Minęło kilka dni, odkąd Justin opowiedział mi o swoich rodzicach. Tamtego dnia, moje podejście, nieco się zmieniło. Przestałam ciągle mu dogadywać, oraz myśleć o nim wciąż negatywnie. Tak. Porwał mnie, zabrał tutaj, ale nie zrobił mi krzywdy. Opiekuje się mną, troszczy o mnie i spędza ze mną czas. Dba o to, abym była szczęśliwa i stara się zapewnić mi wszystko. To jest coś, czego brakowało mi ze strony moich rodziców. Zastanawiam się, czy właśnie dlatego tutaj nie jestem..
- O czym myślisz? - zapytał, spoglądając na mnie ciekawie. Wysunęłam dolną wargę, odwzajemniając spojrzenie i zagłębiając się w jego czekoladowych oczach. - O niczym ważnym. W sumie. To nudzi mi się. - mruknęłam, kładąc się na piasku. Słońce prażyło niemiłosiernie, ale dzięki kremowi do opalania, mogłam spokojnie leżeć bez obawy, że się spalę. Chłopak przeturlał się do mnie, wskakując na mnie i kładąc ręce po obu stronach mojej głowy.
- Raany, ile Ty żresz?! - krzyknęłam, a on zaśmiał się głośno, na tyle, abym poczuła, jak jego klatka piersiowa wibruje, wraz z emitującym szczęściem.
- Ja jestem leciutki, koleżanko. - odparł, zmrużając oczy i wzdychając, czym sypnął mi trochę piasku w oczy. - Justin, zobacz co zrobiłeś. - przetarłam je rękami, mrugając gwałtownie.
- Jaka Ty dzisiaj zrzędliwa jesteś. Normalnie, jakby Cię coś ugryzło. - fuknął, wytykając w moją stronę język.
- Przepraszam bardzo, spóźnia mi się okres, mam prawo. - posłałam mu znaczący uśmieszek, na co on sturlał się ze mnie, podnosząc koszulkę i zakrywając nią twarz, a tym samym odkrywając część jego sześciopaku. CHOLERNEGO SZEŚCIOPAKU.
- Jezu, oszczędź szczegółów. Nigdy nie lubiłem biologii. - bąknął zażenowany sytuacją, a ja zaśmiałam się, wpatrując w jego wyrzeźbione mięśnie na klatce piersiowej. Cholera, ale wyraźne. Moje oczy, niemal pożerały jego ciało, jeżdżąc od pasa w górę i z powrotem. Co, jak co, ale trzeba mu było przyznać, że mięśnie to on miał i to nie byle jakie. Oblizałam swoje wargi, czując, jak zaczynam się napalać na o sześć lat starszego chłopaka!
- Halo, kochanie, tutaj jestem. - zachichotał, łapiąc mój podbródek, unosząc go ku górze, na swoje oczy. Zarumieniłam się strasznie, gdy jego usta wypowiedziały słowo "kochanie". Boże, jaka wpadka.
- Wiem. I nie nazywaj mnie tak. - warknęłam, podnosząc się do pozycji siedzącej. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej, tak, aby pokazać mu, że nie rusza mnie jego spojrzenie. Zaśmiał się łobuzersko, robiąc to samo. - Nie przedrzeźniaj mnie. - westchnęłam, przeczesując włosy.
- Nie przedrzeźniaj mnie. - zapiszczał, robiąc aż za gwałtownie te same ruchy, co ja. Zaśmiałam się głośno, lekko go uderzając i odpychając.
- Justin! - krzyknęłam, posyłając mu spojrzenie pełne oburzenia i złości. Chłopak parsknął, robiąc to samo.
- Justin!
- Przestań, to nie jest zabawne! - tym razem niemal mroziłam go wzrokiem. Szatyn bezczelnie zrobił to samo, wprawiając mnie tym w zdenerwowanie połączone ze śmiechem.
- Przestań to nie jest zabawne! - oczywiście, piszcząc, jak na dziewczynę przystało.
- Rose jest seksowna i pociągająca. - na moje usta wkradł się łobuzerski uśmieszek, gdy Justin zmrużył oczy, wypowiadając podobne zdanie.
- Justin jest seksowny i pociągający.
Wyrzuciłam ręce w górę z dezaprobatą.
- No, teraz to potrafisz sam się wypowiadać, nie? Jesteś idiotą. - odparłam znacząco, podnosząc swój tyłek i otrzepując go z piasku.
