niedziela, 20 kwietnia 2014

`Chapter Fourteen.`

Rose's POV.
Cholera, nie, nie, nie. To nie tak miało wyglądać, no. To miała być tylko zabawa, a tu mały Justin, wbija się w mój tyłek i domaga się chyba zaspokojenia. Wykrzywiłam usta w grymasie, starając się, aby on sam tego nie zauważył.
Zapytasz pewnie, czy mnie to w ogóle nie podnieca. Boże, jeśli myślisz że nie, to jesteś najgorszym idiotą świata. Ale przepraszam bardzo, nie mam zamiaru, robić to TUTAJ, TERAZ z własnym PORYWACZEM.
Gdy jego biodra przysunęły się bliżej mnie, więc nie wytrzymałam i odwróciłam się twarzą w jego stronę. Był to jednak jeszcze gorszy ruch, bo tym razem jego męskość, zaczęła wbijać się w moją kobiecość, powodując ogromne zawroty głowy i mimowolne przygryzienie wargi. Podniosłam wzrok, obserwując jego brązowe oczy w których widniało pożądanie. Opuściłam wzrok, na jego usta.
Cholera, są idealne.
Oblizał swoje wargi, powodując tym dreszcz, przechodzący od stóp do głów. Boże, co ja teraz zrobię?
Mój oddech przyśpieszył, gdy jego ręka dotknęła mojego policzka.
- Jesteś taka piękna. - szepnął, a ja zrobiłam się dosłownie, cała czerwona. Nie, no przecież nie powiem mu, że jest przystojny. Ale dobrze, wiesz, że jest. No i co z tego, Boże lepiej pomóż mi, co mam zrobić.
Jego ręce, powędrowały ku mojemu zdziwieniu, nie na tyłek, a na talię, gdzie splótł je w dole moich pleców.
Przyznaj, że Ci się podoba. Nie podoba mi się, zamknij pysk. Och, podoba Ci się, aaaw. 
W końcu zebrałam w sobie całą swoją siłę i kładąc ręce na klatce piersiowej chłopaka, odepchnęłam go mocnym ruchem, wprawiając go tym w zaskoczenie.
- Gdzie te moje jedzenie? Jestem okropnie głodna. - mruknęłam, uśmiechając się szeroko, a Justin zdezorientowany, podniósł talerz z kanapką ze stołu obok.
- Proszę. - odparł, posyłając mi delikatny i nieco zdenerwowany uśmiech. Rozumiem, że nie tylko mi jest głupio.
Usiadłam na krześle, spoglądając na wybrzuszenie w spodniach chłopaka. Zachichotałam, przegryzając kanapkę i popijając to sokiem. Justin zmierzył mnie zimnym wzrokiem, co jeszcze bardziej mnie rozbawiło.
- I co tu takiego śmiesznego? - warknął, chodź na jego twarz pomału wpełzał uśmieszek. - Powinnaś się tym zająć, a nie. - dodał, udając urażonego.
- Po moim trupie. - mruknęłam z pełną buzią, a on zmrużył oczy, ruszając do łazienki.
Uff. Było naprawdę blisko.
***
- Justin, jak to się robi, ja tego naprawdę nie umiem. - jęknęłam , po raz kolejny wyrywając połowę chwasta, zamiast całego. Poirytowany chłopak, podszedł do mnie i chwycił moją dłoń, nakierowując go na roślinę. Następnie przeniósł moje palce, na sam dół rośliny i pociągnął, wyrywając ją z korzeniami.
- To naprawdę takie trudne? - warknął, chodź oboje powstrzymywaliśmy śmiech. Zaciągnął mnie tutaj do szklarni, niemalże siłą, chodź ostrzegałam go, że nie jestem dobrą ogrodniczką.
- Ale to jest głupie. - westchnęłam, wywracając oczami, a Justin uśmiechnął się pod nosem. - I dlaczego tu jest tyle róż, co? Mógłbyś tu mieć zróżnicowane rośliny świata, ale po co, wolisz hodować jeden rodzaj róż, spotykany w każdym parku.
