Regular's POV.
- Była ubrana wtedy w czarne rurki, oraz czarne bluzę. Pamiętam, bo dobierałam jej strój. Bardzo się cieszyła, że wyjeżdża - Lisa Weit, przyjaciółka, zeznawała na komendzie, wpatrując się w martwy punkt. 1,5 tygodnia minęło, odkąd Rose Katherine Gonzales, zaginęła oficjalnie. Najpierw zaginięcie złożył chłopak o imieniu Jason, a kilka dni później, przybyli również jej rodzice.
- Jesteś pewna, że twoja przyjaciółka, opuściła kraj? - policjantka, przejętym tonem, zadawała po kolei pytania, aby dowiedzieć się, jak najwięcej.
- Ja.. Ja nie wiem. Widziałam ją na lotnisku, ostatni raz. - dziewczyna była roztrzęsiona, a czarnoskóry chłopak, obejmował ją swoim ramieniem. - Ty również, rozumiem? - swoje słowa skierowała do Jasona, który w tym samym czasie kiwnął głową.
Kobieta, o imieniu Madie Slow, bo taką miała plakietkę na mundurze, zapisała coś w swoim zeszycie, po chwili podnosząc ponownie na nich wzrok i przymrużając oczy. Jej rude loki, opadły na jej czoło, tworząc lekki nieład. Jak na swój zawód, wyglądała naprawdę młodo, można ją było nawet na pierwszy rzut oka uznać za praktykantkę, jednak ona miała już za sobą kilka lat doświadczeń.
- Czy miała wrogów?- padło kolejne pytanie, a Lisa niemal od razu na nie odpowiedziała, bez wahania.
- Nie. Rose, od zawsze była miłą i pomocną osobą. Zarażała uśmiechem. Nigdy nie potrafiła się długo gniewać. Ona po prostu była spokojna.
- Rozumiem.
Zanotowała ponownie w notatniku, ciężko wzdychając.
- Czy pokłóciła się z kimś przed wyjazdem?
- Nie. To znaczy.. Wspominała coś, o rodzicach, ale to raczej nie było nic ważnego. Zresztą, nawet nie wnikała w szczegóły.
Kobieta idąc dalej tym tropem, zadała nowe pytanie.
- Jakie były relacje Rose z jej rodzicami?
- Ale o co chodzi? Myśli pani, że zrobili to jej rodzice? - Jason zabrał głos, nieco oburzony. To nie było możliwe. Może i Rose skarżyła się na rodziców, ale oni na pewno nie mogli tego zrobić. Zresztą nawet oni zgłosili zaginięcie.
- Muszę brać wszystkie możliwe wyjścia, pod uwagę. - odpowiedziała monotonnym tonem. Była znużona. Zawsze ludzie się oburzają, a to jest po prostu jej praca i jeśli ktoś miał odnaleźć tą dziewczynę, musiała postępować dokładnie według przepisów.
- Uspokój się, Jason. - Lisa uciszyła go, ruchem ręki, odpowiadając na wcześniejsze pytanie.
- To znaczy, ich relacje nie były za ciekawe, ale to nie dlatego, że to była patologiczna rodzina, czy co sobie tam pani myśli, tylko po prostu zaniedbywali ją. Jej ojciec jest prawnikiem, a jej matką, jego sekretarką i nie mieli za wiele dla niej czasu. Dlatego dochodziło do częstych spięć. Myślę, że jej rodzina nie mogła tego zrobić.
- Mhm.. - policjantka ponownie zapisała jej zeznania i splotła swoje palce na stole.
- Cóż, myślę, że to wszystko. Jeśli tylko dowiemy się czegoś nowego, poinformujemy rodzinę.
Przyjaciele Rose, kiwnęli głowami porozumiewawczo i wyszli stamtąd, bez słowa pożegnania.
Rudowłosa kobieta, westchnęła ciężko, wpatrując się w swoje notatki.
- No to jestem w kropce. Ani jednego tropu. - bąknęła, przeczesując niesforne kosmyki. Przeczytała jeszcze raz na głos zeznania i zestawiła je z zeznaniami rodziców.
- Są zgodne. - mruknęła, drapiąc się po szyi.
Będę musiała pojechać na lotnisko.
