piątek, 11 kwietnia 2014

`Chapter Ten.`

Rose's POV.
Z błogiego snu, wybudziło mnie coś chłodnego, znajdującego się na mojej twarzy. Rozwarłam powieki, zaskoczona tym, że znajduję się na tarasie - chyba wiadomo w czyim domu.
To był sen? Ja nie uciekłam? Cały czas tu byłam?
Podniosłam się gwałtownie do pozycji siedzącej, ale zaraz po tym, poczułam się, jakbym uderzyła głową w ścianę.
- Co jest, kurde? - warknęłam, chwytając się za głowę, na której poczułem wilgotny materiał.
- Spokojnie. Jeszcze nie zbiłem gorączki. Leż. - odezwał się drugi głos, a ja, odwróciłam się w jego stronę. Justin siedział na krześle obok, podpalając swojego papierosa i wkładając go do ust. Zaskoczona, opadłam lekko na kanapę i przyłożyłam szmatkę z powrotem do czoła. Zmarszczyłam brwi, przymykając powieki.
- Jak to gorączkę? - zapytałam cicho, chyba po raz pierwszy normalnie z nim rozmawiając.
- No, chyba nie spodziewałaś się, że po odwodnieniu i nasłonecznieniu Twojej pięknej główki, będziesz silna i pełna energii. - mruknął, wydychając dym z płuc, a ja zakaszlałam, gdy dotarł on do moich nozdrzy.
- Przepraszam. - westchnął i wyrzucił papierosa, a ja spojrzałam na jego zmęczone oczy.
- Długo przy mnie siedzisz? - warknęłam, tym razem ostrzej, gdy zrozumiałam, że wciąż rozmawiam ze swoim porywaczem, a nie z księciem z bajki.
Uratował Ci życie.
Nikt mu nie kazał.
Powinnaś mu być wdzięczna. 
Ale nie jestem.
- Kilka godzin. Byłaś bliska udaru słonecznego. - dodał, biorąc materiał z mojego czoła i opłukując go w wodzie, znajdującej się w butelce. Następnie wycisnął go i ponownie położył schłodzony opatrunek, na moją głowę.
- Szkoda. - mruknęłam, zaciskając zęby. - Że mnie znalazłeś. - dodałam, posyłając mu zdenerwowane spojrzenie.
Chłopak nie odpowiedział, a jedynie westchnął głośno, gdy nabrałam ostrzejszego tonu. Siedzieliśmy w ciszy, w czasie której nie potrafiłam pohamować własnego umysłu, od zadania kolejnego pytania.
- Po co to zrobiłeś?
- Mówiłem, Ci, że dla Twoje.. - syknął znudzony, ale przerwałam mu w połowie zdania.
- Nie chodzi o porwanie. Po co po mnie pojechałeś? Mogłeś mnie zostawić tam. - mruknęłam, starając się zachować obojętny ton, ale tak naprawdę w środku aż wrzałam z ciekawości.
- Mogłaś na mnie kapnąć policji. - odpowiedział zbyt szybko na to pytanie, abym uwierzyła, więc drążyłam temat dalej.
- Dobrze wiedziałeś, że nie dotrę do jakiejkolwiek cywilizacji. - prychnęłam, a szatyn zaniemówił. Przez chwilę nie odzywał, aż wreszcie się odezwał, przyciszonym głosem.
- Nie wiesz kim jestem i co do Ciebie czuję..
- Dlatego, chcę się dowiedzieć, Justin. - warknęłam.
- To nie jest takie proste, Rose. - odparł tym samym tonem, a ja wywróciłam oczami.
- Po prostu powiedz. Chyba potrafisz mówić? - podniosłam głos, uderzając ręką w kanapę.
Chłopak przeczesał ręką swoje włosy, sprawiając, że teraz naprawdę bardzo dobrze wyglądał, ze stojącą grzywką. Boże, o czym Ty myślisz, Kath?- Dowiesz się, ale nie teraz. Z czasem zrozumiesz, że to co robię, jest dla Twojego dobra, a tymczasem, nie prowokuj kłótni i nie zachowuj się, jak suka, bo to ci i tak nic nie da. Zgrywając wielką buntowniczkę, nie wrócisz do domu, a jedynie będziesz źle się czuć w moim towarzystwie.
- Już się źle czuję. 1. Nie wiem, gdzie jestem. 2. Nie wiem, z kim jestem. 3. Nie wiem, co masz zamiar ze mną zrobić. I przede wszystkim, nie znam Cię, Justin.
- Więc może przestań zachowywać się, jak rozwydrzona dziewczynka i poznaj.
Nie jestem taki zły, Rose. Nie zrobiłem Ci przecież krzywdy. - jego głos, zadrżał, gdy wypowiadał te zdanie i miałam wrażenie, jakby za wszelką cenę, próbował mnie do siebie przekonać. Zacisnęłam powieki, odpowiadając.
- Fizycznej nie, ale psychiczną.. - urwałam w połowie, biorąc głęboki oddech i czekając na to, co odpowie. Otworzyłam ponownie oczy, widząc, jak na twarzy chłopaka maluje się smutek.
- Widzisz.. O tym mówię. Nigdy nie dowiesz się kim jestem i czego tak naprawdę chcę, dopóki nie przestaniesz mnie oskarżać. - Justin wstał, strzelając palcami u rąk i ruszył ku drzwiom. Zdążyłam jednak się jeszcze odezwać.
- A jak Ty, zachowywałbyś się, gdyby nagle odebrano Ci, wszystko, na czym Ci zależy?! - krzyknęłam, po chwili głośno odkasłując.
Chłopak zatrzymał się, nie odwracając głowy i obniżając ramiona. Opuścił głowę nisko i chwycił lewą ręką, za klamkę.
- Mamy ze sobą, więcej wspólnego, niż myślisz. - odparł praktycznie niesłyszalnie.
***

Regular'S POV.
- Cześć mała. - do pokoju wszedł czarnoskóry chłopak, ubrany w szare luźne spodnie w kroku, oraz czerwoną bejsbolówkę męską. Podszedł do dziewczyny, obejmując ją w talii i składając pocałunek na jej czole. Starł kciukiem, resztki jej łez, które swoją drogę, widział coraz częściej, zamiast jej uśmiechu. Dziewczyna wtuliła się w jego tors, stając na palcach.To nic dziwnego, ponieważ chłopak był wyższy od niej o głowę. Ruchem ręki wskazał, aby oboje usiedli na łóżku, na co ona przystała.

Chwycił ją za podbródek i pocałował ją w nos, dając tym do zrozumienia, aby się uspokoiła i przestała płakać. Dziewczyna kiwnęła główką i oparła się o jego klatkę piersiową.
- Są jakieś nowe informacje? - zapytał cicho, bawiąc się palcami blondynki. Pokręciła przecząco głową, zagryzając mocno wargę i walcząc z ochotą ponownego rozpłakania się.
- Jason, jeśli ją już nigdy nie znajdą? - jej głos załamywał się z każdym wypowiadającym słowem, aż wreszcie kolejna łza wypłynęła, błyszcząc na jej policzku. Czarnoskóry, odgarnął kosmyk włosów piętnastolatki za ucho i przytulił mocno do siebie.
- Rose jest silna i przede wszystkim ma charakter. Gdziekolwiek teraz jest, uwierz mi, pewnie dominuje. - zaśmiał się cicho, a Lisa zawtórowała mu. Oboje ją taką pamiętali od zawsze. Lubiła dodać wszędzie swoje trzy grosze, chociaż czasem najpierw mówiła, dopiero potem myślała. Mimo takiego zachowania, nikt nie miał jej tego za złe, bo wbrew pozorom, była naprawdę jedną z najmilszych osób w ich mieście. Wychowała się być może właśnie dzięki nim, dlatego oboje ją tak bardzo kochali.
- Wiedziałam, że to zły pomysł, aby wyjeżdżała na ten obóz. - Lisa szepnęła wpatrując się w brązowe oczy chłopaka.
- Nie mamy pewności, że doleciała tam w ogóle. Ona równie dobrze może być gdzieś na drugim końcu świata, lub ulicę od nas. Lisa, ja wierzę w to, że jest na tyle silna, iż poradzi sobie w każdej sytuacji. Ona zawsze potrafiła wychodzić zwycięsko z różnych problemów. Tym razem, będzie tak samo. - Jason wygłaszał już chyba z tysiąc takich wywodów, przed dziewczyną, a ona za każdym razem przez chwilę wierzyła w te słowa. To, co trzeba było oddać Rose Katherine Gonzales, jej najlepszej przyjaciółce, to to, że była uparta, oraz zdeterminowana i tak łatwo nie dawała sobie w kasze dmuchnąć. Chodź często, te cechy denerwowały Lisę, to teraz głęboko wierzyła w to, że pomogą jej się wydostać z bagna w jakie się wpakowała.

Nie dało się również ukryć tego, że przez zaistniałą sytuację Jason, zbliżył się do Lisy i między nimi można było odczuć silną więź, bijącą na przynajmniej kilometr. Oboje jeszcze nie wiedzieli, że tak naprawdę zniknięcie Rose, może połączyć ich czymś silniejszym, niż tylko zwykłą przyjaźnią.
***

Rose's POV

Bacznie przyglądałam się przez okno, jak Justin ściąga siodło z klaczy, która prawdopodobnie miała na imię Bryza. Gdy udało mu się wreszcie "rozebrać" konia, klacz zarżała i delikatnie szturchnęła go w ramię, swoim pyszczkiem. Szatyn zaśmiał się głośno, gładząc jej grzywę i wtulając jej nos w swoje ramię.

Mimowolnie, kąciki moich uniosły się ku górze, gdy koń ponownie zarżał i uderzył Justina w tors.
- Przestań.. - zawołał, a ona figlarnie prychnęła mu prosto w twarz.