- Coś Ty powiedziała? - w jego oczach rozbłysło światełko, a kąciki ust uniosły się ku górze. - Powiedziałam, że jesteś idiotą.
- Już nie żyjesz. - odpowiedział, a ja widząc tylko, co się szykuje, ruszyłam niemal się nie przewracając przez własne nogi.
- W życiu mnie nie złapiesz! - krzyknęłam, wybuchając niepohamowanym śmiechem. Justin też nie potrafił się opanować, dlatego im bliżej mnie był, tym szybciej się oddalał, przez jego własny śmiech.
- Jak Cię złapię, to przysięgam, że umrzesz. - fuknął zdyszany, a ja tym szybciej zaczęłam się poruszać, gwałtownie skręcając. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że Justin nabrał więcej siły, dobiegając do mnie i łapiąc mnie w pasie. Przez szybkość z jaką biegliśmy, parę razy obróciliśmy się, a ja mimowolnie położyłam dłonie na jego ramię. Obrót sprawił, że nieco zakręciło mi się w głowie, dlatego obraz rozmazał mi się całkowicie, aż wreszcie stanęliśmy. Chwila czasu musiała minąć, aby mój wzrok ponownie się dostosował, a nasze oddechy wyrównały.
- No, i co teraz? - Justin uśmiechnął się zwycięsko, zaciskając ręce na mojej talii. - Teraz mogę zrobić, co chcę. - oblizał usta, a ja odepchnęłam go od siebie, chociaż to nic nie poskutkowało. Przewrócił mnie na ziemie, sam przy mnie klękając i pochylając się nade mną.
- Za karę, Shawty. - szepnął, jadąc rękami w górę i zaczynając łaskotać.
- O mój Boże, Justin.. Nie! - krzyknęłam, ale moje słowa zostały zagłuszone przez okropny śmiech, wydobywający się z moich ust.
Dobrze wiedział, że nienawidzę łaskotek.
- Ju..Ju..Just..Justin! - udało mi się jeszcze warknąć, ale chłopak nic sobie z tego nie robił. Wciąż łaskotał, z miną wręcz bym powiedziała mordercy.
Śmiałam się, jak głupia, nie potrafiąc złapać powietrza, aż wreszcie w pewnym momencie, jego ręce przestały mnie łaskotać, a zamiast tego śmiał się ze mnie w niebo głosy.
- Pożałujesz, obiecuję. - wydyszałam, opadając zmęczona, na jego kolana.
***
- Kurwa mać. - usłyszałam niski, zachrypnięty głos, wydobywający się z zewnątrz, a następnie huk, rozbijającego się szkła. Wstałam, jak oparzona, wybiegając na taras i rozglądając się. Justin, bez koszulki skakał nad czymś, jak wkurzony szop, przeklinając pod nosem. Pokręciłam z dezaprobatą głową, podchodząc bliżej i widząc, że się skaleczył.
- Justin, co Ty robisz? - pisnęłam, spoglądając na stłuczone szkło. Chłopak jeszcze przez chwilę rwał końcówki swoich włosów, a następnie spojrzał na mnie ze złością.
- Bo te pierdolone szkło, jest głupie. - westchnął, a ja zachichotałam na jego dobór słów. - Tak, jasne. Rozumiem.
Spojrzałam na jego policzek, który przecięty był nieco na środku, skąd lała się krew.
- Chodź, niezdaro. Opatrzymy Cię. - skinęłam głową w bok, a on wywrócił oczami, grzecznie podążając za mną. Otworzyłam mu drzwi, ale spojrzał na mnie niemal z wyrzutem.
- To, że się skaleczyłem, jeszcze ze mnie baby nie robi. - odparł urażony, przepuszczając mnie w progu, a ja tylko parsknęłam śmiechem.
- Jak tam sobie chcesz, panie obrażalski. - mruknęłam, a on sapnął, poirytowany.
- Auu. Twoje słowa ranią. - chwycił się za serce i starł niewidzialną łzę, a ja wybuchnęłam nieopanowanym śmiechem. - Nawet jako kaleka, jesteś zabawny.
***
- Przestań się tak ruszać! - krzyknęłam już po raz setny, gdy robiłam chyba dziesiąte podejście z wacikiem nasączonym wodą utlenioną. - Wybacz, ale wyglądałaś naprawdę niebezpiecznie, jak wyciągałaś mi szkło, pęsetą. Gdyby nie fakt, że jestem starszy, to tak trochę, jak pedofil. - prychnął, wiercąc się na krzesełku. Gdy siedział, jego twarz była na wysokości mojej, ale oczywiście jego wzrok lądował, wiadomo w jakim miejscu co również mnie denerwowało, bo kurde najzwyczajniej w świecie pożerał mnie oczami.
