Rose's POV.
To dziwne, ale z łóżka wstaliśmy dopiero po południu.. Ale to wszystko była jego wina!
- Masz ochotę na.. obia.. śnia.. ko.. Dobra, jesteś głodna? - zapytał, plątając się w słowach. Zaśmiałam się głośno, kiwając twierdząco głową. Wsunął dłonie pod moje nogi, a następnie pod plecy i uniósł mnie na rękach, z niewiarygodną łatwością.
- Justin, możesz mi powiedzieć, co Ty robisz? - zapytałam, chichocząc pod nosem i chowając głowę w zagłębieniu jego szyi. W tamtym momencie poczułam jego oszałamiające, męskie perfumy. Zaciągnęłam się nimi, zarzucając mu ręce na kark i splatając je tam ze sobą.
- Niosę Cię do kuchni. - odparł, jakby to była jedna ze zwyczajnych odpowiedzi.
- A powiesz, dlaczego niesiesz? - zadałam kolejne pytanie. Spojrzał na mnie, a w jego oczach kryło się coś.. coś nie do opisania. Pierwszy raz widziałam człowieka tak szczęśliwego. Iskry radości, biły od niego na kilometr, stwarzając atmosferę niewiarygodnie lekką.
Jeszcze wczoraj ich tam nie było.
I co w związku z tym?
- Bo chcę, abyś czuła się, jak księżniczka. - szepnął, składając pocałunek, na moim czole. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, gdy wypowiedział to z taką czułością. Reaguję na te teksty zbyt uczuciowo.
Nie zaprzeczysz. Sprawiasz, że jest szczęśliwy, a on sprawia, że Ty jesteś.
Zamknij się.
Więcej nic nie mówiłam. Nie potrafiłam odpowiedzieć. No, bo co? Mówienie u mnie o uczuciach, nie jest zbyt.. Cóż.. Łatwe.
Gdy chłopak usadowił mnie na blacie, oparł się o niego, odgarniając kosmyk moich włosów, za ucho.
- Więc? Na co masz ochotę? - jego oczy wywiercały dziurę w moich obojczykach a ja westchnęłam, wypuszczając głośno powietrze z ust.
- Naleśniiiiiki. - klasnęłam w dłonie, uśmiechając się, jak dziesięcioletnia dziewczynka, a Justin wybuchnął gromkim śmiechem widząc moją minę.
- Okeej.. - westchnął, idąc prawdopodobnie - do spiżarni, gdzie trzymał zapasy. W tym samym czasie, wyciągnęłam patelnię, kładąc ją na piecyk. Gdy chłopak wrócił, położył po kolei wszystkie składniki na stół, oraz obwiązał sobie wokół pasa fartuch. Zakryłam usta ręką, starając się nie wybuchnąć śmiechem. Widok 21 latka, ubranego w kuchenny fartuch z narysowanymi babeczkami na przodzie, z miną wyrażającą pełne skupienie.. Po prostu mnie rozbawił.
- No co? A jak się pobrudzę? - jęknął poirytowany, a ja już nie powstrzymując chichotu, wybuchnęłam, zginając się w pół.
- Dobra, śmiej się. - mruknął.
Wstrząsy, jakie rzucały moim ciałem po kuchni, były nie do opisania. Ilekroć próbowałam się wreszcie uspokoić, tylekroć przed oczami stawał mi Justin z urażoną miną.
- Mogłabyś już przestać.
Chwyciłam się za brzuch, czując, jak zaczyna mnie boleć od nadmiaru radości.
- Nie no, teraz to dostaniesz. - warknął, wsadzając rękę do miski z mąką a następnie, wycierając ją w moją twarz, oraz włosy.
Zszokowana, zakasłałam kilka razy, a wokół zatańczyło miliony białych drobinek. Moje usta w kształcie litery o, szybko zmieniły swoje położenie w rozwścieczoną minę.