- Kobieto, przestań marudzić. - fuknął, rozbawionym tonem, wyrzucając z poirytowaniem ręce w górę, a ja przyglądałam się temu z chytrym uśmieszkiem.  - Te róże są piękne. Tak, jak Ty. Dlatego tutaj się znajdują. - bąknął, siadając obok mnie na ziemi. W myślach wykonałam sobie mocne uderzenie w policzek. Jak mogłaś nie powiązać z tymi różami swojego imienia, Rose.
Nastała chwilowa cisza, w czasie której, ja bawiłam się ziemią, spoglądając na Justina, a on zatrzymał swój wzrok na krzewach białej róży.
- Założyłem tą szklarnię, z myślą o Tobie. - dodał, a ja uśmiechnęłam się nieśmiało, rozglądając się dookoła. Tak naprawdę, dopiero teraz zdążyłam rozejrzeć się tu dokładnie i zrozumieć, jak jest tu pięknie. Wokół pniąły się rośliny, najróżniejszych gatunków, jak i wcześniej wspomniane róże. Musiał poświęcić temu miejscu, bardzo dużo uwagi, aby stało tutaj, tak piękne. Zarumieniłam się z myślą, że to wszystko powstało dla mnie.
- Pięknie tu jest. - szepnęłam, ściągając tym wzrok Justina, na siebie.
- Wiem. - uśmiechnął się szeroko, a w jego oczach rozbłysły iskry szczęścia. To dziwne, ale w jego towarzystwie, naprawdę czułam się dobrze. Justin jest osobą, która sprawia, że chcesz, aby cały czas był uśmiechnięty. Wtedy czujesz się spełniony, wiedząc, że on jest szczęśliwy. Nie potrafię tego opisać, bo to jest zbyt trudne. Po prostu jest osobą o dwóch twarzach, jedną tą uśmiechniętą i tą drugą, mniej znaną przeze mnie. Oczywiście, jeśli mam zamiar go poznać, będę musiała to zrobić dogłębnie i chyba zacznę, właśnie od teraz.
- Justin. Gdzie mieszkają Twoi rodzice? - szepnęłam, kładąc głowę na jego ramieniu. To pytanie zmieniło całkowicie atmosferę. Stała się ciężka i tajemnicza. Chłopak zacisnął usta w linię, a ja ponownie uderzyłam się ręką w twarz. Jesteś genialna. 
Jego ciało zesztywniało na te słowa i czułam się, jakbym właśnie opierała się o drzewo, a nie o człowieka. Jego reakcja, sprawiła, że moja ciekawość sięgała zenitu. Pomimo tego, co wcześniej mówiłam, chciałam go poznać. Chciałam zobaczyć, kim jest tak naprawdę i dlaczego jest to powiązane ze mną. Wiedziałam, że to nie jest dobry moment.. Ale czy w ogóle byłby kiedyś dobry?
- Mój ojciec zostawił matkę, gdy dowiedział się, że jest w ciąży. - odpowiedział, po kilku minutach ciszy. Jego głos, był zimny, twardy oraz stanowczy.  Nie wystraszyłam się jednak tego, a żeby dodać mu otuchy i odwagi, położyłam dłonie na jego twarzy, kierując tak, aby spoglądał na mnie. Wzrok szatyna złagodniał i powiedziałabym nawet, że próbował się delikatnie uśmiechnąć, gdy nasze oczy się spotkały.
- Moja mama zmarła kilkanaście lat temu. - zaczął, przymykając mocno powieki. Zmarszczyłam brwi, czując, jak coś kuje mnie w sercu. Justin nie był taki, jak zawsze o nim myślałam. Posiadał uczucia i miał swoją słabszą stronę. Wystarczyło tylko zajrzeć głębiej w jego serce. - Przedawkowała narkotyki. - jego głos, był przepełniony goryczą, złością.. Ale złością do samego siebie.

