Po raz pierwszy czułam się szczęśliwa, budząc się w ramionach Justin. Tak, dokładnie. Czułam niewiarygodne motyle w brzuchu, mogąc otworzyć oczy i ujrzeć szatyna, wtulonego we mnie. Tego ranka czułam się, jak księżniczka, mogąca wreszcie spocząć w objęciach księcia.
- Nie ruszaj się, tak jest mi wygodnie. - mruknął chłopak, gdy podniosłam głowę z jego klatki piersiowej. Uniósł swoją dłoń i przygniótł moją głowę do jego brzucha. No, pięknie. Jak zawsze musi wszystko spieprzyć.
- Justin, bierz te łapsko, bo Ci zaraz zasadzę kopa. - mruknęłam, zrzucając dłoń z głowy i unosząc się do pozycji siedzącej. Justin mruknął coś pod nosem, po chwili już ostatecznie się przebudzając i przecierając oczy ze zmęczenia.
- Która jest godzina, skarbie? - zapytał, kładąc dłonie na moim brzuchu i delikatnie masując mnie po nim. Odchyliłam głowę w tył i położyłam ją na jego ramieniu, wydając z siebie pomruk zadowolenia. Chłopak sunął dłońmi po moich żebrach, w górę, aż zatrzymał się na piersiach.
- Precz z tego miejsca. - burknęłam, zarzucając jedną dłoń za siebie i chwytając nią kark chłopaka. Justin przybliżył się do mojego karku i chuchnął w niego delikatnie, powodując tym u mnie dreszcz emocji. Jego jedwabiste usta, dotknęły mojego ucha, powodując tym mój cichy jęk. Dłonie wciąż miał ułożone na moich piersiach, dlatego wciąż próbowałam się mu opierać.
- Justin, proszę.. - mruknęłam, chodź wca;e nie zabrzmiało to przekonująco. Chłopak, delikatnie chwycił je przez moją bluzkę, masując. Zamruczałam cicho, w głowie karcąc się za to, że tak łatwo dałam się mu omamić.
- Nie mów skarbie, że Ci się nie podoba. - odpowiedział, przygryzając moje ucho. - Justin.. - wyszeptałam, a on pocałunkami zjechał na moją szyję, znajdując mój czuły punkt i lekko go ssąc. - Boże, przestań. - w moim głosie jednakże, było więcej seksapilu, niż jakiegokolwiek oporu, dlatego chłopak teraz już w ogóle się nie hamował. Szybkim ruchem obrócił mnie w swoją stronę, kładąc dłoń na moim policzku i delikatnie go głaszcząc. - Kocham Cię. - wyszeptał. Jego oczy mieniły się milionami iskier, a w każdej z nich widziałam siebie. Czułam się w jego ramionach królewną, widząc, jak bardzo stara się mnie przy sobie zatrzymać.
- Jesteś moją księżniczką. - szepnął, przyciągając mnie za podbródek. Złączył nasze usta w krótkim, ale jakże emocjonującym pocałunku. Czułam w nim troskę, a także bezpieczeństwo. Czułam, że mimo tylu różnic, ja kocham go prawdziwie i z całego serca. Gdy odsunęliśmy się od siebie, spojrzał w moje oczy i najzwyczajniej w świecie się uśmiechnął.
- Chciałbym tak codziennie budzić się przy Tobie, Rose. - objął i przyciągnął mnie do siebie, kładąc głowę na moim ramieniu. Uśmiechnęłam się pod nosem. Byłam taka szczęśliwa.
- Justin.. - zachichotałam pod nosem. - A zrobiłbyś mi śniadanie? - zapytałam, słodko trzepocząc rzęsami i wysuwając dolną wagę na przód. Chłopak zmrużył oczy, wpatrując się we mnie i odgarniając kosmyk włosów za ucho.
- A co za to dostanę? - zapytał podejrzliwie, krzyżując ramiona na swojej klatce piersiowej. Sapnęłam głośno, wywracając oczyma.
- Musisz zawsze coś za coś dostawać? Moją dozgonną wdzięczność. - uśmiechnęłam się w jego stronę słodko.
- Nie wiem.. - burknął, przeczesując te swoje idealne włosy. Nie wierzę, że o tym pomyślałam.
