czwartek, 3 kwietnia 2014

`Chapter Six.`

Rose's POV.
Znam Cię lepiej, niż myślisz. 
Znam Cię lepiej, niż myślisz. Znam Cię lepiej, niż myślisz. Znam Cię lepiej, niż myślisz.
Po kilku godzinach ciągłego wylewania łez, zaczęłam wreszcie starać się zebrać wszystkie informacje w kupę. Z początku nie szło mi to za dobrze, jednakże, w końcu musiałam przestać się użalać i zacząć cokolwiek zrobić, aby ktokolwiek mnie znalazł.
Okej. Gdy byłam na zewnątrz, w oddali był budynek. Wokoło piasek. Prażące słońce. Och, myśl, myśl Rose. Nie bądź idiotką, dobrze wiemy, że nie byłaś słaba z geografii.
Byłaś
Och, stul pysk.
Zagryzłam wargę, dochodząc jedynie do tego, że z pewnością znajdujemy się na pustyni.
Brawo dla Ciebie, Rose. Odkryłaś Amerykę. Położyłam rękę na głowę, głośno wypuszczając powietrze.
- To jest chore. Nie wiem gdzie jestem, z kim jestem i po co ja tu do cholery jestem. - warknęłam wściekła, wstając, oraz wychodząc poza "moje" pomieszczenie. Tak. Justin zamknął mnie w mieszkaniu, co oznaczało, że nie byłam tylko w jednym pomieszczeniu.
Szukaj wskazówek.
Znowu Ty? Pierdol się. Zawsze dajesz głupie rady.
Rose, poszukaj wskazówek. 
O co Ci chodzi?! Tutaj nie ma żadnych wskazówek. Są tylko pieprzone okna, zaraz pod nimi pieprzone parapety, obok pieprzone półki.
Nad cholernymi półkami, są cholerne obrazy, jakiś pieprzonych roślin, a na pierdolonych półkach, są idiotyczne książki. I oczywiście wszędzie tańczy cholerny, pierdolony kurz.
Przestań przeklinać i pomyśl. To nie boli.
To jest bezsensu. Nie rozumiesz, że nic tu nie znajdziemy?!
Współpracuj ze mną, to znajdziemy. Myśl.
Chwyciłem palcami końcówki moich włosów, delikatnie za nie ciągnąc. Warknęłam cicho, gdy ani trochę nie przybliżyło mnie do rozwiązania całej tej "zagadki".
Wstałam, jeszcze raz rozglądając się w poszukiwaniu, jakichkolwiek wskazówek. Spojrzałam na obrazy. Nie, to nic mi nie mówi.
Zdeterminowanym wzrokiem, zmierzyłam półkę z książkami. Książkami. TAK! TO JEST TO!
Brawo, dziewczyno.
Jak oparzona ruszyłam z miejsca, w stronę mojego celu. Zarzuciłam włosami, które w tym momencie właśnie mi przeszkadzały i chciwie dostałam się do tego, czego właśnie szukałam. Dmuchnęłam na regał, powodując tym, że brud i inne drobnoustroje dostały się do moich nozdrzy. Mimowolnie kichnęłam cicho, usuwając je stamtąd w natychmiastowym tempie. Z obrzydzeniem i niechęcią, chwyciłam pierwszą lepszą, czytając tytuł.
"Tajniki ogrodnictwa". Nie, to zdecydowanie nie to.
Jedyne, co może mi to mówić, to, to, że Justin jest pierdolonym psychicznie chorym ogrodnikiem. To, to ja wiem.
Wzięłam w dłonie następną, opuszkami palców i oczami śledząc napis.
"Roślinność Australijska". 
- Australia.. - szepnęłam cicho, sama do siebie, nie wierząc w to, co widzę. Czy to możliwe? Czy mogłam znajdować się w Australii? Jak długo działały te narkotyki, że przez tyle godzin nie potrafiłam się wybudzić?
Bez zastanowienia, chwyciłam kolejną zdobycz, która nieudolnie wyślizgnęła mi się z rąk, wysypując swoją zawartość w postaci zdjęć na ziemię. Zanim jednak postanowiłam się po to schylić, przymknęłam powieki, w nadziei, że Justin tego nie usłyszał. Kilka sekund oczekiwałam na to, aż chłopak pojawi się w drzwiach, jednak nie zrobił tego, co upewniło mnie w przekonaniu, że jest głuchy.
Pochyliłam się nad albumem, klękając. Mój wzrok powędrował na fotografie.
W jednej chwili, pozbierałam je wszystkie, po kolei przeglądając. Zagryzłam wargę, rozszerzając gałki oczne do granic niemożliwości.
- To niemożliwe.. - szepnęłam, zakrywając usta dłonią. Mój mózg zaczął odmawiać mi posłuszeństwa i łzy w szybkim tempie dopłynęły do moich oczu. Na pierwszych kilku fotografiach widniała dziewczynka w wieku około 6 lat, na huśtawce. Na następnych owa istotka, przekształcała się w nastolatkę, a ostatnie zdjęcie było zrobione bardzo niedawno, ponieważ ukazywało mnie i Lisę w parku, na lodach. Jeszcze przed moim wyjazdem na obóz.
Przełknęłam głośno ślinę, mimowolnie kręcąc głową na boki i cicho łkając.
- To Ty.. - bąknęłam.. - To Ty...
Ręce zaczęły się zachowywać, jak po wypiciu trzech mocnych czarnych kaw, a nogi po prostu odmówiły mi
posłuszeństwa. Całe ciało, jakby nagle przestało ze mną współpracować i jedynie łzy spływały po moich policzkach, dzięki mojemu pozwoleniu.
- Więc już wiesz.. - odezwał się drugi głos. Nie musiałam patrzeć, żeby wiedzieć, kim on był. Chłopak stał w progu, oparty o drzwi, z szlugiem w ustach, przez co jego słowa były niewyraźne.