- No, jasne, jestem pedofilem, a moim fetyszem jest wyciąganie i czyszczenie ran, takich chłopców, jak Ty.- mruknęłam, podchodząc jeszcze raz do chłopaka i spoglądając w jego ranę. Ze skupieniem, przyłożyłam wacik i zaczęłam nim lekko pocierać, aby oczyścić ją z jakichkolwiek drobinek. Chłopak podskoczył gwałtownie, piszcząc, a ja zaśmiałam się głośno.
- JEZU! Mogłaś ostrzegać! - krzyknął, robiąc naburmuszoną minę.
- Przestań skakać! - odpowiedziałam tym samym tonem, łapiąc jego twarz w swoje dłonie i przybliżając blisko siebie.
- Ooo, podoba mi się taki obrót sprawy. - jęknął, poruszając brwiami w górę i w dół, a ja uśmiechnęłam się nerwowo, starając się skupić na zadaniu, a nie na tym, że jego cholernie męskie perfumy, mnie oszałamiają. Gdy skończyłam, wyrzuciłam wacik do śmieci, pocierając rękami.
- No i co? Było aż tak źle? - przygryzłam wargę, wzdychając nieco poirytowana.
Justin nie odpowiedział, a zamiast tego, chwycił mnie za biodra, przyciągając blisko do siebie i stawiając , między swoimi kolanami. Zachłysnęłam się powietrze, na jego stanowczość i siłę.
Regular's POV.
- Przerywamy program, aby nadać ważną wiadomość. Dnia 7 lipca 2014r., zaginęła piętnastolatka, Rose Katherine Gonzales. Dziewczyna tego dnia, była ubrana na czarno, w rogu ekranu widnieje jej zdjęcie. Ostatni raz była widziana na lotnisku, Slowstreet. Osoby, które widziały dziewczynkę po zajściu, proszone są o kontakt z komendą policji, lub z numerem, pokazanym u dole ekranu.
_______________
Witam Was z nowym rozdziałem, który szczerze.. Bardzo ciężko mi się pisało, ze względu na:
1. Totalny brak weny, co naprawdę staje się już irytujące.
2.

Tak, tak moi drodzy :) Wasza Drew, grała sobie w siatkówkę i oczywiście, musiała wybić sobie palca.
Niby to nic takiego, jednak pisanie z takim czymś na ręce, jest ogromnym utrudnieniem. : /
Mam nadzieję, że wybaczycie nieco opóźniony rozdział? :)
Do następnego!
~ Drew.
Ask: http://ask.fm/LoveMeKissMeeee
Oww! Współczuję, kochanie. Mam nadzieję, że palec tak bardzo nie boli. :) Łączę się z Tobą w bólu (wirtualny huuug ;*).
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału. Omfg. To było takie słodkie, kiedy on ją przedrzeźniał. HAHA. Uwielbiam wesołego Justina. Poszukiwania się zaczęły? To dobrze, albo i nie.:D
Czekam na następny. Much love. ;3
No i masz cholernie ładny kolor paznokci.:)
okropna-rzeczywistosc.blogspot.com
cudowne cudowne cudowne @Swag_on_Bieebs
OdpowiedzUsuńWspółczuje, niech paluszek do zdrowia wraca :* :D
OdpowiedzUsuńCudoowny rozdział, jak zawsze *.*
czekam na nn i życze weny kochana <3
Słów mi zabrakło ♥♥ *O*
OdpowiedzUsuńO Jezu, ale cudowny jest ten rozdział. Nawet nie iesz, jak się cieszę, że zaczęli się dogadywać. Heh, Justin zachowuje się przy niej, jak mała dziewczynka, ale to słodkie i kochane, mimo że dziecinne. Strasznie mi się chciało śmiać, jak on zasłonił się koszulką, kiedy ona powiedziała, że spóźnia jej się okres. Normalnie, jak dziesięcioletni chłopiec haha, uroczo. Pewnie się jeszcze zarumienił, na wspomnienie kobiecych spraw xd Chyba Rose przekonuje się do niego tak na prawdę. Już nie żywi do niego urazy. Owszem, porwał ją, ale teraz przynajmniej ktoś się nią opiekuje i troszczy, nie tak, jak jej rodzice. Ta sprawa w piaskownicy, jak Rose miała dziesięć lat nie daje mi spokoju. Mam nadzieję, że niedługo szystko zacznie się wyjaśniać, bo zżera mnie ciekawość i cały czas o tym myślę. Jestem ciekawa, czy teraz, jak ona opatrzyła mu ranę, to czy będzie ich pierwszy pocałunek, bo taka akurat się sytuacja nadarzyła idealna ;) Oni są idealni razem. No pasują do siebie, cóż mogę więcej powiedzieć ;) Kocham to opowiadanie i z utęsknieniem czekam na kolejny, równie niesamowity rozdział, jak ten i wszystkie poprzednie ♥
OdpowiedzUsuńblack-tears-jb.blogspot.com
my-heaven-jb.blogspot.com
Nieeee, zaczęłam czytać twoje opowiadanie dzisiaj i nagle patrzę a tu nie ma "nowsze posty".
