Tego dnia, obudził mnie budzik o około 3:40. Przetarłam zaspane oczy, czując, jak bardzo nie chce mi się wstawać, jednak wiedziałam, że dzisiaj nie mogę iść dalej spać. Dziś był ten dzień, na który tak cholernie czekałam. Wygramoliłam się spod kołdry, z szerokim uśmiechem na ustach. Wzięłam z krzesła, wcześniej już przygotowane, czarne rurki, czarną bluzę, oraz czerwoną koronkową bieliznę. Ruszyłam do łazienki, w celu wzięcia kąpieli, oraz załatwieniu potrzeb fizjologicznych.
***
Wychodząc z toalety, w ręce trzymałam szczotkę, rozczesując moje niesforne loki, układając je w delikatnie, w rozpuszczone fale. Przeglądnęłam się jeszcze szybko w lustrze, widząc, że na zegarku wybija 4 rano. Z półki ściągnęłam portfel, z zawartością dużej sumy pieniędzy, oraz torbę, rozciągając jej uchwyt i ciągnąc ją po ziemi. Zeszłam po schodach, lekko ją unosząc i jęcząc pod nosem ciche przekleństwa.
- Cześć kochanie. - moja mama posłała mi swój biurowy uśmiech nr. 10, a ja odpowiedziałam krótkim powitaniem.
- Zjedz coś przed wyjazdem. - mruknęła, wskazując na lodówkę, a ja pokręciłam przecząco głową, połykając wodę z butelki, stojącą na blacie.
- Nie mogę, nie zdążę. Odprawa trwa z godzinę, a samolot mam o 6. - jęknęłam, a ona oburzona bąknęła pod nosem.
- I tak na pusty żołądek?
- Zjem coś w samolocie.
- Jak tam chcesz, Katherine.
Cała matka. Zawsze, gdy była zła, wymawiała moje drugie imię z lekkim sykiem w głosie.
- Tata zawiezie mnie na lotnisko, prawda?
- Taty nie ma. Wyjechał wczoraj.
- Jak to? Mamo! Obiecał mi - warknęłam, spoglądając na zegarek wiszący w naszym wielkim salonie. - Spóźnię się.
- To wezwij taksówkę. Przecież nic się nie dzieje.
- Świetne pożegnanie, ojciec mnie olał, a matce wszystko jedno.
- Rose Katherine Gonzales, obniż ton, bo nie pozwolę Ci nigdzie wyjeżdżać.
- Dasz mi chociaż pieniądze na tę taksówkę? - burknęłam, schylając się po swoje czerwone trampki, oraz przekładając swoje włosy na bok. Zaraz po tym, wdziałam na siebie kurtkę przeciwdeszczową i cicho podziękowałam, gdy kobieta podała mi pieniądze.
- To do zobaczenia. - czterdziestolatka mruknęła, krzyżując swoje ręce na klatce piersiowej.
- Typowe. Żadnych uczuć. - szepnęłam cicho, sama do siebie, ciągnąc za sobą torbę i wybierając numer do najbliższej stacji z taksówkami.
Nic Ci nie zepsuje humoru. Nic Ci nie zepsuje humoru.
***
- Ale obiecujesz, że będziesz dzwonić i pisać? - Lisa wpatrywała się we mnie tymi swoimi niebieskimi, jak ocean oczami, a ja uśmiechnęłam się ciepło w jej stronę, obejmując jej drobne ciałko. Odwzajemniła uścisk, cicho jęcząc w zagłębienie mojej szyi. - Będę tęsknić. Co ja zrobię bez Ciebie, no? Zostawiasz mnie samą z Jasonem. Wiesz co to oznacza? - szeptała, pokazując rękami, ścinaną szyję, a ja zachichotałam, zerkając na czarnoskórego, który skrzyżował ręce na swojej klatce piersiowej i uniósł brwi wysoko.
