Rose's POV.
Nie potrafiłam stwierdzić, ile czasu spędziłam już w tym okropnym pomieszczeniu, przemokniętym okropnym zapachem środków czystości. Jeszcze niedawno robiłam kreski na ścianie, swoim pierścionkiem, ale raz obudziłam się i mojego pierścionka nie było. Po prostu zniknął. Domyślałam się, że to ten skurwysyn ukradł mi moją własność. W każdym bądź razie zatrzymałam się na czterech dniach .Czterech pieprzonych dniach. Nawet nie wiem, ile minęło od tego czasu.
Dlaczego nie mógł mnie po prostu zabić? Dlaczego? Trzyma mnie tutaj, karmi i przynosi inne czasem potrzebne rzeczy (Nie, źle myślisz. Cholera, jestem dziewczyną, podpaski też mi są potrzebne, szczególnie teraz! ) no i opróżnia kosz. Dobrze chociaż, że do pokoju przyłączona jest mała łazienka.
Po co mu to wszystko?! Po co mu jestem ja?
Jeśli tak miałoby wyglądać moje życie, to chcę umrzeć. Chcę, ale nie potrafię.. Nawet, jeśli chciałabym się zagłodzić, nie potrafiłabym z potrawami w jednym pokoju. Po prostu bym nie wytrzymała.
Moje myśli powędrowały w stronę mojej rodziny.
*FlashBack*
- I tak na pusty żołądek?
- Zjem coś w samolocie.
- Jak tam chcesz, Katherine.
Cała matka. Zawsze, gdy była zła, wymawiała moje drugie imię z lekkim sykiem w głosie.
- Tata zawiezie mnie na lotnisko, prawda?
- Taty nie ma. Wyjechał wczoraj.
- Jak to? Mamo! Obiecał mi - warknęłam, spoglądając na zegarek wiszący w naszym wielkim salonie. - Spóźnię się.
- To wezwij taksówkę. Przecież nic się nie dzieje.
- Świetne pożegnanie, ojciec mnie olał, a matce wszystko jedno.
- Rose Katherine Gonzales, obniż ton, bo nie pozwolę Ci nigdzie wyjeżdżać.
- Dasz mi chociaż pieniądze na tę taksówkę? - burknęłam, schylając się po swoje czerwone trampki, oraz przekładając swoje włosy na bok. Zaraz po tym, wdziałam na siebie kurtkę przeciwdeszczową i cicho podziękowałam, gdy kobieta podała mi dokładną kwotę.
- To do zobaczenia. - czterdziestolatka mruknęła, krzyżując swoje ręce na klatce piersiowej.
- Typowe. Żadnych uczuć.
* The end *
Mimowolnie, po moim policzku spłynęło kilka łez.
A co jeśli oni mnie nie szukają? Co jeśli nie znajdą? Tak miało wyglądać moje ostateczne pożegnanie z mamą? A przyjaciele? To wszystko nie wróci?
Ta świadomość uderzyła mnie, jak ściana gdy czasem się zagapię.
Cicho pociągnęłam nosem, przysuwając kolana pod swoją głowę i swobodnie brodę na nich opierając. Teraz nie hamowałam słonej cieczy. Spływała ciurkiem po policzkach, mocząc mi koszulkę, oraz usta.
To niemożliwe. Oni muszą mnie znaleźć. On nie jest przestępcą idealnym. Nikt nie jest.
Znajdą Cię.
Przestań się okłamywać.
Zamknij się suko, do Ciebie nikt nie mówił.
Nie oszukuj się.
Zamknij się, po prostu się zamknij.
Prawda w oczy kole.
Kurwa, stul pysk!
Tocząc tak wewnętrzną wojnę, z opóźnieniem usłyszałam ciche skrzypienie, a w progu pojawiła się sylwetka, której tak bardzo nienawidziłam.
Schowałam głowę między kolana, jak najbardziej zaciskając powieki. Próbowałam powstrzymać w ten sposób łzy, które wciąż niestety się kumulowały.