- Justin, nie żyjesz! - zaczęłam się miotać, powtarzając czyn chłopaka, oraz wskakując na jego plecy, co dawało mi idealny dostęp do jego zmierzwionych włosów. Niemal z pasją, wtarłam w nie mąkę, starając się robić to jak najdokładniej. Justin poruszył się niespokojnie i z mordem w oczach, ruszył biegiem do salonu, zatrzymując się tuż przed kanapą.
- Albo złazisz z moich pleców, albo się na Tobie kładę - zagroził, stając tyłem do siedzenia i pochylając się. Prychnęłam głośno, nie robiąc nic sobie z tej groźby mimo, iż już nieco ześlizgiwałam się z niego.
- Nie zrobisz tego.
- Czyżby? - zaśmiał się głośno, kładąc na plecach i przy okazji przygniatając mnie swoim ciałem do wersalki.
- Juuuuustin! Duszę się. - zakasłałam, jednak on nic sobie z tego nie robił, a nawet docisnął mnie mocniej. Łapczywie łapałam powietrze, przeklinając cicho pod nosem.
- Nie wierzyłaś mi. - westchnął, udając znudzonego, kiedy to ja byłam niemal już sina z braku oddechu.
- Justin, błagam.. Zrobię wszystko co zechcesz - wychrypiałam, a on sam podniósł się gwałtownie, podpierając na łokciu i spoglądając na mnie.
- Wszystko?
- Teraz nie, bo wstałeś. - warknęłam, ale nim zdążyłam się obejrzeć, on ponownie przycisnął mnie do kanapy.
- Dobra, dobra, wszystko!! - ostatkami sił krzyknęłam, a on zadowolony odsunął się, pocierając jedną dłonią, o drugą.
- No. Taki układ mnie zadowala. Klękaj. - mruknął, wyrzucając ręką w bok.
- Co przepraszam?! - zapiszczałam, a w mojej głowie od razu stanął obraz, jego "genialnego" pomysłu. Justin najpierw spojrzał na mnie zszokowany, a następnie wybuchnął gromkim śmiechem, chwytając się za brzuch.
- Jaka Ty jesteś zboczona. Miałem na myśli, serię pokłonów dla swojego pana.. Ale.. Ta druga opcja, też jest kusząca. - mruknął seksownie pod nosem, delikatnie zmniejszając między nami odległość. Posłałam mu pełne oburzenia spojrzenie, ale Justin wciąż nie zmieniał swego wyrazu twarzy. Wreszcie sapnęłam sfrustrowana.
- A spierdzielaj, dziadzie, jeden. - odepchnęłam go lekko, wstając i strzepując z siebie resztki mąki. - Pedofil. - mruknęłam pod nosem, a on oburzony wyrzucił ręce w górę.
- Przepraszam bardzo! To Ty miałaś nieczyste myśli. - skrzyżował na swojej klatce piersiowej dłonie i zrobił obrażoną minę.
W tym momencie, wybuchnęłam śmiechem, a zaraz po mnie Justin.
***
- Gdzie idziemy? - szepnęłam, gdy potknęłam się po raz kolejny na schodach. Wywróciłam oczami, widząc ich jeszcze kilkanaście.
- Zaraz zobaczysz. - mruknął, ewidentnie zdenerwowany moimi ciągłymi pytaniami. Jestem ciekawska, co ja poradzę?
Weszliśmy do małego pomieszczenia, gdzie Justin uchylił okno, a następnie stanął obok niego i spojrzał na mnie. Jestem pewna, że to było poddasze.
- Co? - zapytałam pełna zdziwienia.
- No, jak to? Wyłaź.
- Przez okno?!
Szatyn pokiwał głową twierdząco, uśmiechając się ciepło.
- Oszalałeś, czy może oszalałeś?
- Wychyl się i wystaw nogi, tam jest drabinka na dach. Poza tym, będę Cię asekurował.
- Jasne. Jeżeli Twoja asekuracja, będzie tak dobra, jak Twój fartuszek to dziękuję bardzo.- prychnęłam, chodź ufałam mu na tyle, aby bez żadnych wątpliwości zrobić to, o co poprosił. Po jego minie, mogłam stwierdzić, iż dotknęłam jego granicy cierpliwości i zdecydowanie, lepiej jej nie przekraczać.
Ostrożnie, wychyliłam głowę poza okno, a następnie przełożyłam przez nie nogi tak, aby dotknęły po boku drabiny.
- Spokojnie. - w między czasie usłyszałam cichy szept szatyna. Sprawnym ruchem, położyłam ręce na drabince i uniosłam swoje ciało, wspinając się w górę. Zajęło mi to chwilę czasu i kilka jęków niecierpliwości chłopaka, ale udało mi się wejść. Przeczekałam kilka sekund, pomagając Justinowi.
Stanęliśmy na dachu mieszkania. Dopiero teraz, zauważyłam, iż jest już noc. Nie zwróciłam na to uwagi, jednakże na dworze na tyle się ochłodziło i ściemniło, że światło pozostawiał jedynie księżyc w kształcie banana. Spojrzałam na chłopaka, który z zadowoleniem wpatrywał się w te źródło światła. Kąciki moich ust uniosły się mimowolnie, gdy jego ręka powędrowała do mojego boku i gdy przyciągnął mnie blisko siebie.
- Usiądźmy. - dodał, wskazując głową. Gdy wygodnie usadowiłam się na końcówce dachu, tak, aby moje i Justina nogi zwisały, poczułam mocny,zimny wiatr wiejący w nasze twarze. Kosmyki moich włosów, zatańczyły w rytm jego rozkazu.
Mimo to, nie było mi zimno, bo czułam się nieco skrępowana przy Justinie. Miałam wrażenie, jakbym na twarzy była cała czerwona. Nie wiedziałam, dlaczego akurat w tym momencie, musiałam tak reagować.
- Pięknie. - szepnęłam, a chłopak splótł nasze nogi, oraz położył rękę na mojej talii.
- Wiedziałem, że Ci się tu spodoba. - odparł, chwytając za mój podbródek i kierując go w swoją stronę.
Niemal spalona ze wstydu, spojrzałam w jego oczy, wyrażające w tym momencie niewiarygodną radość. Uśmiechnęłam się delikatnie, co natychmiast odwzajemnił, a zaraz po tym pochylił się nade mną i złączył nasze usta w krótkim, ale jakże intensywnym pocałunku. Moje serce zabiło szybciej, gdy poczułam ciepło, bijące od bliskości w jakiej nas zamknął. Nie potrafiłam się przyzwyczaić, do takiej reakcji mojego ciała, na szatyna. Gdy oderwał swoje usta od moich, poczułam, jakby nagle czegoś mi zabrakło. Jakby ktoś, oderwał część mnie. Ale czy to prawidłowe?
***
- Justin.. - bąknęłam, bawiąc się kosmykiem swoich włosów. Uniósł brwi w zaciekawieniu, skupiając na mnie swoją uwagę.
- Kim jest Katy? - zapytałam, przygryzając delikatnie wargę. Nie mogłam się powstrzymać.W nocy, Justin szeptał to imię, śpiąc. Nie mogłam przez to spać, a jednocześnie chciałam usłyszeć o niej coś więcej.
Jesteś zazdrosna?
To nieprawda! Po prostu chcę go bliżej poznać. To nic dziwnego.
Gdy przestałam rozmawiać sama ze sobą, zauważyłam, iż chłopak napiął maksymalnie mięśnie, odplątując nasze nogi i wykonując przeróżne nerwowe tiki. Przechyliłam głowę na bok, przyglądając się mu. Czy nie powinnam o to pytać? Czy posunęłam się za daleko?
- Przyjaciółką. - warknął ochryple, ale zarazem ozięble, co nie umknęło mojej uwadze. Gęsia skórka przeszyła moje ciało, gdy atmosfera stała się po prostu napięta. Położyłam dłoń na swojej drugiej ręce, pocierając ją nerwowo. Nie zadowalała mnie taka odpowiedź i sądzę, iż on dobrze o tym wie. Skoro już zaczęłam ten temat, nie chciałam go przerywać. Przecież.. to nic dziwnego, że chcę go poznać nieco głębiej.
- Justin.. Czy, czy ona była dla Ciebie kimś.. kimś wyjątkowym? - zapytałam, gryząc się w język. Cholera, czy Ty nigdy nie potrafisz się opanować? Twoja natura, w końcu Cię skrzywdzi.
Ale przyznasz, że dziwna była jego reakcja na tę imię.
- Chce mi się już spać. Wracajmy. - odparł, wypuszczając głośno powietrze z ust i podnosząc się. Uczyniłam to samo, krzyżując dłonie na swojej klatce piersiowej.
- Justin, dlaczego nie chcesz odpowiedzieć? - szepnęłam, kładąc dłoń na jego ramieniu. Odwrócił w połowie głowę, zarzucając klatką piersiową i tym samym strzepując moją rękę. Odwrócił się w moją stronę, a ja zauważyłam, iż jego oczy błyszczą ciemnością. Nastąpił niemal na mojego buta, tak się poruszając, że znajdowałam się teraz o krok od przepaści, stojąc tyłem. Otworzyłam usta ze zdziwienia, wydając z siebie jęk strachu.
- Jeżeli omijam jakiś temat. - zaczął, łapiąc moje nadgarstki i mocno zaciskając na nich swoje ręce. - To oznacza, że nie masz go kontynuować. - syknął, a ja poczułam delikatne łzy kujące mnie w oczy, ze względu na mocny zacisk moich nadgarstków.
- Justin, to boli..
- Zrozumiałaś?! - krzyknął,a jego źrenice zwiększyły swoją średnicę. Nozdrza szatyna, były nieco rozszerzone, gdy wypuścił moje dłonie ze swego uścisku. Echo jego głosu jeszcze chwilę niosło się w moim umyśle. Przerażona, wpatrywałam się w to, jak schodzi z drabinki, a następnie znika w oknie.
Gdy byłam pewna, iż już mnie nie słyszy, opadłam na kolana, spoglądając na swoje nadgarstki. Czerwone ślady odbite na skórze, dawały o sobie znak, nie tylko wyglądem zewnętrznym, ale i również bólem wewnętrznym.
Nic nie rozumiem. Ja tylko chciałam poznać.. Włosy przysłoniły moją twarz, tym sposobem zakrywając mi jakikolwiek widok.
A potem moje oczy, zostały zaszklone słoną wodą, która skroplona, spłynęła po moim policzku, tworząc dopiero początek burzy, jaka miała nastąpić.
______________
Chyba nie skomentuję tego rozdziału.. Zróbcie to sami. Mogę dodać jedynie tyle, że to jest początek końca tej części. :)
xxx
O matko ale cham!!! Jestem ciekawa czy ona ma zamiar wgl uciekać.
OdpowiedzUsuńMam nadzieje , że ona tego incydentu nie wybaczy mu tak szybko. Rozdział świetny :) Czekam nn <3
http://heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com/
WSPANIAŁY!
OdpowiedzUsuńJejuu, ale i tak się ciesze lubię dramy hahah
cudowny <3
OdpowiedzUsuńco kurwa? zaczęło się tak pięknie a na koniec Justin okazał się chujem :( omg ale rozdział i tak jest cudowny rtjhgfbjnkmjgihbhgvcv @Swag_on_Bieebs
OdpowiedzUsuńKońcówka mnie przeraziła. ALe początek był taki słodki. Oni są razem cudowni. Rozwaliłaś mnie tym fartuszkiem w babeczki xd Super rozdział. Kocham i weny życzę ;*
OdpowiedzUsuńJuż naprawdę nie rozumiem zachowania Justina. Nie powinien w taki sposób traktować Rose - oczywiście chodzi mi tutaj o użycie siły względem niej. Ale mam nadzieję, że kiedyś ujawni jej całą prawdę. Bo moim zdaniem naprawdę dziewczyna na nią zasługuje. Nie dość, że została porwana to jeszcze nic kompletnie nie wie. Wrażenia moje są takie, że Justin wpadnie w niezłe kłopoty, kiedy dowie się o wszystkim policja. W sensie, że to on uprowadził Rose. Będzie na pewno niezła zadyma. Ale coś mi się wydaje, że ma jakieś wtyki w policji. Że w ogóle jest jakimś szefem maffi. Ahhh, ta moja wyobraźnia.
