Rose's POV.
Nie mogę uwierzyć. Co on sobie myślał?! Że co? Pokaże mi swój debilny ogródek i wszystko będzie dobrze? Że zapomnę o tym, że mnie porwał i co? Będę tutaj z nim pielęgnować jakieś pieprzone róże? Co za pierdolony idiota. On poważnie ma ze sobą jakieś problemy. Czemu tylko uczestniczę w tym ja?!
Kopnęłam mały kamyk, pałętający się pod moimi nogami. Szłam właśnie obok domu, wychodząc ze szklarni. Nie słyszałam, za sobą kroków, dlatego przypuszczałam, że chłopak jeszcze za mną nie ruszył. Nie ogarniałam. Nie bał się, że w tej chwili zacznę uciekać? Chociażby do tego pierdolonego budynku, znajdującego się na samym końcu mojego widnokręgu? Gdy znalazłam się na tarasie, rozejrzałam się dookoła. Myliłam się. Prócz piachu i gorąca, znajdował się jeszcze obok wielki, drewniany budynek i przypuszczam, że tam trzymał coś typu jakieś narzędzia, czy inne gówna, albo po prostu salę zabójstw.
Nie przesadzaj.
Stul pysk.
Po mojej prawej stronie, stało... Nie wierzę. On jest durny, czy durny? Po mojej prawej stronie stało we własnej osobie auto. Dżip, taki z dużą oponą przyczepioną z tyłu, jak zawsze w tych filmach przygodowych. Wywróciłam oczami, czując jak na moje usta wkrada się łobuzerski uśmiech.
Skoro jest taki tępy, to wykorzystajmy jego nieuwagę.
Masz rację. Z kopyta ruszyłam w stronę samochodu, po drodze jeszcze rozglądając się, czy czasem Justin nie wychodzi ze szklarni. Ku mojemu zmartwieniu, wychodził, również szukając mnie wzrokiem. W pośpiechu, otworzyłam drzwiczki tego starego, jak świat auta i wskoczyłam do niego, ledwo nie łamiąc sobie nogi. Jezu, serio, musi to być takie wysokie?
- Nie, no nie wierzę. Czy Ty wiesz, co Ty wyprawiasz? - chłopak rzucił na ziemię papierosa, którego właśnie trzymał w ustach. Rozdeptał go, pomału zbliżając się do mnie. Ramiona miał skrzyżowane na klatce piersiowej, ale po jego minie, można było poznać, że jest bardzo zdenerwowany.
Oceniłam wzrokiem ile metrów nas dzieli. Gdy stwierdziłam, że na tyle, abym spokojnie mogła wyjechać, odpowiedziałam mu, z uśmiechem zauważając kluczyki w stacyjce. Teraz niemal wyszczerzyłam się do szatyna.
- O to samo, mogłabym zapytać Ciebie. - fuknęłam, odpalając silnik, a on, jak na zawołanie zaczął biec w moją stronę, krzycząc niewyraźne słowa. W tym samym czasie, dopiero uświadomiłam sobie, że mam pieprzone piętnaście lat i nie potrafię przecież prowadzić wozu.
- Idiotko, widzisz tu gdzieś miejsce, gdzie możesz wyjechać?! Nie rozumiesz, że nie masz drogi ucieczki?! Zgubisz się, a następnie umrzesz z braku wody! To nie jest miasto! Tutaj nie ma nikogo! - krzyknął wściekły, powiedziałabym, wręcz spanikowany, ale nie zdążyłam nic odpowiedzieć, ponieważ nacisnęłam pedał gazu, tym samym wyrzucając gwałtownie moje ciało w przód. Uderzyłam głową w kierownicę, nie tracąc jednak przytomności i mocno chwytając ją w dłonie. Justin był niemal przy drzwiach, gdy ponownie docisnęłam gaz i ruszyłam tak szybko, jak było to możliwe. Chłopak przeklął pod nosem, gdy prawdopodobnie przejechałam mu po lewej nodze.
W popłochu, docisnęłam pedał jeszcze mocniej, wybijając tym siebie lekko z siedzenia. Zagryzłam wargę, starając się opanować jakoś swoje emocje i gdy wreszcie wyrównałam kierunek, odetchnęłam z ulgą, wpatrując się w boczne lusterko. Ku mojej uciesze, dom Justina malał, malał, aż wreszcie całkiem zniknął z mojego pola widzenia, a ja ustawiłam kierunek, na ten tajemniczy budynek, wciąż znajdujący się, jakby na końcu mojego pola widzenia. Przysłoniłam oczy, przed słońcem, próbując dojrzeć, jak daleko się znajduję od mojego celu.
- Czeka mnie długa podróż. - westchnęłam sama do siebie, otwierając boczny schowek i wyszukując w nim czegoś wartościowego. Oprócz butelki do połowy wypełnionej wodą, pary okularów przeciwsłonecznych, oraz jakichś papierów po batonikach, nie znalazłam tam nic ciekawego. Wzdychając, oparłam wygodnie głowę na zagłowniku i wyciszyłam się. Spojrzałam na ilość paliwa. Zmarszczyłam brwi.
- Musi wystarczyć. - mruknęłam, przeczesując włosy i otwierając jedną ręką, z trudnością okno. Lekki nawiew ocucił i pobudził mój umysł do myślenia.
***
Justin's POV.
Nie wierzę, że ta idiotka to zrobiła. Czy ona naprawdę nie zdaje sobie sprawy, w co się pakuje?!
Przecież ona kompletnie nie zna tego terenu. Pewnie nawet nie ma pojęcia o tym, jak mało jest paliwa w baku.
Cholera, nie wiedziałem, że jest tak głupia. Naprawdę myślała, że uda się jej uciec? Teraz, jeśli jej nie znajdę, to umrze. Tego jestem pewien.
Przeczesałem palcami włosy, biegnąc od razu w stronę drewnianego budynku, stojącego obok mojego domu. Otworzyłem drzwi, słysząc głośne rżenie, tzw. przywitanie przez moją gniadą klacz. Nie miałem czasu, na zbyt wielkie przygotowania, więc po prostu otworzyłem boks*, wyprowadzając zwierzę i w niemal kilka minut zakładając jej siodło. Klacz zarżała niepewnie, gdy szarpnąłem wodzami, ale ruszyła wiernie obok mnie, wychodząc ze stajni. Obejrzałem ją, sprawdzając, czy wszystko jest dobrze poprzypinane i widząc, jak auto już praktycznie znika z mojego pola widzenia, wbiegłem na taras, wyciągając spod krzesła plecak i chowając tam cztery duże butelki wody, oraz kilka szmatek. Czułem, że mogą się przydać, tym bardziej, że na koniu na pewno dzisiaj do niej nie dotrę. Zarzuciłem plecak na ramię, niemal nie potykając się, gdy zbiegłem ze schodów na ziemię, pokrytą lekką warstwą piasku. Z biegu wskoczyłem na konia, zarzucając wodzami.
- No, dalej Bryza. Nie mamy czasu. - mruknąłem do zwierzęcia, a ona jak na zawołanie ruszyła kłusem po ledwo, ale jeszcze widocznych śladach samochodu. Jeszcze raz szarpnąłem wodzami, wprowadzając konia w galop i jęknąłem, gdy dopiero teraz zrozumiałem, jak daleko dziewczyna mogła się teraz znajdować. - Szybciej Bryzo, szybciej. - szepnąłem, głaszcząc ją po grzywie. Powiew wiatru w moich włosach sprawił, że poczułem się teraz pewniejszy.
- Muszę ją odnaleźć.
***
Rose's POV.
Z każdą mijającą sekundą traciłam nadzieję, na jakiekolwiek dotarcie do celu. Pomimo, utrzymującej się wysokiej prędkości, budynek, albo raczej to, co przypomina budynek, wcale się nie przybliżało. W pewnym momencie uznałam nawet, że to fatamorgana* i szczerze mówiąc, dalej nie wiedziałam, co to w końcu jest. Pokręciłam bezradnie głową, spoglądając to na drogę, to na wodę. Musiałam przyznać, że gorąc sprawiał, iż po prostu musiałam już napić się kilka łyków, dlatego wody już było naprawdę mało. Powstrzymałam się, przed kolejnym połknięciem dużej ilości wody i starłam pot z czoła, czując, jak gorąc oplata całe moje ciało i skleja mnie z ubraniami.
Miałam być tylko na pieprzonym obozie tanecznym. Miałam kurwa tylko tańczyć, tym czasem, jestem w jakiś pierdolonym samochodzie, o mało nie zabiłam się, prowadząc go, oraz goni mnie jakiś chory psychicznie mężczyzna. Nie no, zajebiste wakacje. Będę miała, co opowiadać w szkole.
O ile w ogóle wrócę..
Ostatnia myśl, przerażała mnie ostatnio coraz częściej i mówiąc szczerze, bardzo często przyłapywałam się na tym, że traciłam nadzieję. Rozmyślałam o tym, jak teraz będą żyli moje rodzice, jak i również moi przyjaciele. Myślałam o tym, jak zareagują w szkole, po wakacjach na słowa że zaginęłam i dotąd mnie nie odnaleziono. Te wszystkie "historie" co, by było beze mnie, przytłaczały mnie do tego stopnia, że nawet teraz czułam, iż mi się nie uda. Pomimo tego, że znajdowałam się daleko od Justina, wiedziałam, że coś jest nie tak.
Nie rozumiesz, że nie masz drogi ucieczki?!
Jego krzyk odbił się w mojej głowie, a ja zacieśniłam powieki, zaraz po tym od razu je otwierając i spoglądając przed siebie.
Przestań..
Zgubisz się, a następnie umrzesz z braku wody!
Odruchowo, spojrzałam na butelkę, która nie szczyciła się dużą ilością cieczy. Grymas uformował się na mojej twarzy.
To nie jest miasto! Tutaj nie ma nikogo!
Rozejrzałam się, głośno przełykając ślinę. Ten dupek miał rację. Pierdoloną rację. Wściekła walnęłam rękoma w kierownicę, gdy nagle samochód zaczął zwalniać.
- Co jest? - warknęłam, dociskając gaz, ale auto nie reagowało na moje polecenia. - Co jest, kur.. - syknęłam, spoglądając na pusty bak. - Boże, Boże, Boże NIE! Proszę, nie rób mi tego! - krzyknęłam, a w moim głosie można było wyczuć narastającą frustrację. Zacisnęłam ręce na swoich nogach, czując, jak samochód całkowicie stanął, a ja niewiele myśląc, wyskoczyłam z niego, otwierając bagażnik.
- Proszę, niech tu będzie paliwo, proszę, niech będ...- przerwałam, widząc bagażnik jedynie z dwoma kocami i pustymi butelkami po wodzie.
- Dlaczego jesteś przeciwko mnie?! - krzyknęłam, kierunkując swoje spojrzenie w górę, ale nie na długo, bo słonce oślepiło moje oczy. Zdenerwowana i wręcz przerażona, wyciągnęłam z samochodu, wcześniej wspominane okulary przeciwsłoneczne, oraz prawie pustą butelkę. Spoglądając na "budynek" daleko przede mną, ruszyłam w jego stronę z nadzieją, że może jednak Bóg mnie nie nienawidzi.
__________________
*Boks - Specjalne pomieszczenie, dla konia.
*Fatamorgana - zjawisko powstania pozornego obrazu odległego przedmiotu.
Rozdział może i krótszy, ale myślę, że wprowadził troszkę zamieszania. :D Jak myślicie, czy Rose, dojdzie gdziekolwiek chciała dojść?
A może wcześniej dotrze do niej Justin, na Bryzie? :D
Kurczę, 13 komentarzy, pod ostatnim rozdziałem!! ( Nie licząc, jednego mojego! :OO )
Nie mogę w to uwierzyć <3 Tak strasznie Wam dziękuję! Jesteście najważniejszą częścią tego bloga, pamiętajcie ;*.
~ Drew.
ask: http://ask.fm/LoveMeKissMeeee
Pogielo tego Justina naprawde. Jak porywanie dziewczyn to jego sposób na podryw to urwę mu głowę :D. Kochana świetnie ci idzie :*
OdpowiedzUsuńBoże taki moment. Mam nadzieję, że Justin odnajdzie Rose i czekam na to. Jesteś niesamowita. Masz talent. Kocham :**
OdpowiedzUsuńha ! Jezu noo ! coś czuję, że nigdzie nie dojdzie, bo Justin ją dogoni. choler .. czemu on jest taki głupi i zostawił kluczyki ?! jezu. chyba bym nie odpalila auta hahah jezu podziwiam ją..
OdpowiedzUsuńciebie podziwiam. jesteś niesamowita. twój talent mnie dobija. jestes genialna. z każdym rozdziałem zakochuje sie w tym blogu coraz mocniej.
tu wszystko jest takie ciekawe, ze nie da sie nie czytac tego. kazdy rozdzial ma jakąś akcje. kazdy rozdzial zadziwia mnie.
kocham cie !!! zycze weny !!!
red-sky-jb.blogspot.com
true-big-love-jb.blogspot.com
Cholera, kochanie, nie wiem, jak zamierzałaś, ale pierwsza część rozdziału, a właściwie to prawie cały przepłakałam ze śmiechu. Nie, nie potrafiłam się powstrzymać, serio. No tak się głośno śmiałam, a mi się to rzad zdaża. I nie wiem, czy chciałaś wprowadzić nas w strach, czy miało wyjść śmiesznie, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. A nie wyrobiłam normalnie, jak ona mu po stopie przejchała. Nie wiem, dlaczego, ale nie mogłam opanować śmiechu. Albo jak on dosiadł konia, to mi się od razu skojarzyło, że rycerz na białym koniu jedzie uratować swoją księżniczkę hihihi. Jestem ciekawa, co będzie, jak on ją znajdzie. No i co będzie, jak zaczną się do siebie zbliżać. Normalnie już nie mogę się doczekać, aż coś między nimi zaiskrzy i Rose zaakceptuje Justina. No i ta różnica wieku też mnie uwiodła. To takie słodkie. On dorosły, a ona właściwie jest jeszcze dzieciaczkiem.
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdział i już, właśnie w tej chwili nie mogę się doczekać kolejnego. Jesteś cudowna !
my-heaven-jb.blogspot.com
black-tears-jb.blogspot.com
Co? Hahaha ona jest szalona :D to opowiadanie tak wciąga, jestes genialna <3 czekam nn :)))
OdpowiedzUsuńb. fajny i zdaje mi się że Justin ją dogoni, takie przeczucie albo dojdzie do tego miejsca i może bd miała jakieś kłopoty i on wtedy jej pomoże ;) tak czy inaczej miłego dalszego tworzenia rozdziału
OdpowiedzUsuńMega czekam na następny:*
OdpowiedzUsuńOMG fghfyhthdrgdf świetny! Mam nadzieję że jutro pojawi się kolejny:*<3
OdpowiedzUsuńO cholera to się wpakowała xD Rozdział boski :) Czekam nn <3
OdpowiedzUsuńheartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com
Genialny rozdział :) Już się nie mogę doczekać następnego xx
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział !!! Uwielbiam to ;>
OdpowiedzUsuńRozdział genialny. Co ona najlepszego zrobiła. Mam nadzieję, że Justin szybko ją znajdzie. Czekam na nn <3 xo
OdpowiedzUsuńGenialnie jak zawsze nic dodać nic ująć masz talent , jesteś bez dwóch zdań boska!! <3 <3 ♥♥ czekam na nn <3
OdpowiedzUsuńHeeey kochanie .!
OdpowiedzUsuńPrzepraszam że wcześniej nie komentowałam ale nie miałam czasu .. ;/
Rozdziałjak zwykle zajebisty ..
Nie mogę się doczekać co będzie dalej ..
Chcę następny ..
Niech się pojawi jak najszybciej ..
Genialny , idealny , boski , cudowny ..
Daj mi swój talent ..
Nie rozkminiam Justina ... xD
Staram się ale nie rozumiem jego zachowania ..
I te teksty typu Idiotko .. xD
Albo jej .. '' on jest durny czy durny ..
Ta akcja z autem ..
Hhahahah nie no .. Leżę i ryczę ze śmiechu ..
Kocham Cię .!
Twoje opowiadanie .. Bomba ..
po prostu ..
Kochaaaaaaam <3
czekam z niecierpliwością na następny :D
I zapraszam do mnie są nowe :
http://one-die-one-love-one-life.blogspot.com/2014/04/rozdzia-56.html
http://you-me-us-forever.blogspot.com/2014/04/rozdzia-21.html
http://as-long-as-you-are-with-me-baby.blogspot.com/2014/04/rozdzia-8.html
~ Weronika Bieber ..
Kochaaam to i cb też !!! <333
OdpowiedzUsuńcudowny rozdział *.*
czekam na nn :)
mam nadzieje,że Justin odnajdzie Rose
OdpowiedzUsuńgenialny rozdział,z niecierpliwością czekam na nowy!
http://decision-changing-everything.blogspot.com/ - zapraszam do mnie ♡
B
OdpowiedzUsuńO
S
K
I
*.*
Czekam na nn :DD
Wspanialy
OdpowiedzUsuń