- O Boże. - jęknęłam, a w moich oczach stanęły łzy. Lisa spojrzała na mnie, a ja wpadłam w szał.Nie potrafiłam na to patrzeć. Złapałam jej drobną dłoń, czując przeszywający dreszcz. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę.
Justin wsunął dłonie pod poobijane ciało dziewczyny i uniósł ją, a z jej ust wydobyło się ciche jęknięcie. Nie miała nawet siły, aby zmarszczyć czoło z bólu. Po prostu zamknęła oczy i wypuściła głośno powietrze. Pobiegłam zaraz za Justinem, który po wejściu ułożył Lisę na kanapie i pod jej głowę włożył poduszkę.
Uklęknęłam przed nią i ponownie chwyciłam jej dłoń. Czułam palące uczucie bezsilności, gdzieś tam w środku.
- Dzwonię na pogotowie. - usłyszałam cichy głos chłopaka. Nie odpowiedziałam. Czułam tak niewyobrażalną wściekłość na siebie, na niego.. Na cały świat. Jak mogłam w ogólnie myśleć o niej? O Lisie? Co ona musiała przeżywać? Co oni jej zrobili?
***
Gdy karetka zabrała Lisę, zostałam sama w domu z Justinem. Zaczęłam pakować najważniejsze rzeczy do torby. - Jadę do szpitala. A Ty.. Wynoś się stąd, Justin. Zostań i już nigdy mnie nie okłamuj.
Czułam jak te słowa ranią mnie i jego. Czułam, jak powoli wypalają dziurę w moim sercu, a szatyna krzywdzą.
- Rose.. Odwiozę Cię do szpitala. - szepnął cicho, a jego oczy spotkały się z moimi. Czy on płakał? Zagryzłam wargę, czując chęć przytulenia go do siebie. Tak silną, tak nieodpartą..
- Nie. Wynoś się. Nie rozumiesz? Zostań. Kocham Cię.
Wtedy spojrzał na mnie. Nie wiem, co widziałam w jego spojrzeniu, ale było to coś nieodgadniętego.
Justin nie przerywał naszego kontaktu wzrokowego. Po chwili zaczął się trząść.Jego ciało pochłonęło się w drgawkach. Coś w jego sercu się wydarzyło właśnie tu i teraz. Z trzęsącymi się rękoma wyszedł. Odszedł.
A ja upadłam i zaczęłam płakać.
****
Nie wpuścili mnie do niej do szpitala. Nie pozwolili się z nią widzieć. Jest w ciężkim stanie i jedynie tyle wiem. I chodź moje myśli krążyły wokół Lisy, czułam, że jest coś jeszcze, co nie daje mi spokoju.
Fakt, jak Justin łatwo odszedł. Jak nie walczył. On wyszedł. Wyszedł i trzasnął drzwiami i tym samym, zostawił mnie samą po środku wielkiego domu. Samą.. Samą sobie w swoim sercu. Nie mogę wyjaśnić, co wtedy czułam.Żal, smutek, ból, stratę? Strach, wściekłość, osamotnienie? Straciłam kogoś, kto miał być na zawsze. Zawsze, często ma różne definicje w sercach różnych ludzi.
Justin
I wtedy zrozumiałem. Zrozumiałem, co zrobiłem i wreszcie zrozumiałem kim byłem i jestem. Jestem nikim. Bo bez niej, jestem nikim.
2 tygodnie później.
Widzieli go przechodnie, widzieli go klienci sklepu, obok którego przechodził. Widział go zszokowany Lucas. Szedł z czerwonymi kwiatami.Schudł, nie jadł. Miał zmęczone oczy i zapadniętą klatkę piersiową. Chwiejnym krokiem szedł w stronę, która była jedyną prawidłową stroną. Zatrzymał się, wyrzucił kwiatki do kosza. I szedł dalej, bo wiedział, że jeśli cokolwiek tu pomoże, to nie żaden pieniądz, materiał. Tu musi walczyć on i tylko on. Bo wreszcie zrozumiał, czym ją darzył. Zrozumiał, to czego nie potrafił zrozumieć przez lata. Zrozumiał to, czego nie potrafił zrozumieć nawet tam w Australii. Oraz w więzieniu. Oraz wtedy, gdy była jeszcze dziewczynką. I teraz wiedział.