OdpowiedzUsuńOczywiście czekam na następny rozdział z utęsknieniem, bo KOCHAM Twojego opowiadanie, naprawdę!
Do następnego, xoxo.
www.love-choice.blogspot.com
Matko Boska! Genialny jak zawsze ;) Nie rozumiem zachowania Justin'a. Nie powinien jej tak traktować.
OdpowiedzUsuńJuż się nie mogę doczekać kolejnego <3
ineedangelinmylife.blogspot.com
no wlasnie ty nam jeszcze nie wyjasnilas kto to jest Kate;-) Justin byl slodki a na koncu taki cham ugh a Rose byla taka niegrzeczna a teraz sie boi.. to Justin sie jej sluchal a nie ona go... XD
OdpowiedzUsuńkocham jest super tylko końcówka smutna bardzo dobry rozdził
OdpowiedzUsuń;o Co ten Justin oszalał?? I kim jest do cholery Katy? xd Nie rozumiem, czemu nie odpowiedział i zaczął się tak zachowywać? Myślałam, że teraz będzie milszy i że będą szczęśliwi. Że jednak to nie będzie dla Rose takie złe... i się z lekka zawiodłam ;c
OdpowiedzUsuńRozdział oczywiście genialny :D Można wyłapać kilka błędów, fakt, ale to nie zmienia faktu, że całokształt jest niemal perfekcyjny :*
~Aleksa
♥
among-the-people.blogspot.com
<3
OdpowiedzUsuńŚwietny jest ten rozdział.. ! Woow. Mam nadzieje ze Justin ja przeprosi!!
OdpowiedzUsuńAle supeer! Trochę bardzo dziwne że Justin tak gwałtownie zareagował na to imię, i jeszcze tak się zdenerwował na dziewczynę w której się podobno "zakochał". No te imię nic ciekawego nie wróży. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. <3
OdpowiedzUsuńsuper ;)
OdpowiedzUsuńGenialny , zajebisty ! xx Kocham cie dziewczyno ! czekam na nn <3
OdpowiedzUsuńOoo rety, nie znałam Justina od tej strony. No nieźle, nieźle. Ależ on się agresywny zrobił. A to przecież normalne, że ona chciała się czegoś o nim dowiedzieć. Kurde, najpierw lądują w łóżku (tak prawi i dosłownie), a on teraz wkurwia się o jedną wzmiankę o tej dziewczynie. No ale widocznie ma powód, żeby tak emocjonalnie reagować.
OdpowiedzUsuńA poza tym, to oni są cholernie idealni. Normalnie kocham wszystkich Twoich bohaterów których tworzysz i wśród wszystkich opowiadań, jakie czytam, Rose&Justin, a także Angel&Justin, są na samym szczycie. Kocham czytać o nich i o tym, co im się przytrafia, co robią.
Kochanie, jesteś fantastyczna w tym co robisz. Za każdym razem wciągasz mnie w to jeszcze bardziej i mam ochotę dalej czytać, a wiedz, że jestem chyba najbardziej nienawidzącą czytać czegokolwiek osobą. Dla przykładu, kupiłam gazetę całą poświęconą Justinowi i jedynie obrazki obejrzałam, bo pomimo że go kovham, niechęć do czytania to przytłacza. A Twoje ff mogłabym czytać bez przerwy (zwłaszcza sceny z Bryzą sialala). Cudowne ;*
black-tears-jb.blogspot.com
my-heaven-jb.blogspot.com
Wczoraj zaczęłam czytać i normalnie zakochałam się w tym opowiadaniu.Uwielbiam takie historie ♥ Cudownie piszesz i czekam na kolejny .. jak byś mogła mnie poinformować --- > http://ask.fm/spac8 byłabym wdzięczna :D
OdpowiedzUsuń