- Wiesz co, prawda jest taka, że te śniadanie powinno już tu być dawno. Powinieneś wstać wcześniej i zrobić dla mnie naleśniki, lub jajecznicę, lub to co zawsze jest w tych serialach. - zaczęłam narzekać, prychając co jakiś czas i udając obrażoną.
- Zapamiętaj kochanie, my nie jesteśmy normalną parą. - mrugnął do mnie porozumiewawczo, a ja ponownie wywróciłam oczyma.
- Już lecę. Dostaniesz pyszne kanapki, a'la Justin. - zachichotał, gdy posłałam mu ostatnie spojrzenie mówiące Nigdy-Więcej-Takich-Tekstów i wstał, niemal uciekając z naszego (tymczasowego)pokoju.
Po skończeniu porannej toalety, weszłam do kuchni, widząc, że Justin właśnie kończy robić nasze śniadanie. Uniosłam w zaciekawieniu brwi, jak mu to wyszło i objęłam go od tyłu, splatając palce na jego brzuchu. Zaśmiał się w ten swój uroczy sposób i westchnął głośny, gdy stanęłam na palcach i ułożyłam swoją głowę na jego ramieniu.
- Jeżeli robienie śniadania, będzie tak już zawsze wyglądać, to jestem skłonny się do tego przyzwyczaić. - powiedział, kładąc kawałki pomidorów na kanapki i delikatnie je soląc. Zarumieniłam się, czując, jak jego słowa na mnie wpływają. Może i był czasem infantylny, jednakże wiedział co powiedzieć, abym poczuła się księżniczką.
***
- Justin, ale dokąd my idziemy? - zapytałam, wkładając na swoje stopy zwykłe trampki, nie specjalnie się strojąc ze względu na to, iż ta okolica była oddalona od ludzi o kilka kilometrów. Chłopak właśnie zakładał bluzę, gdy ja rozczesałam włosy i spięłam je w wysokiego kucyka. Była godzina siedemnasta, a temu durniowi nagle zachciało się gdzieś wychodzić.
- Kochanie, po prostu chodź ze mną. - sapnął poirytowany, gdy po raz setny w ciągu piętnastu minut zadałam to samo pytanie zniecierpliwiona. Co ja poradzę, że jestem ciekawską osobą? Mimo wszystko zamknęłam buzię na kłódkę, wiedząc, że i tak nic nie zdziałam. - Ubierz coś na siebie, bo będzie Ci zimno.Aha. Odezwała się jego opiekuńcza strona. - Justin, jest lato, nie sądzisz, że to przesada?
Brązowooki, ściągnął z siebie swoją bluzę i założył ją na mnie, uprzednio posyłając mi mordercze spojrzenie. - Co nie oznacza, że wieczorem się oziębia. - mruknął i zaraz po tym geście, pocałował mnie w policzek. W moim brzuchu zatańczyło stado motyli, co oznaczało, że po raz kolejny Justin wpłynął na moje uczucia w dość znaczny sposób. Chłopak posłał mi łobuzerskie spojrzenie, gdy zauważył moje rumieńce i pochylił się, do mojego ucha.
- Tak działam na kobiety.
Następnie chwycił inną bluzę z kanapy i założył ją, zaraz po tym łapiąc moją dłoń. Wyszliśmy z domku, ówcześnie zamykając go na klucz. Nie, żeby była to niebezpieczna okolica, jednakże lepiej dmuchać na zimne.
Szatyn pociągnął mnie za dłoń, przybliżając do siebie, a następnie zarzucił mi swoje ramię na mój kark, aby jeszcze bardziej zmniejszyć między nami odległość. Czułam, jak bije od niego ciepło sprawiające, szybszą pracę mego serca.
- Dlaczego nic nie mówisz? - zapytał, spoglądając na moją twarz, ozdobioną nieśmiałym uśmiechem. Chodź Justin, oficjalnie był moim chłopakiem, dalej nie byłam przyzwyczajona do faktu, iż mogę go mieć tylko dla siebie.
- Cieszę się chwilą. - odpowiedziałam, słysząc, jak szczęście bije z mojego głosu. Justin zachichotał, całując mój nos. - No co?
- Jesteś strasznie ckliwa. - westchnął, spoglądając przed siebie. Zmrużyłam oczy, odrywając się od niego i udając obrażoną. Kopnęłam kilka kamyków znajdujących się pod moją nogą, krzyżując ramiona na swoich piersiach. - AWWW, Shawty. - mruknął, łapiąc moją dłoń i przyciągając mnie do siebie. - To słodkie. - zagruchał, widząc, moją dziecinną oraz obrażoną minę.