OdpowiedzUsuńAż mnie serce zabolało haha
Życzę weny, i czekam na następny sjhdgsufgds
♥
Jezu cudowny. Te ich momenty są takie słodkie.. Chcę więcej. I uważaj na tego palca kochanie :** Kocham :**
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuńulala kocham to opowiadanie! widac że zaczynają się dogadywać mam nadzieje że jej nie odwali i znowu stanie się taką suką a Justin taka niezdara <3 ooo dziękuję że mnie informujesz kocha czekam na następny
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie zostaw jakiś ślad <3
http://tough-love-jb.blogspot.com/
G.E.N.I.A.L.N.Y. *-* Czekam nn <3
OdpowiedzUsuńheartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com
Wspólczuje ! Nic sie nie stalo ze z opoznieniem. A co do rozdzialu to swietny! Brak slow ! A Ty to nazywasz brakiem weny!:oo
OdpowiedzUsuńooo jejku ta koncowka... jezu czy bedzie cos miedzy nimi ? ohh kocham takie rozdzialy, oni sa slodcy. Justin taki aasdhdsghvc. o jejku no. nie moge. moze Rose sie przekonuje, ale na 100% bd chciala wrocic do domu. vos sie kroi miedzy nimi. ahh musialas w takim momencie przerwac, nie? normalnie z kazdym rozdzialem jestem blizej zawalu.. jestes niesamowita. i wgl najlepsza kocham cie x
OdpowiedzUsuńtrue-big-love-jb.blogspot.com
red-sky-jb.blogspot.com
super ;)
OdpowiedzUsuńczekam na nn ;)
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuńWspółczuje Shawty ...
OdpowiedzUsuńRodział boski!!!
Jezu kocham jak Justin jest taki troskliwy dla Rose.
Szczerze mówiąc też chciałabym mieć takiego porywacza xD
Mam ogromną nadzieję, że Rose przekona się do Jusa.
Wiem to głupie co powiem, ale chciałabym aby oni byli razem, to by było takie słodkie!!! ♥
Czekam nn i cholernie mocno, z całego serca i jeszcze mocniej oczywiście życzę Ci bardzo długiej i wogule niekończącej się WENY !!! :* <3
@TheKlaudiaK
Zaginęła w moje urodziny xd. Między Justinem i Rose robi się gorąco <3
OdpowiedzUsuńCześć słońce :(
OdpowiedzUsuńPrzepraszam już na samym początku że nie komentuje ale po prostu nie mam czasu i mam wszystko na głowie ..
Kilka dni temu zawalił mi się świat ..
Straciłam jedną z najważniejszych mi osób :'((
Ale tu nie o mnie ..
Po prostu chcę abyś wiedziała że mimo wszystko ja czytam tylko po prostu nie mam głowy do komentowania ..
Nie potrafię złożyć jednego porządnego zdania ..
Obiecuje że będę się starała komentować ale nie wiem czy będę w stanie ..
Ciężko mi siępo tym ogarnąć ..
Rozdział jak zwykle świetny i bardzo mi się podoba ..
Już coś się kroi między nimi ale ..
Coś czuję że nie długo będzie coś grubszego pomiędzy nimi ..
Czekam na kolejny ..
Życzę weny ;(
Kocham <3 ;(
Zapraszam do mnie jakimś cudem po 8 godzinach męczarni napisałam jakieś ..... coś .. jeśli się nie podoba to przepraszam ale nie mam do tego głowy .. ;(
+ jeśli zajrzysz proszę o szczerą opinię ..
http://one-die-one-love-one-life.blogspot.com/2014/04/rozdzia-59.html
~ Weronika Bieber ..