Nie potrafiłam odezwać się, chodź dobrze wiedziałam, co chciałam powiedzieć. Gardło, jakby zacisnęło pętlę gdzieś przy strunach głosowych, uniemożliwiając mi wydanie jakiegokolwiek dźwięku. Nie podniosłam wzroku, zamiast tego, zakryłam twarz włosami, modląc się o to, że stąd odejdzie.
Jak na złość, jego kroki stały się coraz głośniejsze, aż wreszcie mogłam je usłyszeć tuż przy swoim uchu. Jego kolana strzeliły, gdy kucnął przede mną i gwałtownym ruchem, uniósł mój podbródek ku górze.
Kuląc się i zamykając oczy, przygotowałam się na jakiekolwiek uderzenie ze strony chłopaka, jednak nic takiego nie nastąpiło.
Zamiast tego szatyn, starł kciukiem resztki łez z moich policzków, w tym samym czasie się odzywając.
- Nie płacz, kochanie.
Wypuścił resztki dymu nikotynowego w jego płucach, prosto na moja twarz, zaraz po chwili chowając papierosa ponownie między swoje wargi.
Te słowa, jakby nagle rozpętały wybuch w moim gardle. Rozwarłam powieki, odsuwając się od niego gwałtownie.
- Nie mów tak do mnie. - wysyczałam, strącając jego dłoń, na ziemię. Przez chwilę w tęczówkach Justina, mogłam dojrzeć fale niezrozumiałych uczuć, walczących o wyjście na wierz. Od złości, poprzez smutek, kończąc na bezsilności. Nie zwróciłam jednak na to uwagi, bo on ponownie się odezwał.
- Zrobiłem to dla Twojego dobra. - westchnął, wstając i kierując się w stronę okna, gdzie znajdowała się popielniczka. Ponownie zaciągnął się szlugiem, opierając łokieć na parapecie.
- Dla mojego dobra? Dla mojego dobra, wywozisz mnie gdzieś na drugi koniec świata i pozostawiasz w czterech pustych ścianach?! - podniosłam głos, wstając, oraz czując, jak moje gardło wraca do normy, a ciało ponownie mi służy.
- Nie zrozumiesz tego, kochanie. Przynajmniej nie teraz.. - dodał, wyrzucając dopalonego papierosa do popielniczki.
- Masz rację. Nie zrozumiem. Ale wiem jedno. Jesteś chory. Masz coś z głową, nie rozumiesz?! - warknęłam z niechęcią do jego osoby, podczas gdy sam on wpatrywał się w martwy punkt poza oknem. Wydawało się, że teraz mnie nie słuchał.
Adrenalina, przepłynęła przez moje żyły i coś kazało mi podejść do niego, oraz uderzyć go. Uniosłam dłoń, w tym właśnie celu, gdy nagle odwrócił się szybko, powstrzymując moją rękę, swoją i uderzając mną o ścianę.
Swoim ciałem, przycisnął mnie do niej, nie pozostawiając ani trochę miejsca między nami. Mój oddech przyśpieszył, gdy spojrzałam w jego ciemne, jak noc tęczówki. Żyły w jego oczach, były nad wyraz czerwone, przez co, przez chwilę pomyślałam, że jest naćpany. Moja klatka piersiowa, poruszając się w szybkim tempie, mimowolnie ocierała się o jego brzuch, powodując mój niesmak.
- Posłuchaj. Możesz myśleć co chcesz, mówić co chcesz, wyzywać mnie, szydzić, nienawidzić ale zapamiętaj jedno. Nigdy nie podnoś na mnie dłoni. Nigdy. Zrozumiałaś? - wysyczał, prosto w moje usta, a ja mrugnęłam wolno, dając mu tym do zrozumienia, że tak. Jego ciało wcale nie zwalniała ucisku, a ja wręcz czułam, że podtrzymuje mnie praktycznie tylko on. Oblizał wargi, wściekle zaciskając ręce na moich nadgarstkach, a ja jęknęłam cicho, czując, jak bardzo bije mi teraz serce. Oddychałam ciężko, co musiało go wytrącić z równowagi, bo nagle, odsunął się, wyprostowując swoje ubranie na sobie. Jego oczy wróciły do normalnego stanu, powiedziałabym, wręcz kamiennego i nie wymawiając więcej słów, spojrzał na moje dłonie.
Przełknęłam głośno ślinę, gdy puścił moje ręce oddalając się, aż w końcu znikając za drzwiami.
Dopiero wtedy poczułam, jak strach osłabił moje ciało i instynktownie zwinęłam się w kłębek na podłodze, wylewając kolejne łzy. Zacisnęłam ręce w pięści, chowając głowę między kolanami.
Chcę się tylko dostać  do domu.. Czy to tak wiele?
Chcę wrócić do mojego życia.
***
Znam Cię, lepiej, niż myślisz.
________________
Ta daaaaam! :) I oto mamy kolejny rozdział, ale powiem szczerze, że nie mogę się doczekać ósmego, gdzie cóż.. Zacznie się coś dziać :D
Co sądzicie? Australia ; o Wow. Spodziewaliście się czegoś takiego? :D
Dziękuję za piękne 9 komentarzy pod ostatnim rozdziałem! Kurczę, jesteście niesamowici i już nie mówię, o tym, jak pewna cudowna autorka blogów : my-heaven-jb.blogspot.com oraz : black-tears-jb.blogspot.com rozsławiła moje opowiadanie pod swoim ostatnim rozdziałem. Kochanie, dziękuję Ci, za takie piękne wyróżnienie!
Kocham Was, do następnego!
~ Drew.
Ps. Błędy tym razem nie sprawdzane.
Chcecie być informowani?  - > Zakładka Informed.
Chcecie polecić swojego bloga? - > Zakładka Other Stories.
Jakieś pytania? -> Ask:  LoveMeKissMeeee

11 komentarzy:

  1. Oj coś zaczyna się dziać tylko po co on ja porwał?? <3 czekam z niecierpliwością na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu, to jest takie cudowne, że ja normalnie nie mam już słów. Jak tylko zobaczyłam, że dodałaś nowy na asku, myślała, że zwariuję. Serio, rzuciłam wszystko w cholerę i pognałam czytać rozdział, który, swoją drogą, jest wspaniały, przecudny i w ogóle genialny. Jejku, on trzyma jej zdjęcia, odkæd była małym dzieckiem. Serio, on ma na jej punkcie obsesje. Tylko dlaczego powiedział, że ona na razie tego nie zrozumie... Chyb atroszeczkę domyślam się, jak to się może potoczyć, ale, znając życie, całkowicie się mylę. A zdanie, że Justin jest pierdolonym, psychicznym ogrodnikiem normalnie doprowadziło mnie do łez. Serio, śmiałam się, jak głupia i nie mogłam przestać. Oh, Justin pokazał w tym rozdziale również woją ciemną stronę. Całe szczęście, że skończyło się jedynie na tym, że zaciskał dłonie na jej nadgastkach. Chociaż, wydaje mi się, że nie byłby w stanie zrobić jej większej krzywdy. Chyba nieee...
    Kocham Cię, skarbie i dziękuję za te wspaniałe słowa, które napisałaś pod rozdziałem. Jesteś niesamowicie utalentowana i kochana ;*
    black-tears-jb.blogspot.com
    my-heaven-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny rozdział <3 Cudowne opowiadanie<3 Jestem cholernie ciekawa dlaczego ona została przez niego porwana i czemu miał jej zdjęcia kiedy była mała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejciu jeż jestem uzależniona <33 kocham to *____*
    czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku, cudowny :))
    Jestem ciekawa co będzie dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja pierdole. To jest. Omfg.. coraz bardziej nie rozumiem Justina. Kim on do cholery jest, czego od niej chce i dlaczego ma j3j zdjęcia ? Jejku. To robi mi cos dziwnego w brzuchu. Serio. Zawsze jak to czytam skręca mmke we wszystkie strony! ! A gdybyś widziała jak sie ciesze z nowego rozdziału to chyba byś padła na miejscu hahah.
    Masz niesamowity talent. Potrafisz tak zaciekawic czytelnika ze nie potrafi oderwac od tego oczu. Z kazdym rozdziałem robi sie coraz ciekawiej. Skoro klejas ze w 8 sie bedzie dziać to juz nie moge sie doczekać go i bede sie teraz pół nocy zastanawiać co tam moze byc. Cholera !
    Podobało mi się to , ze Rose wygarnęła mu. Jejku boje sie ze mógłby jej oddać jakby go uderzyła ;o
    Jejku juz chce wiedziec co on od niej chce !
    to. To uzależnia. Wlasnie czuje sie jak narkomanii po działce xd. Jak we własnym niebie *,*
    kocham cię skarbie !
    red-sky-jb.blogspot.com
    true-big-love-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny i intrygujący. Super super super nie mogę się już doczekać nn. Pisz szybko :**

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zwykle świetny *-* Czekam nn <3
    heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Jezu już myślałam, że ją uderzy. Świetny rozdział i w ogóle się nie spodziewałam, że wywiózł ją tak daleko. Czekam na kolejny xx
    @Agnes5542
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń