UWAGA. Bardzo proszę, o zagłosowanie w ankiecie, znajdującej się po lewej stronie.
<--------
Ta ankieta, będzie miała wpływ na przyszłość tego bloga, dlatego bardzo proszę, podzielcie się swoją opinią w tej sprawie. Dziękuję :*
Miłego rozdziału! :)
---------------------------------------------------------------------
Rose'S POV.
Pewnie każdy z Was wie, ile człowiek może wytrzymać bez wody. Do 4-5 dni. Pocieszałam się tym faktem, gdy jakiś kilometr temu, musiałam wywalić butelkę po wodzie, którą niestety, już wypiłam. Leżąc teraz na piasku i przyglądając się krajobrazowi, dopiero wtedy do mojej głowy dotarło ostrzeżenie.
Wytrzymać do czterech, pięciu dni, fakt. Ale jeśli się jest w mieście, gdzie temperatura nie przekracza 25 stopni celsjusza. Jak myślicie, ile mogę wytrzymać bez wody na pustyni, gdzie stale ciepło utrzymuje się powyżej czterdziestu stopni? No właśnie.
Czułam, jak moje ciało wręcz smaży się w ubraniach, ale nie chciałam ich ściągać, bo ryzykowałabym spaleniem się skóry. W każdym zakamarku mojego ciała znajdował się pot, nie mówiąc już o tym, że nie potrafiłam nawet osłonić głowy przed słońcem, co również było niebezpieczne. Z całych sił liczyłam na to, że za kilka godzin wreszcie nadejdzie noc. Z racji tego, że na pustyniach noce są zimne, miałam też nadzieję na to, że to na chwilę ukoi moje pragnienie.
Już dawno z mojego pola widzenia, zniknął samochód, który szczerze mówiąc bardzo by mi się przydał. Nie wiem, jak mogłam być tak głupia i ruszyć stamtąd na nogach. Co ja w ogóle sobie myślałam? Że dojdę do tego gówna, na końcu mojego widnokręgu?
Trzeba było zostać w samochodzie.
No co Ty nie powiesz? Jesteś teraz taka mądra, gdy praktycznie zwijamy się z pragnienia.
To nie ja jestem od myślenia, tylko Twój mózg.
Jesteś częścią mnie, Ty też mogłaś pomyśleć.
- O mój Boże.. - warknęłam pod nosem, wstając i niemal słaniając się na nogach.
Zamierzasz teraz iść?
Leżąc tutaj, nic mi to nie pomoże.
Postawiłam pierwszy krok, ale gorąc był nie do wytrzymania, co okropnie wpływało na moją sprawność fizyczną. Zatrzęsłam się i chociaż byłam zmęczona, udało mi się utrzymać na nogach. Zasłoniłam czoło ręką, czując, jak bardzo moja skóra jest sucha.
- Rany, Rose, musiałaś wychlać całą wodę?! - próbowałam krzyknąć sama na siebie, ale moje gardło było tak suche, że po prostu zacharczałam, sprawiając tym sobie jeszcze większy ból.
Nie potrafiłam nawet naślinić jamy ustnej, co również bolało, bo przecież język musi być nawodniony. Czułam, jak on puchnie, a ja sama czuję się coraz gorzej. Postawiłam drugi krok przed siebie i takimi zrywami szłam ciężko oddychając.
Wody. Mój Boże, wody.
Justin miał rację, umrzemy tutaj.
Nie pocieszasz.
Zakasłałam, wypluwając resztki piachu z buzi, tym samym wyginając moje ciało.
Po chwili świat zaczął wirować, a ja w ostatecznej obronie, podparłam się rękoma, aby nie upaść na twarz, tym samym lądując z powrotem na ziemi.
Chyba jednak pozostaniesz w pozycji leżącej.
Zacisnęłam zęby, z całej siły odpychając się i próbując wstać, ale ile razy byłam niemal pewna, że zaraz wstanę, tyle razy moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Przerażenie ogłuszyło mnie na chwilę i wpadłam w panikę.
- Justin miał rację..
Zakaszlałam ponownie, a było to tak silne, że przez chwilę pomyślałam, iż wypluję płuca. Jeżeli nikt nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji ( a jestem pewna, że nikt z Was) nie zrozumie, co wtedy dzieje się z jego ciałem.
Oczy zaczęły powoli się zamykać, a ja wręcz na siłe, próbowałam utrzymać je otwarte.
Nie mogę teraz zasnąć, nie mogę.
Zacisnęłam ostatnimi resztkami sił, ręce w pięści i ostatni raz spróbowałam się podnieść. Niestety, okazało się to kolejną nieudaną próbą i uderzyłam twarzą w piach. Zakasłałam, wypluwając jego resztki ze swojej twarzy i zwinęłam się w kłębek chowając głowę pod rękami.
Mój wzrok zaczął się zamazywać, a serce znacznie spowolniło swoje ruchy. Nie potrafiłam już nawet racjonalnie myśleć. Nadszedł też czas, że wreszcie prócz ciemności, nie mogłam niczego innego dojrzeć.
***
Justin's POV.
Słońce, zaczęło się pomału chować, gdy Bryza zatrzymała się obok mojego, opuszczonego dżipa na samym środku pustkowia. Zeskoczyłem z klaczy, z przerażeniem odkrywając, że nikogo nie ma w wozie.
Sprawdziłem schowek, zauważając, że nie ma w nim mojej niedopitej butelki, więc byłem niemal przekonany, że dziewczyna ruszyła dalej, na nogach. Pokręciłem głową, rozglądając się dookoła i zastanawiając, gdzie blondynka mogła pójść.
Wsiadłem na Bryzę i ruszyłem prosto, bacznie się przyglądając. Kilka metrów dalej leżały moje okulary przeciwsłoneczne, które Rose musiała najwyraźniej wziąć. Przekonany, że dziewczyna ruszyła na przód, pośpieszyłem konia do galopu, zdając sobie sprawę z tego, iż niedługo będę musiał zrobić postój i napoić klacz.
Myślami, wędrowałem do dziewczyny, zastanawiając się, co teraz robi i co się z nią dzieje. Byłem pewien, że tyle wody ile miała przy sobie, na pewno nie starczyłoby jej, aby dojść do jakiejkolwiek cywilizacji.
Miałem jedynie nadzieję, że nie była głupia i nie wypiła wszystkiego od razu. Jeśli tak, miałem mniejsze szanse na to, że znajdę ją jeszcze przytomną.
Nieprzyjemne dreszcze przebiegły przez moje ciało.
Nie powinienem się tak zachowywać w stosunku do niej, ale mówiłem jej kurwa przecież, że zgubi się na tym terenie.
- Chcę Cię tylko znaleźć, kochanie. Pozwól mi na to. - westchnąłem ciężko, ciągnąc palcami, za końcówki moich włosów.
***
Regular's POV.
- Dzień dobry. - rudowłosa kobieta, kiwnęła na przywitanie starszej pani, pracującej, jako sprzątaczka na lotnisku.
- A no, dobry, dobry. - odparła, przyglądając się jej i jej partnerowi - Kieranowi, podejrzliwie. - Jeśli szukacie toalety, są na końcu, po prawej.
- Nie, nie my nie w tej sprawie. - Maddie oburzyła się nieco, pogardliwą postawą obsługi, jednak nie zwróciła specjalnie na to uwagi. Wyciągnęła ze swojej bocznej kieszonki odznakę, aby udowodnić kobiecie, że te służbowe mundury, faktycznie są prawdziwe.
- Komisarz Slow i komisarz Lemon. - dodała, a kobiecina przycupnęła sobie przy miotle, zerkając na nich obojętnie.
- W jakiej sprawie, państwo?
- Poszukujemy tej o to dziewczyny. - Maddie, sięgnęła do drugiej kieszeni po zdjęcie i pokazała je sprzątaczce, która zmarszczyła brwi wpatrując się krótko, a następnie odpowiadając.
- Nie kojarzę.
- Ale proszę się przyjrzeć, to naprawdę ważne. Zaginęła niedawno, a ostatni raz widziano, ją na lotnisku tutaj.
Siwowłosa pani, pochwyciła zdjęcie w ręce znacznie dłużej je oglądając. Zmarszczki na jej czole jeszcze bardziej się uwydatniły, gdy skupiła się na twarzy.
- Przykro mi bardzo, ale tu tyle ludzi się pałęta, że naprawdę, nie jestem w stanie sobie przypomnieć.
- Rozumiem. Dziękujemy. - rudowłosa uprzejmie pożegnała się z kobietą i razem z Kieranem, ruszyli do pokoju monitoringowego.
- Wierzysz w to?- zapytał chłopak, popijając czarną kawę w kubku.
- Raczej tak. Wiesz, ona ma rację. Trudno tutaj będzie znaleźć kogokolwiek, który będzie pamiętał nastolatkę pałętającą się po lotnisku, jakieś 1,5 tygodnia temu. Jedyna nasza szansa, to monitoring. - westchnęła, posyłając mu znaczące spojrzenie.
***
Justin's POV.
- Rose.. - mruknąłem cicho, widząc w egipskich ciemnościach, jakieś ciało leżące na ziemi, pozwijane w kłębek. Zeskoczyłem z Bryzy, trzymając plecak na ramieniu i podbiegając jak najszybciej do dziewczyny.
- Odezwij się, mała. - szepnąłem, chwytając ją za ramiona i lekko potrząsając. Jej powieki nie podniosły się, więc pochyliłem się nad jej ciałem, nasłuchując jej oddechu. Gdy poczułem lekkie chuchnięcie, podniosłem ją do pozycji siedzącej i przejechałem palcem, po jej suchych wargach. Twarz dziewczyny była niemal parząca, oraz czerwona, chodź to nic dziwnego w takim miejscu, moje serce przyśpieszyło. Otworzyłem plecak gwałtownie, wydostając z niego butelkę wody. Odkręciłem ją, a następnie przytrzymałem głowę dziewczyny wysoko, aby się nie zakrztusiła i przyłożyłem butelkę do jej ust. Przechyliłem ją lekko i zaraz gdy kilka łyków dostało się do jej gardła, poklepałem ją po plecach, aby dobrze spłynęły przełykiem do jej żołądka. Powtórzyłem tą czynność kilka razy, a następnie lejąc sobie trochę cieczy na rękę, przyłożyłem ją do policzków dziewczyny.
Gdy to nie pomogło, prosto z butelki wylałem wodę na jej włosy, oraz twarz, starając się tak, aby nie było to zbyt gwałtowne. W duchu modliłem się o to, aby nie było za późno.
Po minucie, usłyszałem ciche odkaszlnięcia i gdy spojrzałem na przepiękną blondynkę, ujrzałem jak jej powieki próbują się podnieść. Uśmiechnąłem się delikatnie, głaszcząc ją po mokrych od wody włosach.
- Cśś.. Nie otwieraj. Zaraz dostaniesz więcej wody, na razie leż. - szepnąłem, przenosząc jej głowę z moich kolan, na plecak, wcześniej wyciągając naczynie z niego i jeszcze jedną butelkę Podszedłem do konia, kładąc przed nim miskę pełną wody. Bryza zarżała cicho, niemalże wkładając cały pysk do cieczy. Zaśmiałem się pod nosem, wracając do Rose. Łapczywie piła resztę wody z butli, a ja stałem kawałek dalej, przyglądając się temu.
Gdy skończyła, nic nie mówiąc, wsunąłem ręce pod jej ciało i uniosłem ją, uważając, aby w tej ciemności się nie potknąć. Ostrożnie wgramoliłem się na klacz, ustawiając dziewczynę przede mną, w pozycji siedzącej. Chwyciłem wodze, gdy Bryza skończyła pić i oparłem głowę blondynki o swój tors.
Zdawałem sobie sprawę z tego, że była zbyt zmęczona, aby protestować, dlatego pocałowałem ją w policzek,wcześniej obejmując jej kruche ciało, wiedząc, że jutro i tak o tym geście zapomni.
______________
Troszkę czułości ze strony Justina, na koniec rozdziału, nikomu nie zaszkodzi, hahaha :)
Tak, jak przewidywaliście, Rose nigdzie nie dotarła :)) Za to, odnalazł ją wycieńczoną, Justin, aww, to takie bohaterskie, hahaha :3
JEJKU! Z każdym rozdziałem mnie zaskakujecie! 16 komentarzy! Co?! Jak?! Gdzie?! Jesteście kochani :* Każde słowo, a nawet zwyczajne " <3 " motywuje mnie do pisania kolejnego rozdziału, a więc, jak sami widzicie, im więcej komentarzy, tym ja jestem silniejsza i moja wyobraźnia jest po prostu lepsza, hahaha :)
Jeżeli chcecie się dowiedzieć, kiedy następny rozdział, zajrzyjcie do zakładki "Chapters" :)
A ja żegnam się z Wami :>
Do następnego!