- Nie jestem słodka. - burknęłam, wywracając oczyma i wyrywając mu swoją dłoń. - Masz rację, jesteś seksowna. - odparł rzeczowo, na co zachichotałam cicho.
***
Moim oczom ukazał się mały park, na środku którego znajdowała się fontanna. Nie była ona jednak czynna, nie znajdowała się w niej woda. Była zarośnięta zaroślami, dodając urokowi tej miejscówce. Rozejrzałam się dookoła, widząc, że zachodzi słońce. Justin usiadł na brzegu fontanny, pociągając mnie za sobą tak, że stałam między jego nogami, dzięki czemu moja twarz była na wysokości jego.
Wpatrywaliśmy się tak w siebie przez dłuższą chwilę, nie mówiąc nic. Widziałam, że coś go dręczy, ponieważ grymas wtargnął na jego buzię, chodź wcale nie chciał tego tak pokazywać.
- Justin, mów, o co chodzi.
Splótł nasze palce, wpatrując się w nie. Moje i jego dłonie pasowały do siebie idealnie, jakby było wręcz stworzone do tego.
- Nie chcę między nami żadnych tajemnic. - zaczął. - Żadnych.
Wtedy przeniosłam się na miejsce obok niego i posłałam mu niepewne spojrzenie, aby kontynuował.
- Katy nie żyje. Zginęła w wypadku. - mruknął ledwo słyszalnie, jednak dzięki moim staraniom udało mi się to wychwycić. - Justin, nie musisz.. - odpowiedziałam, jednakże on mnie nie słuchał.
Justin
- Tego dnia, byłem zjarany.
Trzymając silnie dłoń dziewczyny, ciągnął ją w stronę swojego mieszkania. Dziewczyna opierała się tak zaborczemu zachowaniu i po prostu wyrwała mu swą rękę. - Daj spokój! Chcę wrócić na tę imprezę!
Blondynka zataczała się na swoich nogach, mimo wszystko trwale stojąc przy swojej decyzji. Chłopak, miał czerwone oczy oraz nieco powiększone źrenice. Był po prostu po kilku dobrych jointach.
- Nie, kiedy wyglądasz tak! - syknął z jadem, pokazując na jej dość krótko, jednak nie przesadnie sukienkę. Był o nią bardzo zazdrosny, a to wszystko potęgowało jeszcze obecny stan szatyna.
Chwycił ją ponownie za łokieć i pociągnął silnie w swoją stronę. Blondynka upadła na ziemie, cicho jęcząc. Alkohol w jej głowie spowodował zdwojoną agresję.
- Pierdol się! - krzyknęła, popychając go do przodu i chodź wciąż w jej krwi krążyły promile, zaczęła bardzo szybko poruszać się w stronę klubu. Dzieliło ją tylko dwa przejścia dla pieszych. Nim chłopak zdążył zareagować, ona znajdowała się już na pierwszym. Bezpiecznie przebiegła, albo raczej zatoczyła się przez ulicę, wkraczając już na drugie. Jej wzrok był ograniczony, a obraz rozmyty.
- Pamiętam te uderzenie. Pamiętam, ten wrzask. - szepnąłem, czując, jak moje oczy ciemnieją. Nie potrafiłem płakać. Już nie teraz.
- Dzwońcie na pogotowie! - krzyczał. - Błagam, niech ktoś mi pomoże. - podbiegł do ciała dziewczyny, leżącego kilka metrów dalej. Kierowca z samochodu wybiegł, rozglądając się w panice.
- Katy! - krzyczał. - Katy, obudź się. - w jego głosie czaiło się przerażenie. Płakał.
- Zginęła na moich oczach. Zginęła przeze mnie. - zakończyłem, mocno przymykając powieki. Moje serce biło ze zdwojoną siłą, gdy w głowie odtwarzałem obrazy z tamtego dnia.
- Wtedy straciłem wszystko.