Jeśli miałabym komukolwiek ukazać swoją słabość, ostatnią osobą na świecie, byłby właśnie Justin.
Wolnym, oraz głośnym krokiem podszedł do małego stolika, znajdującego się tuż obok mnie. Wspominałam już, że siedziałam w rogu pokoju, skulona? Nie? To już wiecie.
Pociągnęłam cicho nosem, mając nadzieję, że tego nie usłyszał. Chłopak, odwrócił się, zamierzając stąd wyjść, gdy nagle przystanął i uklęknął przede mną. Oczy miałam wbity w ziemię, dlatego nie wiedziałam co właśnie robi, ale czułam jego nachalny wzrok na sobie. Cicho przeklął pod nosem, widząc mokre ślady, na moich policzkach. Podniósł dłoń, delikatnie dotykając moją skórę i ścierając resztki pozostałej cieczy. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz, lecz w żadnym calu nie był on pozytywny. Bałam się go, jak również tego, co ze mną wyprawia.
- Nie dotykaj mnie! - warknęłam, uderzając jego dłoń i tym samym powodując, że chłopak się zachwiał. Widocznie tego się nie spodziewał. Odważyłam się i uniosłam twarz wyzywająco, w jego stronę. Starałam się uchwycić w moich oczach, jak największą pogardę, złość, nienawiść i obrzydzenie, do tego człowieka. Bałam się jedynie, że z całej tej mieszaniny, mógł wyjść na wierzch jedynie ból, dlatego ścisnęłam usta w cienką linię, powodując, że mój wyraz twarzy stał się bardziej surowy.
- Nienawidzę Cię. Z całego mojego pierdolonego serca. - wysyczałam, akcentując każde słowo, co do litery. Jego wzrok był zamglony, dlatego nie potrafiłam go odczytać.
- Dlaczego płakałaś? - zapytał cicho, strzelając kościami u palców.
On jest kurwa chory, czy chory? Słowami, całą swoją postawą i zachowaniem, mówię, jak bardzo go nienawidzę, a ten ma jeszcze czelność pytać o takie rzeczy. Ma coś z głową? To by się zgadzało, w końcu mnie tu więzi, więc..
- Pierdol się. - odparłam, spluwając na ziemię obok, tym samym dając mu do zrozumienia, że rozmowa została zakończona. Brązowowłosy westchnął cicho, wstając.
- Chciałabyś wyjść? Na zewnątrz? - zadał kolejne pytanie, jeszcze ciszej, a zaraz po tym mocno zacisnął powieki.
Moje serce zatrzymało się na te słowa? Czy to oznacza, że on chce mnie wypuścić?
Uniosłam pomału oczy, ku górze, aby na niego spojrzeć. W moich, kryła się czysta nadzieja, a w jego.. obojętność.
- Nie jesteś wolna. Po prostu wyjdziesz z pokoju. - bąknął oschle, spoglądając na końcówki swoich adidasów.
- Pieprz się.
- Jak chcesz. Zostawiam Ci otwarte drzwi.
***
Nie będę jeść. Kurwa, przysięgam, że nie będę tego jeść. Może wtedy mnie wypuści.
Albo umrzesz z głodu.
Czy ja Ci już nie mówiłam, że masz stulić pysk?
Nie.
Więc stul pysk!
Na chwiejnych nogach, wstałam, palcami przeczesując włosy. Mimo tego, że mnie tu więził, czułam się czysto i pachnąco. Miałam w szafie ciuchy moich rozmiarów, oraz łazienkę, która gwarantowała mi higienę.
Spojrzałam przelotnie, na otwarte drzwi, stojące na przeciw mnie. Odgoniłam od siebie myśli, które wręcz błagały mnie, abym stąd wybiegła. Nie miałam zamiaru, to była pułapka. Z pewnością.
Usiadłam na łóżku, nie spuszczając wzroku z drzwi. Odkąd stąd zniknął, nie widziałam go w tym przejściu ani razu.
Może go nie ma?
Zamknij się.