Rose
Ciche pukanie, nie wzbudziło we mnie żadnych podejrzeń. Wstałam z kanapy, ocierając twarz. Nie miałam już siły płakać, bo po kim? Skoro on jest nikim.
Ale gdy w progu stanął, ten nikt, świat jakby się zatrzymał. Auta stanęły w miejscu, dźwięki uliczne ucichły. Przechodnie zatrzymali się w czasie. Bo stał tam on.
Widziałam, jak jego nogi uginają się i upada na kolana. Otworzyłam usta ze zdziwienia. - Justin?
- Nie mogę. - szepnął, chowając twarz w dłoniach. Nie rozumiałam, co właściwie się z nim działo.
- Nie potrafię.. - chodź mówił cicho, ja doskonale słyszałam jego głos, który odbijał się echem w mojej głowie. Wyglądał teraz jak dziecko, samotne, zagubione dziecko. - Jesteś wszystkim co mam. Bez Ciebie jestem sam. Podeszłam do niego, uklęknęłam przed nim. - Nie opuszczaj mnie. - wciąż mówił, kurczowo trzymał się swoich ubrań, kiwał głową na boki. - Jesteś moim słońcem. Jesteś wszystkim, Rose..
- Nie możesz mnie zostawić. Nie możesz tego zrobić, jak ona. Jesteś moim wszystkim i jesteś moim zawsze. Jesteś moim tutaj i teraz. Jesteś niebem i ziemią. Słońcem i deszczem. Ogniem i wodą. Jesteś tą drugą częścią, nie rozumiesz? Nie mogę Cię zostawić. Bo nie będzie nas. A gdy nie będzie nas.. To nie będzie mnie.I nie będzie Ciebie.
Szaleje za Tobą. Nie moge przestać o Tobie myśleć. Jesteś w moich myślach, moim sercu... w jego każdym pieprzonym uderzeniu.. Czy to miłość? Sprawiasz, że staję się lepszym człowiekiem.. Czy to miłość? Rose, kocham Cię. Tak strasznie Cię kocham. Musisz mi uwierzyć.
Wziął głęboki oddech i znów się odezwał, a jego głos się załamywał. - Ja po prostu wiem że chce być z Tobą. Często nie rozumiem co robię.. I wtedy Cię krzywdzę. To wydaje się takie pozbawione sensu.Wszystko wydaje się pozbawione sensu. Ale gdy jestem z Tobą jest inaczej. Czy to miłość?
Nagle uniósł głowę i spojrzał wprost w moje oczy. Jego tęczówki pokrywała szklana tafla. - Nie wiem czy jest to miłość, ale wiem jedno. Jesteś jedynym powodem dla którego ja jestem... Jesteś moimi wszystkimi powodami.
Wodospad łez spłynął po mojej twarzy, gdy wreszcie złapałam jego dłoń i uścisnęłam. Moje gardło zawiązane w supeł, nie potrafiło wydobyć żadnego słowa. Justin powiedział wszystko to, co zawsze chciałam od niego usłyszeć. Objęłam go za szyję i przyciągnęłam do siebie. Pragnęłam, żebyśmy się tu zatrzymali. W tym momencie. Nic innego nie mogło zniszczyć tej chwili. Bo oboje zrozumieliśmy, jak silna więź nas łączyła. Płakaliśmy. Oboje, jak dzieci.
- Zostań już na zawsze.
- Zawsze. - szepnął i wtedy zapomniałam o wszystkim. O Codym, o tym, że zaraz być może coś się stanie. Ale nie potrafiłam tego wytłumaczyć. Ja i Justin nie potrafiliśmy tego wytłumaczyć, co teraz nami kierowało.
***
Tego samego dnia w szpitalu zmarła Lisa Weit. Nie pożegnała się z nikim. Jason, był w trakcie podróży do niej. Lucas zawiadomił policję w sprawie Justina i Cody'ego. Pogrzeb Lisy odbył się tydzień później. Rose wybaczyła Justinowi.