- Kieran, zbieraj się. - pochyliła się ku młodemu policjantowi, który siedział nad jakimiś papierami. Zareagował kilka sekund później, podnosząc się gwałtownie i łapiąc za pistolet, za paskiem.
- Uspokój się. Musimy jechać.
Spojrzał na nią przekrwionymi oczami. Dobrze wiedziała, w jakim chłopak jest stanie. Pracuje tutaj właśnie już siedemdziesiątą drugą godzinę, bez jakiejkolwiek dłuższej przerwy. Kobieta zmarszczyła nos. Zdecydowanie zasługiwał na odpoczynek.
- Może jednak chcesz zostać? - spojrzała na niego nieco zmartwiona. Może i specjalnie za nim nie przepadała, ale nie potrafiła go męczyć w takim stanie. Poprawka. Ona nikogo nie lubiła.
- Nie, Madie, dobrze wiesz, że nie mogę. Muszę pracować. - odparł, ściskając w swojej ręce odznakę.
Teraz pewnie pomyślicie, że jest to pracoholik, czy coś w tym stylu. Otóż nie. Mężczyzna pracował ciężko, aby utrzymać jego chorą mamę. Wyobrażacie sobie płacić miesięcznie dziesięć tysięcy, za leki? Nie? Dla niego to była codzienność. Musiał dorabiać we wszystkie możliwe sposoby. Jego sen składał się z dwóch godzin. Co ciekawe, czasem po prostu nie potrafił zasnąć, mimo zmęczenia. Popadł w depresję, chodź sam o tym nie wiedział. Oprócz mamy, nie miał nikogo. No może, Madie. Czasem była dla niego miła.
Policjant chwycił czapkę, oraz założył ją na głowę. Następnie pochwycił kluczyki, chowając je do kieszonki swojego munduru.
- O, nie. Prowadzę ja. Ty nie możesz w takim stanie. - fuknęła, a jemu zrobiło się jakoś miło na żołądku. Martwiła się.
- Mówisz, jak bym był pijany. - odpyskował jej, a kąciki ust kobiety uniosły się ku górze, formując mały, kwaśny uśmieszek.
Pomimo wielu uprzedzeń, była bardzo piękną rudowłosą policjantką. Lekko pozawijane włosy, sięgające do łopatek i wcale nie tak dużo, bo zaledwie pięć pieg na nosie. Jej oczy były zielone, a usta pełne, w kolorze lekkiego różu. Bardzo podobała się Kieranowi, a ona wydawała się zdawać z tego sprawę, bo często to wykorzystywała, kusząc go swoim ciałem, aby na przykład, wziął za nią papierkową robotę.
Oboje ruszyli ramię, w ramię do samochodu, po drodze wymieniając jeszcze spojrzenia. Otworzył przed nią drzwi, a ona wygięła się, siadając za kierownicą. Zaraz po tym, usiadł na miejscu pasażera, obok.
- Więc, gdzie jedziemy?
- Przede wszystkim, musimy zgarnąć dla Ciebie, jakąś kawę. Jeśli masz mi się do czegoś przydać. No, a potem na lotnisko.
- Po pierwsze. Dlaczego ja mam przydać się Tobie, a nie Ty mnie? - uniósł wysoko brwi, urażony.
- Bo ja prowadzę dochodzenie. - odparła dumnie, krzyżując ręce na klatce piersiowej i zaraz po tym, wkładając kluczyk do stacyjki.
- Dobra. A czego dokładnie szukamy?
- Raczej kogo. Zaginiona Rose Katherine Gonzales.
Kiwnął głową zrozumiale, starając się zapamiętać te nazwisko.
***
Rose's POV.
- Idziemy. - do pomieszczenia wszedł Justin, patrząc na mnie z góry. Siedziałam na łóżku, wpatrując się w sufit. Obdarzyłam go zniesmaczonym spojrzeniem i grymasem na twarzy.
- 1. Nigdzie nie idę. 2. Spierdalaj.
- Kath, idziemy. - warknął głośniej, a ja zareagowałam natychmiast, spinając się.
- Skąd wiesz, że Kath.. - bąknęłam, nie dokańczając, bo przerwał mi w tym samym momencie.
- Już mówiłem. Znam Cię lepiej niż myślisz. - odparł znudzony, rozplątując palcami kosmyki postawionych włosów na głowie. Musiałam przyznać, że wyglądał naprawdę dobrze, mimo tego, że był pieprzonym dupkiem.Miał na sobie biały podkoszulek i luźne spodnie do kolan. Jego mięśnie budowały zarysy na odzieży. Może nawet umówiłabym się z nim, gdyby nie to, że jest pierdolonym porywaczem. Boże, Rose, czy Ty wiesz, o czym Ty myślisz?
W ostatniej chwili przyłapałam się, na obczajaniu Justina, nim on sam się zorientował. Dałam sobie duchowego plaskacza w twarz, wywracając oczami.
Nim się zorientowałam, chłopak uniósł mnie na swoich rękach, mocno ściskając moje ciało.
- Kurwa, puść mnie, popierdoleńcu. - krzyknęłam, próbując się wyrwać. Oczywiście, jak dobrze wiecie, 21 letni chłopak, jest znaczne silniejszy od spanikowanej piętnastolatki.
Zobaczyłam, że wyniósł mnie na zewnątrz i od razu gorąc uderzył mi do głowy.
- Gdzie mnie niesiesz? Na dwór? Nie boisz się, że ucieknę? - zaczęłam go denerwować, sama się bojąc, co kombinuje, on jednak uśmiechnął się delikatnie, spoglądając przed siebie.
- Nie sądzę, a nawet jeśli, to daleko nie uciekniesz.
- Co masz na myśli? - fuknęłam zdenerwowana, z jego obojętności i braku jakichkolwiek nerwów. Postawił mnie na nogach i wreszcie, mogłam obejrzeć się dookoła. Z tego co widziałam, znajdowaliśmy się w jakiejś szklarni z tyłu domu, gdzie wiły się jednej z najprawdziwszych czerwonych oraz białych róż. Ponadto, w rogach znajdowały się kaktusy, a ogólnie rzecz mówiąc, znajdowała się tu roślinność, jakich nazw nawet nie znałam. W tym obszarze, roznosiły się najostrzejsze, jak i bardzo ładne wonie roślin.
Chłopak rozglądał się razem ze mną wokół, a w jego oczach po raz pierwszy rozbłysły iskry szczęścia. Onieśmielona jego zachowaniem, przejechałam dłońmi po ramionach. Szatyn przeszedł kilka kroków w przód, łapiąc czerwoną różę między palce i lekko ciągnąc, aż wreszcie wyrwana, znalazła się w jego rękach. Podszedł bliżej mnie, ukazując ją przede mną, w całej okazałości. Spojrzałam najpierw na kwiat, a potem na chłopaka. Jego tęczówki wręcz błyszczały, przez co poczułam się nieswojo. Zaraz jednak te zażenowanie, ustąpiło poirytowaniu.
- Czy Ty jesteś kurwa jakiś posrany? Nie rozumiesz, co Ty robisz? - warknęłam, odpychając go od siebie. Widziałam, jak nagle jego twarz nabiera kamienności.
- O co Ci w ogóle chodzi , co? Porywasz mnie ni stąd, ni zowąd, z lotniska, wywozisz tutaj i po tygodniu, pokazujesz mi swój głupi ogródek, myśląc, że co? Że zakocham się w tym miejscu? Że wybaczę Ci i co?
Jaki to ma wszystko sens? Jesteś chory! Nie rozumiesz?! CHORY!
Ruszyłam ku wyjściu z pogardą spoglądając na róże. Nienawidzę Cię.
________________
Już w następnym dowiecie się, do jakich czynów emocje poniosą naszą kochaną Rose, tymczasem jak widzicie, wszczęto śledztwo, co za tym idzie, dziewczyna będzie poszukiwana :D
Jak myślicie, co będzie dalej?
Co zrobi Justin, lub Rose?
Jejku, jedenaście komentarzy pod ostatnim rozdziałem, nie wierzę :o Cieszę się, że aż tak podoba Wam się historia Rose i Justina! :D
Gdy pisałam prolog, nie przypuszczałam, że tak szybko zbierze się grupka czytelników! :) Jesteście kochani!
Nie muszę chyba mówić, że to dzięki Wam, rozdziały są częściej dodawane? :) Motywujecie mnie!
Kocham Was i do następnego rozdziału!
~ Drew.
Omg zaczynają jej szukać będzie się działo :). Mam wrażenie że Justin jest chory psychicznie.
OdpowiedzUsuńO, moze chociaz raz bede pierwsza ;D
OdpowiedzUsuńJejusiu, rozdzial fantastyczny, zreszta to zadna nowosc, bo kazdy taki jest. Ale Rose go nienawidzi. Normalnie gdyby mogla to by go chyba zabila. Nie moge sie doczekac nastepnego, bo nie mam pojecia co w nim bedzie, a pewnie bede teraz myslala o tym caly czas. Rose zrobi cos Justinowi? A moze cos sie miedzy nimi wydarzy? Cholera, nie mam pojecia, a tak strasznie ccialabym wiedziec. A Justin jest smieszny hahaha przetrzymuje ją, a kolejnego dnia idzie pokazac ogrodek hihihi ;D Kocham to opowiadanie, tak samo jak Ciebie ;**
black-tears-jb.blogspot.com
my-heaven-jb.blogspot.com
ahabudbskzyfdng wściekła Rose *.*
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem reakcji Jussa. Rozdział świetny :) Czekam nn <3
heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com
Świetny. Już się nie mogę doczekać kolejnego xx
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa czy ją odnajdą i jak zareaguje Justin? No i kiedy poznamy resztę tej historii
Kocham każde twoje opowiadanie :)
@Agnes5542
o jezu !
OdpowiedzUsuńJustin jest.. co najmniej dziwny haha.
on mnie przeraża. tyle o niej wie. ;o
ciekawe skąd.. ; O
Kim on jest ?! jezuu . intryguje mnie to pytanie.
Coś czuję, że Bieber nie bardzo się przejmie że ją szukają, bo przecież wywiózł ją na jakieś zadupie..
ohh. dał jej róże, a ona mu wygarnęła. normalnie kocham ten moment jak ona mówi mu co o nim myśli.
pewnie mu się przykro zrobiło ;<<
to jest takie.. ty jesteś taka... asdfghjhgferth.
Ja pierdole !!!
no!!
jesteś okropnie utalentowana, niesamowita i wgl najlepsza, wiesz?
KOCHA CIĘ <3 i czekam na nn <3
true-big-love-jb.blogspot.com
red-sky-jb.blogspot.com
Cudo <3
OdpowiedzUsuńBoże, czemu ty jesteś taka świetna. To opowiadanie jest cudowne ;** Czekam na nn <3333 Kocham :*
OdpowiedzUsuńAAAAAAWWWWWWWWWWWWWWW kocham to opowiadanie. Dopiero dzisiaj zaczęłam je czytać i jest naprawdę super i jestem ciekawa jak potoczą się dalej lisy Rose i Justina <3 <3 Do następnego :*
OdpowiedzUsuńKOCHAAAAM <33
OdpowiedzUsuńuzależniłam się po prostu najlepsze opowiadanie 4ever *____*
czekam na nn
^.^
świetny! masz wielki talent do pisania i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział <33
OdpowiedzUsuń/hope
uwielbiam twoje ff masz na nie nietypowe pomysły :)
OdpowiedzUsuńczytam już 4 (pierwsze, które zaczęłam czytać było o tym, że okazało się byli rodzeństwem, prawda? ono było twojego autorstwa, o ile mnie pamięć nie myli, a z nią bywa u mnie różnie) twoje ff i muszę przyznać, że piszesz coraz lepiej <3
O moj Boze! :o
UsuńTak, dobrze pamietasz! To opowiadanie nazywalo sie "The darkness of her soul", ale nie przypuszczalam, ze ktos wytrzymal ze mna i moimi opowiadaniami tak dlugo! :o
Jejku, tak sie ciesze! :3 Dziekuje, najchetniej przytulilabym Cie teraz! :*
Świetny!!! Ciekawe co zrobią i czy policja znajdzie Rose. Justin jest jakiś dziwny. Czekam nn i zycze weny ♥
OdpowiedzUsuń@TheKlaudiaK
Jestem ciekawa co będzie dalej ;) i o co właściwie chodzi Justinowi? oO czekam nn <3
OdpowiedzUsuń