Mimo wszystko, ta myśl krążyła w mojej głowie. Może moja podświadomość ma rację? Może on rzeczywiście jest chory i po prostu gdzieś wyszedł, zostawiając mnie samą?
Nie. To nie możliwe. Nie jest głupi.
A może?
Nie. Na pewno nie.
Chociaż..
Kurwa, dobra, raz się żyje, nie? Sprawdźmy to.
Z cichym westchnięciem podniosłam się do pozycji stojącej i ostrożnymi i cichymi krokami, zbliżyłam się do drzwi. Przestałam na chwilę oddychać, gdy wychyliłam głowę poza próg. Znajdowałam się w długim, drewnianym korytarzu, z różnymi obrazami na ścianie, którym się jakoś specjalnie nie przyglądałam. Postawiłam stopę, poza pokojem, w którym się dotychczas znajdowałam. Pierwszy krok, drugi krok. Trzeci.. SHIT! Dlaczego ta podłoga musi tak skrzypieć?! Zmarszczyłam brwi w grymasie i przygryzłam ostrożnie wargę, zatrzymując się i nasłuchując.
Wciąż panowała głucha cisza. Przede mną znajdowały się na w pół przymknięte drzwi. Zaciskając powieki, przeszłam obok nich, jednak nic się nie stało, więc po prostu nikogo tam nie było. Moje stopy dalej stąpały po pachnącym wciąż drewnie, gdy ponownie natknęłam się na drzwi. I tym razem powtórzyła się ta sama sytuacja, a bicie mojego serca przyśpieszyło, gdy zobaczyłam, że jeszcze jedne drzwi i na samym końcu, znajdowały się te prawdopodobnie wyjściowe. To z nich wystawało pod spodem światło dzienne. Mój oddech przyśpieszył, gdy minęłam ostatnie niebezpieczeństwo i znalazłam się przy upragnionym miejscu - wyjściu. Biorąc cicho, głęboki oddech, nacisnęłam na klamkę, otwierając szeroko drzwi. Światło słoneczne oślepiły moje oczy tak, że przez chwilę nie potrafiłam nic dojrzeć. Dopiero po kilku sekundach, mogłam dobrze zobaczyć taras, kilka foteli, oraz jeden bujany no i stół. W moim gardle zaschło, gdy zaraz obok drzwi, rozpoznałam tak dobrze mi znaną postać.
- Wybierałaś się gdzieś?
Moje gałki oczne rozszerzyły się nienaturalnie, a ja otworzyłam usta, aby zaraz poczuć, jak moje serce pęka na miliony małych kawałeczków.
- Wypuść mnie! - odepchnęłam chłopaka, na bok, tym samym mając przed sobą wolną drogę. Z kopyta, ruszyłam biegiem przed siebie, po drodze zastanawiając się co dalej. Zacisnęłam pięści, gdy rozejrzałam się w biegu. Wszędzie piasek, oraz niesamowity gorąc. W oddali widziałam coś na rodzaj budynku. Przełknęłam głośno ślinę, mając nadzieje, że to dobry pomysł. Puściłam się jeszcze szybszym pędem, w stronę mojego celu, gdy nagle plany pokrzyżowały mi czyjeś ręce, owinięte wokół mojej talii.
Nim się obejrzałam, chłopak podniósł mnie wysoko, uniemożliwiając mi dalsze poruszanie się.
- Puść mnie! Do cholery, puść! - zaczęłam wierzgać, próbując jakkolwiek utrudnić mu jego pracę, jednak on nic sobie z tego nie robił.
- Pomocy! - krzyknęłam, czując, jak w moich oczach ponownie znajdują się łzy. Rozejrzałam się teraz dokładnie, szukając jakichkolwiek oznak czyjegoś istnienia. Nieprzyjemne uczucie w klatce piersiowej, pojawiło się, gdy zrozumiałam, że jest ze mną tylko piasek, mocne, parzące słońce i chory umysłowo człowiek.
- Pomocy! - bardziej szepnęłam, niż krzyknęłam, gdy wniósł mnie na taras, a następnie, wepchnął do mieszkania.
- Znam Cię lepiej, niż myślisz. - mruknął cicho, zatrzaskując drzwi i zamykając je, na klucz od zewnątrz.
___________________
No i co myślicie o tym rozdziale? :D Powiem szczerze, mi się podoba :D
Czekam na Wasze opinie!
I dziękuję za ostatnie 6 komentarzy pod rozdziałem! Takie motywujące, że ten rozdział dodałam wcześniej <3
Jeśli chcecie być informowani, zapraszam do zakładki " Informed".
Jakieś pytania? Ask: LoveMeKissMeeee
~ Drew.
Świetny rozdział!! Ciekawe co dalej :-)
OdpowiedzUsuńNarazie jest BARDZO CIEKAWIE!!
Czekam nn i zycze weny ♥
@TheKlaudiaK
Bardzo mnie intrygujesz z każdym rozdziałem. Nie mogę się doczekać następnego oczywiście ;) Boski rozdział ;))
OdpowiedzUsuń(Ja pierdziele, napisałam cały komentarz i mi się usunął ://)
OdpowiedzUsuńJejku, to jest takie wciągające, że jak tylko dochodzę do końca rozdziału, to już chcę czytać następny. Bardzo zaciekawiłaś mnie tym opowiadaniem i samym pomysłem. Ale Justin, pomimo że nic nie robi, jest przerażający. Ja bym chyba oszalała. W końcu, porywa mnie obcy facet, to pierwszą i chyba naturalną myślą jest, że chce mnie wykorzystać, lub sprzedać, a Justin nic nie robi. Po prostu trzyma ją w tym pokoju. Zapewnia jej godne warunki do życia, karmi, ma swoją łazienkę, nie śpi na podłodze, tylko normalnie w łóżku i właśnie przez to jest jeszcze bardziej...straszny. Jestem ciekawa, czy powiem jej, dlaczegą ją porwał i przetrzymuje. I mam również nadzieję, że ona z czasem zacznie się do niego przekonywać, zobyczy, że nie robi jej krzywdy i nie znęca się nad nią w żaden sposób. Jestem ciekawa, czym nas tutaj zaskoczysz. Jest jeszcze pewnie wiele zagadek, które będziesz nam odkrywać z każdym rozdziałem. Kocham Cię i życzę bardzo dużo weny, chociaż nie jest Ci to potrzebne, ponieważ każdy Twój rozdział wychodzi idelanie ;*
my-heaven-jb.blogspot.com
black-tears-jb.blogspot.com
Jezu Maryjko ;ooo
OdpowiedzUsuńcholerka ! tooo. no nie moge.
ja pierdole. to jest idealneee !
Justin jest chory !! on. .. ja sie go boje ..
nienormalny xd. wgl to ciekawa jestem co ty tam jeszcze dla nas przygotowalas ;o az sie boje haha.
jejku gdzie on ja zabral ?
biedna. szkoda mi jej. ;<
chcialabym sie juz dowiedziec o co mu chodzi. po co mu ona ...
jejku tyle pytan mam..
mam nadzieje ze juz niedluho wszystko wyjasnisz ;)
jejku no zajebiscie ogromny masz talent. az ci go zazdroszcze xd
kocham cie !
true-big-love-jb.blogspot.com
red-sky-jb.blogspot.com
Wkurza mnie ten Justin niech wypuści Rose albo ogarnie swój tyłek i powie o co chodzi.
OdpowiedzUsuńCudo <3
OdpowiedzUsuńŚwietne to opowiadanie ! Narazie bardzo tajemnicze . Podoba mi sie !<3
OdpowiedzUsuń♥
OdpowiedzUsuńJejku jesteś kochana niesamowita :)
OdpowiedzUsuńRozdział boski *-* Czekam nn <3
heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com
Kocham cb i tego bloga <33
OdpowiedzUsuńjesteś fantastyczna *__*
świetny rozdział <3
Super, genialny dopiero zaczynam czytać ; )
OdpowiedzUsuń