Zachichotałam cicho, pod nosem.
_______________
Jak myślicie, co zrobi nasza Rose? Czy weźmie sobie do serca rozmowę z Justinem? 
Jak przewidywałam, rozdział pojawia się dzisiaj, chodź nieco później, myślę, że będziecie zadowoleni :) 
Tak przeokropnie się cieszę, ponieważ ponownie ujrzałam 16 komentarzy pod rozdziałem <3 Jesteście kochani, naprawdę. :> 
Teraz wiem, że przynajmniej ktoś docenia, to co robię, mimo iż nie jest to idealne.  Dziękuję! 
Kocham Was i do następnego.

Jeśli chcecie wiedzieć, kiedy następny, proszę zajrzeć do zakładki " Chapters".

18 komentarzy:

  1. Mam nadzieje ze Rose zmieni swoje podejście :c

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to nie jest idelanee jest perfekcyjne skarbie. Juz nie moge doczekac sie nastepnegooooo. Pisz szybko. Kocham ;***

    OdpowiedzUsuń
  3. po pierwsze jak mozesz mówić ze to nie jest idealne ! jest . wlasnie takievjest... jest zajebiscie idealne. po drugie skarbie odbierasz mi mowe tymi rozdzialami...ja po prostu czytam i nie wiem co powiedziec. normalnie jak nigdy .;oo
    zajebisty rozdział. czy tylko moim zd Rose zachowala sie jak suka nie dziękując mu , ze ją uratował? mimo wszystko powinna xd jezu on jest tak tajemniczy.. mam ochote krzyczec bo wciąż nw dlaczego on ją porwał. mam ochote piszczeć przez zajebistość (nw czy isnieje takie slowo) tego bloga.. czuje sie jak narkoman po dzialce hahah jejku uzaleznilam sie !!
    z kazdym rozdzialem coraz b. kocham tego bloga i ciebie, a wiesz przeciez ze od samego prologu mocno kochalam cie i ten blog.. omfg. ja nw co powiedziec. masz taki ogromny talent. potrafisz tak zaciekawic czytelnika !!
    kocham cie !!!
    true-big-love-jb.blogspot.com
    red-sky-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę cudowny rozdział.Kocham to opowiadanie :D ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  5. O kurwa, nieeee hahahahahahahaha !!! Jezu, jak Ty to robisz, że jak tylko jest wzmianka o tym koniu, to ja od razu leję ze śmiechu. Hahahahahahahah po prostu nie mogę! No dlaczego ten koń tak na mnie działa. W każdym rozdziale jak tylko jest koń, ja od razu w śmich i mam łzy w oczach hahahahahaah. Serio! ;D
    A co do rozdziału, jest przecudowny! Mam wrażenie, jakby Rose troszeczkę zaczęła otwierać się na Justina i zauważać, że nie jest on jednak taki zły. Czekam z niecierpliwością na moment, w którym on powie jej, wytłumaczy, dlaczego ją porwał i dlaczego jest tak tajemniczy, że nic nie da się z niego wyczytać. Powiem Ci szczerze, że rozczuliło mni jedno zdanie. "Nie wiesz, kim jestem i co do ciebie czuję...". Słodkie to było. Na prawdę. Mam nadzieję, że on to mówił szczerze i że faktycznie coś czuje do Rose, bo, wydaje mi się, że tworzyliby cudowną parę. Czekam, aż zacznie się coś między nimi dziać. No jestem okropnie ciekawa, jak dalej potoczą się ich losy. Czy oni zostaną na tej pustyni, cz pojadą gdzie indziej. No i w końcu, czy oni będą kiedykolwiek razem. To byłoby ciekawe połączenie.
    Uwielbiam każdy wyraz, napisany przez Ciebie. Serio. Mogłabym Twoje dzieła czytać godzinami. Dniami i nocami, a i tak by mi się nie znudziły. No po prostu kocham Twoje opowiadania i sposób, w jaki przelewasz swoje myśli i emocje na papier/klawiaturę. Kocham Cię ;*
    my-heaven-jb.blogspot.com
    black-tears-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. OMG może teraz Rose będzie wreszcie miła dla Justina. W końcu uratował jej życie. Jesteś wspaniała, świetna i wgl jsbnbfon3epofm3proszę o następny rozdział szybciutko <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny :) Czekam nn <3
    heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Miła końcówka:*

    OdpowiedzUsuń
  9. :))) Śliczny czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny :)
    czekam na kolejny
    Jestem ciekawa co znaczą jego słowa :"Mamy ze sobą, więcej wspólnego, niż myślisz."
    Już się nie mogę doczekać xx
    @Agnes5542

    OdpowiedzUsuń
  11. Sgsggsghdgkhjskkjd <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny rozdział *__* to jest idealne opowiadanie, kocham je jak i Cb <333 czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Juz nie moge sie doczekac nastepnego!!
    ROZDZIAL JAK ZWYKLE WSPANIALY!!
    Czekam i zycze weny :D
    @TheKlaudiaK

    OdpowiedzUsuń