___________
Witam Was po tak długiej przerwie. Mam nadzieję, że ktoś tu wciąż jest i dzielnie czekał na ten rozdział, który przyszedł mi do głowy ni stąd ni zowąd. Tak strasznie dziękuję Wam, tym, którzy tu zostali. Mam cichą nadzieję, że skomentujecie ten rozdział swoimi przemyśleniami. :D
Chyba się domyślacie, że to przedostatni rozdział? Planowałam to zakończyć w sumie od świąt, ale nie umiałam się zebrać, nie miałam pomysłu, no i .. ogólnie nie rozumiałam, co się ze mną działo.
Ale jestem już i wróciłam także na drugiego bloga: http://struggling-with-love-jbff.blogspot.com/.
Czekam na Wasze opinie!
Proszę, podzielcie się nimi w komentarzach!
Ask: http://ask.fm/lovemekissmeeee
Uwielbiam... czekam na next:)
OdpowiedzUsuńPrzedostatni rozdział !?!?!?!?! Przedostatni rozdział!?!?!?!? Jezu, mogłaś mnie wcześniej uprzedzić, bo teraz jestem w szoku, haha. Nie spodziewałam się, naprawdę. Mogłabym czytać jeszcze trzecią część, która byłaby z pewnością równie wspaniała, jak ten rozdział i wszystkie poprzednie. Wyznanie Justina było...no piekne, co tu wiele mówić. Powiedział wszystko tak szczerze. Powiedział to, co leżało ku na sercu, a Rose, widząc to, wybaczyła mu, co również jest piękne. W ogóle cały piękny rozdział, weny (:
OdpowiedzUsuńgoodnight-sweetheart-ff.blogspot.com
final-justice-jb.blogspot.com
Jak to przedostatni rozdział!????? Co ty sobie kurwa żarty robisz? Jak możwsz zakończyć tak zajebiste opowiadanie po prostu nie rozumiem!!! Rozdział zajebisty, popłakałam się tylko nie wiem czy to ze szczęścia, bo poeiedział jej to co myśli i ona mu wybaczyła czy dlatego, że chcesz zakończyć tak cudowne ff. Tak mi się zebrało i ostatnio komentuje wszystkie rozdziały jakie przeczytam. Ten rozdział pochłonełam. Kurwa,kurwa,kurwa mam nadzieje, że na koniec będzie jeden wieeelki happy end. Tak ma być i koniec, bo jak nie to nie wiem co ci zrobie jak cię spotkam rozumiesz? Do następnego <3<3<3
OdpowiedzUsuńPs: polecam: http://bruk-wspomnienia-krwi.blogspot.com
To jest meeega :D Szkoda ze juz się kończy, ale warto jest czekać na każdy jeden rozdział :)
OdpowiedzUsuńWchodziłam tu codziennie. Codziennie sprawdzałam czy coś dodałaś, a tu dziś taka niespodzianka. Bardzo dziękuję. Już czekam na( niestety) epilog.
OdpowiedzUsuńJak można?? Jak?? Nie możesz nam tego zrobić! Kocham twoje opowiadanie ♥
OdpowiedzUsuńboze tak sie poplakalam masakra mam andzieje ze bedzie nastepny:((<3
OdpowiedzUsuńŚwietnie że wróciłaś do pisania!!! Ale przed ostatni rozdział? To jest jednen z najlepszych ff jakie czytałam... I jeszcze jeden rozdział i koniec?
OdpowiedzUsuńcudowny rozdział!!!!
OdpowiedzUsuńinformuję że dodałam nowy rozdział do mojego ff o Liamie
jeśli chcesz to wpadnij i jak przeczytasz zostaw komentarz:) to bardzo ważne dla mnie
http://chance-liampayne-fanfiction.blogspot.com/
Powiem szczerze... dla mnie to ff zakonczylo sie na pierwszej czesci. Po prostu... nawet nie wiem jak to wytlumaczyc. Nie podoba mi sie to... Piszesz wspaniale i to jest pewne, ale to ... ugh no nie wiem. Ale poczekam jak to zakonczysz i moze wtedy powiem cos wiecej. Duzo weny, kochanie xx
OdpowiedzUsuńineedangelinmylife.blogspot.com
Świetny rozdział ♥
OdpowiedzUsuńTe ff jest cudowne <3
Brak mi słów!
OdpowiedzUsuńDodasz kiedyś jeszcze rozdział??
OdpowiedzUsuń