- Wszystko słyszę i obiecuję, że sprawie Ci piekło, białasie. - mruknął, a ja ponownie zachichotałam, podchodząc tym razem do chłopaka i obejmując go za szyję. Zawsze się tak przytulaliśmy i wiele osób myślało, że jesteśmy parą, jednak my byliśmy od zawsze na stosunkach czysto przyjacielskich. Łączył nas taniec, a więc wspólna pasja, co dawało nam naprawdę szansę na przepiękną przyjaźń. - Wiesz, że Cię kocham mała, nie? - mruknął, a ja pokiwałam głową, odpowiadając nieco głośniej.
- Ja Was też, idioci. Ja Was też. Idźcie już. Zaraz będę mieć odprawę.
Pokiwali głowami, a ja ostatni raz ucałowałam ich obydwu w policzek, zabierając swoją torbę i na pożegnanie machając w ich kierunku. Spoglądając na wielką tablicę informacyjną, westchnęłam widząc, że odprawa zostaje opóźniona o pół godziny. Głodna, zła i w smutku po chwilowym rozstaniu z przyjaciółmi, ruszyłam w stronę jakiegoś baru znajdującego się nieopodal tablicy, więc w każdej chwili mogłam ruszyć do samolotu.
Weszłam do niewielkiego pomieszczenia, rozglądając się. Podeszłam do baru, prosząc o jednego hamburgera, widząc, że żadnych zdrowszych rzeczy nie ma. Postawiłam torbę przy krześle i siadając, oparłam się łokciami o stół, zasłaniając twarz włosami. Widziałam, jak barman z ciekawością mi się przypatruje i chyba chciał coś powiedzieć, ale za każdym razem zamykał usta, co było mi naprawdę na rękę.
Chwilę później poczułam, jak ktoś przysuwa krzesło bliżej mnie, a potem ciepły oddech we włosach, więc uniosłam głowę, spoglądając na tego, kto przeszkodził mi w chwilowym odpoczynku. Moje brązowe oczy uchwyciły brązowe, jak czekolada tęczówki chłopaka, a zaraz potem resztę jego twarzy. Uśmiechnęłam się mimowolnie, widząc, że jest to chłopak oskarżany przeze mnie o śledzenie mnie pod domem. Szatyn odwzajemnił uśmiech, szczerząc się i podając mi dłoń. Odpowiedziałam tym samym gestem, jednak zamiast uścisnąć moją rękę, on uniósł ją na wysokość swoich ust i delikatnie musnął jej skórę i z powrotem położył na blacie.
- Wtedy na ulicy się nie przedstawiłem. Justin. - zaczął, kładąc swoje ręce na blacie i splatając ich palce.
- Rose.
- Piękne imię, dla pięknej dziewczyny. - odparł, a ja zaśmiałam się z prób jego filtru ze mną. Zawtórował mi, więc teraz nasze śmiechy niosły się po pomieszczeniu, ściągając uwagę innych, zmęczonych ludzi.
- Więc, Rose.. Skusisz się na drinka?
W tym samym momencie barman podał mi hamburgera, a ja podziękowałam.
- Cóż.. Poproszę. - przytaknęłam, spoglądając w jego oczy, z których biło ciepło i coś.. coś takiego nie do odczytania. Po mojej skórze przebiegł dreszcz, gdy chłopak wstał, muskając niechcący moją rękę, pokazując palcami dwójkę i krzycząc drinki o jakiejś nieznanej mi nazwie.
- Jack! Dwie wakacyjne mieszanki!
Wtedy mogłam się bliżej przyjrzeć Justinowi. Wyglądał zdecydowanie na znacznie więcej lat, niż ja, ale wciąż młodo. Miał bardzo umięśnione ciało, co stwierdziłam po ręce zasłoniętej jedynie białym podkoszulkiem. Wzdrygnęłam się, spoglądając na pogodę za oknem. Musi mu być gorąco.
Drugą rzeczą jaka mnie zaciekawiła to, to, że rzekomy Jack, barman wyszedł na chwilę na zaplecze, wracając już z gotowym alkoholem.
- Wybaczcie, musiałem iść po brakujące słomki. - posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam i podziękowałam za drinka, chwytając słomkę i łykając pierwsze łyki napoju. Justin zapłacił mu za zamówienie.
- Mmm. Masz gust. - westchnęłam, oblizując usta, a on puścił w moją stronę perskie oko, na co zareagowałam rumieńcem.
Musiałam to przyznać. Był przystojny, zauważyłam to już wtedy w parku, jednak tak z bliska mu się nie przyglądałam. Pociągnęłam ponownie kilka łyków, aż wreszcie szatyn ponownie się odezwał.
- Więc. Co nastolatka robi na lotnisku tak wcześnie? Z tego co mi wiadomo, dzieciaki nie mogą latać same.- kącik jego ust uniósł się, gdy posłałam mu mordercze spojrzenie.
- Tylko nie dzieciak. I, z tego co MI wiadomo starsi chłopcy, nie powinni kupować dzieciakom drinków. - uderzyłam go lekko w ramię, a on udał, że go zabolało, przez co zachichotałam.
- Jak masz dzianych rodziców, to możesz wszystko. To tak w skrócie. - odparłam, sącząc czerwoną słomką w napoju i spoglądając na jego słomkę.
- Ej.. Ja chciałam niebieską.
- Miałem rację. Dzieciak. - ponownie mi dokuczył, a ja zmarszczyłam nos z zamiarem ponownego uderzenia go w ramię, gdy w głośnikach odezwał się kobiecy głos.
- Pasażerowie samolotu being 898, proszeni są do przejścia przez odprawę, dziękuję.
Wytrzeszczyłam oczy, słysząc, że to mój lot i zostawiając pół napoju wypitego na blacie, oraz szybko wstając.
- Już musisz iść? A tego nie jesz? - Justin zadziwiony spojrzał na mnie, na co uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Tak jakoś wyszło, ale możesz go zjeść. - bąknęłam, chwytając za torbę.
- Więc. Co nastolatka robi na lotnisku tak wcześnie? Z tego co mi wiadomo, dzieciaki nie mogą latać same.- kącik jego ust uniósł się, gdy posłałam mu mordercze spojrzenie.
- Tylko nie dzieciak. I, z tego co MI wiadomo starsi chłopcy, nie powinni kupować dzieciakom drinków. - uderzyłam go lekko w ramię, a on udał, że go zabolało, przez co zachichotałam.
- Jak masz dzianych rodziców, to możesz wszystko. To tak w skrócie. - odparłam, sącząc czerwoną słomką w napoju i spoglądając na jego słomkę.
- Ej.. Ja chciałam niebieską.
- Miałem rację. Dzieciak. - ponownie mi dokuczył, a ja zmarszczyłam nos z zamiarem ponownego uderzenia go w ramię, gdy w głośnikach odezwał się kobiecy głos.
- Pasażerowie samolotu being 898, proszeni są do przejścia przez odprawę, dziękuję.
Wytrzeszczyłam oczy, słysząc, że to mój lot i zostawiając pół napoju wypitego na blacie, oraz szybko wstając.
- Już musisz iść? A tego nie jesz? - Justin zadziwiony spojrzał na mnie, na co uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Tak jakoś wyszło, ale możesz go zjeść. - bąknęłam, chwytając za torbę.
- To.. Do zobaczenia?
- Na pewno. - pokiwał głową z łobuzerskim uśmiechem, a ja odwróciłam się, praktycznie biegnąc, aby się nie spóźnić.
***
Regular's POV.
W całym tym tłoku i tłumie, nikt nie zwrócił uwagi, na chwiejącą się piętnastolatkę. Dziewczyna uśmiechając się nieprzytomnie, szła krok za krokiem, tak naprawdę nie wiedząc, gdzie idzie. Czuła, jak jej nogi robią się słabe, a jej mózg zwolnił obroty, sprawiając, że każda jej reakcja wyglądała, jak w zwolnionym tempie. Zawroty głowy, nie pozwalały jej logicznie myśleć, aż wreszcie poruszać się, dlatego niemal nie upadając zatrzymała się pod toaletą, czując coraz mniej siły. Pomału, pomału.. Jej ciało osunęło się po ścianie na ziemie, aż wreszcie mogła ujrzeć tylko ciemność. Leżała wśród tłumu.
Nikt tego nie zauważył.
_______________________________
No, teraz zaczyna się już dziać. Jak myślicie, co będzie dalej?
RANY, RANY, RANY! Gdy czytam Wasze komentarze, aż ciepło mi się robi na sercu. Kocham Was!
Dziękuję, za te wszystkie miłe słowa!
~ Drew.
- Na pewno. - pokiwał głową z łobuzerskim uśmiechem, a ja odwróciłam się, praktycznie biegnąc, aby się nie spóźnić.
***
Regular's POV.
W całym tym tłoku i tłumie, nikt nie zwrócił uwagi, na chwiejącą się piętnastolatkę. Dziewczyna uśmiechając się nieprzytomnie, szła krok za krokiem, tak naprawdę nie wiedząc, gdzie idzie. Czuła, jak jej nogi robią się słabe, a jej mózg zwolnił obroty, sprawiając, że każda jej reakcja wyglądała, jak w zwolnionym tempie. Zawroty głowy, nie pozwalały jej logicznie myśleć, aż wreszcie poruszać się, dlatego niemal nie upadając zatrzymała się pod toaletą, czując coraz mniej siły. Pomału, pomału.. Jej ciało osunęło się po ścianie na ziemie, aż wreszcie mogła ujrzeć tylko ciemność. Leżała wśród tłumu.
Nikt tego nie zauważył.
_______________________________
No, teraz zaczyna się już dziać. Jak myślicie, co będzie dalej?
RANY, RANY, RANY! Gdy czytam Wasze komentarze, aż ciepło mi się robi na sercu. Kocham Was!
Dziękuję, za te wszystkie miłe słowa!
~ Drew.
Boze kochany to jest tak zajebiscie genialne!!! Na prawde! Mimo ze kocham wszystkie Twojw blogi, uwazam, ze ten jest najlepszy! Moglabym czytac i czytac i czytac!
OdpowiedzUsuńBoze, ale dupek z tego Justina. Jasne, najprosciej dosypac jej czegos do drinka. W ogole, jaki normalny chlopak proponuje pietnastolatce drinka o 5 rano? Haha, widac, ze jest zdesperowany ;D Cholera, gdzie on ją teraz zabierze i czy zrobi jj krzywde? Mam nadzieje, ze bedzie sie nią opiekowal bo ona na to zasluguje!
Kocham Cie i czekam na kolejny ;*
my-heaven-jb.blogspot.com
black-tears-jb.blogspot.com
jejku!!! tak myślałam, że on coś jej dosypie ! cholera, mama jej nie mowila , ze nie bierze sie napoi od nieznajomych mezczyzn?
OdpowiedzUsuńa tak na serio.to jej mama jest zimną suką...
wredna dziwka
Justin, tajemniczy, seksowny dupek..
ja pierdole idealne opowiadanie no. jejku. tak sie cieszylam jak mnie powiadomilas..az chcialam skakac ale nie chcialo mi sie wstawac z lozka.
ja pierdoleeee. no nie moge. az brak mi slow aby opisac jak bardzo kocham twoje blogi. tu wszystko jest idealnie dopasowane, przemyslane i wszystko ze soba gra.
jestes niesamowita kochanie !! kocham cie i czekam na nn !
true-big-love-jb.blogspot.com
red-sky-jb.blogspot.com
Boże koniec w takim momencieeeee. Pisz szybko na nn bo zawału dostanę :PP Kocham :*
OdpowiedzUsuńŚwietne! Wreszcie między nimi zaczyna się coś dziać. :)
OdpowiedzUsuńBoże genialne czekam na nn <3
OdpowiedzUsuńRozdział wspaniały :) Czekam nn <3
OdpowiedzUsuńheartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com
Biedna Rose . Co ten Justin jej zrobił? jestem pewna, że to jego sprawka
OdpowiedzUsuńchociaż w sumie wypiła drinka na pusty żołądek więc
z resztą sama nie wiem
czekam na kolejny xx
@Agnes5542