Rose przez dłuższy czas nic nie mówiła. Po prostu milczała, a gdy zdecydowała, że to już ten moment, zarzuciła mi ręce na kark i przyciągnęła mnie do siebie. Czułem jej łzy, gdy schowała głowę w zagięciu mojej szyi i czułem też, jak drżała pod wpływem emocji. Tak proste zachowanie, otworzyło moje serce i wtedy poczułem pierwszą łzę, spływającą po moim policzku. Po raz pierwszy od dawna - zacząłem płakać.
Nie potrzebowałem niczego innego, niż jej w swoich ramionach. Potrzebowałem ukojenia - które mogłem znaleźć tylko i wyłącznie w mojej Rose.
***
Rose
Po tym spacerze, totalnie odmieniłam sposób patrzenia na Justina. Chodź z zewnątrz był to twardy mężczyzna, bez żadnych problemów, w środku okazał się bezbronnym, zbyt szybko dorosłym nastolatkiem. Chciałam tego wieczoru poprawić mu humor, dlatego też, zaproponowałam aby dziś napić się czegoś mocniejszego.
Siedziałam na kolanach chłopaka, popijając któryś z kolei kieliszek wódki. Czułam, jak uderza do mojej głowy, ale widząc Justina który wpatruje się we mnie z wdzięcznością i uwielbieniem, mogłabym nawet zachlać się na śmierć. To nie tak, że on potrzebował ukojenia w alkoholu. Myślę, że ja tego potrzebowałam po tym, co dziś usłyszałam. Potrzebowałam się rozluźnić, a przy okazji sprawić Justinowi trochę przyjemności. Mając na myśli przyjemność - tak, wiem o czym myślicie. I wcale się nie mylicie.
Odwróciłam się twarzą do niego, siadając okrakiem na męskości chłopaka. Justin spojrzał na mnie dziwnie, nieco zamglonym, ale wciąż orzeźwionym wzrokiem. Uśmiechnęłam się w jego stronę śmiało, widząc, jak niepewnie się czuje. Położyłam jego dłonie na swych bokach, tak aby dotknął mojej gorącej skóry. Pocałowałam go brutalnie, wpijając się w wargi, smakujące alkoholem. Ten smak wywołał u mnie jeszcze większe podniecenie, dlatego otarłam się swym kroczem i jego i dopiero wtedy szatyn zrozumiał o co mi chodzi. Uśmiechnął się zadziornie poprzez pocałunek i wsunął język do moich ust, próbując przejąć kontrolę. Wstał, wkładając dłonie pod moje uda, a ja oplotłam biodra wokół jego pasa. Chłopak nie przerywając naszego pocałunku, zaniósł mnie do sypialni, delikatnie kładąc moje ciało na satynowej pościeli. Uśmiechnęłam się, pociągając go na siebie. Moje dłonie chwyciły krańce jego bluzy podciągając ją do góry. Chodź był to mój drugi raz, go TO robiłam, to nie czułam wstydu. Być może dlatego, iż alkohol dodał mi nieco pewności siebie. Justin, nie czując już oporów, zaczął całować skórę mojej szyi, co jakiś czas ssąc ją w moim czułym miejscu.
- Justin.. - jęknęłam, czując, jak jego dłonie zsuwają ze mnie moją koszulkę pozostawiając mnie jedynie w staniku. Uniósł się nieco, przyglądając się mym piersiom. - Jesteś tak piękna. - mruknął, a ja chwyciłam pasek jego spodni. Zrozumiał aluzję i zsunął je z siebie pozostawiając na sobie jedynie bokserki. Powrócił do całowania mojej szyi, jednakże mokrymi pocałunkami zjechał poprzez mój obojczyk na piersi, które w ułamku sekundy uwolnił ze stanika. Czułam, że robię się mokra na dole, więc już nie mogłam się doczekać, gdy przestaniemy się cackać i po prostu we mnie wejdzie. - Pośpiesz się. - szepnęłam, dysząc i wijąc się po łóżku, gdy zsunął moje spodnie i wsadził dłoń za gumkę mych majtek. Dotknął mojego centrum, powodując tym u mnie jęk rozkoszy.
Uśmiechnął się cwaniacko, na co nie potrafiłam mu się odgryźć, dlatego jękami pogoniłam go do swojej "roboty".
Przykrył nas kołdrą, gdy zsuwał z siebie bokserki, ale mimo wszystko i tak widziałam, jak bardzo jest podniecony. Widok ten zaparł dech z mojej piersi i dlatego sama zsunęłam z siebie ostatnią część mojej garderoby.