Justin'S POV.
- Pamiętam to, jakby to było wczoraj. Wracałem wtedy ze szkoły.
Jak zwykle szedł sam. Nie posiadał zbytnio dużo kolegów, bo  nie przepadał za tłumem znajomych. Był typem samotnika i to sprawiało, że wielu ludzi traktowało go, jak powietrze. Czuł się z tym dobrze. Szedł własną ścieżką życia, chodź była ona jedną z najbardziej krętych.
Nacisnął klamkę, wchodząc do mieszkania. Nie zdziwiło go to, że drzwi były otwarte. Mama nigdy nie zamykała się na klucz. Nie odczuwała potrzeby.

- Tego dnia, pamiętam, że chciałem z nią porozmawiać o szkole. Chciałem się przenieść. Nie odpowiadało mi tam towarzystwo.
Pattie, jego mama, była tą z kobiet, które starały się okazywać swoje uczucia swoim dzieciom. Na dobranoc, zawsze dostawał całusa i nigdy nie dała mu zapomnieć o tym, że go kocha. Starała się zapewniać mu wszystko, ale wiadomo. Jak długo może pociągnąć kobieta, pracująca na zmywaku w starym pubie? 
- Nie potrafiłem jej znaleźć. Nigdzie jej nie było. W mieszkaniu, panowała denerwująca cisza. - mój głos zadrżał na wspomnienie, tamtej pustki w domu.
W kuchni  chłopak zastał palącą się zupę, a więc najostrożniej jak potrafił, wyłączył gaz, otwierając okno i wywietrzając pomieszczenie. 
Już wtedy to go zdziwiło. Mama nigdy nie zapominała o wyłączeniu gazu. 
- Nigdy nie widziałem w jej dłoniach narkotyków. Była naprawdę dobra w ukrywaniu tego. Nikt z naszego otoczenia, nawet by nie pomyślał, że jest uzależniona.
Ruszył do pokoju Pattie, wołając głośno jej imię. Cisza coraz bardziej go denerwowała, więc niemal z hukiem, otworzył drzwi. 
- Tego widoku nigdy nie zapomnę do końca życia. Leżała tam nieprzytomna, a wokół rozsypane były jakieś białe drobinki, narkotyki. - moje oczy były puste. Nie potrafiłem uronić ani jednej łzy. Byłem już po prostu obojętny. W ciągu tego czasu, zdążyłem wylać z siebie wszystko to, co czułem. Teraz pozostawała tylko pustka. Niewypełniona pustka.
- Mamo. - chłopak, pochylił się nad kobietą, pewny, że po prostu przysnęła. Potrząsnął nią delikatnie, a gdy nie reagowała, zrobił to mocniej. Jego ruchy stały się gwałtowniejsze, gdy kobieta wciąż nie odpowiadała. - Lekarze stwierdzili zgon na miejscu. Nie było szans na uratowanie jej. Od tamtej pory, wychowywałem się sam w placówce. - szepnąłem, opuszczając głowę nisko. Mimo tego, jak bardzo byłem pewien, że już nic nie czuję, mówiąc to, emocje wróciły ze zdwojoną siłą. Byłem wciąż zbyt słaby, aby móc mówić o tym z takim spokojem.
Moją uwagę, zwróciły jednak dwie, drobne ręce, położone na  szyi. A po chwili poczułem, jak ktoś kładzie głowę na mojej klatce piersiowej.

Rose'S POV.
Może byłam wobec niego zła, oschła i wściekła. Ale nie byłam suką. I kiedy mówił, że mamy ze sobą coś wspólnego.. Miał rację. Oboje byliśmy pozostawieni sami sobie. Obojgu z nas było trudno, żyć, cóż. On naprawdę bez rodziców, a ja.. z rodzicami, ale bez ich udziału w moim życiu. W jego oczach widziałam to, co sama kiedyś dostrzegałam, w lustrze. Łzy, niemal kuły mnie w moich tęczówkach, dlatego najzwyczajniej w świecie, przytuliłam go do siebie, nie chcąc, aby i on się rozkleił. Ten widok by mnie po prostu zniszczył.
Widok płaczącego Justina Biebera. Widok płaczącego porywacza.
______________
To już nieco się o nim dowiedzieliście. :D Jak myślicie, co dalej? :) Dodaję wcześniej, bo jutro lany poniedziałek, przypuszczam, że pojadę gdzieś ze znajomymi, więc.. Żeby Was nie zawieźć, dodaję dzień przed planowanym :)
Jak podoba Wam się nowy wygląd bloga? Woleliście ten, czy stary? : )
Ja osobiście ten, ale ile się namęczyłam, przy instalowaniu go, to ło Jezusie. ; //
Kiedy kolejny rozdział? Zajrzyj do zakładki " Chapters." A wszystkiego się dowiesz :)
~ Drew.
Specjalne podziękowania, dla Pauliny, autorki bloga: http://my-heaven-jb.blogspot.com/, oraz  http://black-tears-jb.blogspot.com/ .
Dziękuję Ci, za polecanie tego opowiadania! <3

16 komentarzy:

  1. Łohohoho . no powiem ci że mnie zaskoczyłaś tym rozdziałem kochanie.. jejku.. śmierć Pattie była okropna. tym bardziej że Justin to widział.. omfg tyś to tak napisała, że przy pierwszych wyrazach wspomnienia Justina , rycza łam jak mały dzieciak, masakra. tak mi go szkoda. był mały i już tyl przeszedł. nie dzinw że "ześwirował" haha. jejku biedny..
    nie moge jak ona z tej niezręcznej sytuacji wybrnęła . haha . miało być tak pięknie hahahah.
    świetny rozdział.. taki prawdziwy i uczuciowy. masakra.
    kocham cię kochnie twoje blogi zadziwiają mnie z każdym dniem. nie moge opanowaćsie po ich przeczytaniu.. to ja uzależnienie, wiesz? uzależniłam się od tego kochanie !
    true-big-love-jb.blogspot.com
    red-sky-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochanie rozdział jak zwykle genialny. W sumie to nic nowego. Fajnie, że Rose zbliża się do Justina mam nadzieję, że szybko przerodzi się to w coś głębszego. Czekam na nn :** Kocham <33
    http://person-who-changed-my-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział świetny! Czekam nn <3
    http://heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu! Ten początek tak cholernie mnie rozbawił, że normalnie dławiłam się ze śmiechu i nie mogłam się opanować. Szybko Rose sie zorientowala, jak dziala na Justina hahaha. A jak powiedziala, ze maly Justin wbija sie w jej tylek i domaga sie zaspokojenia, nie wytrzymałam. Padłam po prostu ze śmiechu. Jezu, to było genialne. A Jstin jaki się napalony zrobił. No, chyba że od początku taki był. Pewnie tak xd. Za to druga czesc rozdzialu mnie mocno zdziwila. Jednak Justin ma uczucia i to calkiem silne. Ciezko bylo mu mowic o smierci swojej mamy, chociaz staral sie grac niewzruszonego. Ciesze sie, ze Rose i Justin zblizaja sie do siebie. Mam tylko nadzieje, ze z biegiem czasu jej plan juz nie bedzie wazny i na prawde bedzi chciala byc blizj Justina. No i jstwm cikawa, na ile mu zaufa. W koncu, on jest jej porywaczem. Ale juz nie wiele brakowalo, a by sie pocalowali. Awww, byloby slodko ;) Cudowny rozdział, a ja z każdym zakochuję się coraz bardziej w Tobie i tym opowiadaniu ♥ I dziekuje kochanie za polecenie moich blogow pod rozdzialem ;**
    black-tears-jb.blogspot.com
    my-heaven-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnyy <3 Bardzo mi sie podoba wyglad bloga.! Super super super !

    OdpowiedzUsuń
  6. Początek byś niezły. Śmiałam się z tego jak głupia. Dalszej części tego rozdziału się nie spodziewałam. Końcówką mnie zaskoczyłaś i to bardzo. I coś mi się wydaje, że plan Rose nie wypali, ale to tylko moje przypuszczenia. Już nie mogę się doczekać kolejnego xx
    Tak poza tym wolałam poprzedni wygląd, ale ten też mi się podoba :)
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. o moj boze @swag_on_bieebs

    OdpowiedzUsuń
  8. Współczuję Justinowi naprawdę :( na początku miałam go za okrutnego porywacza, ale teraz wiadomo czemu taki jest.. Z niecierpliwością czekam na następny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Może to jest początek czegoś dobrego :x Mam nadzieję xoxo

    OdpowiedzUsuń
  10. OMG *.* Boskii..wspolczuję justinowi. I suuper nowy wygląd bloga ! Nie moge się doczekać na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Niesamowity mam nadzieje że Rose zmieni podejście do JB :)

    OdpowiedzUsuń
  12. MISTRZOSTWO! szkoda mi Justina :( mam nadzieję że Rose nie będzie udawała tylko naprawdę zmieni do niego podejście czekam na następny <3
    zapraszam zostaw jakiś ślad <3 kocham xoxo
    http://tough-love-jb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny rozdział,nie mogę się doczeakać kolejego <3
    Życze wenny,aby nigdy ci jej nie zabrakło i abyś dokńczył to opowiadanie bo jest naprawdę cudowne.

    OdpowiedzUsuń
  14. Szkoda mi Ich :c
    Rozdział cudowny *.* jak zawsze :)
    czekam na nn KC <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Szkoda mi Justina, kurcze. Początek rozdziału strasznie mnie rozbawił, a końcówka zszokowała. Ten rozdział jest taki emocjonalny. :) Czekam na następny. Pozdrawiam.

    Zapraszam do mnie: http://okropna-rzeczywistosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń