzUsuńOm oby Rose przestała być taka jaka jest :c Kocham xoxo
OdpowiedzUsuńKocham to :** http://dangerous-love-bieber-rose.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńAle wciągające opowiadanie! Jesteś świetna!
OdpowiedzUsuń