- Wejdź we mnie, Justin. - mruknęłam ochryple i nisko, tak, aby mógł poczuć moje podniecenie. Uniósł brwi, chichocząc, chodź widziałam, że już sam nie może wytrzymać.
- Jak bardzo tego chcesz? - spytał, dotykając swoim penisem mojej łechtaczki. Łyknęłam łapczywie powietrze, czując, jak bardzo jestem gotowa.
- Justin, błagam.. Bardzo.. - na te słowa, chłopak wszedł we mnie jednym, mocnym i posuwistym ruchem i zatrzymał się, podczas gdy oboje warknęliśmy. - Jesteś taka ciasna, skarbie.
Schował głowę w moich włosach, przy następnych ruchach, a ja ułożyłam dłonie na jego plecach, poruszając biodrami w jego rytm.
Czułam się, jak w transie. Wokół nie było nic, oprócz nas i naszego "tańca" miłości. - Powiedz, że pragniesz tylko mnie. - mruczał Justin, podpierając się rękoma za moją głową. - Tylko Ciebie, Justin. - odpowiedziałam, przyciągając go do siebie i składając pocałunek na jego klatce piersiowej. Wtedy przyśpieszył swoje ruchy, a ja czułam, że zaraz nadejdzie koniec. - Nie mamy zabezpieczeń.
- Biorę tabletki. - odpowiedziałam szybko, nieco przerywając. Czułam, że wchodzę na inny poziom rozkoszy, na poziom maksymalny. - Justin. - wykrzyczałam. Moje paznokcie podrapały jego plecy, gdy nadeszła upragniona chwila. Wydaliśmy oboje z siebie gardłowy okrzyk, a następnie Justin opadł delikatnie na moje ciało, obejmując je dłońmi, wciąż jednak nie wychodząc swoją męskością ze mnie.
- Kocham Cię, Justin.
___________
Nie podoba mi się ten rozdział, ale cóż.. Musiałam go wreszcie dodać, ponieważ tak długo czekaliście. :)
Już wkrótce pojawi się prolog na moim nowym blogu, a póki co zapoznajcie się z jego stroną, bohaterami i zwiastunem: http://struggling-with-love-jbff.blogspot.com/. :)
Rozdział nie sprawdzany.
Hahaha, Rose i Justin w jednym domku, w jednym pokoju, sami... To musiało się tak skonczyć, po prostu haha. Wiedziaaałam, że będzue taki moment, albo w poprzednim, albo w tym i się nie pomyliłam ;D
OdpowiedzUsuńOgólnie cały rozdział jest piękny i cudowny. Oni są dla siebie stworzeni. Ale nie sądzilam, że dzisiaj Justin znów otworzy się przed Rose. W ogóle to chciałam Ci powiedzieć, że cholernie podoba mi się, kiedy łączysz wydarzenia z teraźniejszości ze wspomnieniami. Genialnie się czyta, kiedy wszystko jest tak poprzeplatane, naprawdę. I szkoda mi Justina, że się popłakał, ale cóż. Miłość. Nic więcej dodawać nie trzeba.
Jesteś wspaniałą pisarką i już w tej chwili pędzę na kolejnego bloga. Dziękuję, że piszesz ;*
Ps. Mam do Ciebie prośbę. Zmieniam szkołę i potrzebuję kogoś, kto będzie trzymał za mnie kciuki haha. Uczynisz mi ten zaszczyt? ;D
whatever-people-say-jb.blogspot.com
WTF WTF WTF. Nie wierzę, że dodałas TAKI rozdział! Jest super mega! Szkoda mi Justina po tym jak dowiedziałam się, że stracił Katy i mam nadzieję, że przy Rose odzyska pełnię szczęścia. Mmmm kocham to opowiadanie!
OdpowiedzUsuńwww.onelife-ff.blogspot.com
Szczerze, nie wiem co powiedzieć. Szkoda mi Justin'a. Nie mam pojęcia jak określić ten rozdział. Nie mówię, że mi się nie podoba. Podoba mi się, ale idk. Przepraszam za to :c
OdpowiedzUsuńineedangelinmylife.blogspot.com
O Boże i ta ostatnia scena....
OdpowiedzUsuńWow ta scena fenomenalna
OdpowiedzUsuńsuper ;)
OdpowiedzUsuńAww swietny
OdpowiedzUsuń