~ Drew.
ask: LoveMeKissMeeee
jeeeeju ja chce zeby sie pomjedzy nimi cos dzialo <3<3 JUsti ek jest kochany <3 ohhb no nie moge Kochaaam Cie <3
OdpowiedzUsuńJejku, jak ja kocham to opowiadanie!! Wiesz bardzo mi sie podoba to jak Rose gada sama ze soba hahahaha serio takie mini rozdwojenie jazni. Ale nie dziwie sie. Sama bym zwariowala nie wiedzac gdzie jestem i po co. Cale szczescie Justin ja odnalazl. Jejku jaki on byl czuly i troskliwy. Oby caly czas taki byl. Jestem ciekawa czy Rose dalej bedzie na niego wsciekla czy moze teraz bedzie miala do niego inne nastawienie. W koncu ja uratowal. Rety on jest taki sloki w stosunku do jiej. Znaczy potrafi byc bo czasami zachowuje sie jak idiota. Heh wyobrazam to sobie teraz tak ze jak on wroci do tego domu to zaniesie Rose do swojej sypialni polozy ja w swoim lozku i beda razem spac hahahaha ale to tylko ja tak sobie wyovrazam ;D No i ciekawe czy ja znajda. Na monitoringach pewnie cos znajda ale co dalej... Czekam tez z niecierpliwoscia az miedzy Rose a Justinem cos sie zacznie dziac ;))
OdpowiedzUsuńWspanialy rozdzial. Wspaniale piszesz i wszystko potrafisz tak idelanie ubrac w slowa.
+dlaczego wszystko co zwiazane z tym koniem doprowadza mnie do smiechu? Hahahahahahah serio jak sobie pomysle o tym koniu Justina to od razu w smiech. Nie wiem dlaczego xD
my-heaven-jb.blogspot.com
black-tears-jb.blogspot.com
Awww dał jej buzi, pomińmy to , że w polik , ale buzi to buzi *.* Ciekawa jestem jej reakcji jak obudzi się znowu w tym samy pokoju haha. Nie wiem dlaczego , ale rozwala mnie imię tego konia. Jak słyszę "Bryza" to automatycznie się śmieje. Rozdział boski :) Czekam nn <3
OdpowiedzUsuńheartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com
jezu no !
OdpowiedzUsuńrozdział znow niesamowity.. to jest po prostu idealne. za kazdym razem mnie zaskakujesz. pozytywnie oczywiscie. tak jak Justin w tym rozdziale. nie wiedzialam ze on jest taki troskliwy i wgl.
ale po nim widac ze on cos do niej ma. tzn nie chce jej skrzywdzic. za bardzo o nią dba. wiec co od niej chce? ten czlowiek mnie intryguje. serio nie potrafie go zrozumiec.
a te teksty Rose są zajebiste. normalnie leje ze smiechu jak je czytam.
ciekawa jestem jej reakcji. budzi sie, a tu ten sam pokoj, ten sam Justin.. chocia@moze będzie pamiętac jak on jąuratowal, jak dal jej buzi w policzek. aww. slodziak.
kocham cie skarbie !!
true-big-love-jb.blogspot.com
red-sky-jb.blogspot.com
O jeju jaka słodka końcówka:*
OdpowiedzUsuńBoże jaki pięknyyyy <3 Justin taki czuły i kochany. Mam nadzieję, że w kocu coś zacznie się dziać między nim a Rose. Jesteś zajebista po prostu co tu dłużej mówić. Genialna niesamowita i wgl. Kocham ;*** i czekam na nn :** i zapraszam do siebie oczywiście :**
OdpowiedzUsuńCudowne *o*
OdpowiedzUsuńkocham to !! <3
Kocham to :))(
OdpowiedzUsuńGenialne :)
OdpowiedzUsuńTaka słodziutkie zakończenie awww <3
Już się nie mogę doczekać się następnego xx
@Agnes5542
Chyba umarłam. Pocałował ją w policzek?! policzek?! Tak definytywnie umarłam. Oby Rose zmieniła troche swoje podejście ;)) kocham xoxo
OdpowiedzUsuńXggfydudisf <333
OdpowiedzUsuńOMG. Kocham *.*
OdpowiedzUsuńsuper ;)
OdpowiedzUsuńFantastyczny czekam na następny <3
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie <3
http://tough-love-jb.blogspot.com/
Świetne hahah <3
OdpowiedzUsuńFantastyczny rozdzial i cudowne opowiadanie!! Jus jest taki kochany, ciekawe co bedzie dalej.. :)
OdpowiedzUsuń@TheKlaudiaK